…i jak do adopcji mają iść takie ufajdane?

Wiem, że zaraz niektórzy Czytaciele stwierdzą, że taki temat już był i ja nawet potwierdzę, ale o zupełnie innych zwierzakach będę pisać, więc tak jakby się nie liczy. Poza tym to moje miejsce i mogę pisać o czym chcę i ile chcę. Bo tak. Jak mi się zachce napisać 24 posty o łaciatkach, to tak zrobię!

Właśnie.

Dziś o sierściuchach, dawno o nich nie było, więc niech będzie, że im się należy. Żeby jednak nie było aż tak kolorowo i pochwalnie, to pokażę Wam, jakie to upaprane na ryjku się rodzi… I że niby to jest takie urocze! Też coś!

Spince się lekutko zbrudził polik:

Na szczęście skarpetki chociaż utrzymuje w nienagannej czystości:

Spinka ma raptem trzy lata, więc przed nią całe życie. Na początku nie wiedziała, czego nasi mogą od niej chcieć i na wszelki wypadek pokazywała, że ona sobie sama poradzi i żadnego spoufalania się nie potrzebuje. Teraz już jest inna – chętnie na mizianko przybiegnie, a jak jakiś inny sierściuch będzie chciał pod drugą rękę dwunożnego się wepchnąć, to ta mu kurtulalanie pokaże, że teraz jej kolej i nikt więcej nie jest potrzebny. Nie żeby tam z agresją, bo mieszka na kociarni i całkiem dobrze się dogaduje z innymi, także jak kto chce powiększyć stadko, to Spinka się poleca.

Kilka miesięcy temu trafił do nas Skrzekotek.

Na początku myślałam, że mu ta mucha, co koło nosa siedzi, odleci, ale uparta jakaś była wybitnie, a potem się okazało, że to jednak kropka na sierści, której nijak się zmyć nie da… Trudno, podobno dzięki temu Skrzekotek wygląda bardziej wytwornie, ale bo ja wiem…? Jakoś nijak mu to w znalezieniu domu nie pomaga, bo sierściuch ciągle siedzi w schronisku. Jaki jest? Podobno niezwykle przylepiasty! Na kolana wlezie, traktor gardłowy uruchomi i tak mogą mu całe dnie mijać… Tylko byle się znalazły te kolana jakieś na stałe, bo nasi to za dużo czasu nie mają, żeby tak dawać się odgniatać każdemu…

Osha przyjechała jeszcze dawniej od Skrzekotka iiii wyobraźcie sobie, że to na nosie, to też nie mucha!

Żaden to też kawałek żwirku czy paproch. Kropka przebarwiona na nosie, ot co! Kto to widział tak chodzić po świecie z plamą na samym środku twarzoryjka! Osha nie jest taka hej hop wylewna od pierwszego wejrzenia, a nawet, jak się przekona do dwunożnego, to też potem nie jest tak, że by leciała się mizdrzyć pod nogami, więc jak ktoś szuka takiego stonowanego sierściucha, to bardzo proszę, idealna! Może i się zmieni, to wtedy już w ogóle będziecie się mogli czuć wyróżnieni.

Chors prócz nosa upaprał też brodę…

Przyjechał do nas zakatarzony i z pogryzioną girą, więc najpierw zaczął nawiązywać bliższe znajomości z wetką i tabletkowymi. Musicie wiedzieć, że nic a nic się nie skarżył! Ani pół groźnego pomruku nie dało się słyszeć! Chors napawał się tym, że go miziają, że spędza czas z naszymi, że nie siedzi sam w klatce. Wygląda na takiego mało przystępnego i poważnego, ale nic z tego – sierściuch uwielbia głaskanka wszelkie, nawet pobawi się chętnie, czyli idealny jest. Szkoda, żeby się marnował za kratami, tyle powiem, a co. Nawet ja mogę sierściucha pochwalić.

Na koniec będzie Sławka, która dostała imię na cześć pewnej dwunożnej o tym samym imieniu, a która to zgłosiła taką chęć po tym, jak opisałam, że dla niektórych to taki ogromny problem jest, żeby zwierz miał dwunożniowe imię. Sławka to już ma ufajdany ryjek na wszelkie możliwe kolory:

To kolejny idealny kawał sierściucha. Do pogłaskania chętna, futerko mięciuchne, że podobno aż się ręka oderwać nie chce, zabawkami nie pogardzi, byle takie były, co to nie za głośne, bo Sławka hałasu w schronisku to ma po kokardkę… Za to do przerzucania się pluszowymi myszami jest pierwsza. Przyjechała do nas raptem kilka dni temu i nasi podejrzewają, że gdzieś dom zgubiła, bo kilka dni się bezradnie szwędała po ulicy. Nikt się po nią nie zgłosił, niebawem nasi ogłoszą, że może szukać nowego miejsca w świecie dla siebie.

Mam nadzieję, że mimo takiego niechlujstwa na ryjkach, sierściuchy te (i nie tylko te) znajdą jednak domy szybciej niż później. Jakoś im wybaczycie, prawda? Niestety od razu uprzedzam, że choćby się szorowały tydzień bez przerwy, to już zawsze będą tak wyglądać… Trudno, co zrobić! Ja tam polecam do adopcji, a co mnie szkodzi.

To jak…? Kogo wyszykować na drogę…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)