„…on jest mój!…”

Nasi to na nudę nie mogą narzekać. Co rusz historia goni historię.

„…dlaczego pies został wykastrowany skoro chciałem go adoptować??…”

„…muszę oddać kota, którego wziąłem na dom tymczasowy, proszę pani, ten kot robi KUPĘ!…”

…iiiii takie tam różne…

…..serioserio….

Dziś będzie o tym, jak… hm… ciężko mi nawet napisać w kilku słowach, o czym. Może Wam się nasunie, jak już przeczytacie.

A było to tak… Niedawno temu nasi z tego schroniska, co jest niżej na mapie dostali zgłoszenie, że przy całkiem ruchliwej drodze biega pies.

Niby ktoś z jeździdła wyrzucił, ale czy ktoś to faktycznie widział – nie wiadomo, bo nikt nawet opisać koloru nie potrafił, ale to już trudno, nieważne, psa trzeba było jakoś złapać.

Problem był jednak taki, że biegał jak szalony od lewa do prawa i wzdłuż! Kolejne zgłoszenia, każdy mówił o trochę innym miejscu, więc jak tu łapać, skoro przerażony zwierzak nijak nie miał najmniejszego zamiaru się zatrzymać?

Już nawet klatka taka specjalna była kombinowana, co to zwierz wejdzie i się zamyka sam, ale urządzonko jedno, a miejsc do postawienia kilka, nie rozdwoi się!

…i się wtedy zaczęło dziać…

Kilkoro dwunożnych się skrzykło i postanowiło, że pies za wszelką cenę do schroniska nie trafi, nie może, wykluczone to jest. Dom już czeka, tylko złapać uciekiniera!

…i ta grupa biegała po tej ruchliwej drodze za psem, zatrzymywała jeździdła, a przez ten cały raban zwierzak już kompletnie nie miał zamiaru dać się złapać, bo gdzie tu z takim hura-bura łapać kogoś, kto nie rozumie, o co chodzi, czego chcą i w ogóle gdzie jest ktokolwiek, kogo by znał?! Sami obcy, w dodatku głośni, jeździdła pewnie trąbiły, bo ktoś chciał jechać, a nie mógł, bo mu zgraja dwunożnych nie pozwalała, bo pies! Słyszałam, że aż ci ważniejsi dwunożni w niebieskich ubrankach musieli przyjechać, żeby towarzystwo rozgonić do domów, a przynajmniej zaapelować o rozważniejsze zachowanie, bo stanie się nieszczęście i w ogóle to kto to widział!?

Nasi też tam jeździli, ale rezultatu nie było, trzeba było czekać…

Następnego dnia zadzwoniła pewna dwunożna, że udało jej się zwabić psa do siebie, do ogrodu. Wspaniała wiadomość! Pies zamknięty na terenie, już pewnie zmęczony i głodny, nasi czem prędzej pojechali po niego i przywieźli do schroniska.

……i ta grupa, o której pisałam wcześniej, miała strrrrraszne pretensje do tej osoby, która psa zatrzymała w ogrodzie, to raz, a dwa – że nie wydała go właśnie tym poszukiwaczom, tylko zadzwoniła do schroniska… Bo po co! Bo biurokracja! (nie wiem, co to, ale przepisałam z komentarzy na fejsie) Pies dom miał już właściwie zapewniony! Jak można było!

Potem zaczęło się pisanie na fejsie, bo ta dwunożna to jakaś nieużyta, bo nasi to też nie lepsi, bo jak można było do schroniska przekazać psa, a pies dom miał mieć!

Oczywiście, że przecież jeśli nikt by się nie zgłosił, to przystojniak byłby do adopcji, ale najwidoczniej trafienie zwierzaka do schroniskowego kojca jest dla niektórych równoznaczne ze skreśleniem z listy psów, które chciałoby się mieć. Jak inaczej to wytłumaczyć – nie wiem.

Nasi psa ogłosili, jak tylko się dowiedzieli, że pies biega po drodze. Potem ogłosili, jak już udało się go złapać. Wciąż poszukiwany był właściciel, tak to już jest, że przez pierwsze dwa tygodnie się na niego czeka. I wiecie, jak „pechowo” się wydarzyło? Właściciel się znalazł! Nie porzucił zwierzaka, ale pozostawił pod opieką i wyjechał do pracy, ale jak tylko się dowiedział, że pies w takich tarapatach jest, to przyjechał, żeby go odebrać, bo jak to tak.

Przecież gdyby faktycznie porzucił zwierzaka, gdyby nie chciał go odbierać, to zwyczajnie by się nie zgłosił, więc skoro już dał znać, że to jego pies, to chyba jednak mu zależy, prawda?

……..i ta grupa… ta wiecie, co wyżej pisałam… zaczęła pisać też do tego właściciela, bynajmniej nie z gratulacjami i życzeniami wszystkiego dobrego……..

Bo pies miał już dom, a tu jakieś takie niepotrzebne przygody z szukaniem! Mało tego – bezczelnie pies WRÓCIŁ do domu!

…i nawet na fejsie po ogłoszeniu, że pies wrócił do domu, ktoś napisał „Szkoda, chciałam go adoptować.”

Hm, to trochę innych w schronisku mieszka. Jak nie w tym, to gdzieś indziej. A jak rasowość była taka istotna, to z pewnością są organizacje, w których można takie znaleźć…

Jak pies trafi do schroniska, to gorszy się staje? Nagle jakaś plama mu się pojawia? Oznaczenie? Wstyd jakiś umowę podpisać, czy jak? Trzeba było robić AŻ TAKI szum wszędzie, gdzie się da, obrażać każdego, kto stanie na drodze i kto przyczyni się do tego, że pies trafi właśnie do schroniska? Taka rola naszych, żeby zabezpieczyć i znaleźć właściciela i ja to chyba pierwszy raz słyszałam, żeby mieć takie pretensje, że złapało się czyjegoś psa zamiast pozwolić, żeby ktoś inny go zabrał, bo tak, bo już sobie obiecał!

Pretensje od właścicieli, że się wyłapało ich własnego psa chodzącego samopas, bo ktoś zgłosił również bywają. Kiedyś jeździdło (wielkie i oklejone zwierzątkami), z naszymi jechało na drugi koniec miasta (więc czasu było dużo), a potem właścicielka do samego miasta napisała pismo, że właściwie to na chwilę straciła go z oczu, a wręcz to stała obok, więc dlaczego schronisko przyjechało i zabrało zwierzaka?

…ale żeby obsmarować kawałek internetu najpierw, że schronisko nie chce złapać psa, a potem, że złapało i jakim prawem, skoro dom czekał…?

…naprawdę…?

…ale że dlatego, że rasowy, czy co?

I tak to widzicie, historia, której nie da się opisać kilkoma słowami. Gdyby nie to, że jestem wrrredaktorką, to bym żadnego słowa nie umiała wydukać o tym, bo by mi się chyba nie znalazły.

Ech, cierpliwości życzę wszystkim…

…a to nie jedyna historia z tego schroniska, którą Wam opiszę, ale też muszę słowa znaleźć, bo póki co mi się znów wyczerpały…

4 komentarze

  1. ☘☘💙💙💙💙💙💚💛💛💚💙💙💙💙☘☘☘☘

  2. Porąbane na fest…🙄🙄🙄🙄…czasem co niektórzy powinni się stuknąć w czoło…pies ma być zaopiekowany a nie latać po ulicy i kropka jeśli właściciel jest niewydolny pies jest zabezpieczony przez schron i tyle…czy radowyczy kundelek i warto się grubo zastanowić czy należy zwierza wydać….gdzieś rozum śpi 🙄🙄🙄

  3. Nie rozumiem takich ludzi…

    A w dodatku w kolczatce jeszcze pies…

Odpowiedz na „Anonim AnonimowyAnuluj pisanie odpowiedzi