simple-lightbox domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6131nirvana zostało uruchomione zbyt wcześnie. Zwykle jest to wskaźnik, że jakiś kod we wtyczce lub motywie działa zbyt wcześnie. Tłumaczenia powinny zostać załadowane podczas akcji init lub później. Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6131Artykuł Już jest! I pachnie! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>I pisząc, że my, to znaczy, że i ja! Patrzcie i spróbujcie tylko nie podziwiać:

Ja dumnie reprezentuję kwiecień, bo wtedy też jest dzień tych, co to nas leczą, chociaż my ciągle udajemy, że ich nie lubimy i nic a nic nie podpowiadamy, co nas boli, a oni i tak wiedzą. Taka magia nad magiami!
Widzicie te napisy tam z dwóch stron mnie? Są w języku, który rozumiem i w drugim, którego ni w ząb, ale po takiemu mówią dwunożni, którzy nam pomagają. Mieszkamy blisko tej takiej kreski na mapie, za którą już jest inny kraj, więc bywa, że niektórzy z nas wyjeżdżają tam mieszkać i już nie są psem czy kotem, ale Hundem albo Katzem. No i ci dwunożni zza tej kreski to nam pomagają bardzo, więc żeby dla nich też ten kalendarz był fajny i przydatny, to siedzieliśmy dłuuugo długo z innymi i każdy po kilka słów w słowniku znalazł.

W kalendarzu jest bardzo tematycznie, a to za sprawą jednej z naszych, która ma takie pomysły różne i przyjeżdżała do nas z torbami wypełnionymi balonami, materiałami, flagami, smaczkami, figurkami i maaasąąą różnych innych rzeczy, dzięki czemu potem powstawały różne cuda.

Korzystając też z okazji, że mamy głos, różne ważne sprawy poruszaliśmy:

…chociaż nie wszystkie dekoracje przetrwały do końca sesji…

…ale było super, a teraz na Waszych ścianach może być tak pięknie jak na naszej!

Jeśli czujecie, że w Waszych pokojach, biurach, kuchniach, przedpokojach też czegoś brakuje i jakoś tak łyso jest, a przy okazji chcecie zrobić coś dobrego, to ja zapraszam do dryndnięcia do naszych (uwaga, podaję cyferki: 75 778 04 12) albo napiszcie (tu jest adres: schroniskodluzyna@gmail.com) i na pewno się dogadacie co do zamiany kartek z datami na monetki. Z tego, co podsłuchałem, to trzeba przygotować ich 35. Albo więcej, jak chcecie, my tam się nie obrazimy.
Zatem – zapraszam psierdecznie!
Artykuł Już jest! I pachnie! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł To będzie przepsiękny 2021! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Taaaaak!
Kalendarz! Z nami kalendarz! Znowu nasi będą go zamieniać na monetki i dzięki temu będą mieć za co opłacać różne rzeczy dla nas. Maaaasę darów dostajemy od Was, ale nie wszystko da się przynieść, prądu w wiaderku na przykład nie sposób…
Jedna z naszych to miała takie pomysły w tym roku, że mucha nie odważy się nawet siędnąć. Nie wszystko mogę Wam pokazać, czasami tylko podpowiem, że czerń Fiony idealnie komponowała się z fioletem kwiecia:

…albo uprzedzę, że jak się bierze teriera do sesji, to trzeba być przygotowanym na większość ujęć takich jak to:

…….albo pokażę, jak wygląda zwycięski przebieg po świetnie wykonanej sesji…
…albo zdradzę, dlaczego Ast jednak nie jest najlepszy w pozowaniu z akcesoriami…

Pokażę za to też, że miesiące będą bardzo tematycznie:

Czasami podpowiadałam też głębokie przemyślenia, które nasi dali na niektóre miesiące. Miałam swój wkład! …tylko się muszę o kulki upomnieć w zapłacie… Ociągają się.

Czasami kalendarz bawi, a czasami też uczy i wychowuje, bo niektóre rzeczy trzeba powtarzać na okrągło:

Nie tylko psy stanęły na wysokości zadania, ale w to to akurat nikt nie wątpił. Sierściuchy też poczuły powagę sytuacji i wiedziały, kiedy mają się patrzeć uważniej, kiedy robić wielkie oczy, a kiedy wzrokiem zatęsknić czy się zamyślić:

Ten kalendarz, co pokazuję, będzie mieć 13 stron, na wszystkie miesiące plus okładka, taki wypas! Widziałam niektóre sesje, czasami też widziałam postępy z tworzenia i Wam napiszę, że po prostu ŁAŁ. Co roku piszę, że musicie mieć nasz kalendarz, ale dziś to już w ogóle po tysiąckroć zapewniam, że MUSICIE i już. Wszystkiego Wam nie mogę tutaj wrzucić, żebyście mieli też element zaskoczenia, a co.
Prócz tego kalendarza, co to już widzieliście dużo, to będzie też taki, którzy biurownicy wszelkiej maści lubią, albo i tacy dwunożni, co to lubią oglądać miesiące do tyłu i do przodu.

Tu będzie tylko jedno zdjęcie u samej góry, a niżej będą trzy kartki z trzema miesiącami i to można wydzierać. Wy pewnie wiecie lepiej niż ja, o czym mówię.
W każdym razie te wszystkie kalendarze są dostępne w biurze schroniska. Muszę od razu uprzedzić, że to nie będzie tak, że będziecie czekać do ostatniej chwili, a one będą czekać. Skąd! Ilość jest ograniczona i to mocno, że tak pozwolę sobie napisać.
Ach, i te kalendarze to nasi wymieniają za monetki, bo to ważne jest, żeby mieć za co opłacić dużo różnych rzeczy, których nie dostaniemy w darach, bo się nie da. Te kalendarze pierwsze, co to jest inny zwierzak na każdy miesiąc, to kosztują 35 monetek, a te drugie, dla biurowników – 30 monetek.
Zapraszam psierdecznie i pamiętajcie, że miałam w nich swój wkład tekstowy, to zdecydowanie podnosi ich wartość, a cena jest taka sama jak co roku, także widzicie, jaki gratis!
Kto będzie pierwszy w biurze, żeby zamienić monetki na takie oto cudne wydanie?
Artykuł To będzie przepsiękny 2021! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Dzień Pozytywnego Zmęczenia! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Aż tu dnia pewnego… nasi ogłosili… że nie dość, że już mogą przychodzić nie-wolontariusze, to jeszcze się wyprawi prawdziwy Dzień Psa połączony z dziesiątkami spacerów! Obchody tego zacnego psięta były kilka dni temu. Przygotowania szły pełną parą, jak zwykle, bo patrzcie:

Żeby było wszystko z daleka widoczne, to namiot rozstawili, a przy okazji cień się przydawał. Schronisko co prawda jest w lesie, ale akurat tam, gdzie stali, to nijak żadne drzewo nie zasłaniało słońca.
Baza wydawcza powstała zaraz za bramą, żeby jednak tłumy nie kursowały przez furtkę:

Była woda dla dwunożnych, bo jednak to ważne w taki gorący dzień, i o psiundlach nikt nie zapomniał, bo o, też czekała:

Dwunożni dopisali!

Sporo ich przyszło i czekali w kolejce na zwierzaki, znaczy na psy, bo to nasz dzień był! Psiolontariusze biegali po wiatach, zabierali kolejne czworonogi i przekazywali smyczki w dobre ręce.

Wychodziły psy średnie:

Małe psiurdupelki:

I takie większe!

Niektórzy przychodzili w pojedynkę, a niektórzy zabierali całą rodzinę i nawet małe dwunożniątka zabierali, a potem dziarsko wszyscy szli w las:

Niektóre psiundelki nawet się kłóciły, że jak to tak można się guzdrać skoro tu taki spacer czeka!

Jak nie widzicie z daleka, co by mnie wcale nie zdziwiło, bo ja też już średnio… To patrzcie:

Ten kurdupsielek tak bardzo wpadł w oko „jego” dwunożnym, że nawet było ciężko się rozstać:

Nie tylko im, bo musicie wiedzieć, że każdy się musiał odgłaskać na koniec spaceru:

Przystanek przy miseczkach też był obowiązkowy:

Ech, a po napiciu się i wymizianiu następowało już przemaszerowanie przez furtkę do kojca:

Nie myślcie jednak, że to było jakieś smutne czy coś, wcale nie! To nasz dom, więc tam po prostu wracamy, jak do siebie. Innego miejsca nie mamy…

Niektórzy mieli zadania dodatkowe! Dual pięknie pokazał, jak się siada:

Nic za darmo, dostał zasłużoną nagrodę:

Był też bonus! Ale tu muszę uprzedzić, że tylko nieliczni tak mogą, a tutaj widzicie główniejszą psiolontariuszkę, która zna Duala i on ją też bardzo dobrze, dlatego takie czułości były możliwe: 
Na spacerach było wybornie!
Ale przy pożegnaniach też się nie smuciliśmy:
Wiecie, kto jeszcze poszedł na spacer?? MY!

We własnych psioosobach byłyśmy!
Spacer był super w dechę, miziano nas i podziwiano, udzieliłam krótkiego wywiadu, ale nigdzie go nie zobaczycie, bo był całkiem prywatny. Tak to już bywa z celebrypsami, nie mogłam sobie pozwolić na ominięcie tak ważnych obchodów.
Oczywiście, że na koniec też było mizianko:

…ale jak przyszło do powrotu… To byłyśmy pierwsze przy bramie:

I wiecie co?? Byłyśmy aż DWA razy!!
Nie wspominałam chyba jeszcze, a to super ważne – przynosili nam prezenty!

Dużo nasi dla nas zebrali, za co dziękuję tutaj psierdecznie i ogromnie!

Z racji tego, że było gorąco bardzo tego dnia, to po całej akcji jeszcze nasi chodzili i chłodzili kojce:

W międzyczasie jeszcze ostatnie zwierzaki wracały ze spacerów:

Ostatnie odpinania szeleczek:

I ostatnie głaskanka…

…powoli robiło się cicho…

…sennie…

…rozmyślająco…

…i czekająco…
To był dobry dzień, psiewspaniały, napisałabym nawet! Dwunożni pozabierali wieeeelu z nas na spacery dwa razy. DWA RAZY! Jednego dnia! Takie rzeczy to tylko w takie święta! Nasi potem pozabierali też tych, którzy nie mogli wyjść z niepsiolontariuszami, także nie martwcie się, wszyscy mieli psięto.
Ach, tego dnia dużo głośniejsze chrapanie się z bud wydobywało, dużo mocniej się spało, a rano to się nawet niektórym nie chciało wstać. Ja ze Stańką to przecież tak byłyśmy zmęczone, że post był, jaki był, sami wiecie. Znaczy genialny, jak każdy, to najmniejszych wątpliwości nie mam, ale nie był za długi. To właśnie dlatego, że ledwo mogłam łapą ruszyć, ale Wam napiszę, że było warto…
To teraz czas na zasłużone słowa uznania i podziękowania – otóż, z tego miejsca chciałam Wam oczywiście jak najbardziej i najpsierdeczniej PODZIĘKOWAĆ za ten dzień, za spacery, za taką możliwość pokazania nas, bo przecież już ja wiem, że ktoś się w kimś zakochał na zabój i teraz kombinuje, jak by tu zabrać do domu kogoś na zawsze-zawsze, już ja wiem… Gdyby nie nasi, gdyby nie wszyscy dwunożni, którzy przyszli, to by się nie udało, nie byłoby tego superowego dla wielu zmęczenia…
Jesteście wszyscy najlePSI na świecie!

Artykuł Dzień Pozytywnego Zmęczenia! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Wystawili nas! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Wszystko się zaczęło zaraz na początku roku, ale ta zaraza jak się rozwinęła, to się zaraz wszystko zamkło i dopiero teraz można było wreszcie zrealizować plan. Booo w naszym mieście jest taki duuuuży sklep, który się składa z wielu mniejszych sklepów różnych, czy nawet takie miejsce jest, gdzie można najnowsze filmy obejrzeć chrupiąc sobie to i owo.
I dwunożni z tego miejsca dużego bardzo uzgodnili z naszymi, że korytarz jest tak przeogromny, że zmieści się tam bardzo dużo drewnianych nóg z naszymi zdjęciami. Patrzcie, jak dumnie stoimy:

A z drugiej strony wygląda tak:

Środkiem stanęła skrzynka na prezenty dla nas:

A to nie wszystkie, bo stoją jeszcze tu:

Wszystkie psiękne! I zdjęcia cudne, i oddające naszą urodę niebywałą, i opisy trafne, i wszystko tam pasujące i zgrane, nasi to potrafią!
Kilka plakatów Wam pokażę z bliska bardziej, ale żeby tak wszystkie, to musicie tam się przejść, najlepiej z prezentem dla nas, bo ja tam nie będę komuś mówić, ale z pustymi rękami, to wiecie… No nie wypada. Co nam przynieść? O tym na końcu, bo teraz to patrzymy, kogo można podziwiać:
Oto Kili:

Kili mieszka w schronisku z Sinti, i tak się składa, że i ją nasi dali na plakat:

Miejsce znalazło się też dla Kamy, której psiumpel już wyjechał do domu, a ona wciąż czeka:

Sierściuchy też są! Reprezentuje je między innymi Ricant:

Nasi też zrobili takie plakaty wyjaśniające, czego potrzebujemy i na jednym Świtek z nadzieją patrzy:

Na drugim Gerapio w wielkim oczekiwaniu razem z sierściuszkiem się znalazł:

Jak już wspomniałam – jeśli chcecie zobaczyć więcej, to się musicie przekopytkować tam do tego miejsca z wieloma sklepami i kinem nawet, a już ja wiem, że i do jedzonka tam się coś znajdzie. Czekajcie, niech spojrzę, jak to miejsce się nazywa… O, na plakacie jest obrazek z nazwą – Focus! Obejrzyjcie zwierzątka, przeczytajcie o nich to i owo, może akurat ktoś Wam wpadnie do serca? Jak tak się nie stanie, to nie trzeba się zniechęcać. Wystarczy zajrzeć na stronę naszą czy też innego schroniska i patrzeć, ile wlezie, może akurat ktoś okaże się godny przyjazdu i poznania?
Ja wiem, że może post nie wyszedł najdłuższy i w ogóle nie o tym, o czym chciałam, ale my ze Stańką jesteśmy tak padnięte po wszorajszym dniu, tak nas łapy bolą, że i tak ledwo dusimy w ten ekranik… Dlaczego tak jest, to się dowiecie za kilka dni, a tymczasem pozwolimy sobie znów paść na ryjki…
….chrrrr…..
Artykuł Wystawili nas! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Radości więcej, śmieciuszków mniej! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Tęsknimy za psiolontariuszami, a oni za nami, chociaż my jesteśmy wyprowadzani przez pracowników, a i oni mają swoje zwierzaki w domach, ale potrzebujemy siebie nawzajem i koniec. Zaraza trwa i ci najważniejsi nasi nie pozwolili jeszcze na przychodzenie wolontariuszy, ale żeby, jak to mówią, wilk był wybiegany, a i owca była bezpieczna, to wymyślili, żeeeee…

…psiolontariusze przyjdą pod schronisko, nasi im po kolei będą wydawać zwierzaki i będą szli w las! Przy okazji każdy dostanie woreczek, który nasi wcześniej przygotowywali…

i jak ktoś znajdzie śmieciuszka, to go zapakuje i będzie czyściej!
Zgłosiło się wieeelu chętnych i każdy wybrał dwa czterołapki, bo i wyjścia w las były dwa. Nasi mieli całą listę pokolorowaną, żeby było wiadomo, co komu i żeby wcześniej już się naszykować.

Było przygotowane wszystko, co mogło się przydać na spacerku:

Niektórzy to się doczekać nie mogli, zanim ich ukochane psiutki wreszcie wylezą przez bramę!

Ach, nareszcie, po tylu dniach!
I kolejni:

I kolejni:

…i następni:

…wypływ zwierzątek trwał:

…a radości końca nie było!

Nasi to się musieli nieźle nabiegać, żeby wszystkich odpowiednio ubrać.

Z niektórymi wcale nie było łatwo, najpierw trzeba było swoje odgłaskać!

Najważniejsze, że wreszcie można było się wyprzytulać…

I wygłaskać:

I wytarmosić:

Wreszcie dostępne były ulubione kolana:

…a że było ciepło, a psiolontariusze nas świetnie znają, to też wiedzieli, że niektórzy chętnie skorzystają z ochłody:

Niejeden był chętny na moczenie podwozia:

Była świeżuchna trawa do wypasu łaciatych zwierzątek:

…ale żeby nie było, tereny były różne, kwadratowe i podłużne, ohohoho!

…były spacerki na wodami:

…była zabawa w chowanego:

…były przebieżki po starych, dobrych, leśnych ścieżkach:

Było tarzanko!

Wreszcie można było podeżreć frolki!
Były i całkiem poważne pływania!

Żeby nie było – wszyscy pamiętali o drugiej, ważnej misji dnia:

Taaak, śmieciuszki się zbierały!

I niosły przez cały spacer!

Nawet fachowy nos oceniał zawartość:

Miło było patrzeć, jak kojce w większej ilości stały puste:

Jak już wspomniałam wcześniej – wychodzimy na spacerki, bo nasi nas zabierają przed i po pracy, ale to nie wyjdzie aż tyle spacerów, wiadomo, chociaż zawsze coś.
W każdym razie – śmieciuszki się zbierały i potem wracały razem z psami! Wychodziły puste worki, wracały pełne:

Niektórzy padali na brzuchy ze zmęczenia…

Potem po kolei wszyscy wracali do siebie:

I pierwsze co, musiało być chłeptanko:

A potem pełne uznania podziękowania:

A tyle właśnie śmieci mniej teraz leży w lasach i parkach na około:

HA!
Na sam koniec-koniec już tylko nasi oblali kojce, żeby zrobiło się chłodniej…

Ach, mamy wszyscy nadzieję, że jak najszybciej wszystko wróci przynajmniej ociupinę do normy… Zarazo, giń!
DZIĘKUJĘ wszystkim, którzy się dołożyli do tego dnia szczęścia dla nas i dla przyrody! I za pomyślunek, i za zwołanie wszystkich, i psiolontariuszom dziękuję, że przyszli i zabrali nas na spacery! To tak cieszy, że się nikt nie odzwyczaił, tylko każdy dopytuje, czy już można… A jak można nie do końca tak, jak by wszyscy chcieli, to i tak mimo wszystko przybiegają specjalnie dla nas!
Psie serduszko rośnie!
Jakby kto pytał, czy ja byłam. Otóż – nie, dla urody wystawiałam lico do słońca, niedługo lato, trzeba podłapać troszkę opalenizny…

Artykuł Radości więcej, śmieciuszków mniej! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Jejku, rety – gabinety! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>…bo musicie wiedzieć, że dawno-dawno temu żadnej miejscówki wetowej nie było. Przyjeżdżali do nas w zielonych ubrankach, z wielkimi torbami na ramionach, wędrowali z Tabletkową po schronisku, spisywali różne rzeczy, zaglądali do gardeł, uszu i gdzie się tam tylko dało, zalecali leczące kulki i jechali z powrotem.
Potem nasi stwierdzili, że warto byłoby mieć takiego weta na miejscu, który by znał zwierzaki, spędzałby w schronisku prawie cały dzień, wiedziałby co i gdzie piszczy, a i zabiegi na miejscu też niektóre by były i w ogóle mniej jeżdżenia, i takie tam. W ten sposób zawitała do nas Ada-Wetka i zajęła maciupcie miejsce w dawnej tabletkowni, ale wiadomo było, że to nie będzie na stałe, bo już wtedy były poważne plany przebudowania budynku stojącego na środku schroniska, który służył do tamtej pory za miejscówkę Wolontariuszy (nie martwcie się, oni też dostali nową).
Tutaj możecie zobaczyć, jak wyglądał kącik lecząco-badający:

A tutaj obok było miejsce na stół do krojenia:

A po drugiej stronie kawalątek miejsca do siedzenia, wypełniania papierków i takich tam…

Sami widzicie, że jeszcze jak się dołożyło wetkę i pomocników, i jeszcze do tego wszystkiego wprowadzono do zbadania owczarka, to tylko fruwanie pozostawało, jak ktoś chciał się przemieścić…
Rozpoczął się więc remont! Oto żółty domek prawie przed wszystkimi zabiegami, bo ani się obejrzałam, to już coś robili na dole, zdaje się, że dokładali takie specjalne coś, co by cieplej było:

I patrzcie, jak porządnie robili, że jeszcze wkopywali te sprytne ocieplenia niżej, żeby nie ciągło w łapki!

Wiadomo było, że nie mogą zostać takie maciupkie okienka, wet musi wszystko dobrze widzieć przecież. Tutaj widzicie przygotowanie od środka do zmian:

…a tu widzicie, jak sprytnie te ocieplacze dawali tylko tam, gdzie trzeba, a tam, gdzie okna będą wielkie, to nie, bo po co to potem ciąć. Ha!

…a tu, na tym zdjęciu, to zgroza! Wam piszę! Jak pewnego dnia pierwsze zwierzaki wyszły na spacer ze szpitalika, to w oczach widać było przerażenie, że O-LA DOOGA, jak tu teraz się wydostać?! Szybko jednak zmajstrowali kładkę, po której całkiem bezpiecznie i suchą stopą można było przejść. Bez tych dołów by się nie obeszło, inaczej wetka nie miałaby jak włączać światełka, a z kranu woda by nie leciała, także widzicie, że to arcyważne było:
Na poprzednim zdjęciu było widać, ale tu widać lepiej, że okienka już były duże… znaczy dziury na okienka, i te klocki docieplające już też są zalepione:

O, a tu widzicie od środka:

Tej dziury tam na końcu to kiedyś nie było, bo się wchodziło od drugiej strony i tam było miejsce na kulki jedzeniowe… Ale uznano, że tam będzie super pomieszczenie do robienia takich zdjęć, co to widać zwierzaka od środka, dlatego właśnie ta dziura tam jest, żeby się można było dostawać bez wychodzenia z budynku. Wygodniej!

A tu widzicie poskładane już różne rzeczy, które potem wylądowały na ścianach i podłogach, i w ogóle… Nie znam się, psem jestem, ale to robili mądrzejsi ode mnie! …na szczęście…

Musicie wiedzieć też, że domek wolontariusza był jednym pomieszczonkiem w środku, a tak zostać nie mogło, bo gdzie korytarzyk, żeby łapał zimne powietrze, a gdzie kawałek do ustronnego posiedzenia? Dlatego też zamontowano ścianki:

A potem wszystko zostało wyrównane i przyklejono takie ładne, śliskie prostokąciki, które na pewno łatwiej myć w razie czego. Tu widzicie, jak się stało gładko i jak to jeszcze to wyglądało przed dokończeniem sufitu:

…i druga strona, już z oknami:

A tutaj widok na tę stronę z nową ścianką, możecie też podziwiać w pełni skończoną podłogę:

Nastąpiła nawet wizytacja z zewnątrz, wnętrze zostało wstępnie zaakceptowane, podłoga okazała się stabilna i godna zaufania, żeby na nią wejść, a musicie wiedzieć, że wizytator jest w tej kwestii wybredny:

Jak już środek był skończony, to cały budynek został też pomalowany od zewnątrz na kolor nieba w letni poranek. Wybór odcienia łatwy nie był, ale na szczęście jakoś wszyscy do porozumienia doszli:

Pamparampammmmm, lecimy dalej! Szafki to też nie była sprawa przypadku. Konsultacje, oglądania, rozrysowywania, dumanie po nocach, przestawianie w głowie, mazanie na papierze…. W końcu wszystko poszło do takiego odpowiedniego dwunożnego, który razem z innymi wyczarował takie cuda! Tu jeszcze w trakcie montowania:

A tu już gotowe! Strona jedna…

…i druga…

…i trzecia!

…a to niewątpliwie jeden z najszczęśliwszych schroniskowych wetów pod słońcem, bo z takim super-w-dechowym miejscem!

Ach, potem to dopiero się działo! Trzeba było pakować w starej miejscówce wszystko…

…i pakować…

…i pakować….

Potem trzeba było się zastawiać, gdzie co rozłożyć:

…więęęęc potem było rozpakowywanie…

…i układanie…

…i rozkładanie…

…i wkładanie…

…aż wszędzie wszystkiego zaczęło być pełno!

…a ciągle było dużo do rozkładania:

Nie myślcie jednak, że wszystkiego było ZA dużo albo coś, bo każdego dnia jest potrzebnych tak bardzo wiele przeróżnych rzeczy, że czasami co ktoś coś przyniesie, to się już kończy za pstryknięciem palca… Pamiętajcie, że u nas jest tylu pacjentów, że w setkach by policzyć, więc pojęcie „za dużo” czegokolwiek po prostu nie istnieje.
A tutaj już prawie urządzone do końca miejsce Ady-Wetki:

Potem przyszedł też czas na sprzęty. Tu na przykład widzicie, jak transportowane było takie specjalne urządzenie z magicznym patykiem, co jak się go przykłada do nażelowanego zwierzaka, to wszystko można obejrzeć:

Stanął też stół, teraz jest na niego całkiem dużo miejsca i można z każdej strony go obejść, a to ważne bardzo:

Po drugiej stronie stanęły inne sprzęty, też ważne, a musicie wiedzieć, że to jeszcze nie wszystkie. Teraz jest ich więcej:

A tu widzicie inne najważniejsze urządzenie – do robienia zdjęć od środka! Ono jeszcze nie działa, bo pewni bardzo ważni dwunożni muszą nam dać jeden papierek, ale teraz tak się wszystko na świecie zawirusowało, że nie mogą się spotkać i zdecydować… Tak więc czekamy my i czeka sprzęt…

Własny kubeczek, czyli „kropka nad i”! Wtedy można było uznać przenosiny za zakończone…

Tu jeszcze Wam pokażę klatkę, których też narosło kilka, a w których mogą dochodzić do siebie te najbardziej chore czterołapki:

A tu już drużyna w akcji! To zdjęcie widzieliście już na pewno w poście sprzed tygodnia:

O całej ogromnej pracy, jaka się odbywa w tym miejscu, mogliście przeczytać TUTAJ. Niektórzy z nas wciąż muszą odwiedzać innych wetów w innych miejscówkach, ale to tam też pisałam, że jak komuś pompka wysiada czy stawy bardziej skrzypią, czy ślipia mgłą zaszły, to wtedy trzeba pojechać do innych, ale większość naszych dolegliwości już mamy leczonych na miejscu, i dużo badanek też możemy mieć robionych.
No i to troskliwe oko tej jednej, jedynej wetki, która nas ogląda całymi dniami, a nie jest „na dojezdne” na godzinkę czy dwie, to już całkiem bezcenne!
To jak, podoba się Wam też, prawda? Mucha nie siędnie! Wiadomo!
Muszę tu jeszcze nadmienić, że tych wszystkich sprzętów by nie było gdyby nie baaaardzo wielu dwunożnych z naszego miasta, którzy zagłosowali za tym, żeby tacy bardzo ważni dwunożni w bardzo ważnym urzędzie kupili za MILYJON monetek urządzonka ważne bardzo, a musicie wiedzieć, że one są tak niemoiwie drogie, że żadna zbiórka by nie pomogła… Za to już dziękowaliśmy wiele razy i dziękujemy teraz znowu, i w ogóle zawsze-zawsze będziemy za to wdzięczni psiogromnie!
Uff… Takie to rzeczy magiczne się dzieją i chociaż potem post ma tyle kilometrów, to się muszę z Wami tym dzielić, bo jakże to tak inaczej?
Tymczasem ledwo już na oczy patrzę od tego całonocnego pisania… Dziękuję za uwagę i dobranoc!
Artykuł Jejku, rety – gabinety! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Kilka cyferek, a wygrana gwarantowana! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Uwaga, najpierw podam cyferki:
zero zero zero zero dwa jeden trzy zero siedem osiem
0000213078, jeszcze zwykle z przodu się pisze KaeReS. Ale dlaczego nasi jeszcze do tego dorzucają taki magiczny znaczek:

…to zaraz opowiem.
Zapewne większość z Was dostaje relugarnie monetki z pracy czy też nie tylko, jeśli już nie pracujecie. Co roku dostajecie więc pewnie taki papierek, gdzie jest napisane, ile dostaliście, ile z tego było przekazane gdzieś wyżej i tak dalej. Nie znam się, jestem psem, ale tak z tego, co czytałam, w ogromniastym uproszczeniu tak to wygląda. Potem na podstawie tego papierka musicie się rozliczyć z jakimś ważnym urzędem. Czasami to i to miejsce, w którym pracujecie Was rozlicza, ale czasami nie. Czas jest na to aż kasztany prawie zaczną kwitnąć, a że teraz ciągle tak ciepło to kto wie, może zaczną wcześniej…? Lepiej się pospieszyć!
Koślawo mi idzie to tłumaczenie, ale byle do przodu.
Zatem więc jeśli się rozliczacie, to tam w druczku takim specjalnym, albo i w programie, możecie wskazać, komu byście chcieli podarować odsetek tego, co i tak zostało przekazane nie do Was tylko tam wyżej gdzieś. Wy nic a nic za to więcej nie płacicie, po prostu tak czy siak tego nie dostaniecie, aaaleeee…… kawalątek tego możemy dodać MY.
…pod warunkiem jednak, że w takiej właśnie najspecjalniejszej ze wszystkich rubryczce wpiszecie coś takiego:

Co dalej się dzieje? Za kilka ładnych miesięcy, jakoś tak na wakacje dopiero, zaczną do naszych spływać te monetki, które Wy do nas pokierowaliście tak wspaniałomyślnie.
Po co nam one? Ach! Po wszystko!
Żebyśmy mogli być zdrowi, a przynajmniej żeby było wiadomo, co nam jest i jak nas wspierać. Badanka i leczące kulki kosztują…
Co idzie za powyższym – żeby Wetka i Tabletkowe miały czym walczyć z choróbskami albo jak ratować takie zwierzaki, jak na przykład sierściuch Verden, którego dopadł jakiś niewychowany pies…

…albo takie psiolaski, jak Frunia, której dwunożny nic a nic nie widział, że psina staje się coraz bardziej różowa, łysa i swędząca…

Żebyśmy mieli pełne brzuszki, mieli co jeść i co pić, a ci, którzy potrzebują, to żeby jedli specjalniejsze kulki.
Żeby nasi mogli o nas trąbić na wszystkie strony świata (tak, niektóre sposoby wcale nie są darmowe…).
Żebyśmy mieli zabawki i smycze, dzięki którym Wolontariusze będą mogli z nami czas spędzać.

Żeby nie zabrakło wody, światełka i mocy do wszystkich urządzeń, które pomagają utrzymać czyste podłogi (chociaż przyznajemy, że często gęsto ledwo dwunożny wyjdzie po sprzątaniu, a już znów niespodzianka na podłodze… ale co innego mamy zrobić? Tu nikt nie ma pretensji!)
Żeby nasi mogli naprawiać, ulepszać i upiększać pomieszczenia, kojce i wszystko, co jest dla nas mieszkankiem. Wszystkie podłogi czy ściany naprawdę wiele przy nas muszą znosić…
Żebyśmy mogli mieć więcej rozrywek! Ze dwa razy pisałam tutaj, że jedni nasi zbierają na budowę wybiegów, a potem że im się udało i dzięki temu czterołapy z tamtejszego schroniska mogą poczuć wybiegową wolność.

Ach, no właśnie. I ci nasi…. Przecież dla wszystkich, którzy nas karmią, leczą, sprzątają nam pod zadkami, ogłaszają, doradzają w adopcjach, odbierają milyjony telefonów i załatwiają tysiące spraw – to jest praca i dostają za to monetki. Należą im się jak psu buda! Świątek, piątek czy niedziela – przychodzą i opiekują się nami najlepiej, jak można.
Powiecie – przecież schroniska dostają monetki od miast, w których się znajdują, przecież podpisany jest papierek, na którym jest napisane, że relugarnie dwa czy cztery razy do roku takie monetki przypłyną. Prawda – tak jest, ale musicie wiedzieć, że na przykład w naszym schronisku to nie wystarcza nawet dla tych naszych wymienionych w ostatnim punkcie, a co dopiero na wszystkie inne… Z kolei w tym schronisku, co jest na dole na mapie, nie mogliby sobie pozwolić na ulepszanie mieszkanek dla moich dalekich psiumpli, a już na pewno nie udałoby się zrobić tych trzech wybiegów, bo właśnie musicie wiedzieć, że na to poszły wszystkie-wszystkie monetki uzbierane dzięki tym kilku numerkom, które podałam wyżej.

A wiecie, co jest najlepsze? Że my dostajemy monetki dzięki Wam, ale Wy nic a nic tego nie odczujecie! Znaczy satysfakcja będzie psiogromna, więc to poczujecie na pewno, ale Wam z kontka nie ubędzie. Czy to nie cudowne?
To jeszcze nie wszystko, ale już się zbliżamy ku końcowi…
My – bezdomniaki, którymi się nasi opiekują – mieszkamy w trzech miejscach.
Ja i moi psiumple z kojców obok i masa innych (sierściuchów też…), o których czytaliście na tym blogu, mieszkamy w jednym schronisku, co to jest w mieście nazwanym Zielona Góra. …góry nie widziałam, a i zielono jest chyba coraz mniej, ale tak nazwane, to podaję.

Psiumple i psiumpelki oraz sierściuchy, o których wspominam też, że mieszkają w schronisku, co to jest niżej na mapie, nazywani są Dłużyniakami. Dłużyniaki mieszkają w – a to niespodzianka – niewielkiej miejscowości, która nazywa się Dłużyna Górna.

Jest jeszcze Miasto Ciuchci i Pary, w którym też są nasi i też opiekują się bezdomniakami! Na wjeździe do tego miasta jest tabliczka z napisem Wolsztyn. 
Możecie wpisać po prostu te magiczne numerki tam, gdzie pokazałam, a możecie też dopisać w rubryczce niżej nazwę miasta, o których wyżej wspomniałam, żeby monetki trafiły właśnie tam. Tak po cichu Wam powiem, że w zeszłym roku to były nawet wpisy, że to na bloga! Połechtało to mnie nawet więcej niż ociupinę i wzrusz mnie ogarnął…
Jak już się rozliczyliście i podarowaliście procent na ten numerek, ale nie wpisaliście tego szczegółowego celu – nic nie szkodzi, te monetki i tak trafią do zwierzaków! Nasi wszystko, każdy najmniejszy grosz, przeznaczają właśnie na nas…

To dzięki Wam istniejemy, dzięki Wam każdego dnia nasi mają jak się nami opiekować, dlatego dziękujemy najpsiogromniej, jak tylko się da za wszystko, co nam darowujecie…
To teraz roznosimy na cały świat magiczne numerki!
0000213078
Zapamiętać, wpisywać, gdzie trzeba, i polecać na około!
Artykuł Kilka cyferek, a wygrana gwarantowana! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Tu podetnie, tam wyczesze i PUFF… cuda! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Czesanko i obcinanie kołtunków to dla naszych psiolontariuszy nie pierwszyzna. Biorą zgrzebełka na spacery, żeby nam było też lżej na grzbietach, i przy okazji żebyśmy się uczyli, że to nie jest takie straszne.
Czasami jeden z drugim przyjedzie taki, że początkowo zdarza nam się myśleć, że to kolejny jakiś nowoczesny mop do podłogi, a tu nagle on sam idzie, girki się wyłaniają, a czasami i ozór różowy zaświeci i ta kupka sierści okazuje się zwierzątkiem!
Także widzicie, pełna obsługa u nas, aaaaaleeeee…… nikt tak nas nie wypsiękni jak tacy profesnojalni obcinacze i rozczesywacze dla zwierzaków! Takie elegąskie miejsca odwiedzają zwykle te domowe zwierzaki, chociaż jak ktoś z nas wybitniej kudłaty wymagał takiego porządniejszego zajęcia się, to nasi też umawiali specjalnie, aaaaleeee…….
…jakiś czas temu napisała do nas pewna dwunożna, że ma taki salon, że ma smykałkę, że fach w rękach, że chętnie pomoże, że…. bez monetek…. ale jak to…? Chce przyjąć NAS, takie zakudłacone, takie… no… pachnące inaczej niż te domowce…? Takie niepewne, ze ździebełkami słomy w sierściu, czasami błotem, a czasami… no… różne zwierzaki w różnych stanach przyjeżdżają…. A ta dwunożna, że oczywiście, że takie właśnie przyjmie i z radością pomoże im wypsięknieć i, co najważniejsze, ulżyć w swędzeniu i gorącu!
Niejeden tam już zajechał, niejeden dom znalazł, dlatego ja wybrałam te, które nadal czekają…
Cząber niedługo po przyjęciu wyglądał tak:

Nie dziwne, bo go znaleźli zamkniętego w garażu… Nasi oczywiście go wyczesywali na tyle, na ile się dawało, a łatwo nie było, przecież to jeszcze właściwie dzieciak i ciężko mu ustać w miejscu. Kudłacz odwiedził salon psiękności iiii… włala!

Jak bum cyk cyk, że to ten sam Cząber! Ach, niejedna psiolaska się za nim oglądała, jak wrócił….. dwunożni też gwizdali z podziwem. Cudo, nie pies!
Mogłoby się wydawać, że Gałus wcale aż tak nie potrzebował wizyty w salonie, bo właściwie całkiem porządnie wyglądał…

Tak się jednak tylko wydawało, bo terierskie kudełki też potrzebują szczególniejszego traktowania, bo one sztywniejsze i się to sierście inaczej zachowuje. Się je wyskubuje, czy coś…. W każdym razie Gałus dzielnie przeszedł kąpiel:

…a po wysuszeniu, wyskubaniu, wyczesaniu i wszystkim innym, co tam się jeszcze działo, wyglądał jak szczeniuś!

Patrzcie, co udało się z niego wytargać:

Tak, wiem, że Gałus jest czarny, a Wam pokazuję jakieś szare siano, ale serio-serio, to właśnie z niego, tylko takie już nieżywe, matowe, byle jakie, fuj.
Kilka miesięcy temu był tam też dziadek Diego! Dla przypomnienia, tak wygląda zwykle:

A taki był gotowy na powrót:

Odjęli mu ze 14 lat!
Kudłasiowi też się ostatnio zarosło…

Jak go nasi przywieźli z powrotem, to myślałam, że to po prostu jakiś zagubiony przywieziony z miasta, a po Kudłasia dopiero pojadą! No bo patrzcie, ciężko było uwierzyć:

Co prawda z Kudłasiem był mały dramat, bo przecież mało się nie zapłakał tam, ale ostatecznie wszystko się udało i biedak został pocieszony smaczkami. Temu to dobrze… A czemu biedak? Bo taki wypadek miał, że mu się obie przednie łapki połamały i właściwie do dzisiaj nie może się doleczyć z tego, bo te kości takie uparte i się zrastać nie chcą…
Żeby nie było, że tylko psy jeżdżą, a przecież psiolaski zasługują na największe wypsięknienie, pokażę Becię. Tak wyglądała, kiedy ją przywieźli:

…aaaa teeeraaaaz…. uuuwaaagaaa…. pamparampammm… jesteście gotowi? Patrzcie!

Rozumiem, że teraz będziecie merdać ekranem do góry i na dół, żeby się doszukać podobieństwa, ale trudno, tutaj akurat uwierzyć trzeba, że to naprawdę, ale to naprawdę ta sama psiolaska! Ta girka, ten ogon, te brewki!

…ech, a ja się musiałam taka gładkosierściasta urodzić…
Lećmy jednak dalej, bo teraz będę pokazywać, że ta dwunożna od wypsiękniania niczego się nie boi ani nie mówi, że ten to nie, bo za brudny albo coś…
Patrzcie, Ksero wyglądał jak dwadzieścia osiem nieszczęść…

Nie dość, że kołtun na kołtunie, do tego fabryka filcu i całe plejady pcheł i kleszczy… Nasi co prawda od razu z miejsca wyprowadzili żyjątka, ale to, co po nich zostało, to cóż… Zostaje w takiej sierści. Pojechał więc Ksero do salonu iii….

Co za cudo! Co prawda psychika tak szybko na nogi nie stanie, a psiundek boi się podniesionej reki, co może świadczyć o sami wiecie, czym… ale znajomi dwunożni wywołują już lekutką radość i będzie lepiej! Musi.

Zresztą, z takim nowym, przystojnym wyglądem miałoby być inaczej??
O Komiksie już kiedyś było, ale w tym temacie niezwykle warto o nim wspomnieć raz jeszcze, zwłaszcza jak już piszemy o poświęceniu w zabieraniu znalezionych zaniedbanych bezdomniaków do postrzyżyn…
Tak wyglądał po przyjeździe…

Tak wyglądały jego boki i tylne girki…

Te przylepione brązowe grudki to błoto. Chyba. Miejmy nadzieję… Dwa dni trwało dostawanie się do komiksowej skóry, ale o wiele dłużej trwała męka psa spowodowana taką brudną i zupełnie nieoddychającą wełną! Psisko było wdzięczne po niebo za pomoc…

Z tego miejsca, to ja podziękować chciałam za tak niesamowitą pomoc moim psiumplom i psiumpelkom tej dwunożnej, która takie cuda wyczynia z tymi zakudłaconymi i nie tylko… I to bez monetek, wiecie… A przecież to czasu trzeba i zręczności, i tych tam wszystkich zgrzebełek, obcinaczek, podwiewajek do suszenia, a ile wody musi przelecieć, żeby zmyć to nasze życie z kudełek… Tyle poświęconego czasu tak z czystej dobroci serca porośniętego na pewno idealnie obstrzygniętym sierściem…
DZIĘKUJEMY, a wdzięczność nasza granic nie ma!
Jakby kto chciał się dowiedzieć, które to miejsce tak dba o tych najbardziej potrzebujących u nas, to TUTAJ znajdziecie, co i jak, i gdzie.
Artykuł Tu podetnie, tam wyczesze i PUFF… cuda! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł Sierściuchowy salon, że mucha nie siędnie! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Zaczęło się od tego, że się do naszych odezwała jedna dwunożna, że taki mają jakiś projekt w pracy czy coś, bo też fundację prowadzą tam i chętnie przekażą monetki na coś konkretnego, tylko nasi by musieli powiedzieć, na cóż takiego by mogli dać, żeby się najbardziej przydało.
Nasi myśleć nie musieli wcale długo; wiedzieli, że sierściuchy z kociarni się nic a nic nie poskarżą, ale jednak wypadałoby im wymienić podłogi i wypięknić ściany, bo takie kafelkowe mozaiki już dawno wyszły z mody.

To żart oczywiście, żeby nie było, bo wtedy, kiedy to było robione, to zapewne się zbierało te podłogowe kwadraciki i co się dostało, i ile – tak było. Wypadało to już jednak zmienić, bo tu i ówdzie się coś pokruszyło, a i ściany pozostawiały ciutkę do życzenia.

Nie ma się co dziwić, trochę czasu już stoją, a jeden sierściuch z drugim zwykle ani myśli szanować, tylko macają paluchami czy odbijają się podczas akrobacji. …a z drugiej strony co mają robić, skoro to miejsce to cały ich świat do dnia wyfrunięcia do domu, albo… tego… o tym lepiej nie pisać.
Podarowane sierściuchom przez dwunożnych takie specjalne słupki z platformami i z takich sznurków i materiałów, żeby się pazurami wszczepiać, też już przeżyły pierwszą, drugą i dziesiątą młodość.

Czasami ktoś ma do oddania po swoich sierściuszkach, bo już ich nie ma albo i te dostały nowe; wtedy bardzo chętnie przyjmujemy takie stojaczki i jesteśmy wdzięczni ogromnie, bo każda taka rzecz to kolejna zabawa dla naszych mruczków.
Także już wiecie, że sierściuszkarnia wymagała wypaciania farbą i przyklejenia podłogowych kwadracików, może i skombinowania kolejnych zabawek, stojaczków i tak dalej. Czyli idealne zadanie dla tych dwunożnych, o których napisałam na początku postu. Nasi się z nimi dogadali, że za te monetki, które mogą przeznaczyć na pomoc nam, kupią właśnie te kwadraciki na podłogi i ściany, zabawki, stojaczki, posłanka i wieszaczki takie specjalne nagrzejnikowe, które ciężko mi wytłumaczyć, ale pokażę niebawem. O, jeszcze te specjalne, plastikowe puzderka z dziurkami do bezpiecznego przewożenia sierściuszków też kupią.
Najpierw miałki się musiały wyprowadzić z kociarni, bo by tylko przeszkadzały, poza tym to tak nie do końca bezpieczne by było, gdyby się pałętały wśród tego całego kurzu i w ogóle.
Potem działy się rzeczy bardzo głośne, kurzące, stukające i rozburzająco – klejąco – wygładzające. Nie pokażę Wam, bo przyznam, że jak coś za głośno jest, to trochę trzęsę portkami, więc nie śledziłam…
AAALEEEEE za to mam dużo innych rzeczy, które działy się potem!
Przyjechali ci dwunożni, którzy przeznaczyli dla nas dużo monetek, żeby razem z naszymi wolontariuszami robić dużo fajnych rzeczy dla sierściuchów. Robili zabawki, w które można pazury zatapiać, o:

Nawijali sznurek na tekturowe tubki i powstawały takie cuda:

Później zabrali się za składanie stojaczków i musicie wiedzieć, że byłam pełna podziwu, bo ja to bym się nic a nic nie połapała…

O, tu już prawie jest:

…ufff…
I w końcu nadszedł czas na przeprowadzenie z powrotem sierściuchów!
Wrócił między innymi Snake:

…który szybko zaczął zwiedzać i musiał postawić girki na każdym kawałku poziomej powierzchni.

Okno też zostało sprawdzone, czy może chociaż ciutkę widok się zmienił za nim…

…ech, ale nie, to zostało bez zmian.
Platyna bardzo nieśmiało wychodziła z puzderka.

Tofka też wolała się nie wychylać tak od razu. Wybrała sobie jeden z okazałych stojaczków i wolała obserwować, jak inni sobie radzą.

Point wziął się za testowanie półeczek ze sznurkami. Sierściuchy lubią chodzić po takich dziwnych rzeczach… Też nie rozumiem, ale kto by tam w ogóle te czterołapy rozumiał…

O, a Hexa testowała właśnie te nagrzejnikowe półki, o których pisałam wcześniej:

To takie sprytne, że ciepełko leci z tego ustrojstwa, a dzięki półce piętki i ciałko nie wbijają się w twarde żelastwo, tylko można na całkiem miętkim leżeć i grzeje od spodu. Sierściuchy lubią takie temperatury, co to nikt normalny nie był w stanie wysiedzieć, a one by jeszcze podkręcały ogrzewanie…
A patrzcie na stojaki! Jakie wielkie!

A to nie jedyny, więcej takich! I zabawek tyle!

O, a tutaj widok na drugą stronę:

Czyli kolejne zabawki, drapaczki i inne rozrywki.
Ktoś mógłby się zapytać, cóż to takiego zielonego na dole zdjęcia. Otóż… To takie super w dechę coś, co nasi kupili specjalnie dla nerkowców. Znaczy dla tych sierściuchów, którym te organki nie grają już tak, jak powinny i muszą dużo pić, a sierściuch to taki zwierz, że jak nie chce, to pić nie będzie i koniec. A musi. Ale nie rozumie. Kupili nasi im takie fontanienki, dzięki którym mruczki piją chętniej, bo one to takie już są, że jak się im woda rusza, to dla nich jest to takie ŁAŁ i chcą ją pić. Stojąca jest fuj, a ruszająca się jest ekstra.
…mówiłam, że sierściuchy są dziwne…
W każdym razie żebyście sobie nie musieli tego wyobrażać, to tutaj pokazuję, jak na kiedysiejszej kociarni korzystała z tego Melta, dla której zresztą to było kupione:

A tu macie jeszcze widok na wejście i jedyne kociarniowe okno na świat:

I żeby nie było – oczywiście, że dojdzie wszystkiego więcej! Na pewno ktoś poratuje jeszcze jakimś stojaczkiem czy inną budką. Dwunożni są w dechę i myślą o nas ciągle, także jak chcecie dać takie kocie różne rzeczy, nawet po Waszych zwierzakach, używane, ale się jeszcze nadające, to my chętnie!
Psiękne to wszystko, prawda?? Cudownie to wymyślili nasi i psiogromnie wszyscyśmy wdzięczni tamtym dwunożnym, którzy zechcieli nam pomóc i monetkowo i osobiście. DZIĘKUJEMY!
To teraz mam ogłoszenie na koniec. Boooo co prawda się już sierściuchy wprowadziły na swoje dawne miejsce, ale jeszcze takiego super oficjalnego otwarcia nie było, bo tego bez Was nie zrobimy przecież… Nasi organizują za dni kilka święto czarnego sierściucha. Że niby nazwali to obchody, ale gdzie tak bardzo chodzić chcą, tego nie wiem, pewnie się dowiecie na miejscu.
Mało tego – z tej okazji też ogłoszone zostało, że od tego dnia nie będzie pobieranych monetek za wzięcie do domu mruczka! Bo zwykle cośtam trzeba, niedużo, ale jednak. A teraz nie będzie. Przez cały miesiąc!
Mam jeszcze takie coś, co też pokażę, o:

Czujcie się zaproszeni!
A teraz kilka słów jeszcze na koniec. Takich strasznych… Troszkę.
Każdego dnia nasi chodzą co rano i oglądają zwierzaki. Sprawdzają, jak się mają, czy nie kaszlnie ktoś, czy czegoś brzydszego niż zwykle nie ma na podłodze czy w kuwecie i takie tam.
…i nasza jedna weszła pewnego ranka, akurat to było po tej nocy, co się wszyscy straszą…
A tam stwór czarny wielooki niemieszczący się aż w klatce i wystający sierściem pozakraty się na nią gapił….

Chwilkę, chwilunię ją zmroziło aż! Przynajmniej wszelkie resztki snu, jakie jeszcze miała za powiekami, znikły bezpowrotnie, a i kawy nie trzeba było…
…..ja naprawdę umiem pisać krótko….
…kiedyś udowodnię….
Artykuł Sierściuchowy salon, że mucha nie siędnie! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>Artykuł …a psiopos ostatniego tematu, czyli wciąż w temacie chłodku… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>
Tak nasi zachęcają do akcji, a obok tego uroczego (tfu!) sierściuszka macie rozpiskę, gdzie i kiedy będą nasi stali i czekali na wszelkie ciepłe dobra. Jedna taka zbiórka już była i Wam powiem, że całkiem się udała, a poświadczyć może to Badzia:

Badzia kiedyś mieszkała w naszym schronisku, ale pewnego pięknego dnia wyjechała na zawsze do najprawdziwszego i najlepsiego domu i teraz błyszczy sierściem na lewo i prawo.
A teraz patrzcie, jak super poszło!

A to dopiero pierwszy raz! Na pewno kolejne będą równie udane, bo jak nasi coś wymyślą, to zawsze się uda. Skąd ten pomysł? Wciąż nie wszyscy wiedzą, gdzie jest nasze schronisko, a nawet jak wiedzą, to nadal nie bardzo mają jak do nas trafić, a tym bardziej jeszcze przywieźć coś większego. Z tej właśnie okazji to nasi przyjadą do nich! Porozkładają się w różnych dniach w różnych terminach i będą czekać na zwierzolubnych mieszkańców chcących się podzielić ciepłem. Pamiętajcie, że będziemy wdzięczni też za te używane i sprane koce i ręczniki; mogą mieć dziurki, plamki, mogą być troszkę rozdarte, nam to nie będzie przeszkadzać, byle jeszcze nadawały się do użycia i podłożenia nam pod zadki. Przyjmiemy też posłanka, pościółki, co to się na kołderki nakłada, a same te też przyjmiemy, ale nie mogą mieć w środku tych fruwających puszków z piórek, bo jak wybuchnie, to potem włazi to nam w ślipia czy któryś zeżre i będzie problem… Jak nie jesteście pewni, czy coś się przyda, to dryndnijcie czy napiszcie do naszych i oni powiedzą, oni się znają.
Wszystkie mieszkające w ciepełkach zwierzaki doskonale wiedzą, jak ważne są kocyki i takie podobne na podłodze. Znaczy to nie znaczy, że tego nie zafajdolą, jak nie potrafią póki co inaczej, czy też ze starości tak zrobią albo z choroby, ale tak bywa i nasi wszystko wybaczają, natomiast lepiej spać na posłanku niż zimnych, śliskich, twardych kwadracikach…
Wie o tym Pelia:

Ona jest u nas raptem kilka dni, w dodatku po całkiem bliskim i zapewne bolesnym spotkaniu z jeździdłem, ale – jak widać – trzyma się całkiem nieźle, a najważniejsze, że może odpoczywać i zdrowieć na miętkim. Takiego grzecznego sierściucha to na pewno ktoś szybciej niż później będzie chciał adoptować… Znaczy mam nadzieję…
Pajam też przyjechał do nas poturbowany, ale on to akurat pewnie na własne życzenie.

Próbował się przecisnąć w kratce w oknie, ale chyba zapomniał, że już troszkę wyrósł, czy jak… W każdym razie uwolnili go i przywieźli do nas, a to było w samym środku wakacji. Już dawno po, a ten dalej siedzi… Pajam nieśmiały był bardzo i on też doceniał obecność kocyków, w które mógł i dalej może się wtulić.
Niektóre sierściuchy to takie były, że właziły pod spód i nasi to mało zawału pompki nie dostawali, jak przychodzili rano, a tu zwierzaka brak! Dopiero po chwili, kiedy odzyskiwali władzę w kończynach po początkowym zmrożeniu, to zaglądali pod posłanko…
Gałka też docenia obecność miętkich posłanek.

Sierściucha ma jedno slipię, bo drugie jej się tak rozbabrało gdzieś (taka do nas trafiła), że nie było innego wyjścia, trzeba było je usunąć, bo tylko bolało. Gałka się trochę bała, ale nasi jej nagadali, że nijak jej to niczego nie odejmie (prócz i tak zepsutego oka), a wręcz doda zawadiackiego charakteru! Jak to sierściucha usłyszała, to już całkiem ją to uspokoiło, bo jaki czarny miałczek nie chciałby dodać sobie punktów do wyjątkowszego wyglądu? Teraz Gałka czeka na dom gotowy przyjąć taką jednooką bandytkę, która obiecuje być grzeczna…. czasami.
Drodzy Mieszkańcy naszego zacnego miasta, co to jest po tej stronie kraju, co słońce zachodzi i ma w nazwie górę zieloną – sprawdźcie szafy, może macie tam ręczniki, pościółki, koce, narzuty czy inne takie płaskie, nadające się dla nas ciepłe rzeczy. Jak macie, to zobaczcie na rozpiskę tam powyżej, może akurat będzie blisko Was zbiórka i będziecie mogli przekazać nam drobne prezenty na jesień i zimę? Przyjmiemy z radością!
Drodzy NieMieszkańcy i mający do nas daleko – na pewno macie gdzieś tam obok jakieś schronisko mniejsze lub większe. Może potrzebują takiej akcji albo chociaż takich prezentów? Zapytajcie koniecznie!
Podaruj ciepło w postaci kocyka, ręczniczka czy nawet domu i swoich rąk… Satysfakcja odśrodkowa gwarantowana!
Artykuł …a psiopos ostatniego tematu, czyli wciąż w temacie chłodku… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.
]]>