Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the simple-lightbox domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6170

Notice: Funkcja _load_textdomain_just_in_time została wywołana nieprawidłowo. Ładowanie tłumaczenia dla domeny nirvana zostało uruchomione zbyt wcześnie. Zwykle jest to wskaźnik, że jakiś kod we wtyczce lub motywie działa zbyt wcześnie. Tłumaczenia powinny zostać załadowane podczas akcji init lub później. Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6170
Archiwa ...o sierściuchach - Oczami Bezdomnego Psa https://oczami-bezdomnego-psa.pl/category/opowiesci/o-siersciuchach/ Opowiem Ci historię... Może wesołą, może najsmutniejszą, ale prawdziwą, naszą... Tue, 06 Dec 2022 19:27:40 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=7.0.4 https://oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-content/uploads/2022/04/cropped-bloglogojpg-32x32.jpg Archiwa ...o sierściuchach - Oczami Bezdomnego Psa https://oczami-bezdomnego-psa.pl/category/opowiesci/o-siersciuchach/ 32 32 …a mówią, że się nie przywiązują… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/05/a-mowia-ze-sie-nie-przywiazuja/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/05/a-mowia-ze-sie-nie-przywiazuja/#comments Tue, 17 May 2022 19:45:38 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11035 Pssst, to ja. Ta czarna sprzed dwóch postów, Luśka. Adi wyjechał daleko, daleko, tak jak pisał, to wyjechał, a ja siedzę. Zostawił mi karteluszek z hasłem, to póki działa –…

Czytaj dalej...

Artykuł …a mówią, że się nie przywiązują… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Pssst, to ja. Ta czarna sprzed dwóch postów, Luśka. Adi wyjechał daleko, daleko, tak jak pisał, to wyjechał, a ja siedzę. Zostawił mi karteluszek z hasłem, to póki działa – piszę, bo mam coś ważnego jeszcze. Bo to nie może być tak, że o nas było, a o nich nie. Bo to nie może być tak, że dwunożni mówią, że one się nie przywiązywują. Bo to nie może być tak, że każdy myśli, że im dużo nie trzeba, bo co tam dla nich jest potrzebne, przecież lubią mieć mało miejsca…

Wcale, że nie!

Właśnie że sierściuch potrzebuje swojego miejsca na ziemi i swojego dwunożnego tak samo, jak my, szczekacze. Bo one gasną za kratami…

Skąd je znam? Mieszkałam z nimi w jednym domu, a z nami wszystkimi mieszkała dwunożna, która odeszła tam, skąd się nie wraca… Dla wszystkich nas przeprowadzka z domu do przytuliska była traumą, a było nas pięć. Klusce się udało, znów ma swój dom, znów ktoś ją kocha, ale nas jeszcze nikt nie chce…

Przejdę może do konkretów, bo takie pisanie o niczym do czego nie zaprowadzi chyba, nie? Właśnie.

Otóż razem ze mną przyjechały tutaj trzy sierściuszki – Tosia, Bisia i Bąbel, którym bym bardzo życzyła, żeby znalazły domy, bo to jednak coś w rodzaju moich kumpl…eee… może to za dużo bym napisała, ale no jednak z jednego domu jesteśmy, to prawie rodzina! Prawie.

Łatwo je rozróżnić, bo nie tylko mają różne sierścia, ale też charaktery.

Tosia jest zupełnie czarna.

Zupełnie czarna i zupełnie charakterna. Gada najwięcej, a jak się jej coś nie spodoba, to i łapą pacnie dla pokazania, że ma swoje zdanie i nie zawaha się tego wyrazić. Nie myślcie sobie jednak, że ją to się zostawia w spokoju, bo ona to musi w ciszy się przyzwyczaić, a skąd! Jak się ktoś tylko przestanie nią zajmować, to ona znów zaczyna rozmawiać, że przecież jak to, ona jeszcze nie skończyła!

Mniej charakterna, ale też mająca swoje zdanie jest biało-czarna Bisia.

Ta to ma te oczydła zielone, że się napatrzeć nie można! Zazdroszczę, a co, może jakbym takie miała, to już bym była w domu… Chociaż może i nie, Bisia jakoś ciągle w klatce. Nie ma co się przestraszać, że nie dadzą się polubić, czy coś. One bardzo lubią dwunożnych, po prostu wciąż się nie odnalazły w klatkach, czują się niepewnie, nie mają swoich bezpiecznych miejsc… Może i by się przyzwyczajały trochę dłużej, może i trzeba by było im wybaczyć co nie co, że tam jakieś pacnięcie jedno czy drugie – dla nich to też by nie było proste, ale z czasem byłoby lepiej i wszyscy byście się nauczyli siebie nawzajem!

…co do Bąbla…

Bąbel zupełnie nie umie się odnaleźć w przytuliskowej klatce. Nic a nic się lepiej nie robi, wręcz gorzej nawet i nasi się już martwią o niego bardzo… Niczego od dwunożnych nie chce, ani się bawić, ani podejść, jeszcze syczy i udaje groźnego. On się na to nie godził, nie tak miało być, on miał żyć na zawsze-zawsze ze swoją dwunożną, a ona nie dotrzymała obietnicy i teraz jej nie ma, i on czeka, a ona nie przychodzi…. Nic do niego nie dociera, próbowała i Tośka i Biśka mu wymiałczeć, że to aż tak nie można się poddawać, że w końcu ktoś je zechce, ale jak grochem o sierść…

Ja bym miała taki apel od siebie, prosto z psiego serca, żeby dać szansę tym moim sierściuszkom z poprzedniego życia. Niech będą czyjeś i niech poczują się bezpiecznie. Tylko to tacy dwunożni potrzebni, którzy będą wiedzieć, że na początku może nie być super miziaście, że nie będzie być może od razu mruczanda na kolanach wieczorami, że trzeba dać przestrzeń z kryjówkami i nie wyciągać na siłę, że… że po prostu potrzebne im te domy wypełnione cierpliwością bardziej niż cokolwiek innego…

Myślicie, że dam radę kogoś przekonać..? Będę bardzo tego życzyć i im, żeby się udało, i sobie, żeby się okazało, że mam jakąś moc chociaż małą… tycią…

Ja tam będę trzymać kciuki, a psom łatwo nie jest…

Jeśli chcielibyście się o nich czegoś więcej dowiedzieć, piszcie TUTAJ.

Artykuł …a mówią, że się nie przywiązują… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/05/a-mowia-ze-sie-nie-przywiazuja/feed/ 1
…więc chodź, pomaluj mi futro na… niebiesko? https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/04/wiec-chodz-pomaluj-mi-futro-na-niebiesko/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/04/wiec-chodz-pomaluj-mi-futro-na-niebiesko/#respond Sun, 03 Apr 2022 19:32:29 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11003 Słuchajcie, co to mi się tu w burze odtentegowało! Nasi już do domu poszli, psom się szczekać odechciało, tylko JA na straży byłam, znaczy wiecie – JA, o, ta we…

Czytaj dalej...

Artykuł …więc chodź, pomaluj mi futro na… niebiesko? pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Słuchajcie, co to mi się tu w burze odtentegowało! Nasi już do domu poszli, psom się szczekać odechciało, tylko JA na straży byłam, znaczy wiecie – JA, o, ta we własnej osobie:

Uprzedzam, bo przecież Szarik pisywał ostatnio, ale że chrapie, a ja mu przed nosem paradować nie mam zamiaru, bo mi życie miłe jeszcze, to napiszę JA. A bo co, gorsza jestem? Właśnie udowadniam, że nie! Także witamy na blogu Oczami Bezdomnego Psa pisanym przez sierściu…eee… kota.

ha

hahah

hahahaha

haha

….tak… co to ja miałam… Ach, wiem!

Jak już wspomniałam na początku, oko mi się już jedno przymykało prawie, a tu drzwi się otworzyły do biura, weszła Luśka z Munią i zaczęły jedna przez drugą mi miałczeć, że one teraz tu i natychmiast wnoszą o przefarbowanie ich futer na niebiesko! Że nie wyjdą dopóki ostatni biały, czarny i szary kudełek nie zniknie, a u Luśki dodatkowo nos na czarny trzeba przekleić, a w ogóle to na naukę angielskiego trzeba je wysłać czem prędzej, bo tak, bo inaczej to one do telewizji pójdą, że im się prawa odbiera! I w ogóle wolność, równość, te sprawy tam takie…

Łypałam to jednym okiem, to drugim nie mogąc za bardzo pojąć, co im nagle tak odwidziały ich własne futra! Uszy też nastawiałam i obydwa, i na przemian, i ta cała abstrakcja nie mogła mi się poukładać… A one miałczały jedna przez drugą, że futro, że na niebiesko, że skoro to taki trend teraz, to one muszą, bo inaczej nikt po nie nie przyjdzie. W końcu musiałam solidnie MIAAAŁKNĄĆ, żeby wreszcie powiedziały, dlaczego takie głupoty im po głowie chodzą! …zeszło z nich wtedy powietrze i tylko zamruczały cicho pod nosami, że no przecież Furia…

Wtedy mi się wszystko rozjaśniło…. Zanim jednak i Wy zrozumiecie, opowiem o Muni i Luśce.

Otóż…

Luśka przyjechała do nas ze dwa miesiące temu.

Jest ideałem – pazurów nie wyciąga, ale łepek i owszem, kiedy tylko zobaczy chętne ręce do głaskania; zawsze gotowa na nadstawienie biało-szarego futerka. Jest jeszcze całkiem młoda, nasi jej dali półtora roku, to właściwie ledwo z czasu dzieciuchowego wyszła. Myślałby kto, że fiubździu ma w głowie, aaaleee tu od razu sprostuję, że właśnie, że nie! Spokojna i grzeczna, nawet przy jedzeniu nie grymasi. Pisałam, że ideał? Pisałam.

Muni zaraz stuknie rok w schronisku.  

I wtedy miała tyle, ile Luśka ma teraz, czyyyliii Munia ma rok więcej, czyyyliii…. oojeny, co to takie trudne… DWA! Munia ma teraz dwa lata! A mówią, że koty to takie nie do uczenia, a tu proszę! Ta damesa w rękawiczkach białych przyjechała do nas z pacholętami swoimi z takiego miejsca, gdzie dwunożni głównie siedzieli i pili, a jak już trochę w siebie wlali, to caały świat wirooował i kto by się kotami, w dodatku chorymi, przejmował… Nasi pojechali i tak cała trójka do nas przyjechała. Dzieciaki już dawno w domach, Munia już dawno na głównej kociarni i jakoś nikt o nią nie pyta… Kitka nie jest może tak wylewna, jak Luśka, ale jest zwyczajnie nieśmiała, widocznie nie zaznała za dużo czułości od dwunożnych, chociaż jak już poczuje dotyk na futerku, to zaczyna baaardzo doceniać płynące ciepełko…

Także widzicie – dwie zupełnie ładne kicie, grzeczne, potrafiące w kocią toaletę, mięciutkie i do głaskania czekają na domy słuchając kilka razy dziennie pytań odwiedzających o… Furię. Niebieską, brytyjską Furię.

A oto i ona w całej swej furiowatości:

Była znaleziona pod koniec lutego i rodzina, która ją przygarnęła z ulicy nawet chciała ją zostawić u siebie, ale kitce rogi spośród sierścia na łepku zaczęły wyrastać, i to tego samego dnia! Jak im tam syczeć zaczęła, łapami machać, pazury wystawiać,  a potem jeszcze ich z zębami gonić po własnym domu, to im miny zrzedły. Tam były też małe dwunożniątka, ale niezależnie od wieku i wielkości, każdemu dostawało się tak samo! Ci dwunożni zadzwonili do naszych, że chcieli dobrze, ale taka sytuacja… Zapakowali jakoś złośnicę i przywieźli do nas. Myślicie, że u nas lepiej było? Od samego wejścia już takie syczące groźby szły z pudła, że innego imienia niż Furia nasi nadać nie mogli.

Potem się trochę uspokoiła, ale żeby okazała się nagle nakolankową kicią do miziania, too… hm… jednak nie. Nasi ją zanieśli do weta, wszelkie szczepienia i czipowania zniosła…. sycząco, a jakże, ale nie ma zmiłuj, każdy musi u nas to przejść na wejściu! Potem jeszcze Furia przeszła operację specjalną, więc jak ktoś widzi takiego rasowca i już liczy monetki, bo ile to dostanie za dzieciaki, to już uprzedzam – nic z tego!

Po tym wszystkim kitka trafiła na główną kitkar…. znaczy kociarnię, ale zupełnie nie mogła się tam odnaleźć. Jakoś jej było za pełno, za ruchliwie, za kocio, za źle, więc nasi ją dali do kawalerki. Szkoda, bo mniej miejsca, ale skoro tak jej lepiej…

I widzicie, Furia jest jaka jest. Nie jej wina, coś musiała kiedyś przejść przykrego. Może nie ma dobrych wspomnień z dwunożnymi, może nie dawali jej przestrzeni, której potrzebowała, może ktoś ją krzywdził… Nic o niej nie wiadomo, z nikim rozmawiać nie chce, a i ja do niej nie pójdę, bo brytyjskiego nie znam przecież.

Tymczasem dwunożni szukający miłego kotka do głaskania dzwonią z pytaniem o Furię, ale słysząc, że potrzebuje ona czasu do oswojenia, że nie może mieszkać z dwunożniątkami, że najlepiej bez innych zwierząt wszelkiej maści, wycofują się, a przecież są inne koty u nas… Dlatego właśnie idealna Luśka i nieśmiała Munia przyszły sftrustforowane do biura, bo chcą być niebieskie i chcą znać angielski, bo może o nie też ktoś zapyta, a nie tylko o Furię…

Czy Furia zatem nie nadaje się do adopcji? Przeciwnie! Ona baaardzo potrzebuje domu, ale takiego, który zrozumie kota z potrzebami, który da jej dużo przestrzeni, kryjówek i miejsc do obserwacji. Potrzebuje dwunożnych, którzy tylko czasami na nią spojrzą z daleka, a nie będą za nią chodzić albo oczekiwać niecierpliwie, że ona do nich przyjdzie. To może trwać tydzień, miesiąc, dłużej. Będzie trwało tyle, ile ma trwać. Być może będzie trzeba się skontaktować z behakociorystą, być może… Z pewnością jednak brytyjska, niebieska Furia nie potrzebuje dwunożnych chcących brytyjskiego, niebieskiego kota, ale chcących uratować skrzywdzone, kocie życie…

Artykuł …więc chodź, pomaluj mi futro na… niebiesko? pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/04/wiec-chodz-pomaluj-mi-futro-na-niebiesko/feed/ 0
…niemoc… taka ogromna i potworna… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2021/10/niemoc-taka-ogromna-i-potworna/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2021/10/niemoc-taka-ogromna-i-potworna/#comments Tue, 26 Oct 2021 19:41:15 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10970 Dziś historia dwóch sierściuch. I tak tylko wspomnę, że jeśli kiedykolwiek którykolwiek wrrredaktor nie wiedział, jak zacząć, to chciałem napisać, że to będzie mały pikuś w porównaniu z moją tutaj…

Czytaj dalej...

Artykuł …niemoc… taka ogromna i potworna… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Dziś historia dwóch sierściuch. I tak tylko wspomnę, że jeśli kiedykolwiek którykolwiek wrrredaktor nie wiedział, jak zacząć, to chciałem napisać, że to będzie mały pikuś w porównaniu z moją tutaj niewiedzą, jak napisać jeden z fragmentów tej oto opowieści.

Zacznę od tego, że jakiś czas temu do adopcji poszły dwie sierściuchy. Najpierw jedna, Frotka:

Po kilku dniach wróciła ta sama dwunożna i stwierdziła, że właściwie to co tylko jedna sierściuszka będzie grzać zadek w domu, niech będą dwie! I tak trafiła do domu też Ośka.

Wszystko miło, sympatycznie, pytania, rozwiewanie wątpliwości, snucie wizji, jaki to drapak właśnie się robi dla nich, przyczepić się nie było do czego. Potem były wieści z domu od obydwu, ta dwunożna jeszcze przyjeżdżała nawet z darami, opowiadała, jak to u nich jest, że super, ohohoho, jak cudownie…

….hm…

….no i właśnie. I teraz problem… ale choćbym myślał kolejne kilka miesięcy (bo to się wczoraj nie wydarzyło, tylko właśnie już jakiś czas temu), to też nie wymyślę, jak to napisać, więc trudno. Jakoś to będzie.

Trzymajcie się krzeseł lepiej. Stać nie polecam.

Otóż.

Pewnego dnia zadzwoniła do naszych do biura ta dwunożna od Ośki i Frotki, i powiedziała, że ona musi je przywieźć do schroniska z powrotem, bo one nie są w tym domu bezpieczne, że dwunożny, z którym ta dzwoniąca mieszka zrobił coś złego, a kto wie, to i gorzej może być… Powiedziała też, że Frotka jest w złym stanie, ale nie ma jak zapłacić za weta, a pomoc pilna potrzebna…

Nasi od razu powiedzieli, że sierściuszki mają trafić do schroniska czem prędzej, więc ta dwunożna zapakowała obydwie i przyjechała…

….no i co, i jak teraz… Pominąłbym kawałek opowieści, ale przecież nie mogę, jaki wrrredaktor pisze kawałkami? Trzeba być rzetelnym! …a że nie jest to łatwe… ale wiedziałem, na co się piszę… Znaczy błąd – o czymś takim to nie wiedziałem, nie myślałem w życiu, że spotkam się z AŻ takimi historiami, że coś takiego można w ogóle zrobić, że…

…ech…

Ośka to jeszcze się trzymała i poza prawie łysą szyją, wydawała się być całkiem w porządku.

Szyja to wiecie – „nie wiem skąd się to wzięło”… Na pewno od głaskania… na pewno…

Ale Frotka… Nie, zdjęcia nie będzie. Wtedy to nikt nie myślał o wiszeniu nad nią z aparatem. Wszyscy się zryczeli do skarpet…

Jej dwunożna powiedziała, że dzień wcześniej znalazła ją leżącą na podłodze w żółtej kałuży i że przebierała girkami na leżąco, ale nie mogła wstać i że… niech to, jak to napisać? I że dowiedziała się od tego dwunożnego, z którym mieszkała, że to jego sprawka, że sierściuszka tak wyglądała, że nie mogła wstać, że nie wiedziała, co się wokół niej dzieje… Bo że niby dlatego, że… że poza kuwetą zostawiła niespodziankę… niby… chociaż ta dwunożna powiedziała, że Frotka nigdy przy niej niczego takiego nie zrobiła, że zawsze trafiała…

No i poza tym… Niech to jasny piorun, jestem pies, a nie jakaś psiolaska, a mnie się tak łapy telepią!

…no i poza tym to Frotka była o połowę lżejsza niż każdy normalny sierściuch. Nasi powiedzieli, że jak do adopcji szła, to ważyła dwa razy więcej, a ta dwunożna na to, że ona tak od miesiąca chudła, nie wiedzieć, czemu, ale nie badała jej, jakoś tak wyszło, nie było monetek, ale żeby poprosić o pomoc? Jakoś nie pomyślała czy jak…

Ta sierściuszka była w takim stanie, że nasze biurowniczki siorbały nad nią wszystkie bez wyjątku… Ona była, ale jakby jej nie było, połowa zwierzaka, z prawie łysą szyją, nie wiedząca kim jest i gdzie, i po co, i czy w ogóle… A naszym łzy jak kulki karmy wielkie spływały po polikach i nikt nic powiedzieć nie mógł…

…a bo ja nie napisałem jeszcze, co ją do tego doprowadziło… Znaczy kto, to wiadomo, ale co robił? Bo widzicie, to taki dwunożny, co to mu chyba nudno w życiu i za mało kolorowo, więc dla wesołości czy nie wiem, czego jeszcze, różne rzeczy sobie wszczykiwał do rąk. Albo nóg. Albo w jedno i drugie. Słyszałem, że i nosem różne rzeczy można wwąchać. Może i tak, nie wiem, ja psem jestem. Różne zapachy czuję, ale w życiu bym żadnego piachu czy kurzu nie wciągnął, ja tylko po wierzchu! …a tamten dwunożny to się nie certolił, brał jak leciało chyba, bo skąd musiał to wszystko mieć…

….no i już chyba wiecie….

….

……było podejrzenie wtedy, że Frotka mogła coś dostać w prezencie od niego… Wtedy jeszcze tylko podejrzenie…

Sierściuszka została zaopiekowana tak bardzo, jak się tylko dało, przez naszą wetkę i pojechała do domu, do naszej głównej biurowniczki. Długo tam nie pomieszkała… Odeszła cicho, opuściła zmęczone, chudziutkie ciałko i tylko kudłaty Szagi (osobisty suszek tej naszej) łypał jednym okiem, jak wylatuje przez lufcik, wolna i lekka…

Długo trwało, zanim przyszły wyniki badań takich bardzo specjalnych, w których wychodzi, co było w zwierzątku takiego, czego nie miało prawa być i muszę Wam napisać, że było tego tyle, że mi się oczy pogubiły w literkach trudnych nazw już na piątej pozycji, a ich było dużo, dużo więcej… Nie wiem, czy dwunożni mogą kupić coś jeszcze, czego tam brakowało. Biedna Frotka musiała dostawać przeróżne rzeczy nie raz i nie trzy, skoro chudła aż od miesiąca… Ile razy ktoś to widział, ale dopiero jak było źle, to stwierdził, że trzeba szukać pomocy, bo to już chyba za daleko zaszło…? I tam w badaniach zrobionych takich też specjalniejszych, z których ma wynikać, dlaczego odeszła wyszło, że jeszcze była uderzona… ale nie tak wiecie, szturchnięta, tylko uderzona czymś w głowę… Aż mi łapy ledwo się ruszają po tych kosteczkach z literkami…

I nikt nic nie robił… Ta dwunożna nic nie zrobiła… Musiała widzieć, że Frotka chudnie, musiała widzieć łysą szyję, musiała widzieć, że dziwnie się zachowuje… Musiała… O tym dwunożnym nawet nic nie napiszę, bo aż mi szkoda więcej klepać w guziczki, poza tym wrrredaktorom nie przystoi używać pewnych słów. Nie przed nami będzie się tłumaczył, a szkoda, bo Blacky to na pewno byłby chętny na rozmowę sam na sam.

Co z Ośką?

Nie wiadomo było, czy też coś dostała, czy po prostu jest wystraszona i przez stres nie chce nic jeść. Ona doszła do siebie, sierść na szyi zarosła, zamieszkała na kociarni… teoretycznie. W praktyce mieszka wszędzie, tylko nie tam i nasi do dziś nie wiedzą, którędy ucieka!

Ważna jest teraz. Do biura wchodzi, jak do siebie:

Sprawdza, czy aby na pewno papiery są dobrze wypełniane:

Kontroluje miętkość krzeseł dla gości:

Nie myślcie, że ona tylko taka wewnętrznym sierściuchem jest! Psy to już prawie wcale na nią nie szczekają, tak wrosła w krajobraz…

Aaa, no i do zdjęć dziękujących jest też pierwsza:

Ośka korzysta z wolności całymi łapami, jakby chciała odreagować wszystko złe, co ją spotkało i jeszcze nadrabia za Frotkę. Całą sobą wygląda na wygraną i pewną, że winnych spotka to, na co zasługują.

I właściwie nie wiem, jaka ma być płenta. Że jak nie pomagasz, to nie krzywdź? Banał! Że jak chcesz krzywdzić kogoś, to krzywdź się nawzajem z tymi, którzy też mają takie zapędy? Nic to nie da, tacy bloga nie czytają.

Może – jeśli widzisz krzywdę zwierząt – reaguj OD RAZU zamiast czekać, aż będzie za późno…? Frotkę pewnie by można było uratować, ale nie po ponad miesiącu bycia zwierzątkiem doświadczalnym…

Nie rozumiem ani ja, ani nikt tutaj, jak to się mogło wszystko stać i co trzeba mieć w głowie, żeby krzywdzić w tak okrutny sposób. Jak można było na to patrzeć i nie reagować. Nie mieści nam się to, choćbym miał tą myślą wypełnić wszystkie mieszkające w schronisku psy od czubki nosów po końcówki ogonów.

Pamiętam do dziś te łzy kapiące na koszulki, swetry, biurka i nasze sierścia. Pamiętam tę niemoc, nic nie mogłem zrobić, bo CO zrobić w takiej sytuacji? Sam siedziałem i nie mogłem ani pół łapy oderwać od podłogi.

A niech wszystkich, którzy krzywdzą kogokolwiek psy w łydki żrą bez ostrzeżenia!

O, takie życzenie na koniec.

…i niech się spełni…

Artykuł …niemoc… taka ogromna i potworna… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2021/10/niemoc-taka-ogromna-i-potworna/feed/ 3
Oby wszyscy my też tak kiedyś! https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/12/oby-wszyscy-my-tez-tak-kiedys/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/12/oby-wszyscy-my-tez-tak-kiedys/#comments Sun, 27 Dec 2020 08:03:37 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10803 Święta psięta i po. A wiecie, że baaardzo wielu już-nie-bezdomniaków spędziło ten czas najsuperowiej na świecie? Patrzyłam na te zdjęcia, nosiłam je po wiatach i wszyscyśmy oglądali, jak to wygląda,…

Czytaj dalej...

Artykuł Oby wszyscy my też tak kiedyś! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Święta psięta i po. A wiecie, że baaardzo wielu już-nie-bezdomniaków spędziło ten czas najsuperowiej na świecie? Patrzyłam na te zdjęcia, nosiłam je po wiatach i wszyscyśmy oglądali, jak to wygląda, co trzeba robić i jak się prezentować. Skoro mamy być niedługo wszyscy adoptowani (a będzie tak i już), to trzeba się przygotować do przyszłych świąt!

Podzielę się z Wami, bo to takie wzruszowe jest, że wszyscy ci tutaj kiedyś mieszkali za kratami, a teraz…

Rudzio nazwany Luckim:

 

Szpulka, Chrupcia i Moskita już bardzo nie mogą się doczekać pierwszego wspólnego Bożego Narodzenia i dlatego już teraz chciałyby życzyć wesołych świąt wszystkim pracownikom i wolontariuszom schroniska:

 

Masza z rodziną również życzy wszystkiego co najlepsze:

 

Bogusia lubi święta:

 

 

Żaruś wysyła serdeczne świąteczne życzenia dla wszystkich swoich schroniskowych kolegów, adopciaków oraz całego personelu i wolontariuszy w swoje pierwsze Święta w nowym domku:

 

 

Karma i Eli życzą wesołych świąt:

 

 

Plusia, w schronisku Pluszka życzy wszystkim psiakom ze schroniska cudownych domów:

 

 

Felek vel Cierpliwy leniwie spędza pierwsze Boże Narodzenie w nowym domku:

 

 

Zdrówka, spokoju i chwili wytchnienia od codzienności dla Wszystkich. Pierwsze Święta z Grabcią.Graba i Misia przyłączają się do życzeń:
Ajda chciałaby się pochwalić, że była dzielna i grzeczna w tym roku i także ją odwiedził dziś Mikołaj oraz życzy wszystkim Zdrowych i Wesołych Świąt:
Przyprószony świątecznym śniegiem Nektarek pozdrawia schroniskowych ludzi, a schroniskowym lokatorom życzy najlepszych domów jak najprędzej:
Wesołych świąt życzy Dyzio (u nas Nino):
Świątecznie pozdrawia Boguś:
Lambert świątecznie:
Śnieżnik chciałby życzyć wszystkim Wesołych Świąt:
Wesołych Świąt i szczęśliwego nowego roku życzy Pixie z Rodziną:
Wesołych świąt życzy wam Runer:
Shaggy życzy Wesołych Świąt:

 

Wesołych Świąt dla wszystkich od Mortalińskiego:

 

Schroniskowa Harjeczka życzy wszystkim zdrowych, Radosnych Świąt, pełnych ciepłej, rodzinno kocio psiowej atmosfery:

Tych zdjęć było więcej, ale przecież nie sposób wszystkiego pokazać, całej nocy też nie mam. To ogromnie cieszy, że bezdomniaki stają się częścią najlepszych domów i stadek w nich mieszkających, że mają swoje miejsce przy choinkach, dostają prezenty, że wszyscy je biorą pod uwagę przy wycieczkach świątecznych, a nie uznają je za problem, z którym nie ma co zrobić….

I oby wszystkim bezdomniakom właśnie tak zmienił się świat…

Artykuł Oby wszyscy my też tak kiedyś! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/12/oby-wszyscy-my-tez-tak-kiedys/feed/ 1
Wiek ten sam, a tak różny etap życia… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/wiek-ten-sam-a-tak-rozny-etap-zycia/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/wiek-ten-sam-a-tak-rozny-etap-zycia/#comments Wed, 25 Nov 2020 12:00:06 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10608 Kiedy dwunożnym zaczyna się wiek dwucyfrowy, to zaczynają bardziej świadomie i samodzielnie poruszać się po świecie. Początek wielkiej przygody, łał, się rośnie, się poznaje świat, się… dużo rzeczy robi przeróżnych,…

Czytaj dalej...

Artykuł Wiek ten sam, a tak różny etap życia… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Kiedy dwunożnym zaczyna się wiek dwucyfrowy, to zaczynają bardziej świadomie i samodzielnie poruszać się po świecie. Początek wielkiej przygody, łał, się rośnie, się poznaje świat, się… dużo rzeczy robi przeróżnych, bo energii jest wtedy od czubków palców po końce włosów! A zwierzaki…?

Kiedy czterołapom wiek zaczyna się dwucyfrowy, to zaczyna się skrzypienie stawów, pompka się rozleniwia, nereczki wolniej pracują, wątróbka zaczyna się zmieniać, a u bezdomniaków dodatkowo powoli wkrada się niewidzialność…

W poprzednim poście przeczytaliście, że schronisko ratuje życie i mam tu na myśli takie miejsca, jak to nasze i inne, w którym są nasi czy podobni zwierzolubni dwunożni. Musicie też wiedzieć, że po tym uratowaniu to już Wasza rola w tym, żeby dopisać kolejne etapy przygód takiego bezdomniaka, a zacząć musielibyście od podpisania papierka, że odtąd będziecie już razem zawsze na zawsze i obiecujecie dbać, kochać i wszystko, co normalnie i tak się dzieje w dobrym domu.

….bo jeśli nie uratujecie, jeśli nasze życie zatrzyma się na etapie schroniskowym, to musicie wiedzieć, że nasz wiek nie uzna „okej, to teraz stoimy, czekamy na dom”. Czas biegnie, wiek się zmienia, cyferki w nim się mnożą.

Diego trafił do schroniska 5 lat temu. Wyglądał wtedy tak:

To białe na około to śnieg. Nie wszyscy mogą wiedzieć, bo dawno go nie było, ale tak właśnie wygląda śnieg, który padać powinien w zimie. W każdym razie Diego został znaleziony na ulicy, wtedy po raz chyba drugi, ale wcale po raz drugi jego dwunożny go nie odebrał. Nie chciał, wolał zapomnieć, że miał takiego zwierzaka. Nasi myśleli, że skoro kudłacz wygląda uroczo, jest łagodnym, cudownym misiem, znajdzie dom na pewno!

…i pięć lat później, właściwie już prawie sześć, Diego nadal mieszka u nas. Wciąż jest łagodny, wciąż kudłaty, wciąż tak bardzo potrzebuje towarzystwa.

Łapki ma już słabiuśkie, więc go nasi zabierają na takim wózeczku do lasu, ale też żeby sobie sam pochodził, poćwiczył girki i żeby mu nasi nie musieli zadu dźwigać, to wyciągnęli takie dwa kółka specjalne:

Wiem, że ciemno, ale jak teraz ktoś tak szybko gasi słońce, to co ja poradzę. Widać dziaduszka? Widać. Szkoda go? Jasne, że szkoda!

…a jak on ma wierzyć, że skoro przez tyle czasu, w pełni sił i sprawności nie znalazł domu, to znajdzie teraz…?

Rokersowi stukły 4 lata, odkąd u nas mieszka. Trafił ogromny, silny, pewny siebie, niedający sobie w michę dmuchać…

Dziś z tego wszystkiego została tylko wielkość. Dla wielu dwunożnych stał się potrzebującym ciepła i uwagi misiem, a dla kilku małych psów – prawdziwym psiumplem, z którym można szpanować na placu, że się ma osopsistego ochroniarza i teraz nikt nie podskoczy.

Jak już wspominałam wcześniej, czas nijak nie chce stanąć w miejscu, wkrada się podstępnie i zwyrodnieniowo w ogromne łapy ogromnego psa… Już go nie niosą tak spiesznie, jak dawniej, już nie są tak skoczne, bolą…

Nasi robią co mogą, wetka zleca, Tabletkowe biegają z torcikami z leczącymi kulkami, ale pewnego dnia to już całkiem przestanie pomagać…

I można się uśmiechać do zdjęć, jak Wandal.

Można szaleć po wybiegu, można biegać na spacery, można przeciągnąć psiolontariusza na koniec lasu i z powrotem, można pokazać, co się umie i domagać się smaczka, można się do drapania nadstawić, można wszystko…

Tylko potem wraca się do budy…

I jakoś tak smutniej, energia przygasa, oczy już nie patrzą tak pewnie, białka przyświecają dołem, kolejny siwy kłaczek bezczelnie się pojawia na faflu.

Musicie wiedzieć, że to wszystko nie dotyczy tylko psów, że nie trzeba mieć nastu lat nawet. Czasami wystarczy za długie rozmyślanie, dlaczego mimo wyglądu i cudownego charakteru wciąż tego domu nie ma, dlaczego wciąż ogląda się niewielką klatkę i kawałek okna, za którym wciąż tak samo dzień zmienia się z nocą…

Flafi trafił do nas na wiosnę zeszłego roku.

Mimo przypominania o nim, mimo cudownego charakteru, domu brak. Na kociarnię Flafi trafić nie może, bo jest zazdrosny o inne sierściuchy, bo że z jakiej racji on ma się dwunożnymi dzielić!?

…a domy, w którym byłby jedynym zwierzakiem, są przecież. Tylko jakoś poza flafiowym zasięgiem…

I tak po półtora roku, mimo najlepszej opieki wetowej i jedzeniowej, mimo głaskania, poświęcania uwagi, Flafiego teraz trudno poznać.

W schronisku nigdy nie otrzyma tyle miłości ile otrzymałby w domu; zawsze będzie jednym z bardzo wielu. Zawsze będzie się zastanawiać co jest z nim nie tak, dlaczego cały jego świat to niewielka klatka… zawsze, aż ktoś nie stwierdzi, że właściwie to znajdzie dla niego u siebie miejsce…

Schronisko ratuje życie, ale nigdy nie będzie dobrym domem na zawsze-zawsze. Nasi przywracają zwierzakom wiarę w dwunożnych, ale czasami nawet ich dar przekonywania nie wystarcza, jeśli niewiele w tym życiu klatkowym się zmienia… Ile można mówić, że będzie dobrze, znajdziesz dom, skoro kolejny raz słońce zachodzi i… nic…

Tylko Wy możecie zmieniać nasze życie do końca. Tylko dzięki Wam możemy tak naprawdę w pełni uwierzyć w siebie… Kiedy szukacie zwierzaka do adopcji, pomyślcie, czy nie moglibyście przyjąć kogoś, dla kogo czas w schronisku płynie jakoś szybciej, w domu przecież może się wreszcie odczepić i zatrzymać… Lat mniej nie będzie, ale wdzięczności, miłości i oddania też nie, wręcz przeciwnie. Głaszcz po siwych kudełkach, przykrywaj kordełką na noc, witaj każdego dnia, patrz, jak piękniejemy i wybłyszczamy oczy dla Ciebie…

Obiecasz, że pomyślisz…?

Artykuł Wiek ten sam, a tak różny etap życia… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/wiek-ten-sam-a-tak-rozny-etap-zycia/feed/ 1
Już ładne! https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/juz-ladne/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/juz-ladne/#comments Sun, 22 Nov 2020 03:43:52 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10596 Tak jakoś jest z maluchami, że te psie zwykle są puchatymi kulkami z bystrymi ślipiami i mokrymi nosami, które zaraz każdy by tulił i się z nimi bawił; jak tylko…

Czytaj dalej...

Artykuł Już ładne! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Tak jakoś jest z maluchami, że te psie zwykle są puchatymi kulkami z bystrymi ślipiami i mokrymi nosami, które zaraz każdy by tulił i się z nimi bawił; jak tylko mogą, to wędrują do domów. Za to sierściuszątka… Zdarza się, że trafiają też takie mięciutkie i zdrowe, wędrują do domów, gdzie czekają na adopcję, ale zupełnie już niedziwnym widokiem jest dzieciuch z mokrymi oczami, zaklejonym nosem i czasami zwiędłymi uszami, w których żyją całe kolonie kolejnych zwierzątek. Pewnie, że one też potrzebują przytulania i domów, ale zwykle dopóki się nie wyleczą porządnie, to mieszkają w schronisku, ale zaraz potem mogą wyfruwać i byłoby najsuper, gdyby już ktoś na nie czekał wtedy… Często jest jednak tak, że one zdrowieją, w międzyczasie rosną, a takie już mniej-puchate i już-nie-kulki nie są tak chętnie adoptowane.

Pewnie nie pamiętacie historii Krówka, ale ja pamiętam i ten sierściuch spędził najlepsze miesiące w schronisku. Przyszedł jako tyci sierściuszek, a wyszedł jako chyba dwuletni, dorosły, dostojny Krów…

W połowie wakacji przyjechała Dwukropka.

Trafiła do nas razem z innymi sierściuszkami, były znalezione w kartonie i miały na sobie dziesiątki pasażerów na gapę. Cała grupka była obsmarkana, a Dwukropka najbardziej. Była najsłabsza ze wszystkich, a dziś? O:

Nikt by nie powiedział, że ledwo zipała, teraz ani kichnie nawet. Ma uroczą plamkę na poliku, a nos wygląda, jakby przytkła do atramentu i część jej się zakolorowała na stałe.

Willa została znaleziona na polu w stanie… jak widać.

Byłe ledwo żywa i odwodniona, to też był środek wakacji, więc i ciepło, słońce smażyło… Dziś Willa wygląda zupełnie inaczej, jest wdzięczną sierściuszką.

Po tamtym zasmarkańcu nie ma już śladu, ale do dziś Willa lubi opowiadać, jakie to wielkie szczury na nią polowały na polu…

Ale dała radę!

W kartonie została też znaleziona Harmonia:

…która nie wyglądała właściwie tak źle, ona miała początki kataru, więc nie dziwi, że dziś wygląda całkiem zdrowo:

Ale razem z Harmonią przyjechała Ligawka, której się już aż tak nie poszczęściło zdrowotnie…

Jednak i ona dała radę i dziś jest wielko-złotooką sierściuszką. 

Nie pisałam nic o ich charakterach, ale to celowo, bo musiałabym o każdym pisać prawie to samo. Jakie one są? Kochane i potrzebujące kontaktu, ale nieśmiałe jeszcze. Zresztą jakie mogą być skoro znają dwunożnych głównie od strony wetowej? Skoro nasi mają dla nich tyle czasu, ile dla innych – trzeba posprzątać, wymienić kocyk, kulki dosypać jedzeniowe, wytrzeć klatkę, która przez te wszystkie miesiące była i jest nadal ich domem. Każdy w swojej mieszka albo z kimś, z kim przyjechał. Ci drudzy to szczęściarze, mają do kogo miałknąć, a pozostali? Cztery ściany, podłoga, sufit i wszystko tak bardzo blisko. Smutno tak. Są głaskane na tyle, na ile to możliwe, na ile nasi mają czas. Wolontariusze przychodzą, jeśli mogą akurat do nich wejść, bo nie do wszystkich każdy może. Sierściuszki nie mogą porządnie wyspać się na kolanach, nie mogą się bawić do zmęczenia łapek, nie mogą biegać za sznurkowymi myszkami, piórkami na wędkach tyle, ile by chciały, bo prócz nich w schronisku jest jeszcze masa innych zwierzaków, które też czekają na uwagę.

Nie szukaj tylko całkiem malutkich sierściuszątek, puchatych, mięciutkich, nieporadnych. Czekają na Ciebie też te większe, którym na starcie los podstawił nogę, ale udało im się wyjść z tego z gracją, żeby nie napisać – z życiem… W schronisku otrzymały pomoc, stanęły na łapki, mogę napisać z pełnym przekonaniem, że zostały uratowane, ale już wystarczy ich mieszkania w klatce. Czas wyruszyć na podbój świata!

Będą się bawić, tulić, spać przy Tobie, chodzić po meblach, towarzyszyć Ci cały dzień, tylko daj im szansę, pokaż, że można Ci zaufać, nie pozwól, żeby spędziły w schronisku chociażby dzień dłużej…

Artykuł Już ładne! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/juz-ladne/feed/ 2
Między piątkiem – trzynastego, a Dniem Kota Czarnego… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/miedzy-piatkiem-trzynastego-a-dniem-kota-czarnego/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/miedzy-piatkiem-trzynastego-a-dniem-kota-czarnego/#respond Sun, 15 Nov 2020 04:13:54 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10580 Ja to umiem trafić z postem! Nie dalej, jak przedwczoraj był pechowy dzień, bo podobno trzynasty dzień miesiąca nie może wyjść w piątek, bo nie, i że wtedy to najlepiej…

Czytaj dalej...

Artykuł Między piątkiem – trzynastego, a Dniem Kota Czarnego… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Ja to umiem trafić z postem! Nie dalej, jak przedwczoraj był pechowy dzień, bo podobno trzynasty dzień miesiąca nie może wyjść w piątek, bo nie, i że wtedy to najlepiej z domu nie wychodzić, bo coś się zdarzy złego, a jeszcze jakby wtedy drogę przebiegł czarny sierściuch, to już w ogóle wszyscy umrzemy! Za dwa dni za to jest Dzień Czarnego Sierściucha właśnie, więc widzicie, jesteśmy w samym środku międzypechowym! Znaczy dwunożni tak jakoś kojarzą te zwierzaki zupełnie nie wiedzieć czemu. One też nie wiedzą, a potem się ich tyle zbiera w schronisku…

Na razie wychodzi, że to one jednak bardziej mają pecha…

O niektórych pisałam już nie raz… Bob mieszka u nas ponad dwa lata.

Nie ma ogona i miał jakieś problemy zdrowotne z podogoniem, ale czy nadal ma, to trzeba naszych zapytać. Nie przeszkadza mu to jednak ganiać po półkach czy za zabawkami przyczepionymi sznurkami do patyków. Mieszka teraz z innymi kotami, chociaż mu to towarzystwo obojętne, ale dobrze wiedzieć, że nie musi być jedynakiem w domu, prawda? On w ogóle na początku znajomości jest bardziej nieśmiały, ale ciekawość prędzej czy później zwycięża.

Flafi też grzeje schroniskowe koce już długo…

Jest w średnim wieku, dostojny i grzeczny, ale za zabawką też w zapomnieniu pobiegnie. Dwunożnych lubi bardzo, czasami może i zbyt, bo bywa zazdrosny, dlatego inne koty niech się trzymają z daleka. Jakby wszyscy byli tacy sami, to byłoby nudno, a tak to widzicie – Bob może żyć w stadzie, Flafi powinien być jedynakiem, ale nie wszyscy akurat potrzebują ośmiu łap biegających po domu, cztery wystarczą. Ten czarny miś potrzebuje też jakichś specjalnych kulek jedzeniowych, bo mu tam przewód między ryjkiem a podogoniem nie działa, jak powinien, ale to też do dopytania. Jak się jednak pilnuje, co je, to wszystko w porządalu jest, więc to żadna wada!

Czas na kolejnego sierściucha z pechem do kwadratu, oto Lejzer.

Nie dość, że czarny, to jeszcze z wirusem w środku, przez którego szanse na dom mu się zmniejszyły prawie do zera, a przecież to nie jego wina! Być może kiedyś będzie bardziej chorować, ale każdy z nas być może będzie, i Wy też. Lejzer jest grzeczny i dostojny, u weta zachowuje się wzorowo, a kiedy do nas trafił nie był najzdrowszy, więc nasi mogli się o tym przekonać nie raz. Cały dniami wyleguje się na posłaniu, ale jego domem jest klatka, bo nie może zamieszkać z innymi sierściuchami. Już prawie DWA I PÓŁ roku mieszka w niezbyt przestronnych czterech ścianach… Przyjemnie? Niezbyt…

Moro to niezłe ziółko, ale to też dowód na to, że mruczka można źle wychować…

Moro była adoptowana jako niewielka sierściuszka. Uwielbiała się bawić, więc jej dwunożna podstawiała jej pod pazurki… rękę. Było to bardzo zabawne najwidoczniej, ale jak Moro podrosła, pazurki wyrosły, łapki stały się silniejsze, zabawa przestała być taka wesoła. Sierściuszka nauczyła się, że to dwunożna jest zabawką, że jej ręce można atakować, przecież tego została nauczona, i klops! Była tam jedna z naszych, która umie się dogadać z miałkami, podpowiedziała, żeby używać zabawek, żeby kończyć zabawę, kiedy jest za mocno. ….trzeba jednak chcieć, prawda? Właśnie. I tak Moro wróciła do schroniska. Tutaj będzie się uczyć zachowań… A ona potrafi być super, potrafi okazać miłość i wdzięczność, nie jej wina, że pozwalano jej na wszystko, teraz trzeba ją przestawić w drugą stronę.

Nie tylko takie dorosłe, czarne sierściuchy mieszkają u nas, żeby nie było. Na początku swojej życiowej drogi trafił do nas Jetix:

…i wieeeeelkooka Botwinka:

Jetix został znaleziony pod tą otwieraną blachą z przodu jeździdła, a Botwinka w lesie, niezłe przygody… Obydwa dzieciaki lubią dwunożnych, wszelkie głaski i przytulania są mile widziane. Przed nimi cudowne życie, ale to już pod warunkiem, że znajdą swoje miejsce w czyimś domu, bo w schroniskowej klatce to tak, wiecie, średnio fajne będzie… Takie maluchy potrzebują porządnego wyspania się na kolanach, szalonej zabawy każdego dnia, obserwacji świata z parapetów, a nie tak zza krat….

Tekst popełniłam do kalendarza naszego schroniskowego o tym, że mówi się, że czarny sierściuch przynosi pecha, a tymczasem te schroniskowe same go mają. Trzeba przyjść do nas, wejść na kociarnię i właśnie wbrew wszystkiemu pozwolić mruczkom przebiec sobie drogę; trzeba zabrać takiego czarnego miałka do domu i zobaczyć, jaka magia się zadzieje… Chociaż pomyślcie też o tych, które z innymi mieszkać nie mogą, które spędzają całe dnie w niewielkiej klatce, jak Lejzer chociażby. Wiesz, że nikt inny może nigdy nie zdecyduje się go adoptować…? Może Ty będziesz jedyny…?

Odczaruj czarnosierściuchowego pecha, przekonaj się, że razem ze zwierzakiem przydrepta do Twojego domu szczęście!

PeeS. Oczywiście, że nie przedstawiłam wszystkich, czasu tyle nie było, ale tych pechowców u nas jest jeszcze kilka….

Artykuł Między piątkiem – trzynastego, a Dniem Kota Czarnego… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/11/miedzy-piatkiem-trzynastego-a-dniem-kota-czarnego/feed/ 0
Odczarować nieadopcyjność. https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/odczarowac-nieadopcyjnosc/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/odczarowac-nieadopcyjnosc/#comments Wed, 28 Oct 2020 07:04:03 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10509 Można odczarować nieadopcyjność? Jak się jest dwunożnym – można. Można dać szansę sierściuchowi, któremu choroba zabrała dwie kulki oczne… …chociaż gdyby nie to, że ufam naszym wetom, to bym nie…

Czytaj dalej...

Artykuł Odczarować nieadopcyjność. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Można odczarować nieadopcyjność? Jak się jest dwunożnym – można.

Można dać szansę sierściuchowi, któremu choroba zabrała dwie kulki oczne…

…chociaż gdyby nie to, że ufam naszym wetom, to bym nie uwierzyła, że Boogie ma je usunięte, zaraz się dowiecie, dlaczego.

Ślepaczek trafił do domu, w którym wcześniej mieszkał inny sierściuch, i musicie wiedzieć, że ten też znalazł tam miejsce w stanie mocno potrzebującym, bo połamany był, różne żyjątka mniejsze i większe mu tam się zaczeły w skórze zagnieżdżać, ogólnie był mocno fuj, ale ci dwunożni przyjęli go pod swój dach, wyleczyli i tak u nich mieszkał ładne kilka lat, aż nie przyszedł jego czas. Boogie początkowo miał trafić do tego domu na czas epidemii w schronisku, która zabierała sierściuszkom życia, a ten był wtedy młody, świeżo po operacji, wirusy tylko czekały na okazję…

W domu szybko okazało się, że tygrys bez oczu jednak coś musi, cholipcia, widzieć, bo inaczej jakby byłoby możliwe TO? (już to kiedyś wrzucałam, ale warto jeszcze raz)

Ostatnio nasi się dowiedzieli, że ta „chwila” w domu na tymczasie przedłuży się do końca życia sierściuszka, a właściwie jedyną rzeczą, która zdradza, że to dom i zwierzak wyjątkowszy niż inne jest ta, że niektóre meblowe nogi są owinięte, żeby w szaleństwach Boogie nie zrobił sobie krzywdy.

…..iiii nie, wciąż nie wierzę, że powieki u tego oglądającego świat z zaciekawieniem tygrysa są zamknięte na amen…..

Można marzyć o adopcji zwierzaka, którego nikt nie zechce, można dążyć do tego, żeby kiedyś było to możliwe, można ziścić marzenie podwójnie – i sobie, i… w tym wypadku Oriemu, który trafił do nas z ranką na nosie, a wkrótce też okazało się, że z takim wirusem, który bardzo chętnie inne wirusy wpuszcza – niedoboru odporności, że tak to ujmę naukowo bardziej.

Ten czarny sierściuch spędził w schroniskowej klatce półtora roku. Nie mógł mieszkać na kociarni, żeby nie pozarażać. Przez ten cały czas oglądał cztery bliskie ściany, wpatrywał się w sufit, odgniatał niewielką podłogę, wczepiał łapy w kraty.

…aż pewnego dnia…

Adoptowałam Oriego gdy stałam się gotowa na spełnienie mojego odwiecznego marzenia o przygarnięciu kota, którego nikt nie chce. Wyobrażałam sobie, że zamieszka ze mną schorowany senior, ślepy futrzak albo taki Bobuś bez ogona. Wielu ludzi boi się kalectwa i choroby bo problem, bo kasa, bo dziwnie wygląda. Bo nie chcą patrzeć na cierpienie. Ale to, że czegoś nie widzimy nie znaczy, że to się nie dzieje. Sto razy bardziej wolę, żeby kot chorował w ciepłym, kochającym domu, niż w klateczce, w której miłość i czas kilku osób są dzielone pomiędzy dziesiątki zwierzaków. Poza tym wzięcie zdrowego, młodego kota nie sprawi, że on się nigdy nie rozchoruje czy nie zestarzeje. Każdego to czeka i trzeba się z tym liczyć.

Początkowo nie planowałam wzięcia kota z FIV, bo nie wiedziałam, że są aż takie niechciane. A Ori to już w ogóle miał przerąbane, bo oprócz choroby jest cały czarny, dorosły, ma bliznę na nosie, a całości dopełnia fakt, że zdarza mu się zapolować na człowieka. Ale co z tego? Przy odpowiedniej trosce można dodatniemu kotu zapewnić komfort niemal lub całkiem równy z życiem zdrowego, a jeśli miałby gorsze dni, to można liczyć na wsparcie schroniska i profesjonalną pomoc weterynaryjną w wachlarzu gabinetów. Kolor sierści nie zmienia tego, w jaki sposób kot łasi się, mruczy i kocha.

Wiek? Każdy zwierzak kiedyś dorośnie, a problem polowania rozwiążemy cierpliwą pracą. Zresztą to nie jego wina – albo ktoś go nauczył, że ręce służą do zabawy lub zdobycia uwagi, albo coś go boli czy drażni. Nie kładzie uszu, nie jest agresywny, po prostu zaczepia. Może taki jest jego sposób komunikacji czy rozładowania jakiejś frustracji. Zrobimy badania w poszukiwaniu przyczyny bólowej, a jeśli to problem czysto natury psychicznej, to wyćwiczymy jakieś sposoby na radzenie sobie z tym nawykiem. I będzie dobrze.

Czasem tak sobie na niego patrzę, jak biega w wieczornej szajbie po domu z prędkością 80 km/h i zastanawiam się, jak wytrzymywał w tych malutkich czterech ścianach nie mając możliwości rozładowania pokładów energii. Nie wspominając o tym, że potrafi bawić się nawet dwie godziny z rzędu. Dlatego strasznie się cieszę, że wreszcie ma dom. Że ma mnóstwo super miejsc, w których może sypiać – od poziomu podłogi po sufit.

(Regał z domkiem zbudowany specjalnie dla Orinia)

Że ma gdzie latać jak nienormalny. Że może niuchać zapachy zza okna i kwiczeć na ptaki. Że ma do kogo przyjść na mizianko. Że jest czyimś oczkiem w głowie.

A dlaczego akurat Ori, a nie Lejzerek czy Ciacho? Poczułam, że jego problemy i potrzeby najlepiej pasują do moich możliwości i będzie miał wszystko, czego mu trzeba.

…wzrusz, prawda?

Nie zawsze wiadomo, co się z takiego wirusa rozwinie. Można żyć z nim latami, może coś się stać szybciej. Za-szybciej… Można jednak zawalczyć o normalność, można wciąż czarować i sprawiać, że wszystko inne przestaje się liczyć…

Szila zamieszkała w schronisku na samiuśkim początku wakacji.

Chyba była po wypadku, bo trzeba było usprawniać jej girkę, poza tym błyskawicznie okazało się, że w jej krwi jest zdecydowanie więcej białego niż czerwonego, a to wszystko przez wirusa białaczki. To też oznaczało, że Szila musi mieszkać w klatce, że nie może się widzieć z innymi kotami, że czekamy na cud w postaci dwunożnych, którzy chcieliby ją adoptować…

…aż pewnego dnia…

Myśleliśmy dłuższy czas o adopcji kotka i pewnego razu przeglądając stronę schroniska natrafiliśmy na śliczną kruszynkę. Od razu się w niej zakochałam, a jak zobaczyłam, że ma na imię prawie tak samo jak kotka w moim rodzinnym domu – Shiloh, uznałam, że to musi być przeznaczenie. Byliśmy już zdecydowani na adopcję, kiedy zobaczyliśmy, że Szila ma białaczkę. Zaczęliśmy mieć pewne wątpliwości, czytając o chorobie, pojawiało się ich jeszcze więcej  i tak z głowami pełnymi myśli „czy aby na pewno, czy damy radę, czy będzie jej u nas dobrze i czy my nie będziemy stanowić dla niej jakiegoś zagrożenie?”, postanowiliśmy udać się do schroniska i się wszystkiego dowiedzieć. Myśl, że miałaby zostać w schronisku w jej sytuacji była nie do przyjęcia. Kot, który musi być odizolowany od innych kotów, żyjąc w stresie, który podsycałby tylko jej chorobę, nie mógł dłużej być na to skazany.

Dzień później udaliśmy się do schroniska, gdzie po rozmowie z panią weterynarz, która trwała dłuższą chwilę i pomogła nam zrozumieć z czym mamy do czynienia, podjęliśmy ostateczną decyzję. Zostało nam przygotowanie domu i następnego dnia Szila już była z nami.

Pierwszego dnia pilnowała nas jak oczka w głowie, wystarczyło wstać a ona już była przy nodze i szła za nami krok w krok. Nie można było zamknąć drzwi od łazienki, bo od razu zaczynała miałczeć domagając się wpuszczenia jej do środka. Łasiła się ile tylko mogła. Nawet jak widocznie zmęczona próbowała się położyć, wystarczyło wyciągnąć w jej stronę rękę a ona już była na nogach waląc łebkiem w dłoń i prosząc o pieszczoty.

…i teraz muszę Wam coś od siebie dodać, zanim przejdziemy dalej. Druga część opowieści jest niesprawiedliwa do granic niesprawiedliwości. To nie mogło się zdarzyć, los nie miał najmniejszego prawa, żeby tak zakpić. A jednak.

Po kilku dniach zaczęły nas martwić niektóre rzeczy – miała problem z wejściem na łóżko, zaczęła się izolować i miała dziwnie duży, wzdęty brzuszek. Niestety okazało się, że to FIP. Szila dostała leki, po których było lepiej, przestała się izolować, delikatnie zmalał jej brzuch i nabrała apetytu, czasem nawet domagała się jedzenia pomiałkując z podniecenia w trakcie nakładania. Bardzo dzielnie i cierpliwie znosiła wszystkie wizyty u weterynarza. W domu przyjmowała grzecznie lekarstwa. Czasem było lepiej czasem trochę gorzej.

W ostatnim tygodniu zaczęło się robić coraz ciężej. W zasadzie nic nie jadła, ciągle spała, była osowiała. Znaczną większość czasu spędzała na leżeniu obok nas, robiąc jedynie przerwy na picie i kuwetę. Z ogromnym żalem w sercu musieliśmy podjąć decyzję o eutanazji.

Szila była z nami 5 tygodni, mimo przepełniającego nas smutku, jesteśmy szczęśliwi.

Wiemy, że daliśmy jej wszystko co można było, aby uczynić jej życie lepszym. Bardzo się cieszymy, że mogła być z nami i z całego serca dziękujemy pracownikom schroniska za ogrom pomocy jaką nam ofiarowali.

….o matko suczko, znowu się zryczałam… Przecież Szila wygrała najlepsze, co mogła wygrać. W tym całym białaczkowym nieszczęściu zyskała dom, i to taki, o którym niektóre zwierzaki mogą tylko marzyć. Kiedy jednak pojawiły się siejące spustoszenie wirusowe komplikacje, nikt nie powiedział, że przecież nie tak miało być, że jak to, że owszem, miała mieć wirusa, ale bez przesady i niech wraca za kraty, bo nikt się męczyć z takim sierściuchem nie będzie. Nikt tak nie powiedział. Była walka o Szilę, o każdy dzień, o szczęście, bo jeszcze chwilkę, jeszcze nie teraz… Pożegnanie jednak musiało nadejść… Bardzo za szybko, ale ten miesiąc był najlepszym miesiącem w jej życiu, tego jestem pewna.

Dziękuję wszystkim, którzy odczarowują nieadopcyjność, dziękuję za przywracanie nam wiary w dwunożnych. Bez Was wielu z nas nie miałoby najmniejszych szans na domy, bo kto by chciał zwierzaka bez oczu czy z wirusem we krwi, który może zabierze nas za wcześnie. ….a czasami nawet nie pozwoli zadomowić się na dobre…

To Wy sprawiacie, że mamy siłę rano wstawać, takie historie dają nadzieję, że na każdego z nas gdzieś ktoś czeka.

Ty też możesz być takim czarodziejem. Po prostu adoptuj kogoś, na kogo nikt nie chce spojrzeć, komu zostało być może mniej czasu niż innym, kto ma mniejsze szanse, bo rzekomo sobie nie poradzi, jest „wybrakowany”. Zapewniam, że od nikogo nie dostaniesz tyle miłości…

Dziękuję.

Artykuł Odczarować nieadopcyjność. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/odczarowac-nieadopcyjnosc/feed/ 2
Do serca przytul, na kolana weź! https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/do-serca-przytul-na-kolana-wez/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/do-serca-przytul-na-kolana-wez/#comments Sun, 04 Oct 2020 03:10:02 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10414 Co to jest za data dzisiaj! Jedna z najważniejszych w kalendarzu wszystkich łapnych i skrzydlatych, robali też, chociaż do niektórych to akurat jakoś nie pałamy miłością. Dzień Zwierząt mamy dziś,…

Czytaj dalej...

Artykuł Do serca przytul, na kolana weź! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Co to jest za data dzisiaj! Jedna z najważniejszych w kalendarzu wszystkich łapnych i skrzydlatych, robali też, chociaż do niektórych to akurat jakoś nie pałamy miłością. Dzień Zwierząt mamy dziś, w kalendarzu nawet zaznaczone, świętować można! Jak nie macie z kim, to ja zapraszam psierdecznie, u nas znajdzie się z pewnością niejeden czy niejedna, którzy bardzo chętnie właśnie tego dnia rozpoczną z Wami wspólne życie.

Jeśli chodzi o temat, to taka piosenka była kiedyś, która wciąż jest aktualna, a w refrenie stało tak:

Do serca przytul psaaaa, weź na kolana koootaaaa….

…dalej coś o pchłach jest, ale jak już wspomniałam, dziś się nimi nie zajmujemy. Fuj.

W każdym razie na początek postu w tak ważnym dniu przedstawię wieści z domu od pewnego psa… Oddaję głos jemu Dwunożnemu:

25. września mija dokładnie rok jak od Was ze schroniska trafił do naszego domu Set. Pewnie pamiętacie go. To pitbull po przejściach. Odebrany interwencyjnie w bardzo złym stanie. Jako ludzie tylko możemy domyślać się jakie tortury przechodził, zanim w asyście policjantów został odebrany. On tego nigdy nie będzie w stanie nikomu opowiedzieć. Wiem, że jego stan był taki, że mógł umrzeć. Trafił do Was i na szczęście został odratowany. Potem zadziałała Agnieszka (jedna z naszych – przyp. wrrredaktor), która namówiła mnie, abym go adoptował. Stawiałem opór tłumacząc, że przecież mam już dwa psy tj. goldenkę Sabę i labradorkę Figę i trudno mi będzie nad takim stadem sprawować prawidłową opiekę. Na szczęście Agnieszka (pozwolę sobie przejść na ty mając nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko) była uparta i mnie przekonała. Potem nastąpiła cała procedura związana z adopcją, która świadczy o tym, jak odpowiedzialnie do tego podchodzicie.

I wreszcie w dniu 25. września 2019r. Set został u nas. Ja, moja żona i syn lękaliśmy się trochę tego, że nie poradzimy sobie mając w głowie to, że w domu są już dwie suczki a pitbull to groźną rasa psów (tak sądziliśmy, znając tylko przekazy medialne).

Na szczęście słuchaliśmy tego co nam mówiłyście, uwierzyliśmy Wam i teraz mamy tego wspaniałe efekty. Set jest wspaniały. Fizycznie zmężniał. Jest typem wspaniale zbudowanego atlety, który zdaje sobie sprawę ze swojej siły. Jednak nigdy nie wykorzystuje jej do złych celów. Ma piękną aksamitną sierść, błyszczące oczy. Jest zrównoważony, spokojny. Jednocześnie skory do pieszczot i zabawy. Nie boi się już naszego dotyku, co dało się na początku zauważyć.

Z pozostałą dwójką moich dziewczynek tworzy wspaniałe stadko.

Np. żadne z nich nie podjada z cudzej miski. Czasami zdarza się zapomnieć najstarszej Sabie, ale bez żadnych konsekwencji ze strony pozostałej dwójki-może szacunek dla wieku, tego nie wiem.  Szefem jest Figa chyba ze względu na siłę i ognisty temperament. Setowi to ani trochę nie przeszkadza. Oczywiście w żaden sposób nie wyróżniamy żadnego z naszych zwierzaków. Każdego kochamy i traktujemy tak samo.

Set został także ciepło – co ja piszę – gorąco zaakceptowany przez naszych rodziców, którzy co jakiś czas nas odwiedzają. Set także ich zaakceptował. Nigdy nie zapomnę widoku tulącego się do mojej mamy (z całkowitą wzajemnością) Seta, która wcześniej bała się do nas przyjechać będąc przekonana, że pitbule to zabójcy – jak uważała czerpiąc wiedzę z mediów i od ludzi, którzy się na tym kompletnie nie znają. W mojej rodzinie i w szerokim kręgu znajomych przypadek Seta spowodował to, że coraz więcej ludzi adoptuje psy ze schronisk lub poważnie rozważa taką możliwość. Set stał się niejako ambasadorem tych sierotek, którym pomagacie przeżyć.

Wiem, że się rozpisałem, ale chciałem Wam zdać relację z tego co zaszło przez ostatni rok z Setem. Jesteśmy Wam niezmiernie wdzięczni za Seta. Dzięki Wam dostaliśmy znacznie więcej dobra niż mogliśmy sobie nawet wyobrazić. Z całego serca dziękujemy.

Jaki widać – nie taki diabeł… znaczy… amstaff, pitbull czy inny wielkoszczękowy straszny, jak go malują. Nie przedstawię Wam dziś jednak żadnego z tego typu, bo to nie jest Dzień Paszczy-Jak-Szuflada, tylko zwierzaków wszystkich, a skoro u nas mieszkają psy i sierściuchy, to właśnie o nich będzie. W związku z tym też, że to święto, a po opowieści o Secie powinniście być bardziej podatni na adopcję szczególniejszych zwierzaków, to właśnie takie Wam pokażę.

Spiryt przyjechał do nas w stanie dość…. szczególnym….

Stary jak trzy światy, chuuudyyy, że kosteczek nie trzeba macać, widać wszystko. Sierść…. hmm… nooo, tak jakby…

…jakby to powiedzieć… Nasi na początku myśleli, że mu się coś na nie wylało i tak mu wszystko zlazło, ale nie – wyszło, że to od pasażerów na gapę i w ogóle koszmarnego zaniedbania. Spiryt zamieszkał u nas na początku wakacji, więc już ta nasza wetka i tabletkowe doprowadziły sierściucha do całkiem dobrego stanu, chociaż z tym wiekiem nie zrobi się z niego młodziaka. Wygląda jednak o wiele lepiej:

….no i zębiszcza mu też już nie odrosną…

Trudno, jakoś memła jedzonko i radzi sobie całkiem dobrze, więc nie ma co wypominać. W miałczeniu też mu nie przeszkadzają.

Mimo tego, że Spiryt ma tyle lat, że ma braki w uzębieniu, że ma pewnie zdrowie niezbyt sprawne już, że zdanie swoje ma czasami, bo zdaje się, że się naszym ostatnio oberwało od niego, to jednak warto go adoptować, zasługuje na dom, jak każdy, tylko w odróżnieniu od bardzo wielu – jemu zostało o wiele mniej czasu…

Za to przed kolejnym zwierzakiem całe życie, chociaż o mały włos, a nie byłoby go już wcale…

Jakiś czas temu do naszych ktoś zadzwonił, bo znalazł psa -podobno chudy, podobno łapę ma postrzeloną. Nasi ze schroniska pojechali i nie to, że nie wierzyli, ale doskonale wiemy, że dla wielu dwunożnych chude zwierzątko to też takie, które ma ładną talię, bo zdrowy pies jest serdelkiem. W każdym razie nasi się spodziewali co najwyżej bardzo szczupłego psa, ale zastali to……

Jeszcze nie widzicie, jak bardzo to jest CHUDE, ale jak pokażę tutaj…

Taką psiak miał szerokość… Jak go nasi na wadze postawili, to musieli kilka razy spojrzeć i pytać, czy aby na pewno dobrze działa, bo pokazała niecałe 10kg, a przecież zwierzak był kilkumiesięcznym prawie-owczarkiem… Tyle to ważą kundelki poniżej kolana, a nie cielątka!

….i wiecie co…. jak ta nasza siedziała w poczekalni na przyjecie do wetów, to inni dwunożni biadolili, że taki biedny, taki chudziutki…. …..a jedni, to wiecie… wyciągnęli w tej poczekalni jedzenie…. dla siebie jedzenie, kanapki czy coś…. może czekali od wczoraj, czy jak, no nie wiem, ale w każdym razie zaczęli jeść na oczach tej chudziny….

…nasza, jak już mowa jej wróciła z tego szoku, poprosiła, żeby jednak powstrzymali się w tej sytuacji….

Nasi nadali mu imię… żebym dobrze napisała… B u t t e r f l y, o. Butterfly, się czyta Baterflaj, a oznacza Motylka. Uroczo, prawda??

Jeśli chodzi o ten postrzał, to faktycznie girka wyglądała bardzo nieszczególnie, ale to nikt do psa nie strzelał, musiał mieć po prostu jakiś czas temu koszmarny wypadek, nikt go nie opatrzył, zamiast się goić, to się psuło coraz bardziej, o:

Spuchnięta jak balonik, dziurawa i cieknąca, a zapach taki był, że kwiatki w poczekalni ledwo się trzymały prosto. Mam tu nawet takie specjalne zdjęcie od środka, na którym widać, jaki tam był bałagan w środku, patrzcie:

I to nie był jedyny problem, bo Butterfly albo sam znalazł i z tego wszystkiego się obżarł, albo ktoś go nakarmił kośćmi, więc… jakby to napisać… się tam wszystko w środku zatkało i nijak nie chciało wyjść…

Butterfly musiał zamieszkać w lecznicy, bo go ten wet od kości oglądał codziennie. Jak go trochę odkarmili i podleczyli, to mu wyjęli z tej strzaskanej kości kawałek, który tam się już zaczął sam z siebie rozpadać i z drugiej girki musieli odciąć kawalątek innej kości, bo to się nie składała jakoś razem z bioderkiem czy cośtam takiego było. Zbyt skomplikowane jak dla mnie.

Zdrowienie w lecznicy trwało całe tygodnie, aaaleee wrrrrreszcie Butterfly mógł przyjechać do nas. Co prawda cześciowo go odsierścili, ale przytyli pięknie!

Uszka żyją własnym życiem, ale powiedzcie, że to uroku nie dodaje!

Mimo tych wszystkich strasznych przygód, Butterfly wciąż uwieeelbia dwunożnych! Tylko by się cieszył, tulił, spędzał z nimi czas na spacerach, na wybiegu, jakkolwiek, byle byli obok.

Nic a nic mu nie przeszkadzają te wybrakowane od środka girki, chodzi normalnie, radzi sobie świetnie! Nie jego wina, że na początku swojej drogi tak mu się wszystko poplątało zdrowotnie… Przed nim całe życie, oby szczęśliwe i pełne przygód, a jednocześnie bardzo byśmy chcieli, żeby jego przyszli osobiści dwunożni pamiętali, że te girki to nie są tak kompletne, jak u innych zwierzaków i jednak może trzeba będzie na nie kiedyś jakoś inaczej uwagę zwrócić. Nie trzeba się bać, trzeba kochać! …i tak wiecie, nie ma co na hura, bo już jedna dwunożna na samym początku bardzo chciała Butterflaya adoptować, ale czas mijał i teraz, jak już można, to ona ucichła… Mniej biedny już się zrobił? A może i tak lepiej, może nie była gotowa, bywa i tak.

Wszystkie adopcje trzeba przemyśleć zawsze, chociaż niektóre bardziej. Tak jak wszystkie bezdomne zwierzaki potrzebują domów, ale niektóre to wiecie, bardziej…

Mogłam napisać o zwierzakach bezdomnych, bo takich mam na około pełno, ale dziś wszystkie zwierzaki przypominają o tym, że trzeba je szanować i pozwolić żyć. Czasami trzeba pomóc, na przykład kiedy zobaczycie tego tam, kolczastego z wielkim nosem i szpiczastym ryjkiem, jak chodzi krzywo albo leży, bo go potrąciło jeździdło. Czasami można pomóc, na przykład wystawić miskę z wodą, kiedy słońce w lecie przygrzewa, albo otworzyć okienko w piwnicy dla sierściuchów, kiedy mróz szczypie w zad – zwierzaki same wybiorą, czy tej pomocy chcą. Czasami pomagać nawet nie wolno, kiedy widzicie skrzydlate dwunogi, które uczą się latać albo kiedy w lesie głębokim znajdziecie małe kopytne leżące w trawie czekające na matkę. Nie za wiele o tym wszystkim napiszę, bo co mieszkający za kratami od wielu lat pies może o tym wiedzieć? Po prostu zawsze szukajcie najpierw informacji, co robić, zanim nawet dotkniecie. Przy każdym zwierzaku trzeba być wrażliwym, ale przy tych dzikich to bardziej rozsądnie.

A nawet, jeśli ktoś nie chce pomagać z najróżniejszych powodów, niech chociaż nie krzywdzi. I ja wiem, że tacy bloga nie czytają, ale mam nadzieje, że może coś ich tknie z tyłu głowy właśnie dziś, czy coś…

Wszystkim zwierzakom, niezależnie czy mają pióra, kopytka, skrzydełka, macki, nibygirki, sierście, łuski życzę wszystkiego co najlepsze!

….a bezdomniakom dodatkowo domów najtroskliwszych, bo tego akurat życzyć będę niezależnie od wszelkich okazji, i bez okazji też. A co.

Artykuł Do serca przytul, na kolana weź! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/10/do-serca-przytul-na-kolana-wez/feed/ 2
Piątki, dwójki, psiliardy, zera i inne takie. https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/09/piatki-dwojki-psiliardy-zera-i-inne-takie/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/09/piatki-dwojki-psiliardy-zera-i-inne-takie/#respond Wed, 02 Sep 2020 09:39:03 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=10321 Jakoś tak liczbowo dzisiaj będzie, tak wyszło. Miszmaszowo dość, ale przeszkadza to? Mnie wcale, więc mam nadzieję, że Wam tak samo. Zaczniemy od dwójek, czyli po co mieć dwie budy,…

Czytaj dalej...

Artykuł Piątki, dwójki, psiliardy, zera i inne takie. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Jakoś tak liczbowo dzisiaj będzie, tak wyszło. Miszmaszowo dość, ale przeszkadza to? Mnie wcale, więc mam nadzieję, że Wam tak samo.

Zaczniemy od dwójek, czyli po co mieć dwie budy, kiedy we dwóch można się zmieścić w jednej?

Te dwa kudłatki to Psiutek i Sadełko – razem przyjechały, razem pomieszkują, razem mogłyby wyjechać do domu, bo czy to nie fajnie mieć na raz takie dwa futra? Zima idzie, trzeba mieć się czym ogrzać, a one małe, więc jednego z jednej, drugiego z drugiej i idealnie będzie! Chłopaki są superowe, grzeczne i w ogóle tylko brać i kochać. Nigdy nie miały porządnego domu, a na starsze lata by się przydał bardzo…

Teraz czas na piątki. Nasza jak chodzi sobie rano i ogląda, kto jak się ma (codziennie ktoś tak chodzi), to sobie przybijała łapki z niektórymi. Dżajant się załapał:

Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać:

Imię Dżajanta oznacza podobno, że jest wielki. Nie wiem, czy to prawda, bo ja w językach jestem średnia, ale naszym trzeba wierzyć tak samo, jak mi. W każdym razie ten czarny sierściuch jest pełen dostojeństwa, więc jak taki Wam siędnie na kanapie w domu, to od razu widać będzie, że sierściuch na stanie! I pogłaskać się przyjdzie, i może nawet kiedyś kolana zajmie?

Drugi od piątki jest Snopek:

Ten też od razu wiedział, co robić:

Snopek jest młodym psem, szaleństwo ma w głowie i masę energii w łapach, którą trudno w schronisku całkiem rozładować, bo gdzie i jak? Ze dwa spacery w tygodniu to za mało, Snopek nie ma wtedy czasu nawet dwunożnego na końcu smyczy zauważyć, bo przecież tu pachnie, tam też, trzeba iść, biec, sprawdzać! Jest cały stworzony do robienia CZEGOŚ, byle to nie było siedzenie. Na pewno będzie super psiumplem dla kogoś, kto też lubi ruch, a jak sobie nawzajem zapewnią wreszcie tyle, ile trzeba, to i na głaski na pewno przyjdzie pora.

Jaką liczbę mamy dalej? Niepoliczalną, ale ograniczymy ją do psiliarda! Raptem kilka dni temu trafił do nas Krabs:

Czego ma, a raczej miał tak dużo i to tylko na zewnątrz? Wszystkiego!

Brud, piach, kołtuny, dredy, zlepki, filce, wszystko w ilości hurtowej… Nasi to nie pozwalają, żeby zwierzak się męczył z taką swędzącą pokrywką, więc tak szybko, jak się dało, włączyli maszynerię, i o:

Tyle tego było!

Po obcięciu wyglądał tak:

Pięknie naszym wyszedł, wiadomo! Jak go potem nasza wzięła na sesję, to model nad modelami:

Najważniejsze, że jest mu lżej, a jak mu kudełki odrosną, to już się nim zajmą u prawdziwego fryzjera. Już-nie-kudłacz przyjechał do nas ledwo-ledwo temu, ale już nasi mówią, że się do nich uśmiecha i nadstawia łepek i plecki do czochrania. Tylko ciekawe, czy zgubił się nieszczęśliwie i jego dwunożni za nim tęsknią i przybędą czem prędzej, czy jednak już nie był potrzebny…

Na koniec o zerze, ale jakby się uprzeć, to i trójka się znajdzie. O co chodzi? Bardziej o kogo, oto Boogie:

Nie, nie pokazuję Wam śpiącego sierściuszka, Boogie nie ma co otwierać, wetka musiała mu ślipka usunąć… Nie pokażę Wam zdjęcia, jak wyglądał przed, bo trochę jednak fuj, ale jakbyście mogli sobie wyobrazić oczy w formie wisienek, w dodatku nie do końca świeżych…. No….. W każdym razie najpierw jedno oko mu zabrali, potem, kiedy doszedł do siebie, to drugie poszło, ale sierściuszek i tak nie widział już od dawna… Teraz jest bezślipiastym miałkiem, ale jeśli myślicie, że to mu przeszkadza w czymkolwiek, i że jak on teraz będzie polować na zabawki, to patrzcie….

Ja tam uważam, że Boogie ma jakieś trzecie oko ukryte w sierściu, bo to jest po prostu niemożliwie niemożliwe, żeby tak perfekcyjnie łapał bezdźwiękowe myszy! …ale to tylko pokazuje, jak bardzo jesteśmy wszyscy wyjątkowi…

Tak to u nas jest różnie, czasami kwadratowo, czasami podłużnie hehuehue, a czasami właśnie tak – liczbowo. Chciałam napisać, że nudno nie jest u nas, ale to zależy, z której strony patrzeć. Bo widzicie, nasi mają całe mnóstwo nas do ogarnięcia, więc oni nie narzekają na brak zajęcia (ale czasami na brak czasu na pójście chociażby zjeść czy do wuce, to już tak….), natomiast my mamy baaardzo niewielu dwunożnych do podziału między nas wszystkich, psiolontariusze przychodzą przecież też nie codziennie, więc przez większą część naszego schroniskowego życia ciekawie nie jest…

……ale wiesz, kto może to zmienić i podarować nam najlepsze zajęcie pod słońcem – pomieszkanie w domu….?

Taaaaak! Zgadłeś! Ty!

Po nagrodę zapraszam psierdecznie do najbliższego schroniska, wszyscy czekamy!

Artykuł Piątki, dwójki, psiliardy, zera i inne takie. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2020/09/piatki-dwojki-psiliardy-zera-i-inne-takie/feed/ 0