Przez trzy ostatnie tygodnie…

Przez trzy ostatnie tygodnie pyski mieliśmy pełne imienia Rumcajs. Nic dotąd o tym nie pisałem, bo chciałem, żeby wpierw się wszystko wyjaśniło. Ileż emocji było! Ile kibicowania!

Zaczęło się od tego, że Rumcajs zwiał! Drugi pies w przeciągu paru dni![1] To się jeszcze w schronisku nie zdarzyło! Pisałem już o psie, którego jakiś bezogoniasty i bezmózgowy przywiązał przy samych torach kolejowych i zostawił – tym psem był właśnie Rumcajs. Przywieziono go przerażonego i zestresowanego. Długo potem nie wychodził z budy i chował się przed ludźmi. Wreszcie jednak zaczął przywykać do nowej sytuacji. Trochę więcej czasu spędzał poza budą. Obserwował nas i bezogoniastych. Raz i drugi dał się nawet – choć z oporami – wyprowadzić na spacer. No i właśnie w porze spaceru to się stało.

Wolontariuszka weszła do jego kojca i próbowała wywołać go z budy. Bezskutecznie. Jeden z naszych bezogoniastych chciał jej pomóc. Podczas kiedy on wabił psa, ona wyszła po smycz i zostawiła uchylone drzwiczki kojca. No i wtedy błysk-smyk, śmig-mig – i Rumcajs już był na zewnątrz. W jednym miejscu przy ogrodzeniu zwalono na stos stare budy – czekały na porąbanie. Rumcajs wskoczył na nie, jednym susem przesadził siatkę i już był w lesie. Bezogoniaści puścili się za nim pieszo, na rowerach… Wrócili po dwóch godzinach bez Rumcajsa.

Ale pies nie uciekł daleko. Na drugi dzień pojawił się przy ogrodzeniu. Właściwie nie miał dokąd pójść. Do domu – jeśli miał w ogóle taki – nie chciał albo nie potrafił wrócić. A w schronisku jednak miał co jeść i dobrze go traktowano. Kręcił się więc w pobliżu, biegał wzdłuż płotu i nie mógł się zdecydować: odejść zupełnie czy wrócić do kojca. A bezogoniaści, gdy tylko zauważali go za płotem, próbowali go łapać. Pamiętali, co przeżył i w jakim stanie trafił do schroniska, starali się więc przy tym zbytnio go nie stresować. A sposobów chwytali się najrozmaitszych:

  1. Wabienie przez nawoływanie (chodzenie za psem po lesie z wydawaniem smętnego zewu: Ruuumcaaajs! Ruuumcaaajs!). Efekt: zdarte gardła bezogoniastych.
  2. Wabienie przez podmaślanie (chodzenie za psem po lesie z różnorakimi smakołykami). Efekt: koniec końców smakołyki zjadaliśmy my.
  3. Łowy z nagonką (zachodzenie psa z kilku stron naraz). Efekt: odstępy między naganiaczami były na tyle duże, że Rumcajs wymykał się i przepadał w lesie. Tego sposobu spróbowano jednak tylko dwa razy, gdy inne zawodziły. Bezogoniaści stwierdzili, że zbytnio stresuje on psa.
  4. Karmienie zwyczajne (zostawianie w lesie, przy ogrodzeniu, misek z jedzeniem). Efekt: Rumcajs raz zjadał, innym razem nie… Jadł tylko wtedy, gdy w pobliżu nie widział nikogo. Widząc człowieka nie zbliżał się do miski. W każdym razie dla pełnej michy nie zrezygnował z wolności.
  5. Karmienie z fortelem „zjemy i uśniemy” (j.w. tylko w jedzeniu był środek usypiający). Efekt – żaden! Takiego żarcia Rumcajs nie tykał. Jak on to wyczuwał?
  6. Karmienie z fortelem wariant II „blisko – bliżej – bliziuteńko – piesek je – MAMY CIĘ!”(jak w pkt. 3 i 4, tyle że jedzenie stawiano coraz bliżej bramy wejściowej do Schroniska, potem w samej bramie, wreszcie – już w schronisku, tuż za bramą). Efekt – przez długi czas żaden.
  7. Wilczy dół (wykopany przy samym ogrodzeniu, tam gdzie Rumcajs zwykle biegał; dość głęboki, wyścielony kołdrami, przykryty od góry, z michą żarcia na środku ). Efekt – było co potem zakopywać.
  8. Brama-zasadzka (niespodzianka finałowa, wieńcząca pkt 6. – uchylona brama wejściowa, podparta kamieniem, żeby się nie zamknęła, a ten kamień na sznurku; dalej – micha z żarciem. Pies wchodzi i je, a wtedy wystarczy pociągnąć za sznurek – i brama się zamyka). Efekt – długo nic. Zawsze ktoś się kręcił po podwórzu, a to pracownicy, a to interesanci, a to bezogoniastemu zaczajonemu ze sznurkiem w garści nie starczało cierpliwości, by tkwić w zasadzce… No i Rumcajs nie przekraczał bramy schroniska.

I mijał dzień za dniem. Życie toczyło się swoim torem, a w międzyczasie trwały gry wojenne między bezogoniastymi a Rumcajsem. Ale żadna ze stron nie uciekła się do użycia brutalnej siły: ani Rumcajs nie próbował nikogo gryźć, ani bezogoniaści nie strzelali doń usypiającymi pociskami czy wystrzeliwaną siatką. Nie – intelekt zmagał się z intelektem. Czasem dochodziło do zawieszenia broni. I wtedy Rumcajs podchodził na kilka kroków do bezogoniastych, siadali sobie, oni do niego mówili, on machał ogonem i odwarkiwał im po przyjacielsku, aż po paru minutach rozchodzili się.

Pewnego razu Rumcajs odszedł parę kroków, stanął, wrócił i znów odszedł – wyraźnie pokazywał, żeby iść za nim. Bezogoniasty poszedł więc za psem i znalazł w głębi lasu martwą sarnę. Przeraził się z początku, że to Rumcajs ją zagryzł, ale zaraz się okazało, że sarna ma równo uciętą głowę. Koszmar! Tego nie mógł zrobić żaden pies. Sprawę, oczywiście, przekazano policji i teraz trwa dochodzenie. Rumcajsowi, w nagrodę, wyniesiono do lasu wyjątkowe smakołyki, a następnego dnia wojna podjazdowa rozpoczęła się na nowo.

Ale widać już było, że pies jest zmęczony. I wtedy szefowa naszych bezogoniastych wzięła sprawę we własne ręce. Gdy Rumcajs się pojawił, postawiła przy uchylonej bramie jedzenie, zaparła bramę kamieniem i ze sznurkiem w ręku zległa za stojącym w pobliżu samochodem. Leżała tam nieruchomo dobrą godzinę, podczas gdy Rumcajs się wahał… My w wiatach siedzieliśmy cicho – to była sprawa między nimi.

No i wreszcie Rumcajs wszedł i zabrał się do jedzenia. A wtedy brama wolno zaczęła się zamykać. Obejrzał się i zobaczył, co się dzieje, a my wszyscy przestaliśmy oddychać. Skoczył do bramy, ale już nie zdążył…

I to właściwie tyle. Teraz Rumcajs siedzi w swojej budzie i wychodzi z niej tylko, żeby coś zjeść i załatwić się. Na wołania bezogoniastych nie reaguje. Z nami nie gada. Zachowuje się tak, jak na początku, gdy trafił do schroniska. Zobaczymy, co będzie z nim dalej.

[1] O tym pierwszym już pisałem; niedawno.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)