Jak wcześniej pisałam – rok się kończy…

Jak wcześniej pisałam – rok się kończy, choć jeszcze odrobinkę go zostało. Ale można już sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie, co przez ten rok zostało zrobione w schronisku – prócz remontów, oczywiście, bo o tym już była mowa.

No to tak… aha, będzie nie po kolei, bo już mi się trochę pomieszało, kiedy co było. Bo tyle tego było!

Osiem lat temu, zanim jeszcze nasi bezogoniaści przejęli opiekę nad schroniskiem, zaczęli organizować akcję pod taką fajną nazwą „Psu na budę”. W tym roku też ją robili. Ogłosili, że w październiku ci wszyscy ludzie, którzy chcą dopomóc bezdomnym zwierzętom i tym, które mieszkają w schronisku, mogą składać dary. W gazetach to ogłaszali, w radiu – sama słyszałam! – w telewizji coś o tym było, no i w Internecie, na stronie schroniska i tego Stowarzyszenia naszych bezogoniastych. A wolontariusze rozwieszali plakaty, gdzie się dało. I zaczęło się zbieranie darów: w wielkich sklepach, w szkołach, przedszkolach, tutaj u nas też. Obcy bezogoniaści, dorośli i dzieci, przynosili jedzenie, ciepłe koce, poduchy, materace, zabawki dla zwierząt i co tam tylko mogli… A w sklepach to kupowali i od razu składali do takich wielkich oznakowanych koszy. Nazbierało się tego! Nasi bezogoniaści ciągle jeszcze liczą…

Miesiąc wcześniej, we wrześniu, zaczęła się akcja, która trwa do tej pory (i jeszcze potrwa) – „Oznaczone, nie zgubione”. Znowu nasi bezogoniaści ogłosili, że w wybranej lecznicy dla zwierząt można domowym zwierzakom wszczepiać chipy. Na takim chipie jest numerek zwierzęcia, który można odczytać za pomocą specjalnego czytnika. Jak zwierzę zginie albo ucieknie, i na przykład trafi do nas, do schroniska, to po tym chipie można odnaleźć właściciela i zwierzaka oddać. Za takiego chipa trzeba, oczywiście, trochę zapłacić, a część tej kwoty zjawy oddają na rzecz schroniska. No i z tego, co wiem, sporo psów w mieście zostało już tak oznakowanych.

A właśnie, żeby nie było, że tylko schroniskiem się interesujemy, to nasi bezogoniaści od dawna prowadzą jeszcze inną akcję – dokarmianie bezdomnych psów i kotów w mieście. Są tam tacy mieszkańcy, zwłaszcza starsi, co karmią zwierzaki bez domów. Właśnie oni zgłaszają się do stowarzyszenia naszych bezogoniastych i dostają za darmo, co tydzień, jedzenie dla swoich podopiecznych. Cóż, zwłaszcza sierściuchów bezpańskich kręci się po mieście sporo. Do schroniska wszystkich się nie da przyjąć, zresztą, nawet nie należy dziko urodzonego kota pakować do schroniska. Niech sobie żyje, szczury i myszy wyłapuje w mieście! Można mu jednak dopomóc, bo nie zawsze łowy się udadzą. W zimie szczególnie. I to właśnie tacy karmiciele z pomocą naszych bezogoniastych robią.

A jeszcze wcześniej, gdzieś tak na wiosnę, trwała akcja „Tydzień bez pcheł”. Te paskudztwa zawsze można złapać gdzieś na spacerze, od innych zwierząt… Wiele psów i kotów ma ten problem. W mieście jest wielu takich bezogoniastych, których nie stać na odpchlenie swoich zwierząt. No to na koszt stowarzyszenia naszych bezogoniastych mogli się zgłosić do jednej lecznicy i pozbyć się tego robactwa.

 W całym kraju trwa akcja „PSYspaceruj” – nasi bezogoniaści też się do niej włączyli. Chodziło tu o to, żeby nie siedzieć w domu, ruszać się, bo to zdrowo – a jak się ruszać, to z psem! Jemu też wyjdzie na zdrowie. I zaczęli namawiać bezogoniastych w naszym mieście, żeby wychodzili na spacery z swoimi psami, albo przychodzili do schroniska i wyprowadzali nas. Póki było ciepło, to i chętnych było sporo: całe rodziny z dziećmi przychodziły, ci, którzy z kijkami chodzą i ci, co na rowerach jeżdżą dla zdrowia; przychodzili tutaj, zostawiali swój sprzęt i wędrowali z nami. Teraz pogoda gorsza, więc i bezogoniastych mniej się pojawia, ale wciąż ktoś przychodzi.

Od pewnego czasu pojawiają się u nas również bezogoniaści znani z różnych telewizji. Spacerują z nami, ganiają po wybiegu i fotografują się. Te zdjęcia zamieszczamy potem na stronie schroniska. Wszystko po to, żeby pokazać, że my tutaj, chociaż kundle, również jesteśmy mądrzy, śliczni, wierni i zasługujemy na własny dom. I powiem wam, że to się sprawdza: wiele psów czy kotów, które sfotografowały się z tymi gwiazdami, znalazło swoje miejsce w rodzinach bezogoniastych. Jest nas tu mnóstwo, ale gwiazd też niemało! Niech się  pojawiają jak najczęściej! Jesteśmy im bardzo wdzięczni!

Wisi u nas cały spis i informacje na kojcach, że pewne psy objęte są adopcją wirtualną. To kolejna stała akcja naszych bezogoniastych. Ktoś, kto kocha potrzebujące zwierzęta, zwłaszcza te stare i kalekie, albo kto chciałby zaopiekować się zwierzęciem, a nie może go wziąć do domu (bo już ma tam inne, albo jest uczulony na sierść, albo ma takie dzieci itp.) może co miesiąc wpłacać kilkadziesiąt złotych. Za te pieniądze chorym i kalekim zwierzętom robi się kosztowniejsze zabiegi, diagnozuje, kupuje specjalne karmy i inne takie. Wirtualny opiekun może też poszukać domu dla wybranego psa. To też się sprawdza, nawet bardzo! Kilkadziesiąt psiaków jest lub było objętych taką adopcją!

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)