Raptor. Fajne imię, nie?

Raptor. Fajne imię, nie? Dla jakiegoś groźnego psa!…

No to dostał je amstaf (no, może nie całkiem), młody, wesoły, który trafił do schroniska z jednego z nieodległych miast.

Kocha spacery, kocha wodę, lubi pociągnąć na smyczy tego, kto go prowadzi na spacer, ale nie zanadto, ot, dla zabawy. Z innymi psami się kumpluje, od wymachiwania do bezogoniastych prawie mu ogon odpada. Za pieszczoty da się posiekać!

Wzięła go ze schroniska pewna bezogoniasta. No i mieszka u niej i u jej trójki dzieci, takich maluchów kilkuletnich. Dogadują się doskonale, bawią jeszcze lepiej…

No to jaki ten Raptor groźny?… Ano, okazuje się, że dla niektórych tak.

Parę dni temu zadzwonił do schroniska jeden bezogoniasty. Przedstawił się, dodał, że jest członkiem wspólnoty mieszkaniowej, do której należy też bezogoniasta, która wzięła Raptora. No i on chce sprawdzić, czy pies rzeczywiście jest ze schroniska… Owszem, jest ze schroniska – ale w czym problem?… Ano w tym, że to pies niebezpiecznej rasy! Dlaczego wydajecie ludziom takie?… Cóż, pies jest na tyle niebezpieczny, na ile się go wychowa. Raptor był w schronisku sprawdzany: jest młody, żywy, ale przyjazny. Pracował z nim treser, nasi opiekunowie, wolontariusze… nie było żadnych problemów. Gdyby takie stwierdzono, na pewno nie poszedłby do ludzi. Psy agresywne, nie rokujące nadziej na poprawę, usypia się, niestety… Ale my się boimy o własne dzieci!… A czy macie państwo jakieś konkretne powody do niepokoju?… No, jeszcze nie… Aha, więc tak na zapas pan dzwoni?… Na żaden zapas! Ten pies chodzi bez kagańca!… A na smyczy?… No tak… Widzi pan, w miejscach publicznych pies musi być na smyczy. Kaganiec natomiast to sprawa regulowana przez lokalne regulaminy tworzone przez władze miejskie. Jak to u was wygląda?… No nie wiem, ale sprawdzę… To proszę sprawdzić… Poza tym ta pani nie ma zgody wspólnoty na posiadanie psa!… Wie pan, nawet we wspólnocie istnieje prawo do własności prywatnej, w którą za głęboko nie można ingerować. Czy w regulaminie wspólnoty jest mowa o tym, że musi mieć taką zgodę?… Yyy… Słucham pana?… Będę dalej badał tę sprawę!… Proszę bardzo! Do widzenia!

Po tej rozmowie nasi zadzwonili do bezogoniastej, która wzięła Raptora. Zdziwiła się – z nią nikt nie rozmawiał. Ale domyśla się, komu pies może przeszkadzać…

Sąsiad sąsiadowi!…

O Renie wam już pisałam, ale nie dodałam ciekawej właściwości tej suczki. Zabawy mamy przez to co niemiara. Bezogoniaści mniej.

Rena ma kłopoty z wychodzeniem z kojca – obawia się. Ze smyczą też ma problemy. Trzeba ją wpierw wziąć na kolanka, przytulić, uspokoić, pogłaskać… I wtedy powoli zakładać obrożę i smycz. No właśnie! I tu problem – jak jakiś nowy wolontariusz wchodzi do Reny, pozostali zerkają z boku i czekają, co będzie… Bo Rena ma słabe zwieracze. I trochę ze strachu, trochę z emocji – popuszcza. Zwykle na kolana bezogoniastych.

Jedna z naszych bezogoniastych znalazła sposób. Wchodzi do kojca Reny, rozkłada szeroko ręce i mówi: Jestem! I Rena robi siku! Wtedy bezogoniasta robi dwa kroki a Rena robi, tego… A potem to już bezpiecznie można ją posadzić na kolanach.

Stałam z boku i patrzyłam – no no no!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)