Spełniło się Ricie! I to jeszcze jak!

– Bulbaaaaa..?

– Hedziu, co Ty taki zmartwiony?

– bo wiesz cooo… Rita już taak daaawno pojechała… i nic nie wiemy…

– niemożliwe! Martwisz się? Niepodobne to do ciebie!

– nie nabijaj się, zawsze jestem ciekaw, ale tutaj… Przecież Rita siedziała w schronisku dziesięć lat… DZIESIĘĆ! Już raz też była adoptowana, ale tam nie chciała z budy wychodzić i „właściciele” stwierdzili, że smutnego psa nie chcą i Rita wróciła. Tyle lat ze Skoczkiem! Chłopak się jakoś pozbierał, teraz ma nową psiolaskę, ale nie wiemy, jak Ritka, Buulbaa, nie wiesz nic…?

– tak się składa… że WIEM! Nie mówiłam, bo zaraz byś rozniósł, a tu trzeba było poczekać cierpliwie, wiesz… Rita tyle lat czekała, żeby nie było, że teraz się wszyscy gapią na to i ktoś będzie pod presją!

Teraz jednak już coś mogę opowiedzieć…

Do naszej Riciuchy od pewnego czasu przyjeżdżali jedni państwo… Z daleka byli, ale pani stąd pochodzi i dalej ma tutaj rodzinę, więc postanowili, że zajrzą do naszego schroniska. Mieli nawet listę psów ze sobą, ale odwiedzili je i kilka innych i jakoś chemii nie było, nie zaiskrzyło (ale to i na pierwszej randce oświadczyn od razu nie ma…), wszyscy byli zawiedzeni… Odwiedzający już chwytali za klamkę, żeby ze schroniska wyjechać, już jedna noga była za bramą…
„a widzieli państwo Ritę? Psa, który u nas siedzi już 10 lat?”
Nie widzieli! Poszli i… też jakoś nic nie wyczuli szczególnego… Rita nieśmiała taka, przestała już się przymilać do każdego, jakbyście tak merdali ogonem do każdego, to już po 3568 osobie zaczęli byście się naprawdę zastanawiać, czy coś nie jest zepsute u was, skoro dalej siedzicie w schronisku…

Jednak tak się złożyło, że kiedy faktycznie się zbierali do domu i mieli odjeżdżać – Rita ze Skoczkiem wyszli na spacer. Poza kojcem psina jest zupełnie inna i w takiej Ricie już się Państwo zakochali!

Przyjeżdżali potem do niej, żeby jakoś do siebie przyzwyczaić i dnia pewnego wypowiedzieli oczywiście to zdanie, od którego wszyscy dwunożni zęby szczerzą z radości!
„Dzisiaj zabieramy Ritę do domu”.
(wiecie, że do dzisiaj dwie osoby w biurze się kłócą o to, dzięki komu suczka opuściła schronisko?? Ogólnie to się wszyscy lubią, ale powiedzcie tylko do jednej „i co, słyszałem, że to dzięki tobie?”. Żebyście widzieli wzrok tej drugiej!)

Radość mieszała się z obawą. Po tylu latach z tym samym psem w kojcu, w tej samej budzie, oglądając tylu wolontariuszy, odwiedzających i pracowników… Po tysiącach spacerów po tym samym lesie! Nagle nowi ludzie, tyle tras spacerowych do poznania, tyle jezior do przepłynięcia, ale najważniejsze – nigdy więcej oglądania świata przez pręty kojca!

Razem z Hedziem trzymaliśmy sobie kciuki nawzajem! Bo psom nie jest łatwo kciuki trzymać…

– Buulbaa, przejdziesz do sedna?? takie pitu pitu teraz i konkretu żadnego!

– Hedarze, nie znasz się, to się nazywa „budowanie napięcia”…

– to się nazywa NUDA!

oj dobra…

W takim razie przechodzę do części najważniejszej – Rita została zapakowana do samochodu i pojechała w nieznane!

Przez kilka dni – wiadomo – niezły szok! Krat nie ma, podłogi niebetonowe, jakieś otwory w ścianach, przez które przejść się nie da (Rita nie miała pojęcia, że ktoś kiedyś wynalazł szybę), miejsce do spania bez ścian i dachu, nie wieje, nie słychać szczekania, za to jest cała masa innych odgłosów!

Od razu też się okazało, że Rita doskonale rozumie, że załatwiać się można tylko wtedy, kiedy trawa pod stopami! W domu kulturalnie nie nabrudziła ani razu!

Spacery to jest to, co Rita dalej lubi najbardziej na świecie! Powoli poznaje nowe trasy, nowe miejsca, a to tyle do wywąchania! Każdy krzaczek, ścieżka, drzewo i kawałek trawki, przecież to takie fascynujące! W schroniskowym lesie już było tak nudno… Poznała kilku psich kumpli i ma miejscówki do pływania, bo przecież jak jest woda, to jak to tak, żeby się nie schłodzić?? Nawet jak nie jest gorąco, to akurat trzeba się opłukać z piachu czy po prostu zapewnić rozrywkę żabom, przecież każdy pretekst jest dobry!

Na wyjazdach to i na bogato – w basenie się moczy!

U nas nie miała Riciuszka takich możliwości, ten nasz strumyk… Ja to może mogłabym popływać, ale większość psów może jedynie kostki pomoczyć…

Co do ludzi – cóż… Rita poznała w swoim życiu ich tysiące. Przestali robić na niej wrażenie i jej nowi właściciele byli świadomi, że tak łatwo nie będzie się wkupić w łaski suczki. Każdego dnia jest lepiej i każda mała rzecz cieszy ogromnie! Każde podbiegnięcie, wtulenie się, szukanie pomocy w niepewnej sytuacji, zachęta do zabawy, czy nawet „zwyczajne” podejście specjalnie do nich, żeby zobaczyć co robią.

Mi się wydaje, że ona tak specjalnie od razu nie pokazuje, że się cieszy z tego wszystkiego najbardziej na świecie. Czasami się zapomina i wychodzi z niej szczenior, ale szybko się przywołuje do porządku, bo przecież damie nie przystoi… Wiele razy z nią rozmawiałam i wiecie, trzymała fason zawsze. Żadnego zbędnego słowa, gestu, po posiłku wycierała pysk w kocyk, te sprawy…

Nowy dom jest jednak daleko od nas i nikt by się nie dowiedział może, że nagle porzuciła maniery, ale już raz na spacerze się przydarzyła rzecz niesamowita i kto wie – może jednak jest obserwowana… Spotkała się w parku z dwoma psami i ich właścicielką. Wiadomo, dwunożne zaczęły rozmawiać o czworonogach (każdy wie, że to najlepszy temat pod słońcem) i „ta od Rity” powiedziała, że psina jeszcze nieobeznana z nowymi miejscami, jeszcze trochę wystraszona, bo świeżo zmieniła miejsce zamieszkania, że schronisko, że długo siedziała i takie tam. Na to ta druga dwunożna odparła, że „przecież to musi być Rita!”.

Żeby każdy pies tak trafił…

 Różnie bywa z psami, kiedy ze schroniska lądują w domu. Zwłaszcza kiedy już tyle czasu mija, że właściwie kompletnie nie pamiętają, co się działo przedtem. Najważniejsza rola nowych opiekunów – sprawić, żeby taki pies się odnalazł. Z Ritą idzie powoli, ale jednak do przodu. Są przeszkody, ale jak się nie da obejść, to próbują przeskoczyć. Jak się nie da przeskoczyć, to kopią tunel pod spodem.

– Buulbaa, ale ritowi opiekunowie to tacy niesamowici są… przecież czasami ludzie przychodzą i mówią, że ma być piesek tylko nie-całkiem-roczny, albo taki, co to siedzi kilka tygodni najwyżej, bo przecież się nie przyzwyczai… albo zrobi raz coś głupiego ze stresu po adopcji i już dzwonią, bo jednak chcą oddać…

– oni już też słyszeli, że po co taki, tak długo siedział, że tyle lat już ma, ale na takich, to nawet nie ma co szczekać, niech ich Tyson…

Należało się Ricie. Teraz ma najlepsiejszy dom i najcudowniejszych dwunożnych, jacy tylko się śnią schroniskowym psom!

– Teraz, Hedziu, dawaj kciuki, będziemy trzymać dalej, za Ritkę, żeby teraz jak najczęściej wyłaził z niej szczenior! Niech się teraz wybiega, wypływa, wymizia kiedy chce, za te wszystkie lata!

…i niech wreszcie uwierzy, że ludzie, których ma wokół siebie, już się nie zmienią na innych i na innych, i na innych…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)