Plener i studio fotogf… fotgr… f o t o g r a f i c z n e w schronisku!

Zupełna nowość u nas była! Najzupełniesza! Zwykle to przecież zwierzakom u nas zdjęcia się robi. Właściwie to nie „zwykle”, ale zawsze, a ludzie to tak przypadkiem w kadr włażą. Tego dnia jednak na zdjęciach mieli być właśnie dwunożni, aaaleee z wielką myślą o psach! Z myślą tak wielką, że… aaale o tym zaraz!

Z samego rana już ludzi było pełno, spać się nie dało! Kto widział, żeby w MOJEJ kuchni już o ósmej było tylu ludzi? Normalnie to przychodzą pracownicy, przebierają się w szatni, w kuchni może herbatkę zrobią, może kawkę na rozbudzenie i ruszają do pracy, zaraz się cicho robi. A tego dnia? Niby już wszyscy ruszyli do pracy, a w kuchni tłok! 

Zawołałam Klajda. Bo przecież JA nie wyjdę tak rano między ludzi… Zanim bym sobie poliki przeczesała, brwi wygładziła… Klajd może wstać rano i wszystko mu jedno, jak wygląda, zresztą kręcił się oczywiście i tylko szukał, kto by go przegłaskał, więc wysłałam go na misję, niech mi się tam dowie, co się dzieje…

Wrócił i powiedział, że całe zamieszanie zaczęło się od łazienki. Tam stanęła lampka, krzesełko, na krzesełku siadały kolejno dwunożne laski, a stojący obok pan robił cuuda z ich włosami. Biłam się z myślali, bo może i mnie by coś wyczarował…

– …huehuehuehue, taaa, Bulbaa, loki do ramion by ci zrobił z tych twoich włosów na pół palca!

– PYTAŁ CIĘ KTOŚ?! Na pewno by wyczarował! Na pewno! Coś można na lewo, coś na prawo, jakiś ślimaczek, pędzelek, rachu-ciachu i jeszcze byś mi zazdrościł! Właśnie!

Ten pan od włosów nazywa się Bartek Kowalczyk i patrzcie, jakie czary-mary zrobił u jednej naszej laski do pozowania:

Kiedy już na głowie było to, co miało być, kolejno wszystkie modelki wychodziły do malowania. To malowanie to było nie byle jakie! Nie jakieś tam róże na policzkach, brokat na powiekach czy krwiste czerwienie na ustach! Chociaż jeśli chodzi o to ostatnie…

Na pierwszy ogień poszły najmłodsze dziewczyny! Tu jedna w trakcie malowania…


…a tu druga (później właśnie miała jeszcze „rozwaloną” wargę i wyglądała jeszcze bardziej przerażająco…).

Aaaa teeeeraaaazz – o co chodziło w całej akcji??

Otóż – psy czasami łatwo nie mają… Żyją na łańcuchach, przy budach albo bez, na mrozie albo w pełnym słońcu. Czasami są darmozjadami, bo szczekać nie potrafią. Czasami za dużo szczekają, więc jeszcze im się za to obrywa. Czasami jedzą chleb z wodą, czasami od święta zgniłą zupę. Czasami mają na szyjach grube obroże, a czasami… co się znajdzie…

I na tej sesji właśnie miał być pokazany człowiek na miejscu psa. Przecież wielu ludzi uważa, że pies to pies, może żyć w najgorszych warunkach. Ale co się stanie, jeśli zobaczy na miejscu czworonoga człowieka? Pobitego, sfrtru… sfrutust… strustrowsrt… s f r u s t r o w a n e g o, zrezygnowanego? Pełnego złości i bezsilności?

Główne bohaterki sesji były trzy. Jedna miała ślad po sznurku, który już wrastał w szyję…

…druga miała ślad po łańcuchu, który był założony jeszcze za szczeniaka, nigdy nie poluźniany ani nie zdejmowany…

Nie bójcie się! To na szczęście tylko charkta… chakr… chrtka… c h a r a k t e r y z a c j a  (no!). Tutaj na zdjęciu poniżej widać Joannę Pomykałę, która czarowała pędzelkiem! Trzecia bohaterka sesji miała ślad po kolczatce, dopiero jest tworzony:

Ile psów jest trzymanych na łańcuchu i w tym wbijającym się w szyję żelastwie? Ile jest na tym prowadzanych na spacery? Teraz kolce się nawet nie chowają! Tylko cały czas kłują, drapią, denerwują! Załóżcie to sobie chociaż na chwilę, na rękę. Podobno od tego pies ma być spokojniejszy… ale ludzi zwykła metka od swetra na karku denerwuje, prawda!? A pies od kilkudziesięciu takich kolców ma się uspokoić… Większej BZDURY dawno nie słyszałam!

Ech… później wszyscy się schowali w domku wolontariusza i tylko czasami biegli do biura po poprawki czy się ogrzać. Chciałam Klajda pogonić, żeby tam poszedł zobaczyć. Wyłaniam się z biura i już zaczynam wrzeszczeć KLAAAA….. i głos mi więźnie w krtani….

….. słów brak. Naprawdę…. Utulony, ululany, miziany, głowa na dłoni, oczka zamknięte, nie wspomnę o tylnych łapach…. Ech, jak się sama nie wezmę! Tylu ludzi było jednak, że wolałam się na zdeptanie nie narażać, więc trudno, nie wiem, jak to wszystko w domku wyglądało. Mam tylko zdjęcie grupowe naszych lasek modelowych, pani do malowania i naszej schroniskowej fotografki, która zorganizowała tę całą akcję (to ta w czarnych ramkach przed oczami! Kasia Kaźmierska!).

Ale wiecie co, to nie tylko była taka sesja w domku! Prócz tego chodzili jeszcze po caaałym schroniiisku ludzie z wielkimi aparatami na szyjach, znajomi fotografowie tej naszej fotografki. Mieli oni za zadanie porobić zdjęcia takie ogólne, na których byłoby schroniskowe życie. Pracownicy, zwierzaki, wolontariusze… Tak fachowo to się nazywa „zdjęcia zrealizowane w ramach pleneru fotograficznego”. Łaaaał, nie? Tak poważnie!

Jedna pani to się trochę oburzyła, że jak tak można biednym zwierzakom zdjęcia robić, że to tylko wykorzystanie krzywdy i takie tam… Ale wyjaśnione zaraz zostało, że te zdjęcia to będą dla nas! Do promocji zwierzaków, schroniska, wolontariatu, do pokazania, że u nas tak strasznie nie jest, a jeśli ktoś uważa, że zwierzaki smutne i biedne, to niech przyjdzie i pomoże, my chętnie przyjmiemy z otwartymi ramionami i roześmianymi paszczami!

Bo wiecie, wystawa będzie i licytacja będzie, i ta sesja to był dopiero początek…

Za wiele pokazać jeszcze nie można, ale dwa zdjęcia mogę wrzucić. Zrobiła je jedna z fotografek i fotografów, którzy u nas chodzili – Magdalena Karwalajtys.

Na tym zdjęciu na przykład jest Świdro. Te oczyska mu wyszły piękne! Chociaż smutne…

Na tym jest sierściuch, ale baaaardzo mi przykro, nie zgadnę, jak się nazywa… Żeby miał chociaż czarną plamę koło nosa albo białe ucho, a tu akurat jest dachowiec nad dachowce! Chociaż jak dla mnie może się nazywać „O-Matko-Kotko-Co-To-Takie-Czarne-Wielkie”.

Reszta zdjęć będzie opublikowana za jakiś czas! Na pewno o tym powiadomię hohohoho!


Jak ja już tyle napisałam… To wspomnę jeszcze, że nasi zrobili kalendarz! Ja akurat nie wiem, po co, bo dla psa to miska najważniejsza i spacer, a to codziennie ma być. Świątek, piątek, czy niedziela, jak to mówią! Ale dwunożni lubią wiedzieć, kiedy jest łikend, kiedy święto, kiedy będą mieli dzień wolny i kiedy będą mogli więcej czasu ze swoim zwierzakiem spędzić.

Na takie okazje właśnie jest taki kalendarz! Tak jest skonstruowany, że podzielony jest na kilka części. Tak patrząc od góry, to jest takie coś:

  

Dooobrze widzicie, Krecik został wyróżniony! Ten kitek to Monsun. Poszedł do adopcji już jakiś czas temu, ale pięknie wyszedł na zdjęciu, więc teraz cały rok będzie łapą machał!

Pod tym obrazkiem są kartki z miesiącami. U góry jest miesiąc co był, w środku jest ten, co teraz jest, a na samym dole jest miesiąc, który dopiero przed nami. I żeby się nie pogubić z dniami, to jest taka czerwona ramka, którą codziennie się przesuwa. Całość wygląda tak:

      Taki kalendarz można sobie kupić! Do biura, do domu, do mieszkania! Dochód oczywiście idzie na zwierzaki! W schroniskowym biurze obok tego kalendarza wisi gwiazdka z napisem „25 PLN”. To chyba cena jest.

UFFF…. napisałam się dzisiaaaaaj! Hedar już od połowy postu śpi i chrapie, Klajdowi głowa z fotela zwisa, na wiatach cisza… Na mnie też pora. Koniec na dziś!

Miłego dnia życzy Wasza Bulbeczka!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)