O Baloniku uwolnionym ze zbyt krótkiego sznurka…

W pewnej wiosce, tuż za rzeką i za laskiem, niedaleko
żył Balonik, mały piesek, był kochany, jak wieść niesie…
tylko później coś się stało, gdzieś tę miłość coś wywiało
psiaczek na dwór poszedł mieszkać, już go nikt w mieszkaniu nie chciał…

Może było tak, a może nigdy nie poznał życia w środku domu. Nasi nie wiedzą, bo rozmówić się było czasami ciężko…

Od czego się zaczęło? Od zgłoszenia, jak to najczęściej. Chociaż naszym już w nawyk weszło, że jak gdzieś jeżdżą, to im tylko głowa na boki chodzi i oczy wypatrują czworonogów! A jak wyłapią, to zaraz patrzą, czy łańcuch jest, a jak jest, to czy długi, a jak długi, to czy buda dobra, a jak buda, to czy miska jest, a jak miska, to czy pełna, a jak pełna… no… właśnie…

Ktoś zadzwonił: kilka psów na posesji, łańcuchy krótkie i chyba nie są najzdrowsze te czworonogi…

Nasi pojechali. Faktycznie! Z dwoma psami źle nie było, ale jeden… Mały, na króciutkim sznurku do lichej budy przypięty… Chudziutki, z sierści zostało niewiele… Jedno miał pokaźnych rozmiarów… Znaczy dwa… Ekhem, takie, co tylko psy mają między tylnymi łapami… Psiak miał pięknie imię Balon. No naszym głupio było się spytać, czy może dostał je jakiś czas temu od tych dwóch tam pod ogonem… czy może od początku tak na czworonoga wołali.

Zaleceń do poprawy trochę było! Przede wszystkim – zabrać psa do weterynarza. Potem od razu wydłużyć łańcuchy! Trudno, psy mogą żyć na łańcuchach/sznurkach/linkach, ale ma być długi jak ze trzy razy ja! Conajmniej! Balonik żył na krótkim łańcuchu, bo właściciele stwierdzili, że nie jest duży, to po co mu więcej? No tak, bo mały piesek robi małe dwa kroki w lewo i małe dwa kroki w prawo… Na spacery chodził? Nie chodził, bo opiekunka spacerów nie lubi, to przecież dla psa nie będzie wyjątków robić!

Po kilku dniach nasi pojechali znów. Buda poprawiona! Nawet dywanik przypięty, żeby nie wiało do środka! Łańcuch dłuższy! O Święta Suczko! Czasami dwunożni naprawdę potrafią, czasami po prostu nie wpadną na to, że można, że trzeba inaczej…

Co z weterynarzem? Był! A co powiedział? Yyyy… jak nasi chcą koniecznie, to niech zadzwonią sami, bo pańciostwo nieciekawe było. A co z leczeniem? …no przecież mówią, że można zadzwonić i się dowiedzieć! Co z jedzeniem, dlaczego Balonik taki niepełny i żeberka wystają? Przecież karmią! A że pies zębów nie ma, a w misce same suszki… Ech…

No i co z tego, że warunki już były znośne, skoro psiak by tam żył może i wygodnie, ale za to na głodniaka i drapiąc się okrutnie całymi dniami… Nie wiadomo też, co z tymi kulkami podogonnymi jego było… Decyzja zapadła – odbieramy! Właściciele od razu podpisali zrzeczenie! Pytali nawet, czy mogą psiaka odwiedzić! Taaak, jakby wyzdrowiał to może jeszcze byliby chętni odebrać? Ooo niedoczekanie! Nie ma odwiedzania, bo psiak jeszcze tęsknić będzie bardziej albo co…

Nastawienie Balonika do naszych nie było za wesołe. Ujadał, ile sił w płuckach! Wiecie, jak najłatwiej zaczarować było tego czworonoga? Jak już się wydawało, że odebranie psa nie będzie łatwe… w ruch poszła wątróbka. I z „ooo ja cię zaraz POŻRĘ, tylko mi tu podejdź jedna z drugim hałhałhałhałhał wrrr wrrr!” zmieniło się z „ooo wątróbeczka… miękkie to… koooocham cię, dwunożny mój ulubiony… daj jeszcze…”. Wątróbka nie raniła dziąseł, nie bolało w paszczy, można było pałaszować!

Zapakowanie Balona do transporterka już nie było takie trudne. Pierwsze miejsce, jakie odwiedził, był weterynarz.

 

Kaganiec był założony na wszelki wypadek. Różnie bywa, w końcu psa nasi znali od kilku godzin raptem… Balonik jednak okazał się wzorowym pacjentem! Dał sobie obejrzeć wszystko, co niezbędne, nawet zaczął cieniutkim, łysawym ogonkiem merdać, łysawy łepek podkładał do głaskania…

Co z tęsknotą za właścicielami…? Nasi mieli wrażenie, że Balonik odżył… Odetchnął… Nagle się nim zajmują, nagle pochodzić może, kości rozprostować stare, ktoś do niego mówi łagodnie, ktoś głaszcze bez obrzydzenia, ktoś dotyka… taaakie przyjeeemneee….! Jeszcze wykąpali, skóra taka świeższa, mniej swędząca, błooogooo, cieeepłooo…

Po wizycie u psioweta, psiak trafił do nas. Dostał miejscówkę w osobnym pomieszczeniu, bo na jego skórze jest tyle pasażerów na gapę, że jakby się to rozniosło, to by pół schroniska kąpali przez tydzień a drugie pół przez kolejny i tak na okrętkę… Aż mnie wszystko swędzi… Nie wiem, czy już tam dokładnie zbadali, co siedzi na balonikowej skórze, ale tak czy siak każda z możliwości oznacza częste kąpiele i izolację. Jak wyzdrowieje, psiak się będzie mógł przeprowadzić między inne czworonogi, będzie mu weselej!

Balonik czeka na nowy dom… Psiak nieduży jest, ale też niemłody… Wiek już dwucyfrowy mu się zrobił. Nie oznacza to, że nie zasługuje na własnego człowieka, wręcz przeciwnie! Tylko oczy większości ludzi jakoś nie zauważają takich… Trzymam jednak kciuki… Mocno…

Jeszcze mu się poszczęści, jeszcze ktoś rozweseli swój świat czarnym, podpalanym Balonikiem, jeszcze Balonik wypełni swoje serce tymi jedynymi na świecie, tylko JEGO ludźmi…

…mocno trzymam kciuki…
…mocno trzymaj ze mną…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)