Idą przymrozki, a nie wszyscy mają cieplejsze okrycia

Dreptam sobie dziarsko i pewnie do biura, żeby się zabrać za pisanie, bo przecież jutro wszyscy będą zaglądać, mijam na placu stróża, który idzie na obchód, mówi mi „Dobry wieczór, Tysiak, jak się masz”, ja mu odszczekuję, że dobry, że gwieździste niebo dziś mamy, oglądam się jeszcze za siebie, patrzę, czy stróż już zniknął za wiatami… zniknął, to ja HYC, do biura! Wskakuję z gracją trzy stopnie i…

– CHRRRRRRR mmmmśmietniczku otwórz się, pokaż co masz tam… CHRRRRR…. mmmmooooo papierek, a cóż to w papierku… ćlamćlamćlamćlam… 

Myślałem, że ze schodów spadnę! Co to za bestia charczy! Pożre mnie niechybnie! I stałem tak z wielkimi ślipiami usiłując dojrzeć jaskinię jakąś, ale na szczęście Dżokej pojawił się w drzwiach kuchni.

– Wchodź, wchooodź, Tysiak, to Bidek tak chrapie…

– CHRRRRR…. mmmmaaaa cóż to za woreczek w rogu stoi… CHRRRRR….

– …Bidek zamieszkał w biurze, jest całkiem w porządku…

– CHRRRR…. mmmmm karma… bezpańska zupełnie… ćlamćlamćlamćlam…

– …pół dnia spędza na sprawdzaniu, co się w biurze da zjeść, nasi co jakiś czas wyciągają listę i sprawdzają, czy zszywacz, dziurkacz, notatka ważna, ołówek, taśma klejąca jest  dalej na miejscu, czy już może rozćlamkana gdzieś leży. Ostatnio pół worka kociej karmy zniknęło w jego żołądku, a jak go nakryli, on tylko zrobił to, na co zawsze się nabierają – uruchomił ogon, wywalił jęzor, oczy nabłyszczył i wziął ich na „och, człowieki, jesteście taaakie szuper i ja was kocham, i uwielbiam miłościom niemierzalnom!”…. Bidek jest zupełnie niegroźny, zobacz, leży tutaj:

– O Bidku pisała Sonia TUTAJ. Był już raz adoptowany, ale cóż… już bez komentarza… Czeka labciowaty chłopak. Może w biurze mu się poszczęści, ktoś go zauważy…

Przejdę jednak do pisania, bo czas leci!

Tak już się ten świat stworzył, że każdy jest inny. U czworonogów, zwłaszcza psich, to już wogóle takie urozmaicenie jest, że czasami jak się naszym wydaje, że już widzieli wszystkie rodzaje, to znów trafia się takie cudo, że w życiu nikt by sam nie wymyślił! Dzisiaj nie będę jednak opisywać tych najbardziej wymieszanych mieszańców (chociaż temat to godny rozważenia!), napiszę za to o tych egzemplarzach, którym wyrasta dość cienkie ubranko… A już powoli zbliżają się przymrozki i zadki będą się częściej grzały w budach zakopane w sianko… Mogłyby w domach jednak…

Mamy dużo takich krótkosierściastych, ale noc jednak ma określoną ilość godzin, nie mogę tak o każdym napisać, więc kilka przedstawicieli:

Pierwszeństwo ma psiolaska Eris. Nieduża, tak śmiesznie umaszczona, jakby była brązowa, ale ktoś chciał ją przemalować na czarno, ale wyszło mu to niedokładnie.

Eris koczowała na działkach z małymi erisiątkami. Cała gromadka trafiła do nas. Ależ śmieszne były te maluchy – jeden z dłuższymi kudełkami, drugi z białym czółkiem, trzeci brązowy, czwarty czarny, a rozrabiaaałyyy tak, że strach! Się zastanawiałem, skąd Eris tyle cierpliwości bierze… Erisiątka się rozjechały do domów, Eris została i czeka. Czeka razem z Guciem drzemiąc sobie od czasu do czasu:

Ta psica uwielbia ludzi, spacery, szaleństwa, las, skakanie, bieganie, wszystko uwielbia i pokazuje to, jak tylko ma szansę! Ludziom pcha się na kolana, na ręce kiedy tylko może, baardzo chętnie by się do nich przykleiła na zawsze… Tylko kiedy będzie miała szansę przytulać się częściej niż tylko na spacerach z wolontariuszami albo podczas sprzątania kojca, kiedy pracownicy mają małą chwilkę, żeby pogłaskać psiaki grzbietach…? Szukasz niedużej, zwariowanej, superpozytywynej psiolaski, lubiących młodszych i starszych, mniejszych i większych dwunożnych, która pokocha tak, że będzie można w tej psiej miłości pływać? Poznaj Eris, daj szansę, należy jej się to.

Kolejna psiolaska, ale ma imię na G, a G jest po E, więc jest druga – Garga. Garga jest psem w typie, czyli głównie ma w sobie mieszankę rasową. Nie wiadomo, czy jest tam jeszcze mieszanka jakiegoś innego rasowca czy też najzwyklejszego kundelka (chociaż wiadomo, że kundelki NIE SĄ zwykłe). Wracając do Gargi, bo się rozgadałem… Garga jest w typie posokowca bawarskiego.

Jest częściowym przeciwieństwem Eris. Częściowym, bo jeśli chodzi o miłość do ludzi, uwielbia wszystkich bez wyjątku, ani wiek się nie liczy, ani płeć, najważniejsze, że można się przytulić. Bo Garga bardzo chętnie korzysta, kiedy ktoś chce ją pogłaskać, chociaż ona nie z tych, co by się wciskać na siłę, nasi mówią, że nie jest malona… yyy… naloma… eee… namolna! O, tak to było. Psiolaska jest więc dla każdego, kto jednak nie zapomni, że posokowce są psami myśliwskimi, więc w lesie mogą ogłuchnąć nagle i poleeecieeeeć za własnym nosem. Trzeba ją solidnie przyzwyczaić do przychodzenia przed puszczaniem samopas. Adoptując Gargę zyska się oddaną i zakochaną w ludziach psiolaskę, z głową przyprószoną siwizną, ale za to jaką ładną…

Pora na psiego faceta – przed Wami Sorto.

Czarrrrny jest i nieduży, i ma śmieszne uszy, i krzywe łapki. Jest do tego energiczny i pocieszny, jak Eris! Tylko nie ładuje się tak na kolana, ciągle mu szaleństwa mało i na spacerach woli energię rozładowywać. Za to w kojcu, jak ktoś przechodzi, to zaraz na budę wskakuje i zaciesza, żeby tylko ktoś wszedł i podrapał za uchem. Szybko się też uczy, więc jak trzeba „siad” zrobić, czy łapę podać, to umie, taki pojętny jest! Do tego wolontariusze zauważyli, że jak coś wyniucha interesującego, to też by pooszeeeedł koniecznie sprawdzać, co jest na drugim końcu ścieżki zapachowej. Sorto byłby idealny do niedużego mieszkanka, ale pod warunkiem, że w tym mieszkanku mieszka ktoś, kto lubi długaśne spacery, bo w tych małych łapkach drzemie niezła wytrzymałość. Albo do domku z ogródkiem, gdzie mógłby szaleć między spacerami. No i komu zapakować Sorta w szelki? Kto z nim pójdzie w dal z metą we własnym domu?

A teraz zagadka:
Futra wcale mało nie ma
Ale zadek lubi grzać
W lecie nawet pieca trzeba
Żeby sobie smacznie spał

Kto zgadł? Oczywiście, że chodzi o sierściucha! Słyszałem opowieści, że kaloryfer może być tak rozgrzany, że dotknąć go nie idzie, a czasami ledwo można stać blisko, taki ukrop z niego bije, a kicur leeeży sobie na nim w pozycji „na bochenka” i piętki odparza. Jakieś zepsute mają mruczki termostaty może, jakaś wada genetyczna, czy co…

Szczególnie grzać się lubi Kaszmir.

 Ulubiona miejscówka Kaszmira to parapet, zwłaszcza, kiedy słońce tam przysmaża. Nie jest to jednak dla niego pełnia szczęścia, bo jednak od czasu do czasu kota wypada przegłaskać od prawa do lewa albo od lewa do prawa, zależy, w którą stronę kłaczki rosną. I dopiero, kiedy słońce przygrzewa grzbiecik, kaloryfer grzeje w parapet, który grzeje w piętki, a ręka jakaś mizia pod brodą czy w kuperek, na przedogoniu, to dopiero Kaszmir może zamruczeć kocurzaście!

Nie ma co ściemniać. Jesień idzie. Znaczy przyszła. Noce jeszcze niektóre ciepłe, ale tutaj też PsiAmeryki nie odkryję, jeśli napiszę, że niebawem skończy się sielanka, na wiatach psy mocniej zadki zwiną, bardziej łapeczki podkurczą, solidniej się w słomę zakopią. Niektóre tylko do spacerów wychodzić będą, a poza tym jednym okiem tylko łypną. Koty też bardziej się będą w ogon zawijać, chociaż one akurat wszystkie mają miejscówki ogrzewane. Wieczorami będą marzyć o ciepłych domach, nocami będą śnić o własnych posłankach w tych domach… A rano budzić się będą, nosy powychylają, wciągną zimne powietrze… Znów ten sam ziąb ich powita…

No to uwaga – APEL:
Rozgrzej zwierzaka w swoim domu, rozgrzej dom zwierzakiem!
Dziękuję, koniec. Ale jakże treściwie!

Wasz Tyś.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)