Szczekające i miauczące w łaciatokrowiaste wzorki

Różnie mi się pisze. O niskopodwoziowcach, o wielkopsach, o mikropsiolaskach, o tygrysiopaskowanych też było… To dziś będzie o łaciatokrowiastych. A kto powiedział, że nie ma łaciatolubów? Może akurat są i może akurat pójdzie jakiś łaciatek do domu??

Zaraz pokażę kilka przedstawicieli naciapanych na czarno. O sobie już, przez skromność, nie wspomnę…

Zacznę jednak od podobnego do mnie TROCHĘ Pikusia:

Pikuś trafił do nas z takiego miejsca, gdzie było dużo psów, dużo gruzu, dużo gołębii, ale niedużo jedzenia i troski o zwierzaki. Czworonogi zostawione samym sobie, od czasu do czasu dwunożny coś sypnął… Częsta walka o względy psiolasek… Niełatwo jest w takich warunkach być najedzonym i szczęśliwym…

Pikuś trafił do nas pociachany bliznami, z masą strachów w środku. Nie chciał kontaktu z ludźmi, nie wiedział, czego nasi od niego chcą, jakie spacery, jaka smycz, jakie głaskanie?? Wolontariusze jednak nie są z tych, co łatwa odpuszczają, chyba nie raz o tym pisałem. Powoluśku, cierpliwie zaczęli do niego przychodzić, zabierać na spacery… Jak głaszczą, to spokojnie, bez tarmoszenia, po policzkach, po pleckach… Wszystko przed nim jeszcze. Jeszcze będzie merdać szaleńczo ogonkiem, jeszcze się przekona. Do dobrego każdy się w końcu przekonuje. Już do spacerków się przekonał! Może zakładanie szelek to małe wyzwanie jest, ale jak już wszystko jest zapięte, to całkiem chętnie kopytkuje do lasu! Dobry dom też tam gdzieś na niego czeka…

A teeeraz kociolaska, która nawet imię ma krowiaste! Milka. Czyli jak taka czekolada, co do niej dali dużo mleka, a jak mleko to krowa, wiecie, tak sprytnie!

Milka jest całkiem łaciatokrowiasta! I brodę ma taką śmieszną, bo całkiem czarną, białe wąsiska na białych policzkach i różowy niuchacz. Nasi mówią, że musiała w domu u kogoś mieszkać, bo na szyi miała takie zielone kółko, co ma odstraszać skaczących lokatorów. Pchły znaczy. Mówią też, że jest całkiem w porządku, bo i wie do czego kuweta służy i że na posłanku się śpi, a się go nie rozwala, grzeczna taka. Jak kto chce pogłaskać, to łaskawie pozwala, tylko czasami jak nie wie, czego kto od niej chce, to łapą pokazuje, że niebardzo jej się to podoba. Tak wiecie, bez agresji i prychania, ale pełna kultura! Pewnie jak już zamieszka w domu, to na swoich ludzi nie będzie tak reagować, bo to nie wypada fochać się na dwunożnych, co zapełniają michę! Chociaż nie zapominajmy, że to sierściuch, one inne prawa mają… Ale i sierściuchowi dwunożni jakimś cudem wybaczają te kocie fochy… Nie zrozumiem, ale co ja tam wiem! Psem jestem!

Jeszcze jedną mamy kociolaskę łaciatą. Nieszka jest całkiem śmieszna, bo wygląda, jakby jej się coś przykleiło do nosa:

Ta kociolaska nie focha się na nic i na nikogo. Przeciwnie! Byle ją miziać, byle drapać pod brodą, byle na ręce brać! Ona zamruczy dwunożnego na amen! Nieszka jest też z tych, co nie patrzą na wiek, małe ręce też są mile widziane na jej futrze, pod warunkiem oczywiście, że będą gładzić przyjemnie, a nie za nie targać. Jesień w pełni, robi się chłodno, a sierściuchy chłodu nie lubią szczególnie. Jak jaki dwunożny też nie lubi, to może adoptować taką kociolaskę i ona skutecznie kolana ogrzeje, a z kolan już się ciepło rozejdzie do całego ciałka… Do tego relaksacyjne mruczando i jakoś jesień można przetrwać.

Na koniec powróćmy do bliższego mi gatunku – do psów. Mieszka u nas już półtora roku, z baaardzo krótką przygodą domową… Tupet.

 

Tupet dostał tak śmiesznie na imię, bo kiedy do nas przyjechał, pokazał, że ma tupet. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale teraz ten łaciaty, niemały zwierz jest całkiem w porządku! Potrafi się zgrać z dwunożnym i potrafi z nim tworzyć całkiem udany duet! Jest też mistrzem wywoływania poczucia winy i współczucia, bo w kojcu potrafi się tak skulić i tak wgapiać się czarnymi oczyskami, że wielu się nabiera i przystaje, mizia, albo na spacer chce zabierać. Nowi wolontariusze tylko dają się jeszcze nabierać na to, że on taki malutki i biedny… Jak tylko łapa jedna stanie poza kojcem – Tupet robi się o głowę wyższy i całkiem odważny! Maszeruje dziarsko do lasu i tam by tylko bieeegał i szalał! Pisałem, że Tupet miał przygodę domową… Tak, został adoptowany, pojechał do domu, właścicielka zaprowadziła go na zapoznanie do mamy (czy też mama przyjechała do właścicielki, nie pamiętam już) i rodzicielka stwierdziła, że pies jest za duży… A zdaje się, że nawet wcale nie miała z nim mieszkać… Na drugi dzień Tupecik już był znów w swoim kojcu. No trudno… Czeka na swoich ludzi, najlepiej aktywnych, którzy sprawią, że psisko nie będzie się nudzić, bo zobaczcie, jaki jest pojętny:

Szkoda marnować taki pole… topen… p o t e n c j a ł!!

I teraz przyznać się, kogo chwycił za serce jakiś łaciatokrowiasty zwierz?? Na pewno kogoś chwycił! Nie ociągać się tylko zaraz myśleć i rozważać, i zapisywać wszystkie za i przeciw! Może plusów będzie więcej, a minusy mało ważne i jednak któryś czterołap zamieszka w Waszym domu? I będzie mruczał na kolanach albo zachęcał do spacerów… Pomyślcie, może akurat…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)