O czym to ja chciałam…

Podziało się z Aresem… Jutro, znaczy dla Was dzisiaj, znaczy w środę ma wrócić od psiowetów. Mieszka tam chwilowo, bo musieli mu ciągle jakieś rurki podłączać… A wszystko przez to, że kilk…

– Aro! Co się wcinasz? Nieładnie tak w pół zdania przerywać…

– Tak, ty. Wpychasz się wszędzie…

– Przestań mi zasłaniać! Idż, tam siadaj, to opowiem…

– Bloga piszę. Czytacieli mamy dużo i ja ich informuję, co u nas słychać. Tak w skrócie. A dzisiaj chciałam o Aresie napisać trochę, bo z nim kiepsko, a to też biurownik, sporo ludzi go już zna… 

Ares kilka dni temu w lecznicy wylądował. Tak się źle poczuł, chociaż nic nie dawał po sobie poznać… Psioweci mu wtyknęli takie coś, przez co mogli w niego wlewać różne rzeczy. To takie specjalne coś, co jest dużo poważniejsze niż te guziczki, co Tabletkowa nosi. Jak nie można guziczkami leczyć, tylko trzeba płynnie wlewać, to już SIĘ DZIEJE. Trzeba się martwić…

I się tak zamartwiam od kilku dni… O, taka bida w lecznicy siedzi:

…Ares, nawet jak jest zadowolony, to minę ma zatroskaną, ale jak tak wygląda przy tych kratach, to już całkiem żal…

Wczoraj był dzień Psiolasek. Nawet jedna czy dwie wyjechały do domów, więc prezent miały niemały! …dla mnie jednak największym prezentem było zdjęcie, jakie jedna nasza zrobiła, jak do Aresa pojechała… Bo wiecie, z Aresem przez kilka dni było kiepsko. No źle, co tu dużo pisać… Ani jeść nie chciał, ani wstać, na siku nawet niebardzo… I się martwili u nas wszyscy, a ja to chyba najbardziej… I to zdjęcie, jak zobaczyłam, to mało się nie zryczałam ze wzruszenia i radości! 

Patrzcie:

Szelki ta nasza wzięła, żeby Aresowi pomóc wyjść, a on sam stał! Sam! I ze trzy kroki przeszedł! 

I dzisiaj ma Ares wrócić z lecznicy… Jak będzie wszystko lepiej, to wróci do naszych, do mnie, do nas… Wiadomo, że u nas lepiej niż w lecznicy, ale lepiej niż u nas, to jest w domu… Ja to bym chciała, żeby ktoś wreszcie dał mu szansę… Bo on jest tak psiefantastyczny, że po prostu MUSI tego człowieka swojego znaleźć! 

To, że był teraz u psiowetów, to przez wątróbkę. Ale z wątróbką jest tak, że ona może się chcieć naprawiać. Niech no tylko Ares wróci, to ja sobie już z nią porozmawiam… W każdym razie z taką wątróbką to można żyć długo! Pod warunkiem, że się ją wspomaga odpowiednio, ale to skomplikowane nie jest… no i pod warunkiem, że się skubana ruszy do regeneracji!

Najważniejsze, żeby Ares wrócił. Potem się poukłada…

A co do kolegi, który mi zajął pół posta już… Zdrzemnął się na chwilę, więc pokażę, jak bardzo on NIE przeszkadza…

Wiecie, że ja mała nie jestem. O głowę wyższa jestem od Aresa. Na większość posłanek się nie mieszczę. Ktoś jednak sprawił, że zrobiłam się malutka…

Tak, to Aro… Przez niego muszę spać na scyzoryk. Aro sypia na morsa…

 Skąd się wziął u nas? Mieszkał w schronisku już baardzo dawno temu. Potem został adoptowany, potem właścicielka spodziewała się młodszej wersji siebie….. I chociaż spodziewała się ledwo ledwo od kilku dni, to już dla Aro nie było miejsca… Psisko znalazło się gdzieś w lesie, ze skórą w tak koszmarnym stanie i tak wychudły… znaczy sylwetkę miał normalną, ale biorąc pod uwagę, że Aro zawsze był walcem z nóżkami, to naprawdę wyglądał źle… Doszedł u nas do siebie, wagę odzyskał, humor na szczęście też. Miał jakiś zabieg, przez co zamieszkał w biurowej łazience. Potem się okazało, że śmy się polubili i tak został biurownikiem!

Ocho… budzi się waleń…

– Właśnie pisałam o tobie!


– Tak, coś dobrego, ale mało, bo przecież tak mi się wciąłeś, że mi się już tu nic nie zmieści i właściwie już muszę kończyć, bo zaraz będzie rano. Podsumowując, dzięki tobie post będzie niezwykle urozmaicony….

           

……….
No dobrze… ale teraz już wszyscy idziemy spać…
I następnym razem mi NIE pomagasz….
Dobranoc! 
Larsi

 

 …tak… i Aro…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)