Piątek trzynastego był! Na odczynianie pecha dzisiaj będą…

…czarne sierściuchy! Nazbierały się na kociarni, a przy okazji tego dnia, co to był nie dzień, ale dwa dni temu, przedstawiamy! Bo to jest tak, że od tego dnia, co to dużo wybuchów jest, do tego dnia, co dużo wybuchów jest, to jest tyle czasu, że nazywa się rok. I ten rok to jest podzielony na 12 miesięcy. I każdy taki miesiąc ma ze 30 dni. Połowa ma więcej, a jeden miej. I w każdym takim miesiącu dzień pod numerkiem 13 jest pechowy podobno. Dziwne to, ale dwunożni się upierają, że tak jest, to niech będzie… Kłócić się nie będę, byle przerw w głaskaniu i dokarmianiu przy stole nie robili.

Sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, kiedy ten 13 dzień miesiąca wypada w piątek… Piątek jest dwa dni po środzie (w środy są posty!) i dwa dni przed niedzielą (w niedzielę też są posty!). Łatwo się połapać, prawda?

…to nie koniec komplikacji… booo kieeedy jest 13 dzień miesiąca i do tego piątek, a jeszcze drogę przebiegnie czarny kot, to już pech gwarantowany! …tak dwunożni mówią, ja się nie znam, ale skoro mówią…

Teraz już nie będzie pecha, bo już będzie 15 dzień maja, a nie 13, więc spokojnie przejdźcie dalej, nic nie grozi!

Naliczyłam 7 sierściuchów czarnych u nas, a dwunożni mówią, że 7 to liczba szczęśliwa… Chociaż może zakończę już z tymi przesądami, bo będę musiała zmienić nazwę bloga na Oczami Przesądnego Psa, a już dość znani jesteśmy jednak pod obecną nazwą…

Od kogo by tutaj zacząć… Czy od najdłuższego stażu, czy może alfabetycznie, czy może miszmaszowo…….. Podejmowanie decyzji nie jest moją najmocniejszą stroną… cóż… Napiszę więc imiona, zasłonię oczy i będę wskazywać palcem! Tak właśnie zrobię!

Na początek Rimi. 

Rimi sama sobie pecha przynosi. Znaleziona była z rozpapranym brzuchem… Miała jakiegoś bąbla tam i on pękł, i wyglądało to wszystko dość nieładnie… Że tak napiszę kulturalnie. Rimi przyjechała do nas, wkrótce miała jedną operację, doszła do siebie, a potem nasi wymacali kolejnego bąbelka, którego być nie powinno. Rimi musiała znów pod stół trafić i jej tam tym razem sporo wycięli. Na szczęście sierściucha jest całkiem silna, więc zniosła jedną i drugą wizytę na stole całkiem nieźle. Już jest na chodzie, więc tylko czekać, aż wreszcie znajdzie dom! 

Dalej moja losująca łapa wskazała na Platona. 

Wcale nie wygląda, jak Rimi, prawda? Wcale… Niewygolony jest po operacji, więc pod ogon zaglądać nie trzeba, rozróżnić się da. Platon miał się niezbyt dobrze, jak przyjechał do nas, ale po odwiedzinach kocioweta i potem kilku wizytach Tabletkowej jest już całkiem fajnie! Tylko nieśmiały taki jest, nieufny… To częste u sierściuchów. Jakieś takie mało odporne na stres są… 

Czas leci, a przed nami jeszcze kilka czarnosierściuchów! 

Zamykam ślipia iiii teeeraaaaz Daru!

Ze wszystkich kotów Daru mieszka u nas najdłużej. Od kocięctwa… Właściwie to nie wiem, czy kiedykolwiek był miziastym sierściuszkiem pakującym się na kolanka, a nie mam kogo zapytać, bo wszyscy są krócej od niego. Daru nie pcha się do ludzi od razu, woli sobie własnymi ścieżkami po kociarni podreptać. Jak ktoś dłużej by tam posiedział, to pewnie by przyszedł zaciekawiony wytrwałością dwunożnego, dałby się pogłaskać, zwłaszcza, jakby wyczuł coś smakowitego do pochrupania! 

Teraz przed Wami Sadza!

Sadzę za to łatwo z Platonem pomylić… O Sadzy było niedawno, więc się rozpisywać nie będę. Miała już dwa domy, raz opiekunowie znaleźli się w okropniaście trudnej sytuacji i musieli ją oddać, a innym razem… tak się jakoś zadziało, że jednak nie było dla niej miejsca, taka dziwna sytuacja… Sadza się zamknęła w sobie i straciła wiarę w to, że znajdzie dla siebie miejsce…

Teraz zgrabny i w pięknej, sierściuchowej pozie Milek!

Piękne czarne futro i żółte oczydła. Coś ekstra, nie?? To nic, że większość kotów dzisiaj ma takie żółte gały, ale Milek przebija ich wszystkich! Kocur jest niezwykle przyjacielski, bo i do zabaw pierwszy, i do głaskania się pcha bezczelnie sam, jeszcze się drze, jak ktoś jest nieczuły na te jego wdzięki. Dwunożni mówią, że to urocze…. Co się tam kłócić będę, byle się ktoś zakochał w tym uroku i wziął na zawsze…

Kolejnym czarnym sierściuchem na liście dzisiaj jest Misiu! 

Jest taki prawdziwie kocurzasty, wielkopolikowy, uwielbiający grzanie futra w pełnym słońcu, potrafiący zawadiacko przekrzywić ucho i przymilić się tak, że dwunożnym kolana miękną i już wyciągają ręce do obgłaskania Misia z każdej strony! Taki urok ma jakiś w sobie, niech go licho! Oczy ma zielone. Tutaj nie widać, pozostaje mi uwierzyć, ha!

Ostatnia w zestawieniu została sierściucha Łapcia. 

     Łapcia, bo miała łapę krzywą, jeździdło ją potrąciło i zaraz potem do nas trafiła. Z girą dalej nie jest dobrze… Niedługo się wybiera do kocioweta, który będzie dumać, co tu dalej z nią robić… oby coś się dało! Tymczasem Łapcia czeka na miejsce, w którym będzie mogła zdrowieć, a ona dużo miejsca nie zajmie, ot się wyłoży to na parapecie, to na fotelu, czasem na podłodze… Miseczki też dużo miejsca nie zajmą, kuwetkę w jakimś kącie wystarczy postawić, na spacery chodzić nie trzeba… Łapcia będzie szczęśliwa, będzie mogła sobie przy kimś pomruczeć.

Ostatnio w większości czarne te nasze sierściuchy, nie przynoszą jednak pecha. To akurat dwunożny im przyniósł nieszczęście… Potrącił jeździdłem, nie pomógł, porzucił, nie umiał się zająć…. Teraz u nas czekają (nie)cierpliwie na dom głośno domagając się uwagi albo cicho gasnąc…

Szczęście w postaci czarnego kota? Dlaczego nie?! 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)