Kolejka do cebleryty! …co z innymi…?

Aaale mamy gościa! Pewnie nie na długo, ale na razie mieszka i rozdaje uśmiechy na prawo i lewo. Prawdziwego ceblerytę mamy! …czy celerbytę… Jakoś tak……

Z pewnością większość z Was już słyszała o nim. O, o nim:

Wypatrzyliście? Tam, na środku, za drzewem… Nie, w chowanego się nie bawił. Czekał… Właściciel może do sklepu poszedł na chwilę? Może się mu zachciało siku i poszedł w krzaki?

….a widzicie tam jakiś sklep czy miejsce do ulżenia pęcherzowi…? No właśnie…

Na szczęście jedna dwunożna wybrała się na grzyby i drugie szczęście, że akurat przechodziła niedaleko i usłyszała głooośne szczekanie i piski psa… Taki biszkopt czekał na cud:

Jest sens wogóle pisać, kim jest ten dwunożny, który obwiązał smycz psiliard razy i zapiął całość na dwa zamki? Znaczy tak dokładnie, z imienia i nazwiska, ani z adresu nie znam człowieka, ale miałbym wiele innych określeń na niego… tylko mogą bloga czytać osoby wrażliwsze, a ja kulturalny jestem.

Podziwiam jednak, że był tak twardy. Sumienie to chyba musiał w domu zostawić… Przecież założyć  psu obrożę i smycz, patrzeć na jego radość na myśl o spacerze, pójść z nim do lasu (albo i wpakować do samochodu – jeszcze większa radość!), potem wybrać drzewo, zaplątać porządną, grubą smycz na około, sprawdzić, czy pies aby na pewno się nie wyrwie, nie ucieknie i nie wróci do domu…. trzeba być twardym jak kamień! A potem odchodzić i mieć za sobą wzrok własnego zwierzaka wbity w plecy… Słuchać, jak się miota, jak rozrywa mech pod łapami… Kim trzeba być…?

Dwunożna, która znalazła tego biszkopta, wezwała takich panów w czarnych mundurach i oni pomogli rozplątać zwierzaka. Potem dali mu duuużo pić, a potem pozwalali sobie dziękować! Innego wyjścia nie było, bo psisko było tak uradowane, że jest uratowane, że naskakiwało i moczyło ozorem poliki każdemu, kto chciał i nie chciał! Widzicie, jaki porządny!

Potem zwierzaka przywieźli do nas, na imię dostał Bono iiii wkrótce się zaczęęęłooo…

Wywiady, artykuły w prasie, i to nie tylko tutaj w okolicy, ale w całym kraju o nim pisali! Się taki sławny zrobił, że zaraz kolejka się zrobiła do niego! Wszystkimi drogami dwunożni pytali i pytają dalej.

…piszą nawet z pytaniami o to, co wszędzie podane jest (…czytać nie potrafią, czy jak…), albo piszą, że są gotowi go wziąć, a potem, że jednak nie, bo za stary, a nie wiedzieli… A przecież to też podane na stronie! Poza tym – STARY… 3 lata ma…

Był też telefon z innego schroniska! To dopiero! Zadzwonili i powiedzieli, że jakby go nikt nie chciał, to oni go wezmą i u siebie domu poszukają! …chyba się zdziwili, że jednak jest kolejka po naszego cetrebytę.

Magia jakaś, czy co…?

Sam Bono wcale nie gwiazdorzy! Jest miły, uprzejmy, radosny i wcale nie szumi na około siebie. Wręcz przeciwnie! Powie „DzieńDobry”, pożyczy miłego dnia, a jak roznoszą miseczki, to krzyczy każdemu „smacznego!”. Naprawdę w dechę psiumpel!

I wiecie co, ja naprawdę się cieszę, że tylu jest dwunożnych, którzy chcą go przygarnąć. Należy się chłopakowi, pewnie, że tak! I mam nadzieję, że kiedy się sytuacja trochę uspokoi, to dalej będzie kilka osób chętnych, a potem nie przestraszą się i nie będą mieć pretensji, że nasi chcą wybrać najlepszy dom i pozwolą się odwiedzić.

….tylko na super dom zasługuje u nas każdy… Każdy, bez wyjątku. Bono nie jest jedyny przywiązany do drzewa. Moko tak samo czekał na cud w środku lasu….

Alfik podobnie…

Adiego przywiązali na działkach, założyli mu też kaganiec, żeby nie mógł wołać o pomoc…

…a Tobi był przywiązany na klatce schodowej…

    Ta czwórka była przywiązana, ale inni też mogli zostać porzuceni, wyrzuceni z samochodu, przerzuceni przez płot… Albo zostali odebrani z koszmarnych warunków. Większość schroniskowych zwierzaków ma kiepską przeszłość albo złe przeżycia. Tylko o nich nikt nie pisze aż tak szeroko, są zwykłymi, szarymi psiakami i kociakami czekającymi na szczęście… Wpatrują się w przechodzących, wyciągają łapki, wlepiają oczy usiłując pozostawić cząstkę siebie w sercach, żeby ktoś po nie wrócił…

…wszyscy zasługujemy na najlepszy dom i najcudowniejszych ludzi….

Ja wiem, że w kolejce po Bona są wspaniali ludzie, którzy chcą dać mu super dom i którzy zapewnią mu super życie. Wiem też, że niektórzy sobie pomyśleli o nim, bo potem będą mogli powiedzieć „słyszałeś o tym psie z lasu? Ten, co wszędzie pisali?? U mnie mieszka!”. Tylko niektórzy tak by chcieli, nie wszyscy, ja wiem.

Po raz kolejny mam nadzieję, że większość dwunożnych, którym nie uda się adoptować Bona, rozejrzą się za innym przyjacielem. Skoro i tak są gotowi na przygarnięcie czworonoga, to pojeżdżą po schroniskach, przytuliskach i poszukają tego jednego, jedynego dla siebie… Tak mi się marzy…

…a kto adoptuje Merry, Morisa, Krejzola czy Kucyka, żeby potem powiedzieć „zobacz, nikt go nie widział w schronisku, nikt! JA go wypatrzyłem i wziąłem, na mnie czekał…”…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)