Jej magnesik!

Aaaaallleee mam historię! Takiej jeszcze tutaj nie było! Żaden, powtarzam – ŻADEN wrrredaktor bloga nie miał powodu do napisania takiej opowieści! Ach, to po prostu nniiieeesaaamoowiiite…. Ale o tym zaraz, ohohohoho!

Pewneeego dnia, we wrześniu 2015 roku do naszego schroniska przyjechał kudłacz. Nie taki kudłacz-kudłacz, ale trochę jednak. Ładny taki, grzeczny, wesoły. Nasi mu Majek dali na imię, a prezentował się tak:

Psiolaski się za nim oglądaaałyyy. aż dostawały skrętu szyi! Jak szedł przez wiatę, włos mu się rozwiewał, sierść lśniła w słońcu… Majek pokazał, że jest do spacerowańca i przytulańca! I dwunożnych nauczył, jak mają mu mówić ‚siad’, żeby usiadł i takie tam. Taki to pies.

Którejś nocy… kiedy to było, niechże znajdę…

……

…..widzę. To było 8 listopada, bo post się ukazał dzień później… W każdym razie postanowiłem wtedy, że Majek będzie mi pasował do tematu o rozkoszniakach, bo jak zobaczyłem, jak się pręży do piłeczek, to po prostu musiałem go wrzucić do zestawienia! Wstawiłem rozkoszne zdjęcia i opisałem najlepiej, jak potrafię Majka, jego kudełkowatość całą i rozkoszność.

…i wiecie co…?

…Wy nie wiecie, a ja wiem, co się potem stało z psem….. Ale o tym zaraz ohohohohoho!

Napisała do mnie pewna dwunożna laska (DO MNIE! Żebym się nie nazywał Ares, jak ściemniam!), że przeczytała o Majku i że chciałaby go poznać…. U MNIE ZOBACZYŁA!!! U MNIE!!! NA BLOGU!!! JA NAPISAŁEM!!!!

ekhem… no dobrze, bo mi się słabo aż zrobiło z nadmiaru emocji… W każdym razie pewna dwunożna laska, jak co niedziele i co środę, siadła sobie z herbatką i żarełkiem i zaczęła czytać… MNIE czytać… I nagle BUM! Majek ją uderzył po oczach! Serce mocniej zabiło, rzęsy trzepotać zaczęły na jego widok i postanowiła, że musi się o nim dowiedzieć więcej!

Szczekłem jej, żeby się zgłosiła do jednej z naszych, która o Majku może więcej powiedzieć i się laski najwidoczniej zgadały, bo potem ta dwunożna przyjechała do nas, a musicie wiedzieć, że nie mieszka ot tak, rzut piłką od schroniska, żeby się zapoznać z kudłaczem. Jeszcze nie mogli go zabrać, ale na zapoznanie chociaż chcieli przyjechać, żeby się upewnić, że to TEN…

Nie było wątpliwości. Znaczy ja nie miałem. Dało się wyczuć, jak tylko stanęła przy kojcu, że serce już ma całkiem w majkowej sierści opanierowane… Potem poszli na spacer i nic a nic się nie zmieniło, to był jednak ten jedyny…

Majek nie wyglądał na takiego, który załapał, że właśnie oto otrzymuje szansę na odmianę życia, ale widział w schroniskowym życiu tylu różnych dwunożnych, że wolał podejść do tego na luzie.

Po spacerze trzeba było się rozstać… Nie mogli jeszcze tego dnia razem wyjechać do domu… Za drugim razem też nie mogli. Ale już było wiadomo, że przyciąganie było solidne, bo pewnego pięknego dnia…

Majek wyjechał do domu!!!! Czekał na niego ponad rok, ale najwidoczniej tak musiało być! Czekał akurat na nich………

(I DZIĘKI KOMU?!)

To nie koniec historii, bo przecież urwałaby się w połowie…. Czas na foty, fotki, fotencje z Majkiem w roli głównej! Gdyż albowiem ponieważ otrzymałem wieści z majkowego, nowego życia…

Majek okazał się…. psem idealnym. Po prostu. Takim, co to w domu ani łapy nie podniesie do sikania, za to na dworze każde drzewo obleci.

Czesanie uwielbia, co przy jego sierści jest niezwykle przydatną cechą. Paczajcie, jaki relaks:

…może czasami powciera smaczki w dywan…

…ale sztukę „widzieliście kiedyś grzeczniejszego psa…?” opanował do perfekcji…

Psioweta już odwiedził i każdy się nachwalić nie może, że po roku w schronisku to taki zadbany kudłacz z ślniącym futrem! HA!

…i chodzi za pańciostwem wszędzie, jak cień… Chociaż umówimy się, Pańcia jednak wygrywa. To przy jej stronie łóżka kładzie się w nocy… To na nią czeka najbardziej, kiedy wychodzą…

…to jej wypatruje w oknie…

Taki jej magnes. Przyciągnął ją kawał drogi do siebie, bo przecież jego ograniczały kraty kojca. Teraz przyciąga się sam, najbardziej po długiej (dwie minuty to wieczność!) nieobecności – jest ośliniona od skarpetek po okulary! Pańcia potem z pieśnią na ustach je myje z glutków, ale przecież to z miłości…

Majek też odkrył pasję jeżdżenia samochodem. Za bardzo mu to nigdy nie przeszkadzało, ale kiedy się zorientował, że samochód równa się wyprawie na ogrodzoną działkę, to wiecie – samochodowe lowe!

…booo na dziaaałceee…

Śniegu kupa, piłeczka, pańciostwo i on… Pełnia szczęścia!

Na wiosnę już czeka kupiona świeżo taka specjalna linka, co to dwunożni sobie wiążą do siebie i drugi koniec do specjalnych szelek psich i mogą kilometry zaliczać! Zobaczymy, czy Majek załapie, ale jak z niego taka inteligentna bestia, to co ma nie załapać?

…Ach… widzicie, jaki jestem ważny i potrzebny? Moja pierwsza adopcja… Ale to brzmi! Wypatrzony właśnie na tym blogu, wyczytany MÓJ tekst o tym, jaki to jest Majek rozkoszny… Magia zadziałała… Lepiej być nie mogło, lepiej się to nie mogło potoczyć, nie mogło być piękniej…

No bo tylko popatrzcie:

Czysty urok i wdzięk! Idealnie… Przyciągnąć się jak magnes, wpasować się jak puzel, wtopić się jak… Ekhem… poeta ze mnie żaden, ale wiecie o co chodzi.

Po prostu tak musiało być…

   DZIĘKUJĘ.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)