Boisz się tego miejsca…? My bardziej…

Niejeden z Was boi się przekroczyć bramkę. Niejeden boi się podejść bliżej, żeby tylko nie usłyszeć szczekania, bo szczekanie oznacza tęsknotę… Wielu z Was boi się spojrzeć w nasze oczy, boi się przystanąć na chwilę, żeby się nie utopić w tej potrzebie ciepła, w krzykach „weź mnie albo zostań chociaż na chwilę, BĄDŹ…”.

I to ciekawe jest – nie boicie się, że któreś z nas ugryzie, że drapnie, że coś. Boicie się dwóch kulek, najcześciej brązowych, które każdy z nas powinien mieć dwie. Oczu się boicie wpatrzonych. Widać w nich wszystko, i przeszłość czasem, i przyszłość, i tą samotną, smutną teraźniejszość. Merdające ogony, nadstawione uszka, biegające łapki, ale jak się tak zatrzymasz, chwilę poświęcisz, to prędzej czy później zobaczysz te dwa błyszczące guziki, które jakoś dziwnie potrafią wyrazić te najbardziej ukryte uczucia i pytania, których strach zadać…

Boisz się, że nie będziesz w stanie wejść przez furtkę, że nie zdołasz przejść się chociaż po jednej wiacie, chociaż dojść do biura po drodze mijając zaledwie kilka kojców. Boisz się patrzeć prosto w oczy, bo przecież zaraz coś chwyci za serce i wedrze się do środka, a Ty tak niebardzo chcesz jeszcze… Patrzysz ukradkiem, z boku, jakbyśmy byli Balizyszkami… Widzisz, jak wpatrujemy się w kolejnych odwiedzających, kolejnych dwunożnych, jak nasłuchujemy trzaśnięcia furtki, czy usłyszymy jakieś znajome kroki, czy może nowe? Czy będzie spacer, czy może ktoś wpadnie w oko, czy może ktoś będzie najszczęśliwszy na świecie tego dnia…?

Boisz się…

Tymczasem nas nikt nie pyta, czy chcemy tutaj przyjechać, czy chcieliśmy się w ogóle zgubić, czy wiemy, gdzie jest nasz dom. Czasami wiemy, ale jak mamy to powiedzieć? Wiemy, że rośnie tam drzewo na lewo, a na prawo ławka obskrobana i śmietnik pachnący najbardziej interesująco w całej okolicy, ale jak wyjaśnić, gdzie to dokładnie jest…? Nie mamy wyboru, czy mieszkać za kratami cienkimi, grubymi, kwadratowymi, szarymi… Gdzie nas ulokują – stamtąd będziemy wyglądać i tam czekać…

Nie możemy wyjść stąd, kiedy byśmy mieli na to ochotę. To nie my wybieramy, że teraz to akurat ten pan w zielonym kapeluszu nas adoptuje i koniec, tak będzie. Wiem, że dwunożni mówią, że czterołap ich wybrał… Ale to nie my podpisujemy umowę i nie wołamy do nikogo „proszę mnie zapiąć tego tutaj piesia, biorę z całym bagażem doświadczeń i chorobami!”.

Boimy się bardziej. Boimy się, że nie wypatrzymy nikogo, nie przyciągniemy wzrokiem, że zaśpimy, że akurat pójdziemy na drzemkę, a ktoś przejdzie obok nas i nie zachwyci go wystający tylko z budy ogonek czy kawałek ucha. Boimy się, kiedy zaczyna nas coś boleć, kiedy łapki zaczynają skrzypieć, kiedy świat ciemnieje, kiedy szumu drzew mniej słychać. Boimy się, że nikt nas nie zauważy, że nikt nie będzie chciał poznać mimo takiego psiantastycznego opisu na wiacie, mimo zapewnień o grzeczności, posłuszności, urokliwości…

Boisz się, że nie zdołasz wejść, potem że nie sposób będzie przejść przez wiatę, bo tak straszno. Pomyśl, że możesz w każdej chwili wyjść… Pewnie zostanie Ci w głowie obrazek złożony z merdających ogonów, wpatrzonych oczu, nadstawionych uszu, w uszach będzie dźwięczeć szczekanie, kilka miałków może usłyszysz… Zapomnisz może, może nie zapomnisz, ale powoli zacznie się to zacierać…

…a my w tym zostaniemy… Między tymi wpatrzonymi oczami, między merdającymi ogonami, które po Twoim tak-po-prostu-odejściu opadną smutno…. Będziemy stać w rządku, jeden obok drugiego i zastanawiać się, czy wrócisz, czy dasz nam chociaż chwilę spaceru z Tobą, czy jednak się nie odważysz, bo będzie to zbyt straszne.

Pamiętaj, boimy się bardziej. Nie tego, że zabraknie kulek w miskach, że Tabletkowa stwierdzi, że nie warto dawać nam torcików, że wolontariusze nie przyjdą dać nam swojego czasu. Boimy się tego, że zostaniemy sami, że zestaruszkowiejemy za tymi kratami, że pewnego dnia będzie już za późno…

 – Ares, czy ty aby nie przesadzasz? Kolejny smutny post?! Przestaną cię czytać!

 – …bo wiesz co… Tak się czuję ostatnio kiepsko… Łapy mnie bolą, ciężko mi się wstaje, chodzę jakbym miał patyki przywiązane do stawów, aż słychać, jak wszystko skrzypi… Jakoś tak mi nienajlepiej, wiesz… Jeszcze te guziki, chociaż na razie nie dokuczają… Strach mnie powoli oblatuje już też, a przecież to moje mieszkanie w biurze to taki prawie dom w porównaniu z tymi wszystkimi naszymi psiumplami z wiat… I tak mnie naszło jakoś ostatnio, wiesz… Ale nie mów nikomu, niech się nie martwią, ja jakoś dam radę, a przecież i na mnie pewnego dnia przyjdzie pora, swoje już przeżyłem. Majka przyleci… Nie mogę tylko patrzeć na tych wszystkich psiumpli, na sierściuchy siedzące tyle czasu… Tam na zdjęciu wyżej są dwa koty – Teklin i Gloria. Prawie rok mieszkają u nas, a są idealne, jeśli w ogóle tak można napisać o sierściuchach… Tifek z pierwszego zdjęcia na co dzień bawi się w agresora, a przecież w oczach widać strach o to, czy będzie dobrze… Nie umie się chłopak zabrać odpowiednio do tego, żeby było. Runer z drugiego zdjęcia każdego dnia razem z psiumplami z kojca wita wchodzących, mieszka najbliżej. Kolejny, Pimpol, to jeden z najbardziej psiantastycznych, małych psiaków w schronisku i wciąż świat ogląda w paski….

Tylko nie mów nikomu, że tak bardzo się boję…

 – Nie powiem. Teraz już nie myśl o tym, chodź spać. Jutro wstanie słońce, wygrzejesz łapki, będzie lepiej…

3 komentarze

  1. Rok temu adoptowałam 6latka ze schroniska. Chciałabym bardzo, żeby schroniska byly puste a wszystkie pieski i kotki miały swoje domy. Razem z Elmusiem trzymamy za to mocno kciuki❤

  2. Siedzę, czytam i ryczę jak bóbr…gdybym tylko mogła zabrałabym wszystkie i codziennie dawała morze miłości….dwie kochane znajdy uratowane, ale wybuduje dom i będzie tyle Was, ile los postawi na mojej drodze…❤️

  3. Ponad 5 lat temu adoptowałam ze schroniska suczkę.Odradzano mi.”Dorosły pies,nie wiadomo,co przeszedł,będziesz mieć z nim same kłopoty”.Nie posłuchałam.I dobrze.Mam najlepszą Przyjaciółkę na świecie.Kochaną,ufną,mądrą.Nie bójcie się adoptować dorosłych i starszych psów.One też zasługują na dom.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)