Czarny kot i czarna zgraja opętani samotnością…

Nasi mi stanęli przed kojcem i pogrozili paluchami. Że niby się zakradłam do biura w sobotę. Że niby zostawiłam ślady łap i strąciłam zszywacz. Że niby mi nie wolno.

Pfffff. Też coś. Chyba nie zrozumieli powagi sytuacji!

W dodatku wszystkie drzwi pozamykali. I okno też, te obok drzwi.

Wiecie, jak ciężko wchodzi się z dachu przez okno w kuchni?!

Nindża…

W każdym razie przejdźmy do tematu. Nasi jeszcze mi powiedzieli, że jak już się zakradłam, to mogłam chociaż napisać na temat, bo tamtego dnia był dzień czarnego sierściucha. Mówili też coś o tym, że mam zakaz wchodzenia do biura, ale nie słuchałam już za bardzo…

Dzień sierściucha był, w dodatku czarnego, a że u nas trochę ich siedzi, to właściwie temat wart poruszenia, bo przecież kto by nie chciał takiego smolistego zwierzaka? W nocy nie widać, w dzień straszy żółtymi ślipiami, nie widać, że brudny (chociaż i tak się myje często). Ogólnie to same zalety!

Czekają u nas takie czarnuszki duże i małe, i takie całkiem malutkie też…

Bob z żółtymi ślipiami ma mały defekt, ale nadrabia inną umiejętnością.

Przyjechał do nas z urwanym ogonem, co dla kota jest rzeczą niezbyt fajną, bo przecież jak on ma balansować przy skokach? Co prawda w schroniskowej klatce za daleko sobie nie poskacze, ale w końcu trafi do jakiegoś super domu… Na pewno sobie poradzi, najwyżej będzie uważać. A czym nadrabia? Widzieliście kiedyś sierściucha, który sam zeżera leczące kulki??? Ha! To właśnie Bob! Taki jest. Czarna, żółtoślipia, gadająca pantera nie może się nigdy doczekać, aż przyjdzie jego kolej na mizianie… A mógłby nie czekać. Mógłby wyjechać do domu i mieć to na co dzień.

A wiecie, że Platon czeka już ponad dwa lata…? Właściwie prawie trzy…

Ja się nie znam, ale nasi mówią, że jest piękny i dostojny. Czy można tak napisać o sierściuchach, to ja nie jestem przekonana, ale niech będzie… W każdym razie mówią jeszcze, że on to takim jest najbardziej sierściuchowym sierściuchem, bo do świata podchodzi z dystansem i indywidualizmem (HA! kto jest dumny, że mi słowo wyszło?). I przywitać się umie kurturalnie i potem czeka grzecznie na wyłuszczenie sprawy, z jaką się do niego przyszło. Jak się chce mieć sierściucha, który jest prawdziwie sierściuchowy i będzie Was oceniać tylko trochę z góry, to Platon będzie idealny!

Ziwi jest przedstawicielem tych jeszcze niedorosłych.

Nieśmiałkiem jest, może wyrośnie na takiego Platona, a może stanie się zabawowym szaleńcem, ale tego to się dowiemy, jak będzie mu dane spokojnie wyrosnąć w domu, gdzie nauczy się wszystkiego, i brykania, i gonienia za papierkami, i wylegiwania w ciepełku, i ganiania po nocach… Co rano będzie wgapiać żółte ślipia i czekać na jedzonko, co wieczór będzie przychodził i podsuwał czarny łepek do miziania… Pewnego dnia zacznie nowe życie, oby już niedługo…

Teraz o takiej czwórce wyjątkowej będzie. Oto Zeta:

Futur:

Tardi:

I Otto:

Cztery czarne sierściuszątka, młode jeszcze całkiem, kilkumiesięczne. Pierwsze do zabaw, biegania, wystawiania pazurków i kręcenia ogonami, żeby pokazać, jakie one groźne… Można by napisać, że to tylko kwestia czasu, że zaraz ktoś je do domu zabierze, że będą ganiać po czyichś dywanach, łóżkach, że będą wieszać się na nogawkach i zasypiać w ramionkach… Jest tylko mały, tyci problem. Pisałam kiedyś, że sierściuchy muszą testy zdawać i jak nie zdadzą, jak trzeba, to klops, problem, kłopot i w ogóle dramat. Wszystkie cztery te diabełki nie przeszły jednego testu, wszystkie cztery mają w sobie takie paskudztwo, na co nasi mówią FIW. A nie, przez fał ma być – FIV. To taki wirus, co się odporności ma za mało i chyba się częściej choruje czy coś. Największy minus to to, że taki sierściuch z FIVem nie może mieszkać z żadnym zdrowym… Z psem by mógł, z chomikiem, prosięciem – nie ma problemu, ale z innym sierściuchem, który tego nie ma – nie… I one by mogły iść na przykład do domu w parach, albo do takiego domu, gdzie będzie już zawsze tylko jeden mruczek, albo do takiego, gdzie są już tak samo zawirusowane, ale już zawsze trzeba będzie uważać, żeby nie miały kontaktu ze zdrowym czterołapkiem…. Przed nimi caaałeee żyyycieee, tak długie, na jakie pozwoli im ten wirus, ale może i będzie całkiem normalne? Tylko gdzie…. Czy czeka je takie samo życie, jak Krówka, który mieszka u nas od takiego małego kocięcia i nigdy nie widział świata innego niż przez kraty albo okno…? Oby Zecie i spółce nic łaciaty wujek nie naopowiadał, bo się w sobie zamkną, że nikt na nie nie czeka…

Na koniec najmniejsze sierściuszątka, mają jakiś miesiąc. Powinny być z kociomatką, ale ten, kto je porzucił, jakoś niespecjalnie się tym przejął. Nie chciał ich i koniec, żegnamy się, radźcie sobie same. I tak oto trafił do nas polujący na każdy paproszek Dardar:

I najmniejsza z całego rodzeństwa, zakatarzona Tsara.

I takie całkiem malutkie już są skazane na życie bez przewodnika, bez nikogo starszego do przytulenia, zaopiekowania… Nasi się zajmują, pewnie, ale przecież nie mają tyle czasu, żeby na okrągło niuniać takie maluchy, chociaż już ja ich znam, bardzo by chcieli.

To nie są jedyne czarnuszki, jakie u nas mieszkają. Wiem, że każdy z wrrredaktorów tak pisze bardzo często, ale musimy wyjaśniać za każdym razem, że wszystkich czterołapów mamy u nas ze trzy czy cztery setki i jest w czym wybierać…. Nie sposób opisać wszystkich czarnosierściastych kociambrów, ale jak przyjdziecie do nas i powiecie, że szukacie takiego czarnuszka z takim i owakim charakterem, to nasi pomogą na pewno!

Tak więc spóźnione, ale jakże ważne życzenia, żeby każdy sierściuch, czy czarny, czy nie (na pewno się podzielą życzeniami z innymi kolorami sierści), znalazł najlepszy dom i już nigdy nie czuł się opuszczony i za mało miziany albo nie czuł braku poszanowania dla jego sierściuchowości!

…czarny kot i czarna zgraja opętani samotnością, myślą swoją szukają szczęścia, które zwie się wolnością…

Jeden komentarz

  1. Czarne jest piękne. I to nie prawda, że przynosi pecha! Czarny kotek mojej mamy, codziennie przynosi duuuużo radości i szczęścia! :))))

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)