…chcę Ci dać trochę wiary w cud…

My, schroniskowe zwierzaki, średnio wierzymy w cuda. Fakt, że każde wyjście do domu to właściwie cud, bo kto by nas tam chciał, ale no mimo wszystko zawsze to jest taka radość, jak z cudu. I tutaj mam historię taką, wiecie, która pozwoli wielu nam przywrócić wiarę, że wszystkim nam się uda.

Taką historię mam dla Was. Taką do udowodnienia, że możemy być zbyt idealni, możemy być nieidealni, możemy być niezgodni z wyobrażeniami, ale może zdarzyć się najpiękniejszy z cudów. O Psotce było jakiś czas temu, to taka psiolaska, co to jej dwunożny łapę we własnych rękach połamał, a potem jeszcze nie leczył. I dziś też będzie o niej, ale to już nie ja napiszę….

To nie miało tak wyglądać.
„Będzie brzydki. – Tak. I starszy – zdecydowanie. -I będzie wytrzymały jak bawół, bo pies musi mieć masę. żeby go nie uszkodzić podczas zabawy. –I będzie biegł kilometrami po lasach za rowerami. – O, koniecznie. – I będzie się wspinał na górskie szczyty. Taki będzie. Mężny i potężny i na swój sposób uroczy, ale tylko lekko. Taki łobuz bez perspektyw. Tylko ma lubić kota i ewentualnie dzieci. A wieczorami będzie leżeć u naszych stóp przy kominku, jak pies prawdziwy. I ma być dziewczyną. Koniec opisu.
A potem popełniliście na blogu wpis o psach maltretowanych, odebranych właścicielom, czekających na wyrok. Pozamiatane. Połamana i poskręcana do kupy bida o posturze kurczaka i najchudszych girach jakie natura produkuje, skradła nasze serca.
To jest niemożliwe, nie moglibyśmy zakochać się w psie mniejszym od kota, pięknym urodą Szeregowego – pingwina z Madagaskaru. A jeszcze okazało się, że to zmiksowany papillon, a więc rasa ozdobna-Nigdy w życiu!

A jednak.

Poppy – bo tak ją nazwaliśmy – jest z nami od 3 tygodni. Zdobyła serca wszystkich. Rodzina i przyjaciele ochają i achają nad jej urodą i łańcuchową historią. Siostrzeńcy podczas spotkań gryzą się po rękach, żeby być bliżej pieska. Pani fryzjerka odmawia przyjęcia zapłaty za psie spa – bo przecież taka uroczość od psa bije a jeszcze ta historia…niech  ma dziewczyna, na zdrowie. A pan w zoologicznym daje niezłą promocję na super karmę, bo jego brytan to od progu na wszystkich warczy, a ją zaakceptował, więc to musi być wyjątkowy pies.

Pies to kochany i wdzięczny i sprytny i stęskniony człowieka. Posturę ma nikczemną ale rekompensuje to duchem.

Cierpliwie poddaje się codziennym zabiegom rehabilitacyjnym. Coraz chętniej pozwala na masaże i ćwiczenia. Co prawda dla niepoznaki masujemy całego psa i po uśpieniu czujności zabieramy się za „pole operacyjne”, a ćwiczenia to niby zabawa ze wszystkimi łapami, ale idzie nam coraz lepiej. Od kilku dni pływamy.

Początkowo woda była trochę straszna, ale po worku smaków i tu było fajnie, chociaż tylko do kolan. Na głębsze wody trzeba było psa wnosić. Ale z każdą kolejną kąpielą jest coraz lepiej. Łapa zaczyna wiosłować i nabiera powolutku muskulatury. Kość wzmacniana lekami się odbudowuje, a ponieważ nie ma już ograniczeń ruchowych, to pies zasuwa na 3 i pół łapkach jak pocisk.

Zwierz to mądry i pojętny. Przybiega przywoływana każdorazowo i już nie dostaje za to smaczka tylko głaski, więc jest nieźle. Uczy się podstawowych komend i już ogarnęła po mistrzowsku  (początkowo musiała zobaczyć jak robi to kot), siadanie. Ostatnio nauczyła się leżeć i dawać „żółwika”.

Od początku pracujemy nad ogryzaniem stóp i spaniem na posłaniu, ale przypuszczam, że po cichu Mirek sabotuje moje wysiłki z tym ostatnim, bo już którąś noc z rzędu budzę się z psem między nami i niewinnym „To nie wiedziałaś?” w ramach wytłumaczenia.

Stosunki z kotem o dziwo układają się poprawnie. Poppy nie wyjmowałaby pyska z futra kotki, (ale ja się nie dziwię, bo mam to samo – mamy „najmiększego” kota na świecie) która jak można się domyślić ma do bliskich kontaktów podejście bardziej sceptyczne i nie lubi być ganiana. Ale sypiają bez konfliktów w jednym pokoju, albo wspólnie wyglądają przez balkon siedząc o jakieś 30 cm od siebie. Na posiłki są jeszcze separowane, na wszelki wypadek. Kotek jest trochę zazdrosny i np. widząc nas wychodzących na spacer z psem wyskakuje przez balkon i dołącza do nas.
I tak to na razie wygląda. Powoli przywykamy do uroczej asystentki codziennych czynności, świętujemy każde muśnięcie chodnika zdrowiejącą łapą, wydłużamy spacery, rozdajemy głaski dwójce łobuzów i odkurzamy, odkurzamy, odkurzamy….

Widzicie?? Może być psiękniej?

Także drogi Zwierzaku Schroniskowy. Nic się nie martw, kiedy słyszysz przy bramie czy przez okno w biurze, że ktoś przyjechał właśnie po kogoś zupełnie niezgodnego z tym, jak wyglądasz i jaki jesteś. Nadal się staraj przy kratach, nadal wyciągaj łapy, nosy, staraj się. Czy jesteś za mały, za gruby, za sierściasty, za biały. Nigdy nie wiesz. I dwunożni też właściwie nigdy nie wiedzą, czy faktycznie wyjadą z tym kimś, po kogo przyjechali, jak to już widzieliście na powyższym przykładzie.

…bo cuda się czają za rogiem i tylko one wiedzą, kiedy i komu się przydarzą…

…ale wierz w nie, wiesz…?

3 komentarze

  1. Uwielbiam takie historie ❤

  2. …tak serce rośnie a cuda …no są są….aby jak najwięcej bo warto…..

  3. oby się takie historie mnożyły

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)