Psiundelki wszystkich krajów, miejmy powody do uśmiechu!

Dziś NASZ dzień! Święto Psiundelka dziś jest zapisane w kalendarzu i to jest tak ważna data, że właściwie zdecydowana większość psów w naszym kraju je obchodzi! Łał, nie? Jesteśmy jednymi z tak bardzo wielu, a jednocześnie każdy z nas jest tak bardzo wyjątkowy, nie można się nadziwić, prawda?

Mam nadzieję, że wszystkie mieszańce na całym świecie będą dziś miały powody do uśmiechu i niech już każdego dnia merdają ogonami z radości! I wszystkie te, które zza krat spoglądają z nadzieją, niech wymaszerują do domów, gdzie będą mogły się wpatrywać w swoich dwunożnych zupełnie bezpośrednio.

Dziś tak ważne psięto jest, że psów opiszę więcej niż zwykle. A co, bo mogę, u siebie jestem. Poza tym nasi są w trzech miejscach – dwóch schroniskach i jednym malutkim miejscowo, ale ogromnym pod względem miłości i empatii punkcie, więc z każdego muszę chooociaż dwa – trzy pokazać, bo jak inaczej? W sumie nasi mają pod opieką ohohoooooo, ile psiundli! Do tej liczby dodałabym jeszcze co najmniej kilka. Wszystkich pokazać nie sposób, choćbym siedziała i trzy noce.

Najpierw przedstawię dwie psiolaski psiundelkowe z tego punktu, co pisałam, a który znajduje się w Mieście Ciuchci i Pary. Oto Diana:

Iii jej córka, Czarnulka:

Obie miały kiedyś dom, nawet ten sam! Niestety ich dwunożny odszedł tam, skąd się nie wraca, psiolaski muszą szukać nowego miejsca. Dobrze, że są razem w tym nieszczęsciu, oby jeszcze poszły do wspólnego domu, to przecież możliwe, prawda? Diana ma 10 lat, jest odważna, ma dużo energii, na spacerki biegnie dziarsko, aż trudno uwierzyć, że ma tyle lat i przeszła takie przykre doświadczenie, ale to dobrze, że się trzyma. Czarnulka jest o połowę młodsza i początkowo była bardzo przestraszona i nieufna, ale dzielnie zbliża się coraz bardziej do dwunożnych, szuka z nimi kontaktu. Na pewno pomaga jej Diana, z drugim psem czuje się pewniej. Mimo wszystko ciężko im w budzie, jeśli jeszcze niedawno spały na kanapie… Bardzo życzymy, żeby jak najszybciej ktoś zechcial je adoptować, najlepiej w pakiecie.

W tym schronisku, co jest niżej na mapie, też mieszkają najwyjątkowsze na świecie psiundelki, patrzcie na Hanę:

Uśmiechnięty od ucha do ucha miś, a mimo wszystko mieszka za kratami od kwietnia i nikt jej nie chce. Hana jest grzeczna, umie się zachować, na spacerach wzorowo się przechadza, może i trochę pociągnie, ale jak się wyrosło na niedźwiadka, to się nie poradzi już na to nic. Słucha się jednak i jak się jej powie, że trzeba wolniej, to od razu się dostosuje, a jak zacznie się ją drapać po pleckach, to ona zaraz się na nie wykłada i nadstawia do głaskania podwozie.

Jana kocha wszystkich dwunożnych ogromnie, a jedyną, maluśką wadą może być to, że nie przepada za innymi zwierzakami, ale już wielokrotnie powtarzałam, że cała masa psów mieszka w domu bez innych czterołapów i jest dobrze, także jest dla Hany szansa! Musi być przecież.

Jak Hana za duża, to może Muniek może być?

Niewielki, uroczy, uśmiechnięty, w średnim wieku, zalet ma tyle, że wymieniałabym do rana. Przyjechał do schroniska raptem miesiąc temu, błyskawicznie się zapoznał ze wszystkimi, pokazał się z jak najlepszej strony iii już jest gotowy, żeby wyruszyć do najlepszego domu, gdzie może nawet dostanie miejsce na kanapie? Musiał być domowy, po jego uwielbieniu do czystości i zniesmaczeniu na mokre ścieżki spacerowe nasi to widzą. Oczywiście dwunożnych uwielbia bez wyjątku, bo oni głaszczą i smaczki rozdają, więc kto by tam nie lubił. Może iść do domu choćby zaraz.

Grymas tylko pozornie jest taki poważny i tylko wygląda na skrzywionego.

Kiedy tylko widzi dwunożnych, to mu ogon nie przestaje merdać, a kiedy ktoś mu poświęci czas, to zaraz pcha się na kolana, liźnie w policzek, na plecki się wywróci…

Byle głaskać! Grymas jest ogromnym fanem każdego dwunożnego, bardzo czujnie obserwuje każdy krok swojego towarzysza, będzie asystował przy każdej, najmniejszej czynności. On też musiał kiedyś mieszkać w domu, bo jak go nasi do biura biorą, to nic a nic nie zapaskudzi podłogi, doskonale wie, po co kocyk leży na podłodze i takie tam, więc kolejny psideał! Grymas może też zapunktować tym, że nie przeszkadzają mu ani inne psy ani sierściuchy, może być idealniej? Mamy ogromną nadzieję, że mimo tego już ponaddekadowego wieku ktoś zakocha się w tym rudzielcu i podaruje mu miejsce na ziemi obok siebie.

Czas na psiundelki z naszego schroniska!

Zaczniemy od szalonego Dingo:

Ten przystojniak przyjechał do nas już ponad półtora roku temu i jakimś cudem wciąż nie znalazł domu. Może dlatego, że obszczekuje każdego, kto przerchodzi, a skąd dwunożni mają wiedzieć, że nie chce ichh pożreć, ale ot tak po prostu chce zwrócić na siebie uwagę? Jest jeszcze prawie całkiem młody, ma w sobie takie pokłady energii, że ciężko mu spokojnie czekać za kratami na szczęście. Jak nasi do niego wejdą, żeby zabrać go na spacer, to przecież skacze, podszczypuje, bo DLACZEGO TAK WOLNO?! Uwielbia biegać, włazić do wody, wszędzie go pełno, a i tarzanko w trawie lubi zaliczyć.

Dingo potrzebuje dwunożnego, który każdego dnia zapewni mu odpowiednią dawkę ruchu i który nie da mu się nudzić, bo to najgorsze, bo może dla niego być. Jest młody, całe życie przed nim, tyle kilometrów do przejścia, tyle zapachów do poznania!

Jak Dingo za duży i za energiczny, to może Miedza będzie idealna? 

Przyjechała do nas miesiąc temu, wciąż nie umie się odnaleźć, smutno jej samej, a i oszczekiwanie z każdej strony nie pomaga, ale co zrobić, wciąż u nas jest lepiej niż na ulicy… Miedza lubi dwunożnych, ale woli sama do nich podejść niż żeby ktoś miał być nachalny od razu. Lepiej dać jej do siebie podejść, a jak się ją jeszcze zabierze na spacer, to już w ogóle cudownie! Im dalej od schroniska, tym ciszej, można się rozluźnić i nadstawić do głaskania. Czeka Miedza na spokojny dom, gdzie będzie mogła poczuć się bezpiecznie i porządnie wyspać. Taka niewielka i grzeczna może już za chwilę ktoś właśnie ją wyprowadzi ostatni raz przez bramkę…?

Na koniec Kiro.

Kolejny niewielki, w średnim wieku, grzeczny, idealny… Nieśmiały bywa, ale to mu tylko dodaje uroku. Przyjechał do nas w środku wakacji i wciąż wypatruje przez kraty kogoś, kto zechce zabrać go do siebie. …jeśli o niego chodzi, to muszę jeszcze o czymś wspomnieć… Kiro przyjechał do nas z guzikiem na palcu. Wyglądał bardzo niepozornie, mały piesek ma małe łapki, jeszcze mniejsze paluszki, więc i guzik był malutki, ale nasi i tak się postanowili zmartwić i od razu temu zaradzić – wetka wyznaczyła termin zabiegu, usunęła całego palca i kawałek jeszcze, a to, co wycięła, wysłała do takiego specjalnego badania, które określa bezczelność guza. …i wiecie, że taki malutki guzik na malutkim paluszku okazał się całkiem bezczelny….? Jeśli guzik odrośnie, a jest to możliwe nawet jeśli się go usunęło i dużo jeszcze do okoła, to Kiro może czekać operacja, po której będzie biegać na trzech łapkach…. Nie mówcie mu, bo on o tym nie wie, po co go martwić… Wystarczająco się boi, że nikt go nie zechce z wybrakowanymi palcami, a jeszcze jak się mu girki wybrakuje…? Bardzo trzymam kciuki, żeby ktoś go pokochał jak najszybciej bez względu na to, że razem z nim do domu pójdzie guzikowa choroba…

Psiundelki są najwyjątkowsze na świecie, każdy z nas jest inny, najbardziej szczególny (też na świecie), dwóch takich samych się nie znajdzie na pewno. Rasa szlachetna, powszechnie wiadomo, że zwykle mało chorująca, posiadająca najlepsze cechy z wielu innych ras, także wiecie – tylko nas brać!

…i tylko Ty możesz sprawić, że to będzie ostatnie psiundelkowe święto dla przynajmniej jednego psiundelka spędzone za kratami…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)