Kiedy ucieczka okazuje się szczęściem…

Że niby dawno mnie tu nie było? Hm… może i tak… Bo wiecie, ciężko tak uwierzyć we własne możliwości, a przecież wszyscy przede mną byli jacyś tacy… lepsi…? Widzę wciąż jednak, że kolejni czytaciele polubiają bloga na fejsie, że komentarze się pojawiają, że jak były posty, to była motywacja do odwiedzania stron, do oglądania zwierzaków… więc jak tu nie pisać…

Dziś natchnę Was wiarą w dwunożnych. Znaczy najpierw nie, najpierw pokażę, jak niektórzy psują świat tak bardzo, że potem trudno go po nich poprawić, ale potem pokażę, jak się chce, to można wszystko.

Dziś będzie o Soni. Znaczy jak trafiła do naszych, to ci nie wiedzieli, jak ma na imię, to wyszło później, ale nie uprzedzajmy faktów. Była to (była, bo teraz jest bardziej) niezieeeemskiej urody, owczarkowa psiolaska… wzdech…

…a jak nasi jej zrobili zdjęcia w plenerze, to już w ogóle szczęki nam opadły do podłogi samej…

Dwa dni później w schronisku zjawił się dwunożny, który powiedział, że to jego owczarka, że na imię ma właśnie Sonia, że mu uciekła, że oto on tu jest po to, żeby ją odebrać. Podpisał papierki, porozmawiał z naszymi… naszych zdziwiło, że coś się ona tak mało cieszy na tego dwunożnego, ale kto wie, stres, czy co… Różnie bywa, ale obserwowali wnikliwie. Zawsze można zaraz na drugi dzień pojechać sprawdzić, czy wszystko w porządku, a prawo jest, jakie jest.

Sonia wydana, dwunożny zapiął psiolaskę na taką smycz dziwną, co to metalowa była, i zaczął iść z nią iść do bramy.

…a nasi obserwowali dyskretnie, na takich telewizorkach, co to w biurze stoją i pokazują schronisko całe prawie. I całe szczęście!

Sonia iść nie chciała za bardzo, więc dwunożny coraz bardziej szarpał tą metalową smyczą, aż w końcu tak się zdenerwował, że psiolaska mu się tak uparta trafiła, że… RAZ śmignął ją po głowie, DRUGI raz się zamachnął! I tym metalem po głowie! Bynajmniej nie swojej, JEJ! Bo przecież jakim prawem uciekła! A bo to źle jej było w domu? Musiała szukać szczęścia po świecie?!

A żeby go pokręciło!

Nasi mało nóg nie pogubili w gonitwie w stronę owczarki! Bardzo musieli się powstrzymywać, żeby łańcucha na dwunożnym nie użyć, ale wiedzieli, że im nie wolno. Nie rozumiem zupełnie, przecież mu się należało po psiliardkroć! …ale nie wolno… że takie prawo, czy coś…

Sonia wróciła do bezpiecznego kojca, łańcuch wylądował na biurku:

Oj, żałowali nasi, że niczego nie mogą sobie dla rozluźnienia walnąć, oj nerwy to ich wzięły takie, że jakby mogli, to by sami się rozprawili, ale niech to… wiedzieli, że im nie wolno! Tak to świat niesprawiedliwie jest skonstruowany!

Pozapisywali jednak filmy z tych telewizorków, pospisywali, co widzieli (musieli poprawiać trzy razy, bo brzydkie słowa się cisły, ale… no nie wolno, no…), wysłali te wszystkie ważne rzeczy, gdzie trzeba iii czekali.

…a w międzyczasie to wiecie, że jeszcze rodzina tego dwunożnego usiłowała Sonię odebrać….? Tak, tak bezczelnie było….

Ten dwunożny, który tak okładał owczarkę łańcuchem, ani myślał podpisać papierka, że Sonia jest wolna. Nie i już. To jego psiolaska, jego własność, będzie sobie bił, kogo chce i kiedy chce. Dlatego też psina nie mogła iść do domu. Musiała czekać za kratami.

Czas mijał, nasi czekali, Sonia czekała… Jeden wyrok zapadł, już się wszyscy cieszyli! …ale ten dwunożny przebrzydły się uparł, że niesprawiedliwość wielka i wysłał papierki, że on się z wyrokiem nie zgadza!

…i kolejne czekanie…

Sonia mieszkała prawie cały ten czas za kratami, ale bezpieczna. Wychodziła na spacery, psiolontariusze ją uczyli, że świat nie jest jednak zły, że nie trzeba się ich bać, że nikt nigdy już więcej nie uderzy niczym. I czekali wszyscy…

W międzyczasie znaleźli się dwunożni, którzy pokochali owczarkę tak, jak trzeba pokochać każdego psa na świecie. Na zabój. Nawet zamieszkała ona z nimi, tak wiecie, tymczasowo, jeszcze przed ostateczną decyzją tych ważnych dwunożnych, ale żeby więcej nie siedzieć w schronisku.

…aż wreszcie… po kolejnych miesiącach, po prawie dwóch latach… DWÓCH LATACH okazało się, że Sonia jest wolna… WOLNA! Jak na skrzydłach jej nowa rodzina przyleciała do schroniska umowę przepisać na stałą i wreszcie mogli świętować, że są i będą razem już zawsze.

I patrzcie teraz, tak naprawia się świat…

…czy to nie cudowna…? Wzruszam się jak psiolaska może, ale co tam, lepiej tak, niż nic nie czuć…

Sonia, która nigdy przedtem nie była tak psiękna, ma najcudowniejszy dom pod słońcem, tylko jeszcze kuli się na widok podniesionej ręki, a przecież to niespecjalnie, nikt na nią jej nie podnosi… Może została skrzywiona na długo, może za jakiś czas sama nie będzie pamiętać, dlaczego musi robić unik, oby zapomniała…

A ten jej były dwunożny niech się sam codziennie łańcuchem okłada, skoro uważa, że to takie cudowne! Jak nie on się, to bardzo mu życzę, żeby ktoś jego… Że niby przypadkiem… Dużo razy… Wrr!

Także widzicie, warto i trzeba naprawiać świat. Znaczy ja to bym chciał, żeby nie trzeba było, żeby takie sytuacje się nie zdarzały, żeby w schronisku były ewentualnie tylko jacyś tacy nieszczęśnicy, którzy zupełnym przypadkiem się zgubili i zaraz byli odbierani w akompaniamencie merdania ogonem i lania się łez radości… Chciałbym tak…

…ale świat jest, jaki jest…

Dlatego pomóżcie naprawiać nas, skrzywdzonych przez sami już nie pamiętamy czasem co i kogo. Bez Was się nie uda… Musimy się ukryć czasem za Wami, musimy czasami poczuć właśnie Wasze ciepło i usłyszeć zapewnienie, że już nikt nigdy nas nie skrzywdzi i że to właśnie Wy na to nie pozwolicie…

2 komentarze

  1. ..no wielki wzrusz piękne zdjęcia widać że zgranie dogadanie mamy tu ogromne,wielki szacunek dla rodziny DOMU 🧡

  2. Dziękuję Dziękuję Dziękuję 😀 Ależ się cieszę że znowu mam ciekawy blog do czytania. Cudowna historia, cudowne zakończenie:) Oby więcej zwierzaków miało takie szczęście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.