…niemoc… taka ogromna i potworna…

Dziś historia dwóch sierściuch. I tak tylko wspomnę, że jeśli kiedykolwiek którykolwiek wrrredaktor nie wiedział, jak zacząć, to chciałem napisać, że to będzie mały pikuś w porównaniu z moją tutaj niewiedzą, jak napisać jeden z fragmentów tej oto opowieści.

Zacznę od tego, że jakiś czas temu do adopcji poszły dwie sierściuchy. Najpierw jedna, Frotka:

Po kilku dniach wróciła ta sama dwunożna i stwierdziła, że właściwie to co tylko jedna sierściuszka będzie grzać zadek w domu, niech będą dwie! I tak trafiła do domu też Ośka.

Wszystko miło, sympatycznie, pytania, rozwiewanie wątpliwości, snucie wizji, jaki to drapak właśnie się robi dla nich, przyczepić się nie było do czego. Potem były wieści z domu od obydwu, ta dwunożna jeszcze przyjeżdżała nawet z darami, opowiadała, jak to u nich jest, że super, ohohoho, jak cudownie…

….hm…

….no i właśnie. I teraz problem… ale choćbym myślał kolejne kilka miesięcy (bo to się wczoraj nie wydarzyło, tylko właśnie już jakiś czas temu), to też nie wymyślę, jak to napisać, więc trudno. Jakoś to będzie.

Trzymajcie się krzeseł lepiej. Stać nie polecam.

Otóż.

Pewnego dnia zadzwoniła do naszych do biura ta dwunożna od Ośki i Frotki, i powiedziała, że ona musi je przywieźć do schroniska z powrotem, bo one nie są w tym domu bezpieczne, że dwunożny, z którym ta dzwoniąca mieszka zrobił coś złego, a kto wie, to i gorzej może być… Powiedziała też, że Frotka jest w złym stanie, ale nie ma jak zapłacić za weta, a pomoc pilna potrzebna…

Nasi od razu powiedzieli, że sierściuszki mają trafić do schroniska czem prędzej, więc ta dwunożna zapakowała obydwie i przyjechała…

….no i co, i jak teraz… Pominąłbym kawałek opowieści, ale przecież nie mogę, jaki wrrredaktor pisze kawałkami? Trzeba być rzetelnym! …a że nie jest to łatwe… ale wiedziałem, na co się piszę… Znaczy błąd – o czymś takim to nie wiedziałem, nie myślałem w życiu, że spotkam się z AŻ takimi historiami, że coś takiego można w ogóle zrobić, że…

…ech…

Ośka to jeszcze się trzymała i poza prawie łysą szyją, wydawała się być całkiem w porządku.

Szyja to wiecie – „nie wiem skąd się to wzięło”… Na pewno od głaskania… na pewno…

Ale Frotka… Nie, zdjęcia nie będzie. Wtedy to nikt nie myślał o wiszeniu nad nią z aparatem. Wszyscy się zryczeli do skarpet…

Jej dwunożna powiedziała, że dzień wcześniej znalazła ją leżącą na podłodze w żółtej kałuży i że przebierała girkami na leżąco, ale nie mogła wstać i że… niech to, jak to napisać? I że dowiedziała się od tego dwunożnego, z którym mieszkała, że to jego sprawka, że sierściuszka tak wyglądała, że nie mogła wstać, że nie wiedziała, co się wokół niej dzieje… Bo że niby dlatego, że… że poza kuwetą zostawiła niespodziankę… niby… chociaż ta dwunożna powiedziała, że Frotka nigdy przy niej niczego takiego nie zrobiła, że zawsze trafiała…

No i poza tym… Niech to jasny piorun, jestem pies, a nie jakaś psiolaska, a mnie się tak łapy telepią!

…no i poza tym to Frotka była o połowę lżejsza niż każdy normalny sierściuch. Nasi powiedzieli, że jak do adopcji szła, to ważyła dwa razy więcej, a ta dwunożna na to, że ona tak od miesiąca chudła, nie wiedzieć, czemu, ale nie badała jej, jakoś tak wyszło, nie było monetek, ale żeby poprosić o pomoc? Jakoś nie pomyślała czy jak…

Ta sierściuszka była w takim stanie, że nasze biurowniczki siorbały nad nią wszystkie bez wyjątku… Ona była, ale jakby jej nie było, połowa zwierzaka, z prawie łysą szyją, nie wiedząca kim jest i gdzie, i po co, i czy w ogóle… A naszym łzy jak kulki karmy wielkie spływały po polikach i nikt nic powiedzieć nie mógł…

…a bo ja nie napisałem jeszcze, co ją do tego doprowadziło… Znaczy kto, to wiadomo, ale co robił? Bo widzicie, to taki dwunożny, co to mu chyba nudno w życiu i za mało kolorowo, więc dla wesołości czy nie wiem, czego jeszcze, różne rzeczy sobie wszczykiwał do rąk. Albo nóg. Albo w jedno i drugie. Słyszałem, że i nosem różne rzeczy można wwąchać. Może i tak, nie wiem, ja psem jestem. Różne zapachy czuję, ale w życiu bym żadnego piachu czy kurzu nie wciągnął, ja tylko po wierzchu! …a tamten dwunożny to się nie certolił, brał jak leciało chyba, bo skąd musiał to wszystko mieć…

….no i już chyba wiecie….

….

……było podejrzenie wtedy, że Frotka mogła coś dostać w prezencie od niego… Wtedy jeszcze tylko podejrzenie…

Sierściuszka została zaopiekowana tak bardzo, jak się tylko dało, przez naszą wetkę i pojechała do domu, do naszej głównej biurowniczki. Długo tam nie pomieszkała… Odeszła cicho, opuściła zmęczone, chudziutkie ciałko i tylko kudłaty Szagi (osobisty suszek tej naszej) łypał jednym okiem, jak wylatuje przez lufcik, wolna i lekka…

Długo trwało, zanim przyszły wyniki badań takich bardzo specjalnych, w których wychodzi, co było w zwierzątku takiego, czego nie miało prawa być i muszę Wam napisać, że było tego tyle, że mi się oczy pogubiły w literkach trudnych nazw już na piątej pozycji, a ich było dużo, dużo więcej… Nie wiem, czy dwunożni mogą kupić coś jeszcze, czego tam brakowało. Biedna Frotka musiała dostawać przeróżne rzeczy nie raz i nie trzy, skoro chudła aż od miesiąca… Ile razy ktoś to widział, ale dopiero jak było źle, to stwierdził, że trzeba szukać pomocy, bo to już chyba za daleko zaszło…? I tam w badaniach zrobionych takich też specjalniejszych, z których ma wynikać, dlaczego odeszła wyszło, że jeszcze była uderzona… ale nie tak wiecie, szturchnięta, tylko uderzona czymś w głowę… Aż mi łapy ledwo się ruszają po tych kosteczkach z literkami…

I nikt nic nie robił… Ta dwunożna nic nie zrobiła… Musiała widzieć, że Frotka chudnie, musiała widzieć łysą szyję, musiała widzieć, że dziwnie się zachowuje… Musiała… O tym dwunożnym nawet nic nie napiszę, bo aż mi szkoda więcej klepać w guziczki, poza tym wrrredaktorom nie przystoi używać pewnych słów. Nie przed nami będzie się tłumaczył, a szkoda, bo Blacky to na pewno byłby chętny na rozmowę sam na sam.

Co z Ośką?

Nie wiadomo było, czy też coś dostała, czy po prostu jest wystraszona i przez stres nie chce nic jeść. Ona doszła do siebie, sierść na szyi zarosła, zamieszkała na kociarni… teoretycznie. W praktyce mieszka wszędzie, tylko nie tam i nasi do dziś nie wiedzą, którędy ucieka!

Ważna jest teraz. Do biura wchodzi, jak do siebie:

Sprawdza, czy aby na pewno papiery są dobrze wypełniane:

Kontroluje miętkość krzeseł dla gości:

Nie myślcie, że ona tylko taka wewnętrznym sierściuchem jest! Psy to już prawie wcale na nią nie szczekają, tak wrosła w krajobraz…

Aaa, no i do zdjęć dziękujących jest też pierwsza:

Ośka korzysta z wolności całymi łapami, jakby chciała odreagować wszystko złe, co ją spotkało i jeszcze nadrabia za Frotkę. Całą sobą wygląda na wygraną i pewną, że winnych spotka to, na co zasługują.

I właściwie nie wiem, jaka ma być płenta. Że jak nie pomagasz, to nie krzywdź? Banał! Że jak chcesz krzywdzić kogoś, to krzywdź się nawzajem z tymi, którzy też mają takie zapędy? Nic to nie da, tacy bloga nie czytają.

Może – jeśli widzisz krzywdę zwierząt – reaguj OD RAZU zamiast czekać, aż będzie za późno…? Frotkę pewnie by można było uratować, ale nie po ponad miesiącu bycia zwierzątkiem doświadczalnym…

Nie rozumiem ani ja, ani nikt tutaj, jak to się mogło wszystko stać i co trzeba mieć w głowie, żeby krzywdzić w tak okrutny sposób. Jak można było na to patrzeć i nie reagować. Nie mieści nam się to, choćbym miał tą myślą wypełnić wszystkie mieszkające w schronisku psy od czubki nosów po końcówki ogonów.

Pamiętam do dziś te łzy kapiące na koszulki, swetry, biurka i nasze sierścia. Pamiętam tę niemoc, nic nie mogłem zrobić, bo CO zrobić w takiej sytuacji? Sam siedziałem i nie mogłem ani pół łapy oderwać od podłogi.

A niech wszystkich, którzy krzywdzą kogokolwiek psy w łydki żrą bez ostrzeżenia!

O, takie życzenie na koniec.

…i niech się spełni…

3 komentarze

  1. Niech się spełni 😪

  2. Niech się spełni 🙁

  3. Anna Kozłowska

    Borze szumiący, że też nie pochłoniesz tych pseudo-ludzi, których, niestety, jest tak wielu🤬🤬🤬

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)