Stoi sobie w schronisku, prawie na środku, mały , jasny budyneczek pod dachem, z dwoma osobnymi, też niewielkimi, wybiegami. To takie uprzywilejowane miejsce. Bezogoniaści nazywają je „geriatryk”, bo mają w nim przebywać stare, schorowane psy. Spokój, względna samotność (zmieści się tam raptem sześć niedużych zwierzaków), chłodek latem i ciepełko zimą, wiatr nie zawiewa, deszczem nie zatnie, ciepłe kocyki, poduszki… No, takie schroniskowe luksusy. Bez bud, bo niepotrzebne.
Zdarza się, że do tego budyneczku trafiają i inne psy: młode, ale przerażone, szczególnie wrażliwe, wymagające większego spokoju…
No właśnie, spokoju. Najczęściej w geriatryczku panował spokój…
Mieszka tam teraz Baton, ślepy ośmiolatek, SMS. Trafił do schroniska z ciasno zaciśniętą wokół szyi żyłką wędkarską, cud, że mógł oddychać…
Ale radził sobie. Czasem aż za dobrze! Obie gałki oczne ma niesprawne, za to dwie inne gałki, po drugiej stronie położone – aż za sprawne! I pewnie dzięki temu zniewalał wszystko co podpadło: inne psy, nogi bezogoniastych, budę w ostateczności… Szybko trzeba go było pozbawić przyczyny tej nieprzeciętnej chutliwości. Wtedy się uspokoił. I wylądował w geriatryku.
W sąsiednim kojcu żyje Egor. Trafił do schroniska z matką, jeszcze jako szczeniak, a dziś jest już psiakiem w najlepszym wieku. Strasznie zastrachany był, ledwo z budy wyłaził, a gdy jego matka znalazła nowy dom a on został, zrobiło się tragicznie. Szybko dostał nową współlokatorkę do kojca i znów się uspokoił. A potem jeszcze jedną, i jeszcze… Pechowy zwierzak. Co przyzwyczaił się do jakiejś suni, to ona szła do adopcji…
Wreszcie okrzepł na tyle, że już pozwalał się zabierać na spacery i nie uciekał od każdego bezogoniastego. No i trafił w spokojne miejsce, do geriatryka, do Batona.
Wreszcie Kendi, najmłodsza z nich, kundelkowata, delikatna suczka. Tak wrażliwa i znerwicowana, że nasi nawet nie próbowali dawać jej na kojce między sforę rozszczekanych psów. Zaraz po kwarantannie wylądowała w geriatryku.
Po drugiej stronie korytarzyka mieszkają jeszcze dwa psiaki. Jest więc jamnikowaty Bary. Wpierw żył w normalnej wiacie, z Brudzikiem, ale Brudzik szybko poszedł do adopcji i Bary został sam. I w depresji. No to czasowo nasi umieścili go w geriatryku – niech dojdzie do siebie.
Jeszcze później, całkiem niedawno, trafiła tam Śmieszka. Też tymczasowo, póki ze zdrowiem się jej nie polepszy. Przywieziono ją ze wsi, malutkie chucherko z kłopotami żołądkowymi i strasznym kamieniem na zębach. Zdejmą go jej, kiedy już nie będzie się w pośpiechu pozbywać tego, co zjadła. Ale humoru suczce nie brakuje. No i lat też – ma ich co najmniej siedem.
W ten sposób skompletowała się w geriatryku banda Batona.
Miała to być oaza spokoju dla starych i schorowanych, a zrobiło się… To stamtąd dobiegają najdziksze wrzaski, gdy ktoś nowy pojawia się w schronisku. To tam najgłośniej komentuje się urodę i kondycję psów wychodzących na spacer. To tam jest najwięcej skakania na ogrodzenie i domagania się uwagi…
Jakoś się psy w tej grupie dogadały na swój sposób. Chociaż w gnatach strzyka, ale gra muzyka! Ślepy Baton poznał już otoczenie, więc kłusuje w końca wybiegu w drugi koniec – co najwyżej na kogoś wpadnie i wywróci. Kendi doszła do wniosku, że leżenie na kafelkach wybiegu to nie dla niej. I podkrada współlokatorom koce, po czym wywleka je na środek wybiegu i zlega. Baton z Egorem wpierw zgłupieli, widząc taki bezczelny zabór ich mienia. Próbowali koce odbierać. Zrobiła się szarpanina. No i koce w strzępy! Bezogoniaści, dawać nowe!… Dostali. No to powtórka! Drgający kłąb kocopsi… psiokocowy… licho wie, jak to określić – to banda Batona w działaniu. Ubaw po pachy!
Po drugiej stronie nie lepiej. Psy stwierdziły, że na wybieg najlepiej jednak nadają się poduszki. No to targają je z kojca. Przy czym Bary doszedł do wniosku, że poduszka Śmieszki jest lepsza, większa, bardziej napuszona. I korzystając z nieuwagi suczki zwinął ją i chodu do swojego boksu. I tu kłopot. Przez ciasny otwór wiodący z wybiegu do boksu chciał się przecisnąć trzymając poduchę w zębach. I ugrzązł – ani do przodu, ani do tyłu. Szarpał się jakiś czas, a Śmieszka pracowicie podgryzała mu wystające z otworu tylne łapy z przyległościami. Nie mocno, raczej łechtczywie… Ale wystarczyło. Żałosny i dziki skowyt uwięzionego i torturowanego łaskotaniem Bary’ego sprowadził paru bezogoniastych. Musieli się trochę namęczyć, zanim zaprowadzili porządek, dopingowani wrzaskiem pozostałych starych i chorych…
Ciekawe jazdy! Jest w geriatryku jeszcze jedno wolne miejsce. I niejeden pies w wiatach tęskni, żeby się tam dostać. Tylko jak? Udawać chorobę? Dopisać sobie parę lat do metryki?… Bezogoniaści się na to nie wezmą. A szkoda, bo chyba nigdzie w schronisku nie jest ostatnio tak wesoło jak w tym domu spokojnej starości!