My z zaszczytem, oni z sercem. Dogadaliśmy się!

Ależ nasi nam niespodziewaną niespodziankę zrobili! Takie zaszczyty ze szczytów najwyższych! I nie tylko nas, znaczy dla mnie i Leona, ale też innych psiumpli! Nie było miejsca dla wszyskich, ale i tak dużo nas w sumie pojechało, albo fociło się na miejscu, aaaleeee za to z kim! To nie było takie tylko „jedziemy na miasto zdjęcia robić”. Wcale nie! Znaczy na początku tak myśleliśmy… Leon był nawet trochę zły, że go z dżemki wybudzają, ale jak zobaczył, kto czekał na miejscu….. To zaraz zapomniał, że w ogóle kiedykolwiek był śpiący!

Paczajcie, zazdrośćcie i w sumie to jak nas poznacie, to tak jakbyście poznali trochę ICH, prawda? Bo jak my mamy znajomości, to potem i Wam będzie łatwiej! I może jak ONI napiszą też tu i tam, że nas poznali, to może się szczęście do nas uśmiechnie jakieś po tym…? Na razie to się tak trochę uśmiecha, bo na głowę nam nie kapie, miseczki pełne, poznajemy takich DWUNOŻNYCH przez wielkie i znane DWU, nasi nas leczą i głaszczą, ale wiecie… te magiczne trzy literki, które składają się na słowo najpiękniejsze, gdzie na środku jest O, z przodu D, a na końcu M… To się nam marzy…

Nie będę przedłużać, bo przed Wami oglądaniaaaaaaa że hohohoho!

Jak się tylko nasi dowiedzieli, że przyjeżdżają tacy WAŻNI i SŁAWNI dwunożni z okazji święta naszego miasta, to od razu zaczęli kontaktować z kim trzeba. Co roku przez kilka dni są koncerty i duuuużoooo kioseczków z różnymi dobrami i w ogóle takie ŁAŁ jest na mieście wtedy. Żeby było jeszcze bardziej ŁAŁ, to są zapraszani tacy dwunożni, którzy potrafią śpiewać i grać, i się wszyscy inni dwunożni kolebią na boki potem pod sceną. Wiecie, to nie takie proste się z nimi zapoznać, z tymi SŁAWNYMI i WAŻNYMI, bo oni tak od miasta do miasta pędzą i jakby tak mieli z każdym się znać, to by im chyba głowa pękła od nadmiaru tych wszystkim imion i zapamiętanych twarzy! …ale nam się udało… Nam się udało, bo nasi to mają dojścia, Tak się mówi niby, ale ja nie wiem, czy tunelami jakimiś szli, czy podkop robili, czy z powietrza. Nie wiem. Wiem, że byliśmy i teraz kilku psiumpli ma ściany oblepione zdjęciami! Ja z Leonem tesz!

Najpierw jednak będzie o Filipie…

…i Pimpolu…

Zawieźli rudziołki do centrum, postawili na scenie i biedaki się zestresowały, bo nie wiedziały, czy mają jakiś wierszyk powiedzieć, salto czy stanąć na nosie… Pimpol był bliski załamania! Na szczęście zaraz potem przyszło czterech postawnych dwunożnych, którzy okazali się tak sławni, że Pimpolowi nogi się ugięły z wrażenia, ale na szczęście został uratowany!

Taak, dobrze myślicie, to we własnych osobach zespół Ilużyn!

– Illusion….

– Ale się czyta inaczej, Leon, nie znasz się.

– WIEM i SIĘ ZNAM, ale pisz prawidłowo, bo potem jak ktoś będzie szukać, to nie znajdzie! A tak to wiesz, ktoś w wyszukiwarkę wklepie, blog się mu wyświetli i już reklama!

…no widzicie, wspominałem, że Leon ma łeb?

Potem przyszedł czas na takie prawdziwe pozowanie!

Pimpol z Filipą wprawy nie majo, to widać, a poza tym to nawet nie wiecie, jaki to stres z takimi WAŻNYMI i SŁAWNYMI!

…a ten dwunożny… ten w czapeczce… co takie ręce ma kolorowe… co tak śpiewa, wiecie, ŁOOO… taki niby twardy dwunóż, nie? …a paczajcie, co się udało uchwycić ukradkiem…

Spodobali się sobie z Pimpolem, nie ma co kryć!  I w ogóle baaardzo zwierzolubne chłopaki z nich! Zgodzili się też nagrać bardzo ważne przesłanie, ale ono jest tak bardzo ważne, że jeszcze go tutaj nie wrzucę, bo ma się wryć w pamięć każdemu, więc wiecie – na końcu.

Po Iluż… Illusion przyjechali kolejni SŁAWNI I WAŻNI!

Muszę napisać, że bardzo się przejęliśmy. Jesteśmy teraz ważni (nie aż tak, jak ci przyjezdni, ale jednak) i nie możemy wyskakiwać na miasto w bele czym, a już na tak ważne spotkania, to już w ogóle stwierdziliśmy, że obowiązuje nas specjalistyczny strój! Wskoczyliśmy w muchy, Leon ubrał tak dopasowane wdzianko, że aż laski w schronisku mdlały z zachwytu nad jego mnięśniami i prezentowaliśmy się tak:

A z kim robi…

– Aron, poczekaj.

– Ale na co??

– No poczekaj, bo lecisz dalej, a tu się jeszcze dwunożne laski nie skończyły zachwycać. Mną zachwycać.

– No dobra, teraz leć dalej.

…no widzieliście go?! Lowepsielas się znalas! Paczajcie na to, jaki ma wyćwiczony pion, jak na rękach jest!

Za karę będzie tera na końcu! Bo do tych DWUNOŻNYCH I SŁAWNYCH pojechało nas kilku! Z daleka to się zląkłem… Chciałem krzyczeć, że się pali! Głowa się pali, OLADOGA, co tera będzie! …ale dobrze, że paszczy nie otworzyłem, bo byłby wstyd… Ta dwunożna, przez wielkie DWU miała taki ogień na głowie! 

Widzicie? Uśmiech mam wyćwiczony. Pięknie wyszliśmy z dwunożną z Red Lips! Joanna ma na imię. Aśka znaczy. Taaak, przeszliśmy na „ty”… Zazdrośćcie, bez krempacji! Ona była zresztą tak w dechę, że ciągle się uśmiechała i do nas też, i czuliśmy bardzo, że dobra w środku ma baaardzo dużo… I kulki żarciowe nam dała! Serce porośnięte sierścią ma na pewno, już ja wiem. I ani słowa nie powiedziała na Pinia, a się chłopak tak bardzo stresował, że mu nie wypada tak na łyso…

A tu nie było się czego bać!

Fili też założył muchę. Zgapił od nas…   

Czuł powagę sytuacji, bo nikogo nie próbował pożreć. To byłby dopiero wstyd, a nie jakieś tam łyse plecki Piniutka…

Dunia też ma piękne zdjęcie!

…a Leon, cóż… Najwidoczniej działa zachwycająco nie tylko na czteronożne laski, ale na dwu- też…

Jak ogłosili za dni kilka kolejne zdjencia to się cud stał. Leg ozdrowiał! …prawie…

Bo musicie wiedzieć, że on taki chorowity jest dość. Dość bardzo nawet czasem. Błędnik mu szaleje czy coś, i pewnie jeszcze jakieśtam choróbki ma. Tabletkowa by wiedziała, ale teraz jej akurat nie ma, to nie zapytam. Ten przed nim, czarny, taki niewyraźny, to Eter. Wyraźnego mam za to Jankiela, w gustownych szeleczkach „prawie-nówka-nieśmigane”:

Ooooniii mieeeliii seeesję z Kamilem Bednarkiem! I obstawą, o:

Już się zastanawiali nasi, czy Leona nie wziąć do tych zdjęć, ale w sumie całe szczęście, że zrezygnowali. Dwunożne laski by się zawzdychały na śmierć, bo i do Leona i do Kamila by podwójnie, mogłyby tego zwyczajnie ich płuca nie znieść… Za to załapał się Górnik, żeby wyrównać troszkę urodowo…

 …no bo sami przyznajcie… takie małe paskudztwo w czerwonych szeleczkach…

Mimo wszystko Kamil wszystkim nam (i Górnikowi też!) pożyczył bardzo, żebyśmy domy poznajdowali i jak najkrócej w schronisku siedzieli… Fajny ten dwunożny przez wielkie DWU!

Na koniec to już była sesja co prawda nie z przyjezdnym dwunożnym, ale takim ważnym bardzo w te dni naszego miasta! Bachus na niego wołają. Że król jakiś.

– Król Wina… Byś się doszkolił, a nie tak… Dni miasta to Winobranie, więc musi być Król Wina.

– Leon uczy, bawi wychowuje….

W każdym razie – Bachus był i wziął ze sobą dwie takie dwunożne, że oczu oderwać nie można było! Same zresztą psiumple się pchały do zdjęcia! Był Oldmen i Krosby:

I Jankiel załapał się drugi raz. Razem z Biedulem, któremu do szczytu szczęścia było blisko:

Bachus to tak fajny jest (i brodziaty! Jak ten Najgłówniejszy Nasz!) że Biedul mógł liczyć na chwilę zabawy. Bawić się z Królem najprawdziwszym… Chyba patyka to na pamiątkę na zawsze sobie zostawi…

Potem jeszcze tyle psów szczekało, że też chcą sesję, że już nasi postanowili, że koniec tych kłótni i wzięli schorowaną psiolaskę Bonę i nie bardziej zdrowego, niewidomego Romeo. Spotkanie z tak ważnym dwunożnym musi im przynieść szczęście…  

Musicie mi uwierzyć na szczek, że tych zdjęć to było ohoohoooooooo jak dużo! Wybrałem naprawdę tylko kilka!

Jesteśmy bardzo wdzięn10czni wszystkim WAŻNYM i SŁAWNYM dwunożnym za czas, jaki nam dali, za kawałek siebie, za te wszystkie psiantastyczne zdjęcia. Wierzymy bardzo, że przyniosą nam szczęście… I mamy nadzieję, że więcej takich sesji będzie, bo u nas całe schronisko chętne!

Na koniec bardzo ważne przesłanie od Ilużionów. Leon śpi już, to mogę pisać, jak chcę. No. Tak więc obejrzyjcie i weźcie sobie do serc. I nieście w świat…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)