Powiesz im to patrząc prosto w oczy…?

Jedna z naszych ostatnio powiedziała, że słyszała rozmowę dwunożnych o tych moich rehabilitujących się psiumplach (nie podsłuchiwała! Tylko pomieszczenie małe było, to słychać wszystko!) i o tym, że zbieramy na te ćwiczonka… i że raptem jeden pies wstał tylko po nich, to po co to tak, że może to marnowanie monetek…

Ja bym zaprosił takich dwunożnych, żeby spojrzeli w oczy Torro czy Bajera i powiedzieli tak bez mrugnięcia nawet, że od dziś kończymy z ćwiczeniami, że nie będą chodzić wcale, że stawy będą skrzypieć coraz bardziej i bardziej, i boleć coraz bardziej i bardziej, aż w końcu pewnego ranka nie wstaną wcale z posłania, bo nie pozwoli im na to ból albo i wcale nie będą czuć łapek. …kto odważny…?

I to nie jest prawda, że wstał tylko jeden pies. Wcale nie.

Przecież na rehabilitacje jeździła Spacja.

Ze złamanym kręgosłupem i to cud przecież taki, że psiolaska chodzi i biega! Trzeba było trochę pokorektorować to jej stawianie łapek. Nie wiem dokładnie, o co chodziło tam, czy za bardzo do środka jej uciekały, czy na boki, czy krzywo było… Spacja pojeździła, poćwiczyła, psiowet powiedział, że już wystarczy i teraz tylko do domu Spację brać! Każdy się boi chyba, a przecież nic a nic po niej nie widać, że coś z tym kręgosłupem… Sprawna jest, mała, dzielna, kochana, tylko to się liczy… A właściwie liczyć się powinno…

Jankiel przecież też już nie jeździ!

Dawno już temu wypadło mu coś z tego słupa kręgów w plecach i Jankiel się tylko czołgał dzięki przednim łapom. Przeszedł operację, potem długo jeździł na ćwiczenia i teraz jest jak nowy! …prawie… No dobra, tam coś widać po nim czasami, ale przecież w niczym mu to nie przeszkadza! Przykro mu tylko, że tyle się wycierpiał po nic… I tak go nikt nie chce…

Biedulowi też coś wypadło, jak Jankielowi.

Też był na operacji, w kilku miejscach mu grzebali w kościach! Łatwo nie było pewnie, ale naprawili. Biedul potem też jeździł na zabiegi i ćwiczył dzielnie kilka tygodni, aż doszedł do sprawności, i to chyba nawet takiej, jak przed chorobą. Pokazał, że się nie daje, że jest wytrwały, że chce na spacery biegać, że… że wart jest najlepszego domu… i gdzie ten dom jest…? Gdzie nagroda za te wszystkie cierpienia…?

Z tych, co jeszcze ciągle jeżdżą do rehapsilitantki, to „tylko” Tajfuna udało się postawić na łapy, prawda.

Ale to nie jest niczyja wina, chyba że losu, układu planet, nie wiem czego, że tak akurat w jego zdrowiu wyszło, że to było możliwe… Tajfun faktycznie z psa biegającego za zabawkami stał się pełnym werwy psem… wewnętrznie bardziej, bo girki nie podzielały jakoś tego entuzjazmu. Było go żal, jak nie wiem co, pewnie, że tak! W tajfunowych oczach było i do dziś jest, tyle życia, że niejednego z Was można by obdzielić! W dużej mierze sam się postawił na łapy. Ćwiczył, dawał się masować, każdego dnia sam próbował przekonać giry do działania i mu się to udało – pewnego poranka po prostu powitał naszych na stojąco…

I co mamy powiedzieć Torro?

Wstań i idź prosto i niechwiejnie, masz na to tydzień? Bo inaczej nasi wezmą kolejnego, któremu będzie lepiej szło? I że nic nas nie interesuje, że twojej wady w plecach nie da się zlikwidować ani zmniejszyć, tylko ewentualnie powstrzymać, więc powstrzymaj I JUŻ? Mamy powiedzieć, żeby całe dnie i noce żałował, że u niego to wygląda inaczej, niż u Tajfuna? Jak…?

Bajer przesiadł się na lozowy wózek.

Macha tymi girkami, bardzo się stara, ale trudno mu, łapki nie zawsze się słuchają i wózek mu pomaga jednak. Po co mu wyjazdy na ćwiczenia? Dzięki masażom pod sierścią i pod skórą nadal będą mnięśnie i dopiero pod nimi będą kości. Kiedy kości są prawie zaraz pod skórą i ciągle się na nich leży, to się może skóra dziurawić…. Tak słyszałem, tak bywa, u dwunożnych też… W domu to inaczej, ale w schronisku to nawet, jak się staje na głowie czy na rzęsach, to można nie upilnować, mimo odwracania, oklepywania, smarowania… Dlatego u takich psów jest tak bardzo to wszystko ważne. 

Roki ma taką wadę, że też możliwe, że będzie mu o wiele lepiej!

Tak powiedział ten psiowet od stawów, co to wszystkie zwierzaki do niego jadą przed ćwiczeniami. O Rokiego nie ma kto dbać, jego właściciel wybrał taką nie do końca dobrą drogę w życiu i teraz ogląda świat w paski podobno, czyli w sumie jak Roki. Nie miał kto się psem zająć i przyjechał do nas trochę zły na cały świat i w dodatku już z bolącymi łapkami. Nikt z nimi nic nie robił wcześniej chyba… Mieli mu nasi powiedzieć, że ma czekać, aż właściciel po niego wróci i dopiero wtedy mu sam pomoże? Bo skoro nie jest tak do końca nasz, to niech sobie leży w kojcu i poza miską z kulkami nie dostanie od naszych nic – tak byłoby lepiej…?

…no jak mielibyśmy mu tak powiedzieć…?

Teraz do ćwiczeń szykuje się też Brutus.

W przyszłym tygodniu jedzie się poradzić tego psioweta od łapek, czy mu pomogą ćwiczenia i może dowie się, co tam mu dokucza, że go łapy bolą i chodzi się coraz gorzej. Tak wyglądał kiedyś jego dom:

Teraz Brutus mieszka z Bajerem i Bati; chodzi z nimi na spacery, a czasami nawet jeździ, bo bywa, że za bardzo łapki go kręcą.

…albo ściemnia, bo kto by nie chciał się przejechać! W każdym razie będzie kolejny na sali ćwiczeń być może. A nasi będą zbierać na te rehabilitacje, bo co innego mają zrobić…? Pewnie, że i Tabletkowa odwiedza całą tą bandę, ale same leczące kulki to czasami nie jest jedyne leczenie. Chwytamy się wszystkiego.

…bo w ich oczach jest życie, wiecie…? Patrzą z nadzieją, z taką szczególną prośbą, żeby im pomóc wstać, żeby zabrać na spacer, żeby pobyć z nimi, żeby było jak dawniej…

Ile znasz schronisk, które by robiły to samo? Na pewno są takie, które walczą, na pewno nie tylko u nas szuka się możliwości, żeby było lepiej, ale ile ich jest…? Mieliby nasi tylko kocyki podmieniać pod zadkami i iść dalej…? Jak…?

Jeśli byłbyś chory i wiedziałbyś, że można tylko opóźnić chorobę, że nie da się jej zatrzymać, starałbyś się zrobić cokolwiek, żeby nie zabrała zdrowia za szybko…? Pewnie tak, prawda…? No właśnie… a my gorsi jesteśmy…?

Uważasz, że te ćwiczenia są bez sensu? To daj dom na przykład takiemu Torro. Jego choroba postępuje, ale na razie w szeleczkach może chodzić na spacery. W domu miałby opiekę, ciepło, w domu miałby dla kogo zdrowieć, w domu choroba może by stwierdziła, że tak łatwo nie zawładnie psim słupkiem z kręgów i stawami, może odpuściłaby na jakiś czas…

Tymczasem pozwól, że nadal będzie trwać schroniskowa, nierówna walka o każdy krok, każdy strzępek mięśnia, każde samodzielne wstanie z posłanka… I jeśli możesz, jeśli chcesz, dorzuć kilka monetek do zbiórek na te ćwiczenia, które według niektórych postawiły przecież tylko tego jednego psa na nogi, które są stratą czasu i wysiłków… Kliknij w to logo obok i magia przeniesie Cię na stronę ze zbiórkami na te rehabilitacje. Jeśli tylko chcesz i możesz…

Nie zabieraj im tylko nadziei, że jeszcze je coś lepszego czeka… Bo ta nadzieja właśnie pozwala im rano walczyć o kolejny dzień; to ona sprawia, że mają siłę ciągnąć zadki do góry, wędrować na spacery; to właśnie ją widać w ich oczach… 

…życie widać…


To pisałem JA. Leon. 

Pozdrawiam psierdecznie wszystkich, z wyjątkiem tych, którzy sami po dzisiejszym wpisie będą wiedzieć, że ich nie. 

Dziękuję za uwagę.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)