Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the simple-lightbox domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6131

Notice: Funkcja _load_textdomain_just_in_time została wywołana nieprawidłowo. Ładowanie tłumaczenia dla domeny nirvana zostało uruchomione zbyt wcześnie. Zwykle jest to wskaźnik, że jakiś kod we wtyczce lub motywie działa zbyt wcześnie. Tłumaczenia powinny zostać załadowane podczas akcji init lub później. Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 6.7.0.) in /home/ssdyug9/oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-includes/functions.php on line 6131
Archiwa Opowieści... - Oczami Bezdomnego Psa https://oczami-bezdomnego-psa.pl/category/opowiesci/ Opowiem Ci historię... Może wesołą, może najsmutniejszą, ale prawdziwą, naszą... Thu, 16 Feb 2023 14:53:38 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.4 https://oczami-bezdomnego-psa.pl/wp-content/uploads/2022/04/cropped-bloglogojpg-32x32.jpg Archiwa Opowieści... - Oczami Bezdomnego Psa https://oczami-bezdomnego-psa.pl/category/opowiesci/ 32 32 …szans tyle, co czasu… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/szans-tyle-co-czasu/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/szans-tyle-co-czasu/#comments Thu, 16 Feb 2023 14:51:02 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11158 Tak mnie naszło, bo wiecie co… Niedawno całkiem pisałem o Marleyu, że dom mu potrzebny na już, bo staruszkowość się zadomowiła na jego faflach. …Marley nie zdążył… …odszedł za kratami,…

Czytaj dalej...

Artykuł …szans tyle, co czasu… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Tak mnie naszło, bo wiecie co… Niedawno całkiem pisałem o Marleyu, że dom mu potrzebny na już, bo staruszkowość się zadomowiła na jego faflach.

…Marley nie zdążył…

…odszedł za kratami, nie udało się znaleźć mu domu… Był jednym z wielu, a jednocześnie tak bardzo wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju…

Im starsi jesteśmy, tym szans mniej mamy na domy. Taka prawda, nie ma co kryć. Im więcej siwych włosów na faflach, tym mniej czasu zostało na poszukanie najwyjątkowszego miejsca na ziemi. Tak mało trzeba, a to jest tak niemożliwe do zrealizowania…

I kiedy tak sobie rozmawialiśmy na wiatach, że tego Marleya tak żal, to nagle jakoś tak nam się spojrzało w stronę Olego…

…i wszystkim nam zrobiło się tak jakoś niezręcznie… Bo on też taki kundelkowy bardzo, też czarny, też staruszkowość widać po nim z daleka, bo siwość się tak bardzo odznacza od czarnego sierścia…

Oli to złoto, nie pies. Jest niewielki, spokojny, uroczy do granic możliwości. Grzeczny przy tym i nawet z innymi psami się może dogadać, jak się zapozna na spokojnie. Na spacerki chodzi wciąż bardzo dziarsko, byle z kimś w parze, tak jest zawsze fajniej.

Nasi go muszą odziewać, bo to chucherko takie, a jak chłody są większe, to Oli marznie…

Girki ma takie chudziutkie. Chętnie by je poskładał na jakiś posłanku miętkim, ale gdzie takie na niego czeka…? Oli ma już 10 lat. Może to nie tak mało, ale tak aż bardzo dużo też nie, prawda…?

Tekla też nie może wieku ukryć. Czarne psy łatwo nie mają w tym względzie!

Historia Tekli jest smutna bardzo, tym bardziej kciuki trzymamy za nią (a psom nie jest wcale łatwo!), żeby nie została w schronisku. Otóż wyobraźcie sobie, że ta staruszka przyjechała do nas mokrusieńka zupełnie! Może tam kawałek ucha był suchy, ale też wątpię. Nasi tylko między sobą sobie przekazywali, więc podsłyszałem, że wyłowiono ją ze stawu… Jak mogła tam trafić…? Ślipia jej działają, zaburzeń równowagi nie ma, zatem… co…?

…że specjalnie…? Strach myśleć, że takie rzeczy mogą się dziać, ale… jak inaczej…?

O Teklę nikt nie pytał. Nikt jej nie szukał. Stała się po prostu niczyja…

A my bardzo chcemy wierzyć, że ta spokojna psiolaska, której długie spacerki już nie służą, znajdzie swoje miejsce w świecie, które już nigdy nie pozwoli jej się nigdzie zgubić, ani specjalnie, ani niespecjalnie. Ona też może zamieszkać z jeszcze jednym czterołapem, ona też jest grzeczna i ani w głowie jej jakieś wybryki dzieciakowe. Spokój jej potrzebny, dobre słowo i ciepła ręka gładząca po grzbiecie raz po raz…

I kto przypomni Brosowi, jak się uśmiechać?

Jest w podobnym wieku, co Oli i Tekla. O niego też nikt nie pyta, mało kto się przy nim zatrzyma… Bros nie wie, co z nim nie tak. Może zawalczyć o siebie nie umie, ale już dawno zapomniał, jak to jest być czyjś.

Uwielbia chwile z psiolontariuszami, bardzo ich potrzebuje i z każdej czerpie, ile tylko się da, ale to wciąż za mało…

Może i będzie potrzebować ciutkę większego posłanka, ale nie dużo. Może i na długie całkiem spacery już nie pójdzie, może i nie pobiega, ale rozciepli dom i serce swojego dwunożnego, jak nikt. Jest łagodny jak baranek, a miejsca na miłość ma w sobie od samego czubka nosa po najostatniejszy kudełek na ogonie. Tylko nie ma czym tej przestrzeni wypełnić, bo nikt nie chce, żeby Bros go pokochał. A on przecież tak bardzo sobie nie radzi wśród hałasu, krat i tej włażącej w każdą szparę samotności…

Azorek to kolejny właściciel siwego fafla.

Ciepły i mięciutki klusek, który według poprzednich właścicieli najzupełniej bezczelnie się zestarzał i najzwyczajniej w świecie przestał pasować do wystroju wnętrza.

….właśnie tak było…

Jemu jeszcze starość nie jest w głowie. Jeszcze tyle dróg do przejścia, jeszcze tyle zapachów do poznania, jeszcze tyle chwil spędzonych z dwunożnym… mogłoby być, ale póki co nie będzie i szans większych nie widać na to.

Kto tę chodzącą dobroć zechce zabrać do domu na starsze lata? Kto mu da szansę, skoro tyle młodych dokoła domów nie ma? Myślicie, że się tym nie stresuje? Że nie spędza mu to snu z łebka? A ten smutek w oczach, to skąd…? Właśnie stąd, że czas nijak zatrzymać się nie chce i wyścig trwa….

I tak u nas te dni mijają. Kto może, wystawia nosy do odwiedzających, kto ma siłę, ten merda ogonem, szczeka, łapy wyciąga. W staruszkach już mniej tej woli na to, rezygnacja i smutek wygrywają… Zbyt mocno są przekonane, że nic już na nie nie czeka, zbyt ciężko jest im wytłumaczyć, że trzeba wierzyć…

…one już czasami nie wierzą w nic…

I kto w te ślipia zrezygnowane tchnie radość? Kto pogładzi po policzku i powie, że wczorajsza noc była ostatnią nocą nie u siebie, bo od jutra poranki będą piękniejsze niż kiedykolwiek? Kto odczaruje staruszkowość i sprawi, że żaden kolejny siwy sierść nie będzie już straszyć, a stanie się największą ozdobą i dumą…?

…czekejcie, bo mnie tu się jakoś niewyraźnie przed oczami zrobiło… Przecież ja też już odkryłem DWA siwe kudełki i już spać przez to nie mogę, a co dopiero one!

Czas nam topnieje jak resztki śniegu w słońcu. I tak się składa, że szanse na dom też. Zupełnie to w parze idzie, wiecie, tak dziwnie ten bezdomny świat jest skonstruowany.

Niektórzy z nas to już nawet marzeń nie mają, ale… prawdziwa magia byłaby wtedy, gdybyście spełnili chociaż jedno takie marzenie, o którym ktoś nie śmie nawet zamarzyć…

Staruszkowość przecież jest najstraszniejsza, kiedy nie ma przy kim odpocząć…


PeeS. Nadawałem ze Zawiercia! O, STĄD.

Artykuł …szans tyle, co czasu… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/szans-tyle-co-czasu/feed/ 1
Przytul! I bez gadania! https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/przytul-i-bez-gadania/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/przytul-i-bez-gadania/#comments Thu, 02 Feb 2023 19:51:27 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11149 …hm… jeszcze tu nie pisaliśmy… Ale co tam! Śmiało tu wlezę i się rozsiędę! Każdemu wolno, to i mi! Bezdomny jestem, mam hasło, guziczki i nie zawaham się ich użyć,…

Czytaj dalej...

Artykuł Przytul! I bez gadania! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
…hm… jeszcze tu nie pisaliśmy…

Ale co tam! Śmiało tu wlezę i się rozsiędę! Każdemu wolno, to i mi! Bezdomny jestem, mam hasło, guziczki i nie zawaham się ich użyć, żeby o nas napisać!

O nas? Znaczy o kim? O bezdomniakach z Przytul Sierściucha, aaaleeee zanim ktokolwiek pomyśli, że będzie o tych miałkających, to źle myśli. Nasi tak się nazwali, ale wszyscy my jesteśmy ich sierściuchami, i szczekacze, i nieszczekacze.

Mieszkamy na dole na mapie, i tak bardziej w tę stronę niż w tamtą. Dzieś tu miałem zapisane… MYŚLĘ WIĘC NICE…. Hm. Czekajcie, jakoś to bez sensu. A, wiem! Myślenice! Tak się kończy nabazgranie na świstku!

W każdym razie dziś o nas właśnie, zatem nie ma co przedłużać, tylko lecimy, bo słyszałem, że tu problem jest z za długimi postami, to żeby na mnie nie było…

Na pierwszy ogień idzie Ferdek, który gdyby nie czarny nos, łaty na oczach i modne szelki, wtopiłby się w tło.

Przyjechał do nas prosto z domu, w którym mieszkał z dwoma innymi szczekaczami iiii… dwunożną, która odeszła, skąd się nie wraca… A tyle razy było na blogu trąbione, że takich rzeczy się nikomu nie robi! …a ta czarna z kosą dalej swoje…

W każdym razie Ferdek, lat 3 i kilogramów 15, otrząsł się już prawie z tej największej tragedii i przy każdej okazji pokazuje, że nie zapomniał o manierach, zatem agresji za grosz w nim nie ma, za to jest niezwykle głęboki ocean tęsknoty za dwunożymi. Całe dnie oddawałby się głaskom i przytulaniu, gdyyybyyy miał z kim… Znaczy wiecie, nasi każdemu z nas poświęcają czas, ale to nigdy nie będzie tyle, ile my byśmy chcieli. To nawet nie jest tyle, ile oni sami by chcieli, ale co zrobić…

Ferdek przyjechał do nas jeszcze z Misiem:

Psiolaski do niego wzdychają, niech go licho! Ten wzrok mądry, to ucho pół-oklapłe, ta biel i rudość, i ciemność na plecach!

Wagowo to ma tyle, co Ferdek, ale w latach to ma o połowę mniej. Także ledwo to dorosło, a już w wielki świat trafił zupełnie niespodziewanie… Misio nieśmiały do nas przyjechał. Smyczy nikt go nigdy nie uczył, ale jak go nasi w obroty wzięli, to zaczął pojmować, że bać się nie ma czego. To jest po prostu po to, żeby się dwunożni nie zgubili, tak jest dla nich bezpieczniej. To odpowiedzialna fucha przeprowadzić ich przez cały spacer! Wracając do Misia – najszybciej to się zaczął domagać przytulań, więc dobry psiumpel z niego będzie, tylko pewnie na początku trzeba będzie mu dać trochę czasu. A może i nie, kto wie? Może od razu coś pstryknie między Wami?

Przy Ferdku napisałem, że w poprzednim domu mieszkał z dwoma szczekaczami. Misio był jednym z nich. Drugą jest Misia:

Ta psiolaska z talią osy jest w wieku i wielkości Ferdka, charakterem też do niego pasuje. I ze spacerami jej po drodze, i pod ręce chętnie podejdzie, żeby ją po boczkach poczochrać albo kawałek ucha pogładzić.

Misia rzadko się uśmiecha. Tęskni okrutnie za najmniejszą chwilą z dwunożnymi, bo tych momentów ciągle za mało jest… Nasi mają dużo obowiązków z nami i nie mogą być z każdym na raz i my niby to rozumiemy, ale no wiecie… W każdym razie Misia pójdzie za Wami na koniec świata! I zobaczycie, że każdy będzie zazdrościć tej talii, tych oczu psięknych, tej mądrości i energii! A Wy dumnie będziecie mogli powiedzieć, że oto nawzajem się wybraliście i oto zawsze już będzie tak dobrze, jak jest!

…to jak, kiedy przyjedziecie się poznać…?

Że to były trzy psy (wcale nie powinno ich być, wszystkie powinny być w domach), a miejsca jeszcze trochę jest, to przed Wami jeszcze Lessy:

Nie wiem, czy ktoś z nas uśmiecha się częściej i bardziej promiennie niż ona. Zarazi dobrym humorem i  podejściem do życia. Będzie towarzyszyć w każdej sytuacji, bo idealnie sprawdzi się przy serialu, serdelku…ekhm… tak… czy wycieczkach po bezdrożach. Jest stworzona do wspólnego życia w psio-dwunożnym stadzie!

Wszędzie jej pełno, wszystko musi obwąchać i sprawdzić. Taka już jest, zatem nudzić się nie pozwoli na pewno. A, i jeszcze jedno – Lessy ma 3 lata, więc przed Wami caaaałe życie wypełnione trójkolorowym sierściem i pozostawionymi na każdej szybie pieczątkami mokrego nosa. Brakuje Ci tego, prawda? Przecież wiem!

Także słuchajcie, bo my czekamy. Misia, Ferdek, Lessy i Misio, i nie tylko zresztą, bo nas jest więcej. Zajrzyjcie do nas, zadzwońcie do naszych, oni Wam pomogą dobrać kogoś idealnego.

Przyjedźcie, zapoznajcie się, w ślipia możemy sobie popatrzeć, w sierścia damy sobie palce włożyć, niech chwila potrwa przez chwilę chociaż wiecznie….

…aż w sercu zacznie kiełkować pierwszy, nieśmiały sierść, potem drugi, a potem to już będzie takie futro, że bez zapraszania rozgościmy się w nim na dobre. I nie będzie wymówek, trzeba będzie nas do domu zabrać.

Wy też nie możecie się doczekać…?


To jeszcze raz, mieszkamy TUTAJ!

Artykuł Przytul! I bez gadania! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/02/przytul-i-bez-gadania/feed/ 1
Nie mierz zawartości owczarka, po prostu pokochaj https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/nie-mierz-zawartosci-owczarka-po-prostu-pokochaj/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/nie-mierz-zawartosci-owczarka-po-prostu-pokochaj/#respond Sun, 22 Jan 2023 15:55:18 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11139 Wiecie, że bycie owczarkiem zobowiązuje. Na tym blogu było o tym nie raz i nie siedem. Muszę Wam napisać, że wszędzie są owczarki, nawet jeśli tak wyglądowo to nie do…

Czytaj dalej...

Artykuł Nie mierz zawartości owczarka, po prostu pokochaj pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Wiecie, że bycie owczarkiem zobowiązuje. Na tym blogu było o tym nie raz i nie siedem. Muszę Wam napisać, że wszędzie są owczarki, nawet jeśli tak wyglądowo to nie do końca owczarek, ale kto będzie mierzył ilość cukru w cukrz…ee…. owczarka w owczarku?

Nikt na wystawy jeździć nie będzie, chyba że takie kundelkowe, ale ja to nie wiem, po co takie są organizowane, przecież wiadomo, że każdy, ale to apsiolutnie KAŻDY na samo wejście powinien dostać medal za bycie najbardziej w dechę kundelkiem na świecie.

I dziś znów nadajemy ze schroniska w Zawierciu. Znaczy wiecie, z każdego schroniska każdy bezdomniak może nadawać, tylko musi porządnie przeszukać krzaki w okół schroniska, a na pewno karteluszek z hasłem się znajdzie. Jak się nie znajdzie, to dajecie znać tu i się skombinuje. To jedyne takie miejsce w sieci, gdzie bezdomniaki mają głos, zatem do dzieła!

Wracając do tematu prawie-że-owczarków, to mieszka ich u nas kilka i zaraz Wam pokażę, że nie trzeba być owczarkiem z wydziaranym od środka uchem i papierami w kieszeni, żeby zasługiwać na najlepszy dom.

Jednym z najbardziej rasowych, chociaż tu nikt dowodów nie wymaga, jest Rex.

Ma 8 lat i pracował przez całe życie jako stróż. Za michę kulek każdego dnia robił kilka kroków w lewo i kilka w prawo. Tyle, na ile łańcuch mu pozwalał. I szczekać miał, to szczekał. Jedyną rozrywką była obserwacja wciąż tego samego kawałka świata. Nie dbano o niego przesadnie, przecież po co? I tak będzie szczekać. Po co mu lepsza buda, leczące kulki na stawy czy inne tam takie fanabererie.

W końcu Rexa uwolniono i przewieziono do nas, do schroniska, za kraty. Ktoś zapyta, w czym to miejsce jest lepsze, ale wierzcie, że jest! Karmią, leczą, wyprowadzają na spacery, dają ciepło, miłość i uwagę.

Rex ma owczarkowy charakter od A do Z. Mądrość o mało nie wylewa mu się uszami! Dobrze wie, że dwunożni są dobrzy, że chcą dla niego jak najlepiej, że warto z nimi żyć w zgodzie. Kocha ich towarzystwo i czuje się najszczęśliwiej, kiedy może z nimi maszerować łapa w nogę. Po tylu latach nudnej i niełatwej pracy należy mu się emerytura na własnym posłaniu, a nie za kratami…

Topek musiał mieć w przodkach owczarka.

Może uszy nie sięgają nieba, a i wielkościowo nie jest to dorodny owczar, ale nie będziemy mu chyba wymawiać, że mu czegoś brakuje, prawda? Właśnie! Tym bardziej, że niczego mu nie brakuje, wręcz przeciwnie!

Radości w Topku jest cały ocean, uśmiech ma jak ze żurnala!

Patrzcie na te zębiszcza, jakie bieluśkie! Nasi mu dają 3 lata, nie więcej. To, że tam siwe ma przy faflach, to nic nie znaczy, uroda taka, o. W niczym nie przeszkadza. Topka można zapoznać, pokochać z miejsca, a potem brać do domu i wspólnie przemierzać cały świat!

A jak kto jest starszy, to myślicie, że przejmuje się w tym, ile jakiej rasy ma w sobie? Arni jest zadowolony i ze swojego wieku, i z tej prawie-owczarkowatości.

Nie było łatwo chłopaka złapać. Nasi na niego polowali ponad miesiąc! W końcu trzeba było wystawić taką skrzynkę specjalną, do której się daje coś dobrego i czeka. Zwierz tam wchodzi, naciska przypadkiem na coś (nie powiem Wam, na co, bo jak się rozniesie, to się nikt więcej nie złapie) i CYK – zostaje zamknięty.

O, tak to wygląda:

To była najlepsza i najbezpieczniejsza opcja, żeby Arniego zgarnąć. Nasi go potem wyciągnęli, przewieźli do schroniska, wyszorowali, bo tam jakieś problemy były z sierściem i cóż, umieścili za kratami, bo gdzie indziej mieli go zmieścić?

Może on i nie jest owczarkiem, może i młodości mu już brakuje, ale komu by to miało przeszkadzać? Jak ktoś będzie go chciał pokochać, to pokocha Arniego i tak! To super psiekstra domownik będzie, bo i uśmiechem rozjaśni dzień każdy, i po głaskanie przyjdzie średnio raz na trzy minuty, i chętnie na spacer pójdzie… Byle czas spędzać ze swoimi dwunożnymi…

…i tu miałem napisać, że radosny Portos też czeka na Was, ale… nie moja wina, że na zdjęciach ta radość jakoś nie wychodzi…

Ile by mu nie mówić, że ma się uśmiechać, to nijak nie może z siebie wykrzesać pogodniejszego wyglądu, ale widzicie, to nie jego wina! Kompleksy ma, że wiek już nie ten, że uszy leniwe, że to, że tamto, że domu nie znajdzie już nigdy. I jak przemówić do tego prawie-owczarkowego łebka?

Portos uwierzy w siebie i będzie super psiumplem, idealnym kompanem na każdy dzień, okazję i pogodę! Tylko potrzebuje tego tchnięcia radości, a to czasem w psach schroniskowych nie jest łatwe… Nasi się starają, ale wiecie, dom jest potrzebny i ci jedyni dwunożni…

Nawet jeśli marzyliście o najbardziej owczarkowym owczarku, to może jednak nie musi być go w psie milion procent, co…? A jakby miał trochę mniej we wzroście i trochę nie teges uszy, to chyba nie będzie gorszy…?

Owczarkiem się po prostu jest od środka i już, a wszyscy ci tutaj spełniają ten najważniejszy ze wszystkich warunek i wszyscy są najbardziej owczarkowymi owczarkami, jacy po ziemi chodzą!

To ten… Nie brońcie się przed miłością, hmm…?


PeeS. Mieszkamy w takim mieście, co się Zawiercie zwie. PSTRYK – tu mieszkamy.

Artykuł Nie mierz zawartości owczarka, po prostu pokochaj pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/nie-mierz-zawartosci-owczarka-po-prostu-pokochaj/feed/ 0
…i uparcie nie chcą wrócić… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/i-uparcie-nie-chca-wrocic/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/i-uparcie-nie-chca-wrocic/#respond Thu, 12 Jan 2023 08:13:34 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11126 Nie robi się tego psom. I innym czterołapom. I ilukolwiekłapom też nie. Nikomu się tego nie robi. Nie odchodzi się tam, skąd się już nie wraca. Może są tacy, co…

Czytaj dalej...

Artykuł …i uparcie nie chcą wrócić… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Nie robi się tego psom. I innym czterołapom. I ilukolwiekłapom też nie. Nikomu się tego nie robi. Nie odchodzi się tam, skąd się już nie wraca.

Może są tacy, co rozumieją taką kolej rzeczy. My nijak nie możemy tego pojąć. Wczoraj ktoś był, dziś już uparcie nie pokazuje się w drzwiach. Choćbyśmy oczy wybałuszali noc całą – nic. Pustka. Głosy nie te, zapach znika, kroki nie dają się rozpoznać.

Tego się nam nie robi.

I potem miejsca nie ma dla nas nigdzie… Telewizor się mieści, samochód nawet się upchnie, chociaż duży. Ale ani ździebeł sierści nie wejdzie już. Niczyj problem…

A my jesteśmy, istniejemy, czujemy, tęsknimy. Serce rozłożone na czynniki pierwsze ledwo bije, ale żyjemy.

Dziś o nas. To nam ta czarna dwunożna z kosą w ręce zafundowała przyszłość za kratami. To ona przewróciła nasze życia do góry girami i ubrała w samotność… A żeby ci ta kosa zwiędła! Straciliśmy wszystko i teraz mieszkamy w takim schronisku, co już kiedyś o nim tutaj było. Z Zawiercia. Jak klikniesz TUTAJ, to się przeniesiesz.

…pomożesz nam jakoś się pozlepiać…?

Reks dotrzyma Ci kroku na każdej wycieczce.

Miał kiedyś kogoś najważniejszego na świecie, ale pewnego najsmutniejszego dnia ten ktoś odszedł… I tak Reks przyjechał do nas. Trochę już u nas mieszka, więc jakoś się wtopił w schroniskowe życie. Dał się poznać od stron najlepszych, więc zaraz go zalekramuję i szybko znajdzie dom! Na pewno! Otóż Reks jest stworzony do przebiegania kilometrów. Nasi mówią, że musiał mieć w przodkach psa północy, ale co to znaczy, to nie wiem. Że północ? Noc może? Że czarny jak noc? Hm… W każdym razie Reks uwieeeelbia dwunożnych!

Może mu z innymi zwierzakami nie jest za bardzo po drodze, z ptactwem na pewno się nie zaprzyjaźni, chyba że takim, które bardzo szybko wzbija się w powietrze i to będzie taka zabawa…. ale może lepiej nie. Reks pójdzie za każdym na koniec świata, byle tylko ten ktoś zechciał go ze sobą zabrać…

Labek rozmerda się na Twój widok w sekundę.

Też miał kiedyś dom. To szczęście trwało cztery lata. Połowę życia. Spacerki, własne posłanko, głaski, drapania za uchem, wycieczki, dobrze znane ścieżki spacerowe i poznawanie całkiem zupełnie nowych, sielanka… I stała się rzecz, która nie może zdarzać się żadnemu psu. Niech będzie, sierściuchowi żadnemu też. Jego dwunożna zmieniła adres zamieszkania na ten u góry całkiem, nadchmurny, że tak powiem, a Labek czy chciał, czy nie, musiał wrócić za kraty. Myślicie, że łatwo to zrozumiał? Myślicie, że mu było wszystko jedno, gdzie mieszka i kto do niego przychodzi? Myślicie, że dalej nie spogląda w dal czekając na znajomą sylwetkę zbliżającą się prosto do niego…?

Radzi sobie chłopak, bo co ma sobie nie radzić.

Jest jak jest. Do wody go ciągnie, to sobie nie odmawia, jak jest okazja. Spacery lubi nad wyraz, to i cieszy się na każde wyjście. Będzie chłopak super psem na wszystkie okazje, tylko lat ma już osiem, teraz będzie trudniej…

Kenzo wlepi w Ciebie oczy ufne…

 

I jak go przekonać, że jak jest czarny i większy, to też ma szansę? Że jego przyszłość jeszcze może być zupełnie inna? On też miał swój dom, zupełnie ciepły i z dwunożną, z którą stanowili najlepsze stado. Ją też zabrała ta czarna z kosą… Nie było nigdzie miejsca dla Kenzo, więc przyjechał do nas. Pokazuje, że jest super, że umie się uśmiechać, że nie zapomniał, jak to jest być dobrym psem, ale póki co to wszystko na marne. Domu brak. Pytań brak. Nadziei… zaraz też będzie nie za dużo.

Odczaruj ciemność w sierści, pójdź pod prąd, pokaż, że właśnie taki pies będzie mieć szczęście w tym całym schroniskowym nieszczęściu!

Muki podzieli się ciepełkiem…

Przez pięć lat grzał zadek w domu. Od roku próbuje się pozbierać. Do dziś wspomina swoją dwunożną, która była dla niego wszystkim przez całą wspólną drogę. To jej imię szczeka przez sen i jej zapachu szuka co rano, zanim jeszcze otworzy oczy… Niby wie, że to nie był jej wybór, że musiała odejść tam, skąd się nie wraca. Niby wie… ale trudno i tak…

Muki jest teraz w średnim wieku, boi się, że to wada. Ma jedno ucho bardziej, jedno oko mniej i brak talii osy – to też go martwi bardzo.

Ale taki jest. I już. Poza tym to chodząca nieśmiałość i łagodność. Nie wierzy w siebie. Nie wierzy, że może jeszcze być dobrze. Nasi robią wszystko, żeby go przekonać, ale obiecywać dom to jedno, a znaleźć go, to drugie…

I tak to widzicie jest.

Czarodziejów nam trzeba wszystkim. Żebyśmy mogli budzić się rano z Waszym zapachem obok. Żebyśmy mieli na kogo merdać. Żebyśmy mieli kogo nie słuchać, kiedy akurat wcinamy w trawie starą skórkę od chleba.

Ciężko jest się zgubić, ciężko mieć złe doświadczenia, ciężko mieć dobre wspomnienia, które są tak świeże jeszcze, a już są tylko historią…

Zabierz nas na zawsze i nie odchodź nigdy…


PeeS. Powtórzę – Z A W I E R C I E!

Artykuł …i uparcie nie chcą wrócić… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2023/01/i-uparcie-nie-chca-wrocic/feed/ 0
WSZYSCY jesteście nam potrzebni! https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wszyscy-jestescie-nam-potrzebni/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wszyscy-jestescie-nam-potrzebni/#comments Fri, 30 Dec 2022 23:21:44 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11104 Halo, halo, świecie, tu Płock, tu Płock, zgłoś się, świecie! Bo się coś narobiło u nas i nas blady strach obleciał… Tak się zamieszało, że musieliśmy się tu wprosić na…

Czytaj dalej...

Artykuł WSZYSCY jesteście nam potrzebni! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
Halo, halo, świecie, tu Płock, tu Płock, zgłoś się, świecie!

Bo się coś narobiło u nas i nas blady strach obleciał… Tak się zamieszało, że musieliśmy się tu wprosić na bloga i o tym opowiedzieć, bo jak to tak ma być, że psiolontariuszy nie będzie w większej części w schronisku…? Że mniej spacerów będziemy mieli, że mniej czasu spędzimy z dwunożnymi…?

Tak, wiemy, że zaraz uznacie, że ale jak to, niemożliwe, że takich rzeczy nie robi się bezdomniakom, że co tu za bezedury podajemy. I nam się też tak wydawało, a tu takie rzeczy piszą w gazetach elekrointernetowych, że tylko patrzyliśmy, czy gdzieś tam nie jest dodane, że to taki żart, że po prostu zasięgi chcą zwiększać… Ale nie… Wygląda na to, że to prawda jest.

Jeszcze tylko dziś wszyscy Psiolontariusze nasi mogą do nas przyjść. Jutro już część z nich nie będzie miała wstępu. Tak piszą. Na końcu przekieruję do tego, żeby nie było, że ja tu jakieś bzdury wyssane z pazurów przytaczam, ale póki co, to ja Wam napiszę i pokażę, dlaczego nam się sierście jeżą na plecach na samą myśl, że miałoby kogokolwiek w schronisku zabraknąć.

Przecież bez nich, bez Psiolontariuszy, nas nie ma.

To w nich mamy oparcie.

To przy nich czujemy się bezpiecznie.

Od nich czujemy miłość największą…

…i to właśnie oni nas jej uczą.

To z nimi mamy super przygody, a nie tylko siedzimy za kratami.

To właśnie oni nam pokazują, że warto jest ufać.

Służą ciepełkiem, kiedy nam smutniej…

…i to z nimi możemy dzielić radości!

Wprost mega czadowo spędza się z nimi czas!

Uczą nas i pokazują, jak się zachować.

To oni podchodzą do każdego z nas indywidupsialnie i wiedzą, kto z nas czego potrzebuje najbardziej.

I mamy komu rozdawać liźnięcia!

Z nimi to życie zakratowane nie jest takie straszne.

I choćby nie wiem, jaki wielki ryjek kto miał, to oni się nas nie boją, bo wiedzą, że tworzymy super ekipę!

Z nimi po prostu zawsze świeci słońce…

…i zawsze mamy powody do uśmiechu.

Po prostu są nam potrzebni. Zawsze. Wszyscy.

…i teraz miałoby tego nie być…? Znaczy niby wynika, że cośtam będzie, ale dużo mniej, niż było. A przecież w schroniskach to nigdy nie jest tak, że jest za dużo czasu dla wszystkich. Przecież spacery, biegania, zabawy, głaski, nauka… tyle nas i tyle do ogarnięcia i… i jak to teraz…?

I wiecie, bo my proste psy jesteśmy, może to jednak tylko takie strachy są, może tam ktoś kogoś po prostu nie zrozumiał, może tak naprawdę nic nam nie grozi, może jutro znów wszyscy się spotkamy, może będzie przepięknie i normalnie, jak to było śpiewane gdzieś i mi się o ucha obiło… Może…

Przeczytajcie sami. Sprawdzaliśmy osiem razy i to po pierwsze o nas, a po drugie z tego roku, z wczoraj! O, TUTAJ wszystko napisane. I co, wyczytaliście to samo…? Myślicie, że to prawda…?

Powiedzcie, że jednak nie umiemy czytać…

Artykuł WSZYSCY jesteście nam potrzebni! pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wszyscy-jestescie-nam-potrzebni/feed/ 1
Jakoś tak się rozgrzać nie możemy… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/jakos-tak-sie-rozgrzac-nie-mozemy/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/jakos-tak-sie-rozgrzac-nie-mozemy/#comments Thu, 29 Dec 2022 07:05:44 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11094 …tak na początek to ja mam informację ważną… i smutną… i ważną… Poznaliście kilka wpisów temu Budrysa z naszego schroniska (bo my znów z Zawiercia nadajemy). Chwaliliśmy go, że taki…

Czytaj dalej...

Artykuł Jakoś tak się rozgrzać nie możemy… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
…tak na początek to ja mam informację ważną… i smutną… i ważną… Poznaliście kilka wpisów temu Budrysa z naszego schroniska (bo my znów z Zawiercia nadajemy). Chwaliliśmy go, że taki super, że już staruszkowość się wdziera do niego i takie tam… i widzicie, bo…

…nie doczekał… odszedł wyrywając naszym kawał serca… Zwłaszcza jedna nasza się rozpękła na milion kawałków, bo szczególnie się sobie upodobali, ale póki co nie mogli razem zamieszkać, ale za jakiś czas na pewno… nie udało się…

…dlatego tak ważne jest, żeby zdążyć…

…o czym my tu dziś… a, wiem!

Powiem Wam, że zimno jest. Wiem, że drzewiej zimy bywały większe, ale to, że może być gorzej nie oznacza, że można się cieszyć, kiedy jest kiepsko, prawda…? A nam kiepsko jest w schroniskach z tymi temperaturami… Jeszcze jak kto ma porządne futro, to pół biedy, chociaż wciąż mu brakuje ciepełka od wewnątrz, ale niektórzy po stokroć bardziej źle znoszą te termometrowe wskazania i wiatry włażące w sierścia przy każdej możliwej okazji.

W każdym razie dziś o największych zmarzlakach w naszym schronisku i największej na świecie nadziei, że znajdą dom zanim ta zima się skończy. Niech znów poczują, jak to jest zagrzać zadek w miękkim posłanku i niech przypomną sobie, jak to cudownie jest wracać z zimnego podwórka we własne cztery kąty… Bo że miały dom, to nasi są niemal pewni! Tylko potem się ich historie musiały poplątać i tak o właśnie…

Na początek młoda, nieśmiała psiolaska – Mika.

Niech Was nie zwiedzie jaśniejszy kolor jej fafli! Nasi jej dają ze dwa lata, nie więcej, zatem taka to jej uroda jest. Musiała kiedyś mieć swoich dwunożnych, bo najmniejszego problemu nie ma z siedzeniem na rękach, o kolanach nawet nie wspomnę. Zwłaszcza teraz, jak taki ziąb, to nasi ją regularnie noszą, bo psianienka jest wrażliwa i girki jej marzną. Dla każdego jest taka przyjazna, dla innych czterołapów też, zatem czego chcieć więcej? Mika jest do spacerowania, do siedzenia na kanapie, do wycieczek, do wszystkiego wręcz, byle ciepło było i głasków w bród.

Tak samo psidealny jest Filipek.

Tego to byle głaskać, drapać po pleckach i mówić, jaki jest wspaniały! Na początku to tam go trzeba trochę poprzekonywać, ale nie żeby miał zębiszcza pokazywać, skąd! Po prostu nieśmiały jest chłopak w pierwszym kontakcie, jakby nie wierzył, że to właśnie do niego ktoś przyszedł i z nim chce się zapoznać. Za chwilę już jest wszystko super i można ruszać ku nowym przygodom, tylko póki co to one się kończą z powrotem w schronisku… Filipek ma w sobie coś z jamnika, przodek musiał być jakiś zacniejszy bardziej, a kto miał z nimi do czynienia, ten wie, że zimna one nie lubią. Zakopać się w kocyki i wystawić kawałek ogona – to jest najlepsza metoda na przetrwanie! …ale jak to zrobić tutaj…? Ten psiumpel też może mieszkać w większym stadzie, obiecuje nie być zazdrosny! …no może trochę…

Nie tylko nieduże zwierzaki marzną. Można mieć całkiem niezłą posturę i nie móc przestać się telepać, jak Sara.

Nie po drodze jej z budą, nie umie się odnaleźć, a jeszcze jak przyszły pierwsze chłody, to już zupełnie jej zaczął przeszkadzać wiatr hulający między długimi łapami. Sara ma smutną przeszłość, ale nie chce o niej mówić. Twierdzi, że to już nieważne, ale już ja widzę po oczach, że różowo nie było… Na szczęście wiara w dobrych dwunożnych jej nie minęła, nadal ich kocha miłością największą! Tak bardzo, że z innymi czterołapami mieszkać nie może, bo by ją zazdrość zeżarła, ale za to swojej rodziny na krok nie odstąpi. Spójrz w te ślipia psiękne i powiedz, że to jej całe uwielbienie do głasków i przytulania pójdzie na marne, bo domu dla niej nie ma….

Chłodno nam, jak nie od zewnątrz, to od wnętrza. Chcemy być częścią stada, takiego tylko naszego… Chcemy mieć dokąd wracać i czuć, że tutaj jest nasze i tylko nasze, specjalnie dla nas przygotowane miejsce. Mamy te miejsca w schronisku, kochają nas tutaj i o nas dbają, ale wiecie… nie żebyśmy byli niewdzięczni, ale to nigdy nie będzie to samo…

Na koniec opowiem jeszcze o Lordzie. Psie szczególnym bardzo, który też nie chciałby, żeby schronisko to był ostatni etap jego przygody życiowej, ale tego domu tak uparcie nie widać…

Lord trafił do nas ponad dwa lata temu i nie było z nim różowo. Od razu było widać, że coś jest nie tak z jego głową, ale nie wiadomo było, co się stało, czy to wypadek jakiś był przypadkowy, czy celowo… ktoś go… ten… Nasi go do psioweta skierowali i wyszło, że to takie zmiany są, które nigdy nie miną. Dokładnie to bym Wam napisał, ale jestem psem i ciężko mi się rozeznać i zrozumieć, co z czym…. Coś jakby, że w głowie mamy tą masę galaretkowatą, jak ona się tam zwie… o, mam – mózg, takie słowo poważne. I w nim jest jakby drugi, mniejszy, to będzie w takim razie móżdżek, już jakby ładniej się nazywa. I Lord ma właśnie z nim problemy. Coś się tam uszkodziło chyba, bo nie pracuje, jak trzeba, Lord potrafi łapać własną girkę czy kręcić się w kółko. Bardzo stresują go też spacery, ale żeby nie mieszkał w niewielkim kojcu, to go nasi przeprowadzili na wybieg, gdzie ma więcej ruchu.

Jaka jest jego przeszłość, że teraźniejszość jest taka straszna…?

Lord potrzebuje stabilizacji i spokoju. Potrzebuje swojego miejsca z dala od stresów i dwunożnego, który to wszystko zrozumie… tylko gdzie takiego znaleźć…? Można odmienić życie tego psa, ale to będzie wymagało mnóstwa pracy, przyjazdów, dowiadywania się, uczenia siebie nawzajem…. kto znajdzie w sobie ocean cierpliwości i dwa morza wytrwałości…?

I tak się ciągle nasi martwią o nas. Że w lecie niektórzy źle znoszą upały, że w zimie niektórzy nie mogą się ogrzać, że dom się nie znajdzie, że się nie zdąży, że za trudno będzie, że… ciągle coś. Jakbyście chcieli się czegoś o nas dowiedzieć, to TUTAJ znajdziecie namiary!

Uratuj chociaż jedno bezdomne życie. Zobacz, ile nas wszystkich jest we wszystkich schroniskach mniejszych i większych. Niemożliwe, że nie znajdziesz kogoś najidealnego dla siebie. Popytaj, pojedź, poznaj, w ślipia spójrz, w serce własne… A potem zaskocz się sam nie mogąc zrozumieć, jak wcześniej mogłeś bez kogoś z nas żyć…

Artykuł Jakoś tak się rozgrzać nie możemy… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/jakos-tak-sie-rozgrzac-nie-mozemy/feed/ 1
W małych mieścinach też są wielkie psie serca. https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/w-malych-miescinach-tez-sa-wielkie-psie-serca/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/w-malych-miescinach-tez-sa-wielkie-psie-serca/#respond Thu, 22 Dec 2022 07:19:16 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11087 – Myślisz, że też możemy…? – A bo ja wiem… może to tylko dla schronisk…? – No właśnie, a my jesteśmy przytuliskiem, niedużym miejscowo, ale sercowo wręcz psieciwnie. I co…

Czytaj dalej...

Artykuł W małych mieścinach też są wielkie psie serca. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

]]>
  • – Myślisz, że też możemy…?
  • – A bo ja wiem… może to tylko dla schronisk…?

    – No właśnie, a my jesteśmy przytuliskiem, niedużym miejscowo, ale sercowo wręcz psieciwnie. I co teraz?

    – Hm… Ale patrzaj, tutaj na karteluszku jest napisane, że to dla wszystkich bezdomniaków miejsce. Masz dom?

    – Głupio pytasz, przecież wiesz, że nie mam.

    – I ja też nie, i nasi psiumple i psiumpelki tak samo. Zatem możemy tutaj pisać tak samo, jak wszyscy. Wszystkie bezdomniaki równe są przecież i wszystkie mogą zabierać tutaj głos. O, zresztą jest to tutaj napisane małym druczkiem, że niezależnie od stażu i wielkości bezdomnej sfory. To dawaj!

    Nie przedłużając…

    Psień Dobry, mamy po cztery łapy i jesteśmy niewielką grupą chowającą się pod skrzydłami naszych. A nasi to też niewielka grupa, ale z sercami porośniętymi sierścią, jak wszyscy zwierzęcolubni. Mieszkamy w maciupkiej mieścinie, która zwie się… taka długa nazwa… LUBIĘCIN! Od lubienia to jest na pewno, nas też nie lubić nie sposób! Jakby Wam tak wyjaśnić, gdzie to jest… Jakbyście popatrzyli na mapę, to tak całkiem po lewo i mniej więcej wysokościowo na środku. Jak poszukacie Zieloną Górę, a potem trochę w bok do środka kraju i ciutkę niżej, to tam właśnie.

    Nasi nie mają za wiele miejsca dla nas, część z nas mieszka za kratami, część w takim miejscu, co się hotelem zwie i nasi muszą na głowie czasem stawać, żeby odpowiednio dużo monetek nazbierać, żeby nas utrzymać wszędzie… Ale nie mogą inaczej. Muszą nas ratować i jak mają odmawiać, kiedy kolejny zwierz potrzebuje ich pomocy? Naszych można znaleźć tutaj – PSTRYK.

    Pokażemy się dzisiaj trochę, bo może ktoś z Was stwierdzi, że akurat będziemy super pasować do Waszego stada? Jak tak, to pamiętajcie, żeby się nie bronić przed miłością! To niezdrowe jest podobno….

    No dobra, to na początek JA.

    Nazywam się Wojtuś.

    Nie chcecie wiedzieć, skąd mnie uratowano, ja też bym wolał nigdy się nie przekonać, że takie miejsca w ogóle istnieją… Najważniejsze, że teraz jestem bezpieczny i w dobrych rękach. Chociaż jest mi teraz superowo, bo mieszkam w hotelu, to nasi mówią, że powinienem mieć swoje i tylko swoje miejsce na ziemi w czyimś domu. Nie jestem najmłodszy może, bo kilkanaście lat po świecie człapię, ale tak od środka to nic a nic tego nie czuję! Bawiłbym się pół dnia, drugie pół drzemał, byle przy kimś, bo samotnym być to źle jest… Psiumple mi nie przeszkadzają, bo tu w hotelu jest ich kilku i fajnie nam razem, także mogę mieć czterołapne towarzystwo w domu, bardzo chętnie!

    Żebyście odpoczęli od mojego widoku dziadkowego, to macie Barbi. Psiolaska, że aż miło popatrzeć!

    Te nogi, ten włos blond, to oko bystre! Blondi jest młoda, bo nasi jej dali niecałe 3 wiosny i jak przystało na ten wiek – wszędzie jej pełno. Nabiegać się nie może, wyspacerować jej nie sposób, bo przecież w takim miejscu, jak nasze, nie ma czasu na spacery godzinne trzy czy nawet więcej razy dziennie… Tak to w domu można. Z domu mogą być długie wycieczki miejskie, wiejskie, leśne, jeziorne, jakie się chce! A u nas to wiecie, nasi mają co robić i chociaż się uwijają, to nie sposób każdemu z nas dać tyle, ile by potrzebował. Barbi mieszka za kratami już ładne kilka miesięcy i co…? Domu nie widać, a to pies idealny dla kogoś, kto szuka kompana na spacery, wycieczki i w ogóle do życia. Bo wiecie, bycie owczarkiem zobowiązuje, a ta blond psiolaska ma go w sobie dużo, więc jest nastawiona na przejście przez życie z dwunożnym u boku. Ach, byłbymbył zapomniał – ona też umie w relacje międzypsie!

    I teraz smutno będzie, ale tak to już jest, że większość z nas, bezdomniaków, nie ma łatwej historii…

    Przed Wami Gaja.

    Gai miało już nie być na świecie. Tak po prostu miało jej nie być. Nie było dla niej miejsca, zawadzała, więc zamiast może poszukać dla niej domu, to miała zostać… no… tego… nie przejdzie mi to przez klawiaturę. Gai miało nie być. Ale jest, żyje, poznaje świat z tej lepszej strony, bo nigdy nie miała ku temu okazji. Straszono ją, dobitnie pokazywano, że nie jest mile widziana… Do dziś boi się podniesionej ręki… Naszym się serca krajały, kiedy Gaja wtapiała się w otoczenie, bo nie była pewna ich reakcji… A przecież oni by jej krzywdy nie zrobili NIGDY. Tylko wytłumacz to psu, który ma wpojone, że tylko przeszkadza… Gaja nie chce przeszkadzać. Ona chce do końca uwierzyć, że jest warta najlepszego domu, że już nigdy nikt jej nie będzie przepędzać z miejsca na miejsce, że już nigdy nie będzie niepotrzebna! Jest młoda (patrzajcie na te białe kiełki!), lubi się z psiumplami, naszych nie odstępuje na krok na spacerach, ona po prostu tak bardzo chce być czyjaś…

    Iii czas na naszą Psieopatrę! Patrzajcie na te oczy wymalowane niemal!  Przed Wami Kora:

    Kota też była niepotrzebna w poprzednim domu… Jej dwunożni po prostu ją porzucili w lesie. Czekała na nich, myślała, że wrócą, ale samochody ją mijały i mijały, i mijały, ale żaden nie był TYM samochodem… Co z nią było nie tak? Za duża? Za bardzo energiczna? Za nie taka? Nasi nie wiedzą, przecież to psideał! Widać od razu, że ma owczarkowe geny, zatem Kora wszelki kontakt z dwunożnymi ceni niezwykle bardzo. Najlepiej jeszcze, jakby się ten ktoś umiał bawić, bo zabawki ta psiolaska zdecydowanie kocha najbardziej na świecie całym. Patrzajcie tylko:

    Byle żeby ganiać za nimi, dziamlać, turlać i przynosić! Kora to wieczny szczeniak od wewnątrz i zapewne tak zostanie jeszcze długie lata, dlatego jeśli nudno komu w życiu, jeśli radości ma za mało, jeśli szarówka dnia codziennego doskwiera, to Kora przepędzi wszystkie negatywy!

    Widzicie? W każdym, nawet najmniejszym miejscu z bezdomniakami znajdą się niezwykłe psideały, które marzą o domu i są gotowe do niego iść choćby zaraz. Daj nam szansę, my też nie chcemy żyć za kratami, też chcemy być czyjeś, chcemy mieć własne posłanie, miseczki… Wierzymy, że czekają na nas przygody i najlepsiejsze chwile, tylko potrzebujemy właśnie Was, żeby to życie nasze nabrało wreszcie sensu…


    Na początku napisałem, gdzie nas szukać, ale powtórzę, bo to ważne bardzo. Wszelkie informacje o nas i namiary do naszych są TUTAJ.

    Artykuł W małych mieścinach też są wielkie psie serca. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/w-malych-miescinach-tez-sa-wielkie-psie-serca/feed/ 0
    Chcielibyśmy być nadziejni… https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/chcielibysmy-byc-nadziejni/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/chcielibysmy-byc-nadziejni/#respond Thu, 15 Dec 2022 05:33:38 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11084 To my! – Nie możesz tak o sobie pisać „to my”, przecież skąd Czytaciele mają wiedzieć?? – Przecież widzą, nie? Napisałem, że to my, to jak mają nie wiedzieć, skoro…

    Czytaj dalej...

    Artykuł Chcielibyśmy być nadziejni… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    To my!

    – Nie możesz tak o sobie pisać „to my”, przecież skąd Czytaciele mają wiedzieć??

    – Przecież widzą, nie? Napisałem, że to my, to jak mają nie wiedzieć, skoro napisałem?

    – …..brak słów mam do ciebie! To ja napiszę.

    Otóż znów piszemy ze schroniska w Zawierciu (o, TUTAJ). Głos mamy i korzystamy! Dziś będzie o tym, że my – zwierzaki ze schroniska chcielibyśmy być nadziejne.

    – …weź… słowa takiego nie ma nawet…

    – Cicho żesz bądź! Jest! Skoro jest słowo „beznadziejne”, to i jest słowo „nadziejne”. Skoro coś jest bez nadziei, to i jest z nadzieją, tak?

    Właśnie, że tak.

    I wiecie, nasi to nam każdego dnia mówią, że jesteśmy wspaniali, super, w dechę, czadowi, do kochania i brania do domu. My im wierzymy, ale… ale tych domów jakoś nie widać… Jak więc mamy się czuć nadziejnie, skoro wciąż nikt nas nie chce…?

    Roy na początku wychodził z budy, dziś już nie chce wcale…

    Był kiedyś czyjś. Nauczono go obycia między dwunożnymi, jazdy jeździdłem, noszenia na rękach. Co się stało potem? Nie wiem, ale wiem, że pewnego dnia Roy zawitał do naszego schroniska. Początkowo było dobrze, radził sobie. Psiolontariuszom pokazywał się z najlepszej strony, cieszyły go spacery.

    Po kolejnym powrocie do kojca, za kraty, coś w nim chyba pękło. Coraz mniej chętniej wychodził, coraz mniej się uśmiechał, a teraz coraz częściej bywają takie dni, że prawie z budy nie wyjdzie… Nawet kiedy nasi do niego przychodzą, to wybiera samotność niż spacer… Ciężko się na niego patrzy, naszym żal gardło ściska, ilekroć widzą ten potworny smutek… Jak przekonać kogoś, że jest wart najlepszego domu na świecie, jeśli tego domu zwyczajnie nie widać? Roy potrzebuje własnego miejsca, żeby znów poczuć, że żyje. Jak masz już psiumpla, to może nawet lepiej, gdyby Roy miał od razu towarzystwo, może byłoby mu łatwiej. Tylko sierściuszków nie lubi, ale więcej wad nie znam!

    Albo Marley. Kto zechce zdrewniałego staruszka?

    Nasi mówią, że jest spokojny, łagodny, dogaduje się ze wszystkimi. Czego mu brak? Dobra, słuchu i wzroku na pewno, ale ciężko, żeby w tym wieku dinozaurowym mieć wszystko działające od A do Z. Marley ma swój świat, drepta sobie pomaluśku, ale gdzie jest napisane, że na tak stare lata nie należy mu się nic poza kratami…? Właśnie dlatego został porzucony, bo komuś starość w domu nie pasowała! Jak Marleyowi wyjaśnić, że to wcale nie oznacza, że jest beznadziejny…? Może nie została mu dekada życia, może nie przyjdzie na zawołanie, może czasami się zawiesi, czasami potknie, czasami wpadnie na przeszkodę. Ale będzie w ciepełku, w spokoju, z dala od szczekania, zimnych krat i głasków raz kiedyś, bo przecież łepków u nas czeka na to wiele… Marley może i nie ma wzroku sokoła, ale do serca trafi bezbłędnie, jeśli tylko ktoś je przed nim otworzy… W zimie w schronisku będzie mu niezwykle ciężko, jeszcze jest szansa, żeby go przed nią uwolnić…

    …nadzieję niezwykle trudno wlać w głowę Bigosa, którego ktoś wykorzystywał do rozładowania złości…

    Ledwo rok po świecie chodzi, a już doświadczył tego, czego nie powinien nigdy żaden zwierz ani nikt inny. Nie wiem, co miał we łbie ten, kto stwierdził, że „zaopiekuje” się małym, biszkoptowym, puchatym kulkiem, ale wiem, że za grosz empatii i godności ten ktoś nie miał. Ani krzty. Bigos trafił do nas z uszkodzoną łapą, bicie pamięta do dziś… Niepewność i strach – to była jego codzienność… Schronisko uratowało jego życie, nasi go wyleczyli, teraz czas, żeby ktoś napisał dalszy ciąg historii Bigosa. Całe życie przed nim. Całe, caluśkie. Jeszcze wszystko można naprawić, jeszcze może być pięknie i normalnie, jeszcze może być nadziejnie! Ten biszkopt będzie jeszcze cudownym członkiem rodziny i najlepsim psiumplem.

    …tylko daj mu szansę, bez tego nic się nie uda…

    Natan musiał mieć dobry dom, ale albo jego dwunożni zgubili jego, albo on zgubił ich.

    Nie wiadomo, czy to specjalnie, bo chłopak jest niewidomy, czy może przypadkiem, ale gdyby szukali…. to by może znaleźli, nie…? Natan jest psideałem i to, że jego oczy są białe i nie rozpoznają niczego poza nocą a dniem, to nie jest żadna wada. On kocha dwunożnych miłością największą, ufa im i spędzałby z nimi każdą wolną chwilę… gdyby mógł. Nie może, bo nasi mają nie tylko jego do wygłaskania i wyspacerowania, ale kiedy już się spotkają, to są to najlepsze z najlepszych, schroniskowe chwile…

    Ciężko niewidomym za kratami. Widomym niełatwo, a co dopiero, kiedy ma się tylko nos i uszy do dyspozycji? Słychać i czuć, że ktoś idzie, ale czy ktoś spojrzał w jego stronę? Czy to do niego ktoś coś powiedział? Czy to nad nim się zastanawiają? Niepewność jest okropna! Natan może kierować ślipia w stronę głosów z nadzieją, ale potem może tylko usłyszeć oddalające się kroki…

    …i też chciałby być nadziejny. Chciałby, żeby jego oczy nie były przeszkodą w tym, żeby go pokochać i zabrać do domu. Obiecuje, że będzie najlepszym psem ze wszystkich psów, że nauczy się, gdzie jego posłanie, gdzie miska, a gdzie po głaski się przychodzi; nauczy się podwórka, tras spacerowych tak szybko, jak to możliwe! Daje Wam swój szczek, że tak będzie! Z nim wystarczy spędzić tylko chwilę, a już wiadomo, że między Wami zacznie się dziać coś najwyjątkowszego…

    Zimy jeszcze nie ma, a już tak mróz szczypie w zadki… Ciężko wychodzić z budy, ciężko dotykać krat nosem, a jak kto nie widzi, to i nie wie, kiedy mu się kojec kończy. Wchodzi nam do głów myśl, że może nie jesteśmy wystarczający, może za mało mamy zalet, może nie jesteśmy za bardzo warci, może jesteśmy za mało fajni, żeby nas pokochać, zabrać, uratować…

    Spraw, żebyśmy poczuli się nadziejni, żeby nasze życie przestało być w kratkę, żebyśmy wiedzieli, po co wstajemy rano i żebyśmy kładli się z uśmiechem na ryjkach…

    …weź nas do domu… jednego z nas chociaż… chociaż jednego…


    Przypominam, mieszkamy w ZAAWIEERCIUUU! O, tutaj – PSTRYK.

    Artykuł Chcielibyśmy być nadziejni… pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/chcielibysmy-byc-nadziejni/feed/ 0
    …wiecie, jak to jest nie wiedzieć, co to będzie…? https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wiecie-jak-to-jest-nie-wiedziec-co-to-bedzie/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wiecie-jak-to-jest-nie-wiedziec-co-to-bedzie/#respond Fri, 09 Dec 2022 17:47:42 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11062 …słyszeliśmy, że hasło do bloga fruwa po świecie. Myśleliśmy, że nam się nie przyda, przecież mamy swoje schronisko i psiolontariuszy, którzy o nas walczą, którzy nas kochają, ogłaszają i w…

    Czytaj dalej...

    Artykuł …wiecie, jak to jest nie wiedzieć, co to będzie…? pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    …słyszeliśmy, że hasło do bloga fruwa po świecie. Myśleliśmy, że nam się nie przyda, przecież mamy swoje schronisko i psiolontariuszy, którzy o nas walczą, którzy nas kochają, ogłaszają i w ogóle są nasi, a my ich.

    …aż tu słuchy zaczęły się rozchodzić, że nasze miejsce będzie likwidowane. Miejsce, które dla nas jest jedynym domem, jaki mamy. Miejsce, w którym mamy dwunożną, znaną nam rodzinę.

    …potem się okazało, że to wszystko prawda. Że albo nasi znajdą nam domy, albo zostaniemy wywiezieni do innych schronisk, gdzie będą zupełnie nieznane kąty, a przecież wielu z nas boi się tych znanych, a co dopiero takie zmiany… Jak tam będzie…? Jacy będą dwunożni…? Czeka nas tam co…?

    …skąd mamy wiedzieć, co będzie jutro skoro nawet nasi nie wiedzą i martwią się o to… Przecież widzimy, że przychodzą do nas niewyspani, bo całe noce szukają dla nas domów. Przecież widzimy, że mają palce zdarte od klepania w guziczki, w które i my teraz klepiemy.

    Bo nas uratować możecie tylko Wy. Od tego nieznanego, co to ma przyjść jutro, pojutrze, czy za dni kilka. Ale przyjdzie. Wiemy to. Czujemy.

    Jest nas kilkoro tutaj. Nie tak dużo, ale jednak jesteśmy. I czekamy.

    A, bo nie napisaliśmy, gdzie – w Nowinach.

    Krzyknę dla pewności, żebyście wiedzieli, gdzie nas szukać – W NOWINACH KOŁO KIELC. Tu jesteśmy. Jak klikniecie w zdjęcie, to dodatkowo Was do naszych przeniesie, jakbyście chcieli się czegoś o nas dowiedzieć.

    A co to za my? Bardzo proszę:

    Filuś:

    Nasi mówią, że Filuś ma coś z jamnika. Wzrost na pewno nie, bo jest ze dwa razy wyższy, ale ucho kłapciate i nos czujny się zgadza! …i charakter…. Może dlatego znalazł się w schronisku…? Kto wie… Ale jeśli coś jest na rzeczy i ma charakter jamniczy, to znaczy, że będzie super hiper lolajnym kumplem, tylko musi zaufać na milion procent. Bo Filuś trochę się obawia obcych, może nie był dobrze traktowany…? Teraz się to musi zmienić, ale ktoś musi go przekonać, że dwunożni są dobrzy i warto…

    Bursztyn:

    Rudość w sierści, rudość w oczach, rudość na nosie, a w sercu tona miłości do dwunożnych! Bursztyn nie jest najmniejszym psem (największym też nie), ale przecież wiem, że są tacy, którzy właśnie takich psiumpli szukają, a Bursztyn szuka właśnie takich dwunożnych! To zwierz nastawiony na wspólne przygody i długie wycieczki. Im więcej na spacerach, tym idealniej, z nim nikt nie zgnuśnieje na kanapie. Jeden minus jest – musi być jedynym czterołapem w domu, ale jak się ma takiego Bursztyna, to nic więcej do szczęścia nie będzie potrzebne!

    Niunia:

    O tej niezwykle uroczej psiolasce to za dużo nie napiszę, bo przyjechała bardzo niedawno temu. Młoda, średnia wielkościowo, za to zupełnie łagodna, chociaż jeszcze się nie otrząsła po tym, jak trafiła do nas…. Mogłaby się nie otrząsać, mogłaby od razu do domu wyruszać!

    Bolo:

    Gdyby nie to, że ani Bursztyn, ani Bolo nie tolerują zwierzęcej konkurencji, to mogliby się znaleźć w jednym domu. Bolo swoich rodziców nie pamięta, ale nasi mówią, że w przodkach coś wielkopyskiego i nie do zmęczenia mieć musi. Energii ma za całe stado, a rozładowanie tego w schronisku proste nie jest… Potrzebne mu są rozrywki nie tylko do chodzenia i wąchania, ale takie dla nosa i zajęcia głowy też, bo musicie wiedzieć, że takie psychiczne zmęczenie nawet się bardziej liczy dla nas. Nie myślcie tylko, że nic innego się dla Bolanie będzie ważne – na pierwszym miejscu zawsze będziecie WY.

    Beza:

    Ledwo to na świecie się pojawiło… Znaczy nie takie ledwo, bo jakieś pięć miesięcy temu, ale mimo wszystko! To się zawsze łapy załamują, jak się widzi takiego psieciaka za murami schroniska. Dwunożni pytają, jaka duża ona będzie… a kto to wiedzieć może? Łapy ma solidne, ale czy wyrośnie pod niebo, czy będzie średnia z grubymi girkami? Nikt tego nie wie. Adoptując takiego niewyrostka godzisz się na wszystko, co natura przyniesie. Może Beza dlatego właśnie domu nie ma, że miała być malutka, a tu rosnąć zaczęła…? Nie martw się, serca Ci wystarczy, jak zacznie się rozpychać, tylko pamiętaj, że Beza do wychowania jest jeszcze i do nauczenia świata!
    Kalmo, dla przyjaciół – Maniuś:
    Kalmo wie, jak to jest się bać. Wie, jak to jest trafić w nowe miejsce, między obce kraty, do obcej budy. Wie, jak to jest nie ufać nikomu i niczemu, on to jeszcze doskonale pamięta. Tym bardziej po prostu NIE MOŻE trafić do innego schroniska, który przywoła ten strach i niepewność o kolejny dzień. Zanim znów się przekona do świata, może minąć sporo czasu, szanse na dom być może przejdą koło nosa… Nasi nad nim długo pracowali, Kalmo już wie, że dwunożni są fajni, że warto do nich wyjść i się otworzyć. Odwdzięcza się za każde dobre słowo, gest iii smaczki oczywiście. Ach, i nie myśl, że jest stary! Te fafle są BIAŁE, a nie siwe! Nasi mu dają raptem kilka lat, więc jeszcze dwa… co ja plotę – trzy razy tyle przed nim!
    I któż to wszystko napisał? Ja. Jamek.

    O mnie też mówią, że musiałem mieć jamnika w rodzie. Nie wiem, o co chodzi, przecież łapiszcza mam wcale nie jakieś krótkie, uszy mi stoją… prawie… Że niby też o charakter chodzi. Też mi coś, ja po prostu wiem, co mi się od życia należy! Lubię jasne zasady, za to nie lubię, kiedy mi się inne czworonogi pałętają po terenie, to chyba też nie jest jakieś dziwne, prawda? Musi być po mojemu, ale nie bój żaby – dogadamy się. Ja ci pokażę, co można, Ty mi pokażesz, że jesteś super i warto Ci zaufać, i będzie z nas zgrana ekipa! Psssst……. jedzeniowe kulki pomogą w przełamaniu lodów…

    Także widzicie, trochę nas jest. Po jednych z nas dzwonią, po innych wcale… Za parę dni, za dni parę możemy stracić wszystko, co znaliśmy i trafimy w zupełnie obce miejsca, gdzie znów będziemy musieli się poznawać ze wszystkimi, a nie każdy jest taki hej do przodu, żeby ot tak wejść jak do siebie i powiedzieć, że „siema, witam, o zdrowie pytam, a o której obiad?”.

    Ktoś powie, że przecież przeprowadzka do domu to też przeprowadzka i też obce miejsce. Że tak to ujmę… TEREFERE. Przeprowadzki do miejsca, gdzie będziemy jedynymi (albo prawie) zwierzakami, gdzie poświęci się nam tyle uwagi, ile potrzebujemy, gdzie stres wynagrodzi się spacerami, głaskami i milionem ciepłych słów w niczym nie można porównać do przeniesienia w kolejne głośne i zakratowane miejsce, gdzie będziemy jednymi z wielu i zanim nas poznają, zanim my poznamy ich, zanim dojdziemy do siebie w zupełnie nowym hałasie i zupełnie obcych zapachach, to minie szmat czasu i przeleją się hektolitry stresów…

    Tylko Ty możesz zmienić „nie wiem, co będzie jutro” na „wiem”. Tylko Ty zamienisz niepewność, na pewność, że będzie dobrze, że się uda. Że NAM się uda. Że dzięki WAM się uda.

    Tylko i aż TY.

    Działaj.


    I powtórzę – jakbyście chcieli kogoś z nas poznać, to TUTAJ znajdziecie namiary.

    Artykuł …wiecie, jak to jest nie wiedzieć, co to będzie…? pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/wiecie-jak-to-jest-nie-wiedziec-co-to-bedzie/feed/ 0
    Trudno zobaczyć w bezdomnych oczach nadzieję. https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/trudno-zobaczyc-w-bezdomnych-oczach-nadzieje/ https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/trudno-zobaczyc-w-bezdomnych-oczach-nadzieje/#comments Tue, 06 Dec 2022 22:51:04 +0000 http://oczami-bezdomnego-psa.pl/?p=11045 – …….że dzie to tera? Dzie nadusić? – Tu chyba, czekej… …..PSTRYK…. – … i co? Już? Już działa? Dobre to hasło z krzaków? Widać nas? – Chyba działa! To…

    Czytaj dalej...

    Artykuł Trudno zobaczyć w bezdomnych oczach nadzieję. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    – …….że dzie to tera? Dzie nadusić?

    – Tu chyba, czekej…

    …..PSTRYK….

    – … i co? Już? Już działa? Dobre to hasło z krzaków? Widać nas?

    – Chyba działa! To dawaj!

    – Ale co?

    – No, o kim piszemy przecie! Rany Doskie, z kim mi przyszło tu się zakradać! Przecie wziął żem ciebie, bo sam bym się do tego biura nie zakradł, a skoro już znalazłeś to hasło pod piątym krzaczkiem na drugim zakręcie, to niech ci będzie, że jesteś w drużynie piśmiennej. Teraz musimy tylko wymyślić, o kim napiszemy, skoro mamy dostęp tutaj, a wiesz, że całej nocy nie mamy na to. Potrzebujących u nas jest bardzo dużo, nasi przecie trąbią o nas na prawo i lewo, byle zima nas nie dopadła za kratami. Musimy im pomóc! Tylko kogo wybieramy? Myślże!

    – Ojejkujejku… proste to nie jest… WIEM! Miki, bo ma tak wielkie i smutne oczy… Balto też, bo nam zniknie zaraz, taka już chudzina… O Budrysie zapomnieć nie można, bo żal na niego patrzeć… I Bomi, bo z kolei on zaraz widzieć świata nie będzie… Tak, ta czwórka koniecznie!

    Dobra… to zaczynamy. Tremę mam, jak jasny psint, bo przecież we życiu nie pisałem nic nigdy, zwłaszcza tak publicznie! Ale dam radę. Muszę. Dla dobra psiumpli i żeby pomóc naszym, bo oni na głowach stają, żeby domy znaleźć, to ja siedzieć z podwiniętymi łapami nie będę.

    Zatem… Ekhem.

    Balto niech będzie na ogień pierwszy. Oto i on:

    I co, kto się zakochał z miejsca? Taaak, u nas psiolaski wzdychają za tym zawadiackim spojrzeniem! Balto zresztą jest taki, że i się przywita zawsze uprzejmie, i zabawą nie pogardzi. Taki chłopak do wszystkiego. Stary nie jest, bo go nasi ocenili raptem na 4 lata, więc to jeszcze całe życie przed nim. Uszy nastawione na słuchanie, czy nie idzie ktoś, kto by go zabrał na spacer; wielkie ślipia z kolei wypatrują, czy ktoś chętny na drapanie po pleckach się w zasięgu nie pojawił, iii tak mijają mu całe dnie… A on z tego wszystkiego już tak się stresuje, że go nikt nie weźmie, że chudnie… Powiedział nam w sekrecie, że takie zgryzoty go dopadają, że nic przełknąć nie może…

    Balto duży nie jest, o, ledwo za kolano sięga:

    Z psiumplami i psiolaskami się dogada bez problemu, do zabawy chętnie, do przytulania tak samo pierwszy. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby się w domu znalazł… Tak niewiele, a tak dużo…

    Napisał żem, że Balto ma duże oczy, ale patrzcie tylko na Mikiego:

    Jego ślipia już się w życiu nabały…. pobały…. trudny ten język… w każdym razie bądź rozchodzi się o to, że bały się już wystarczająco i może to właśnie z tego tak urosły. Nie chce powiedzieć, co się stało, za trudne to jest dla niego, ale na dwunożnych pełci brzydszej nie może patrzeć do dziś. Nawet na tych, których zna, których ogląda codziennie, bo przecież ktoś sprzątać u niego musi. Nie podejdzie, choćby tam na ręku najbardziej zapaszysta kulka jedzeniowa leżała! Musiał oberwać nie raz i nie dziesięć… Nie zaatakuje i chociaż narobiono mu milion krzywd, to on sam nic nie zrobi, tylko ten strach w oczach widać straszny na sam widok… Nasi to szanują i nic na siłę. Za to jak ma do czynienia z dwunożnymi laskami, to pakuje się na kolana od razu! Byle być bliżej i byle było cieplej!

    Mieści się bez problemu, bo Miki jest dość kompaktowy:

    Chłopak na medal! …tylko skrzywdzony, więc najlepiej go jak najszybciej do domu zabrać, żeby zapomniał w objęciach jakiejś tylko-jego-od-dziś dwunożnej…

    Skoro o oczach mowa, to i Bomi pasuje do tematu.

    Historia tego rudzielca wesoła nie jest…. Miał dom i swoich dwunożnych, ale kiedy zaczął tracić wzrok, stwierdzili oni, że miejsca dla ślepaka przy nich nie ma… A wtedy jeszcze Bomi widział jako tako… Z lekka zamglonymi ślipiami wypatrywał swoich; miał nadzieję, że wrócą, potem zostało mu głównie wąchanie, czy aby czuć znajomy zapach… Nikt po niego nie wrócił, nikogo sumienie w zad nie ugryzło, nikt nie zmienił zdania, nikt nie stwierdził, że to było jedno wielkie…. no, nieważne chyba co, nie mogę tu za brzydko pisać…

    Nasi walczą o wzrok Bomiego, ale to taka choroba uparta, że jak postępuje, to nijak zatrzymać się jej nie da, więc w jednym oku już jest ciemnia zupełna, jedynie w drugim jeszcze coś widać. Codziennie trzeba cośtam wkrapiać i Bomi jest na tyle mądry, że doskonale wie, że jak tak wet zarządził, to tak ma być i zupełnie bez problemu sobie daje podawać wszystko, co trzeba.

    Nasi mówią, że on jest bezproblemowy, zresztą w średnim wieku to jaki ma być? Lat ma ze 8, więc i mądrość już jest wielka, a życia jeszcze bardzo dużo przed nim.

    Boisz się psa, który ledwo-co-widzi? A uważasz, że lepiej, żeby się obijał o kraty, czy przez jakiś czas o ściany i meble w domu? On się nauczy rozkładu mieszkania, ścieżek na spacerach i jeszcze nie raz perfekcyjnie zaprowadzi Cię do miski, tylko daj mu szansę się zapoznać z Twoim światem… Zaskoczy Cię nie raz…

    Budrys… Budrys i oczy pozbawione nadziei…

    On dobrze wie, że są młodsi od niego. Dobrze wie, że są bardziej żywiołowi, bardziej cieszący się, bardziej ładni (bzdura, wszyscy jesteśmy psiękni!) i w ogóle tacy bardziej. A on jest po prostu starszym, spokojnym psem, który potrzebuje ciepła i kawałka miękkiego posłanka na stare lata. I spacerów nie za długich, nie za krótkich, takich w sam raz. I rąk do głaskania. Byle spokojnych też, bo jak się za dużo miałoby dziać, to się Budrys może zestresować, więc nasi mówią, że lepiej, żeby młodzi dwunożni byli w domu już podrośnięci, nie tacy, co łapią za uszy czy jeszcze nie umieją delikatnie się obchodzić z czterołapem.

    Dużo miejsca Budrys nie zajmie.

    Chyba że w sercu! Tam to może się rozepchać na dobre, byle tylko ktoś go chciał do niego wpuścić…

    O Matko Suczko, ale nam długo wyszło, a i łatwe to nie było, bo wiecie, rozumiecie, to nasz pierwszy raz! Wypadałoby już zakończ…

    – …ej, jeszcze nie!

    – Jak nie, przecież umawialiśmy się, że psy będą cztery i są cztery. Akuratnie, tematycznie, te sprawy.

    – Może i tak, ale wiesz… Może jeszcze Gierek, co…?

    – Jak Gierek? Nie umawialiśmy się na Gierka, miały być cztery psy, są cztery, a przecież możemy jeszcze kiedyś napisać.

    – …….ale….. ale jak Gierek… no wiesz…. on taki smutny…. słyszałem, że mu się już nie chce walczyć nawet… co będzie, jeśli dla niego już nie będzie tego „kiedyś”…?

    – …..dobra. Tyle napisane, to jeszcze kilka zdanek blog chyba uniesie.

    Zatem przeczytajcie o Gierku, owczarku nad owczarki.

    Latem słońce grało w jego sierści. Latem promienie odbijały się w jego oczach. Latem grzał kości na trawie.

    Latem….

    …a dziś…?

    Dziś jest jesień mroźna, zaraz zima zapuka do bramy schroniska.

    W gierkowej budzie samotność rozgościła się na dobre. Tak bardzo na dobre, że trzyma w niej owczarka wszystkimi siłami, a Gierek nie ma już ani woli, ani siły, żeby z nią walczyć. Nie chce wychodzić, nie chce witać nowego dnia, nie chce spacerów, czeka tylko nocy, kiedy znów będzie mógł zasnąć i nastanie cisza… Ktoś kiedyś się go pozbył najprawdopodobniej, bo został znaleziony przy drodze, gdzie bardzo szybko mijały go jeździdła. Został zgarnięty, jak szedł poboczem. Przez jakiś czas miał nadzieję, pokazywał się od najlepszej strony, a widać było, że jak przystało na owczarka – kocha wszystko i wszystkich. Nadal tak jest, nadal za chwile z człowiekiem oddałby wszystko… gdyby miał jeszcze nadzieję… Gierek ma problemy ze stawami. Chodzi, ale z trudem. Wie, że niewielu go takiego pokocha. Wie, że tacy być może nigdy nie przejdą przez bramę schroniska, nigdy po niego nie zadzwonią, nie zapytają… Wie, że być może nigdy nikt nie zatrzyma się przy nim i nie powie „zawalczę o ciebie, dam ci dom i ciepło, będziesz mój, a ja twój, jeszcze razem damy sobie nadzieję”… Próbujemy mu tłumaczyć, nasi robią wszystko, żeby zatrzymać w nim radość, ale kiedy ciemność zaczyna otaczać….. ech…

    …no żesz… mokro mi się na polikach zrobiło, jak ostatniej psiolasce!

    …bo widzicie, schronisko to nigdy nie będzie dom. I chociaż byśmy mieli najlepszą opiekę i najlepszych naszych pod słońcem (MAMY, ale wiecie, o co chodzi), to nigdy nie będzie to samo, co wśród naprawdę SWOICH. Dopiero Wy możecie nas uratować od tego patrzenia pusto w przestrzeń i rozmyślania, że być może nigdy stąd nie wyjdziemy…

    …zatem wiecie, co macie robić… Czytać, rozsyłać, zastanawiać się, czy macie kawałek podłogi na kawałek posłanka dla kogoś bezdomnego…


    Aaaaaa i bym zapomniał! Mieszkamy w takim mieście, co się nazywa skomplikowanie i ja nie umiem wymówić, ale Wy na pewno będziecie potrafili – ZAWIERCIE! Jakbyście na mapie szukali, to tak bardziej na dole i mniej więcej na środku, o. I powiem Wam, że dla kogoś, kto chciałby adoptować kogoś z nas, to go każda droga do naszego schroniska zaprowadzi! Jak tylko będzie chciał! A jakbyście potrzebowali wskazówek czy dowiedzenia się czegoś o nas, to bardzo proszę, zapraszamy tutaj: PSTRYK

    Dajcie dom przed zimą, cooo…?

    Artykuł Trudno zobaczyć w bezdomnych oczach nadzieję. pochodzi z serwisu Oczami Bezdomnego Psa.

    ]]>
    https://oczami-bezdomnego-psa.pl/2022/12/trudno-zobaczyc-w-bezdomnych-oczach-nadzieje/feed/ 1