Adres: Lewa-Szara

Niby niczyje, a każdy z nas jest w wielu sercach… Niby bezdomniaki, a mamy adresy!

Na przykład, ja, Dżokej, Ares iiii nowy biurownik – Tyson! Nie, nie, nie nienienienienie, NIE TEN! Zamieszkał Tyson Dwa. Kolega Dżekiego. Grzeczny, nienarzucający się (jeszcze), za to o żarełko już, już, pomaluuśku……

Tak, ten z tyłu to Tyson. Tutaj nie jako tło:

Tyson do nas przyjechał razem z Dżekim, który był naszym współpsiobiurownikiem niezwykle krótko, bo aż dzień jeden. Zaraz wyjechał do domu! Ich właściciel niestety odszedł tam, skąd się nie wraca, ale gdzie potem, kiedy Majka po nas przylatuje, spotykamy się wszyscy razem…Tyson jest całkiem spokojny i dobrze nam się mieszka razem. Co prawda to kolejna konkurencja do głasków……. ale cóż, biurowników dużo jest, to może trochę tu, trochę tam…

Wracając do adresów – każdy u nas jakiś ma. Jeden mieszka na wiacie pierwszej, w kojcu nr 17, drugi w kojcu nr 5 na wiacie trzeciej, jeszcze inny na Lewej-Lewej, jeszcze inny na Złotych Klatkach… Dzisiaj trochę o Lewej-Szarej!

Na Lewej-Szarej mieszkają psy dwa i kotów trochę więcej.

Z sierściuchów jest Spektro, o którym pisał Dżokej TUTAJ, jest też Czarli, o której pisał też Dżokej TUTAJ. Jest też Zoja iii o niej nie było jeszcze wcale! Spieszę już ją przedstawić.

Zoja to kociolaska. Jest niby czarna, ale pół brody jej pomalowali na biszkoptowo, sama palce w kremie też zamoczyła, a pod okiem jej kilka włosów wyblakło… Taka śmieszna jest kolorystycznie.

I oczy ma zielone! Spokojna taka, nie wadzi nikomu; zje, co podadzą, w tym plastikowym pudle zrobi co trzeba i zakopie. Jak dwunożnego zobaczy, to zaraz zainteresowana i się domaga przywitania, zapyta też, jak dzień mija i czy zimno na dworze. Pełna kultura! Tylko coś mi się wydaje, że najszcześliwsza byłaby jako jedyny sierściuch w domu. Mało towarzyska jest… Niektórzy tak mają, nie lubią konkurencji, czy nie zamierzają się wdawać w rozmowy… Zoja ceni sobie swoje jedynactwo, ale czy w domu musi być od razu kot w każdym kącie?

Na Lewej-Szarej mieszka więcej sierściuchów, ale niech to… już nie pamiętam, które, a nie będę leciał, bo noc ciemna, a się wszyscy pobudzą!

Za to będzie o psach, które ten sam adres mają. Jest tam Grozikus i Krejzol. Psy to dwa, co się do głaskania pchają…

…a kiedy się nie głaszcze, to też mają swoje sposoby…

Krejzol patrzy się z wyrzutem i smutno, bo przecież jak to tak człowiek może z psem w jednym pomieszczeniu być i nie być w kontakcie?? Za to Grozikus uśmiecha się czarująco i wie, że oprzeć mu się po prostu nie da!

To teraz dla rozróżnienia, jakby kto jeszcze nie wiedział… Krejzol przypomina owieczkę. Czarną, chociaż wcale taką przysłowiową owcą czarną nie jest!

 Krejzol jest krejzolem! Po prostu. Tak zwyczajnie, pozytywnie, niepoprawnie jest szalony. Na spacery wybiega radosny jak skowronek wylatujący z dziupelki w pierwszych dniach wiosny! Krejzolowi nie przeszkadza pora roku, każda jest dobra! Do głaskania też jest każdy świetny, pasujący, idealny! Podczas głaskania rozpłaszcza się na podłodze jak dywanik, z którego wystają cztery nogi i kawałek różowej gumki, znaczy język. Pocieszny jest, po prostu! Szkoda, że nikt o niego nie pyta…

Grozikus to świetny kumpel Krejzola!

 Na zdjęciu wyszedł jakiś smutny, ale jak tylko zobaczy, że ktoś do nich wchodzi, to zaraz uśmiech ma na całą paszczę! Jest mniej szalony niż Krejzol, ale tyle samo w nim tęsknoty za ludźmi i kontaktem… Grozikus stoi spokojnie i upaja się głaskami. Jak się przestanie, to grozikusowy nos zaraz trącą rękę, podrzuca ją i wrzuca sobie na łepek… Cześciej się zamyśla, jakby nie wierzył, że cokolwiek się w jego życiu zmieni… Jak się zapatrzy czasem w okno, to i oko mu się zaszkli… Przecież musi być jeszcze jeden rozdział w jego historii!

Tacy to mieszkańcy Lewej-Szarej, sierściasto-szczekający. Każdy chętnie zmieni adres na jakikolwiek inny, najważniejsze, że pod nim będzie Szczęście przez ogromne SZ! 

…czy komuś nie za mało lokatorów w domu…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)