No to zima pełnym pyskiem…

No to zima pełnym pyskiem – śnieg, śnieg i mróz. Dobrze, że nasi bezogoniaści wcześniej pomyśleli. Pewnego dnia patrzymy i ślepiom nie wierzymy! Nowe budy! Dziesięć! A mówią, że będzie więcej! Masywne, ciężkie, łapą nie rozwalisz, zębem nie rozerwiesz[1]. I dobrze, bo kto ma długie kłaki, temu mróz nie taki straszny, ale kto do krótkowłosych należy, ten zawsze miał zimą ciężko.

Bezogoniaści mówią też, że nazbierali tyle tego, co nie śmierdzi[2], że mogą się wziąć za remontowanie następnej wiaty. Ślicznie! Jedna już prawie skończona, teraz doszłaby druga – poprawi się nam.

Ale zacząłem o zimie…. Drogi chyba zawiało, bo wolontariusze nie docierają i rzadziej wychodzimy na spacery. Szkoda…. A może w taki mróz ostygli w uczuciach dla zwierząt? Zimne wichrzysko wiele ciepłych myśli wywiewa[3] z głowy…

Inni za to pamiętają. Sławni się robimy! Pies nosa z budy nie może wychylić, bo zaraz kamery, aparaty…

Przyszli do nas młodzi bezogoniaści z Lubuskiej Szkoły Telewizji i Filmu. Zrobili jeden filmik krótszy (już był ponoć w telewizji, nie widziałem) i jeden dłuższy. Puszczą go w telewizji Odra. Co młodsze suczki gotowe były natychmiast z futer powskakiwać, żeby się doszczekać roli. Starsze tylko głowami kiwały: dom sobie najpierw załatw, jedna z drugą, a nie role! Zgubić futro zawsze zdążysz! Ech, czasy…

Zresztą i starsze nie gorsze. Maja, kundelek, kulawy zresztą, dostała dużą rolę do zagrania. W innym filmie: siedzi smutna w Schronisku i marzy jej się własna rodzina, własny kąt, domowe święta… Wpierw ze dwie godziny pozowała w Schronisku, potem zabrali ją gdzieś do jakiegoś studia. Wróciła naładowana emocjami i z nową kością-gryzakiem w pysku (proszę, nawet tantiemy dostała!). A film będzie można zobaczyć w mieście na takich dużych ekranach, w autobusach na mniejszych i jeszcze gdzieś…

A poza tym Sharky i Luna pojechali do żużlowców Falubazu na klubową Wigilię. Też się fotografowali. Z Prezesem klubu, z żużlowcami. Sharky chciał zaraz pojeździć sobie na maszynie, po torze, ale mu nie pozwolili. Szkoda! On jest też zakręcony w lewą stronę[4]: kręci się za ogonem, a tak szybko, że wzrokiem za nim nadążyć nie można. To i tu by sobie poradził, kółka by tylko większe robił. Może by nawet rekord toru pobił… Przywieźli ze sobą kupę pamiątek klubowych, bombki z autografami żużlowców, Koszulę Prezesa. To wszystko pójdzie na aukcję w Internecie… A jednemu z żużlowców mało chyba było, bo na drugi dzień przyjechał do nas, do Schroniska, żeby się z naszą Bellą pofotografować. Z tych wszystkich zdjęć mają kalendarz drukować. Fajnie! Będzie więcej tego, co pachnie[5]. Na tę nową wiatę, albo co innego… Aha, i na stronie klubu żużlowego też jesteśmy!

O, na Doga! Przecież miało być o zimie. No to taki apel do właścicieli psów. Jak idziecie z nimi na spacer, nie zapominajcie o obrożach z adresatkami[6]. Coraz więcej psów się gubi. A że są domowe, to na śniegu, w mrozie, nie radzą sobie. Nawet jak trafiają do Schroniska, to mija parę dni, zanim je właściciele odbiorą. A one w międzyczasie wyją dni i noce. Mazgaje, ale szkoda ich! Więc pamiętajcie[7]!

[1] Paru takich, którym te nowe budy się trafiły, próbowało. Haha! Nic z tego!

[2] To, co nie śmierdzi – bywa papierowe lub z metalu; rzeczywiście nie śmierdzi, sprawdziłem autopsyjnie, gdy jednej bezogoniastej, co sprzątała w wiacie, wypadło takie coś z kieszeni. Inne nazwy tego czegoś: „kapusta” (bzdura, też sprawdzałem!), „siano” (no, jak się ma tego tak dużo, że można się w tym zagrzebać, to może i grzeje – nie ma szans, żebym to sprawdził).

[3] Wywiewa – czyli robi tak: wiuuuuu… i już.

[4] Zakręcony w lewą stronę – to taki, który… Ojej, nie chce mi się tłumaczyć. Kto się zna na żużlu, ten wie, o co chodzi.

[5] To, co pachnie – …chyba jednak przesadziłem.

[6] Adresatka – taki dzyndzelek przy obroży. Otwierany. A w środku karteczka z imieniem psa i adresem, pod którym mieszka.

[7] Pamiętajcie – i o tych zagubionych psach, i o nas w Schronisku – przecież od tego ich wycia spać nie można!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)