Nie lubiła jeździć samochodami…

Nie lubiła jeździć samochodami. Fobia taka rasowego persa. Zaraz zaczynała miauczeć, biegać po fotelach, włazić na kierowcę, szturchać… Jej bezogoniaści wozili ją więc zawsze w takiej przenośnej klateczce. Raz zapomnieli – pośpiech, albo co… No i gdy podróż się skończyła i otworzyli drzwi, obrażony sierściuch tylko smyrgnął z wozu i tyle go widzieli! A domowy zwierzak na wolności przeżywa różne przygody. Jej też się trafiło – przywieziono ją do nas z wielką gulą w miejscu oka. Zjawy zaraz zaczęły ją leczyć, ale szło opornie…

A czas też szedł. Jej bezogoniaści niby jej szukali, ale jakoś niemrawo. Przesiedziała w schronisku miesiąc, zanim się po nią zgłosili. Z początku nie uwierzyła, że to oni. Dopiero po długiej chwili skoczyła do nich i zaczęła lizać ich po rękach… Złe się skończyło!

Ciekawe, czy niechęć do samochodów skończyła się też.

            W ogóle to był taki koci dzień. Cztery sierściuchy poszły z kociarni do nowych bezogoniastych. Niech się im wiedzie.

            Byłam na spacerze, jak wydawali ostatniego z nich. Wróciłam trochę zziajana i na materacyk odsapnąć. Ale słyszę, że wolontariuszka, z którą byłam w lesie po cichutku pyta naszych bezogoniastych, gdzie jest szczotka! Zwiałam, aż się kurzyło. Do schowanka! Mam takie już wam pisałam. Czesać się nie dam! Starczy raz na rok, a tu co chwilę!… Po pół godzinie wylazłam – pewnie już jej przeszło. A gdzie tam! Zaczaiła się! I łaps! Trudno, niech tam… Zresztą, spacerowała ze mną ładny kawał czasu, no to niech jej będzie, skoro tak lubi. I dałam się wyczesać. Co też stary pies musi czasami znosić!

            W międzyczasie nasi bezogoniaści wpadli na nowy pomysł i ogłosili, gdzie mogli, że w schronisku będą się odbywać zajęcia dla tych, którzy adoptowali tu stąd jakieś zwierzęta i mają z nimi problemy. Najróżniejsze. Z chodzeniem na smyczy, z załatwianiem się, z niesłuchaniem komend, wiecie… No i zaraz zgłosiło się kilkadziesiąt osób! W wyznaczonych dniach będą więc przychodzili do schroniska, najlepiej ze swoimi zwierzętami i taki jeden treser będzie ich uczył, co robić. Niby dobrze, ale kto zrobi zajęcia dla psów, jak mają sobie radzić z bezogoniastymi?

Ot, przyjechała do schroniska starsza bezogoniasta i przywiozła kotkę. Wpierw ogłosiła, że chce tu sierściucha zostawić i spieszy się, bo taksówka czeka. Dlaczego? Bo mąż umarł i ona właśnie się przeprowadza do córki. A kotki z sobą wziąć nie może? Ano, nie, bo córka też ma kota. Agresywnego! To może by jednak dać zwierzakom szansę? Może się zaakceptują? No nie, bo bezogoniasta ma jeszcze dwa inne koty, które bierze ze sobą. A, więc dokonała pani selekcji! I dlaczego wyszło na tę właśnie? Bo ona ma już dziesięć lat! Stara!… A ma pani serce, proszę pani?… Jak jej nie weźmiecie, to ją… wypuszczę!… No tak!

Sierściuch, oczywiście, został w schronisku. Była… była… A niech to!…

Ale zdarzył się cud i ktoś upodobał sobie staruszkę. Poszła po dwóch tygodniach. Radość!

Oran, mały kundelek, trzy lata przesiedział w schronisku. Trudno o milszego czworonoga – a szczęścia nie miał! Do teraz. Znaleźli się bezogoniaści, którym się spodobał. Dość daleko stąd mieszkają. Ale mają własny dom z obejściem. I Oran będzie mógł mieszkać albo w domu, albo na podwórzu w budzie – jak mu się spodoba! No, no, jeszcze wybór będzie miał! Radość!

Ledwie ci bezogoniaści stanęli przy jego kojcu, a zwierzak już poczuł, że coś się stanie. Zaczął się niespokojnie wiercić, chciał zwiać do budy, dopiero psy z sąsiednich kojców mu wytłumaczyły, że idzie do swojego domu, więc niech się zachowuje i nie robi nam tu poruty! To się opamiętał, dał się wyprowadzić, nawet wziąć na ręce tej nowej bezogoniastej! Ale minę miał nietęgą. Zresztą, trudno się dziwić: schronisko było jego domem przez większą część życia, a tu nagle trzeba ruszać w niewiadomą… No, ale pojechał!

A w kojcu została sama Perełka, która mieszkała z nim od paru miesięcy. Też kundelek, wdzięczna suczka jak rzadko. Dobrze byłoby, żeby i ona…

Ale kto weźmie ślepego psiaka?

Komu radość, komu smutek…

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)