Bazarowali „na czterech łapach” dla wieeeeluuuu łapek!

Nasi kochani dwunożni myślą o nas. Mało napisane! Śnią o nas nawet!

I jak tak o nas myślą, to głównie po to, żeby wynaleźć sposoby, żeby było nam lepiej, cieplej, zdrowiej, miłośniej i przytulaśniej… Starają się ci nasi, ja wiem i wszyscy wiemy!

I tak się postarali też, że zorganizowali taki bazarek, co to się nazywał „Na czterech łapach”. Niby na czterech, ale tych dwunożnych było tylu, że powinien się nazywać „Na dwudziestu nogach”. Mniejsza o nazwę, najważniejsze jest to, co się tam działo!

– Buulbaa… ale przecież ciebie tam nie było! Co ty masz do napisania, skoro nic nie widziałaś!

– Ale słyszałam! Właśnie, że słyszałam i właśnie, że widziałam! Poza tym: Klajd był i mi opowiedział trochę; nasi potem wrócili liczyć te wszystkie papierki i też opowiadali innym, jak było; oglądałam zdjęcia przecież!

Zobaczcie:

…były małe stojaczki ze zdjęciami sierściuszków, może ktoś się w którymś zakochał i już jest w domu?

… kupić można było takie śmieszne stożki i kulki. Te pierwsze mogą udawać świąteczne choinki, a te drugie to były takie ozdoby do zawieszenia na prawdziwej choince. Obie wersje były psiokocie oczywiście.

…i w ogóle było duuuuużooo róóóżnyyych rzeeeczyyyy, wszystkie zrobione własnoręcznie przez wielu ludzi, którzy nie mogą przejść obojętnie obok potrzebujących czterech łap.

…każda rzecz była mile widziana, pod warunkiem, że była związana z psami czy kotami.

 

…mogły być stojące, wiszące, poziome, pionowe, wypukłe i zupełnie płaskie!

 …a jedna pani, która kocha zwierzęta, wierzy w anioły. Na przykład nasza Majka jest takim aniołem, ale czworonożnym i dwuskrzydłym. Ludzie też mają anioły, te też są dwuskrzydłe, ale już tylko dwunożne. I ta pani podarowała nam dużo obrazków ze skrzydlatymi!

…podarowała nam też kalendarz, na każdy miesiąc jest anioł, najczęściej z kotem, ale akurat te siedzą w sercu malarki bardziej niż psy (dwunożni już tak mają, że przeważnie dzielą się na „psiarzy” i „kociarzy”, psy i koty tego nie rozumieją, bo człowiek jest jeden i ten sam, i tak samo głaskać może czy spacerować po lesie!). W kalendarzu jest jedyna w swoim rodzaju dedykacja!

…prócz naszego stoiska, było też stoisko Miętowego Królika. Miętowy Królik to taka grupa pań, które szyją zwierzaki z kolorowych materiałów. Pomagały nam już na „Z psami pod palmami”, pomogły i teraz, i zapowiedziały, że jak jeszcze trzeba będzie, to będą zwarte i gotowe! U Miętowego Królika było świątecznie, był na przykład taki renifer, a raczej jego łeb z rogami, w takim kole, co to można powiesić na drzwiach przed świętami i jest ładnie.

…o! A tutaj jest Klajdzioch!

…Klajd został przyozdobiony odpowiednio, żeby nikt nie miał wątpliwości, co on tutaj robi!

…Klajd miał tam misję, miał się zapoznać z dziećmi i grzecznie dać się głaskać, i pomagać naszej rzeczowniczce (…jakoś tak… taka pani, co jest odpowiedzialna za kontakty z gazetami, radiami i telewizjami…). Opowiadał mi też, że poszedł się poprzytulać do jednego małego chłopca, a ten się od niego odsuwał. Co Klajd podchodził do niego i łepek ocierał o małe nogi, to chłopiec dwa kroki do tyłu robił… No to Klajdziu niezrażony tuptuptuptup, to z lewej, to z prawej chciał się poprzytulać, ale młody dwunożny zupełnie nie spodziewał się, że pies tak po kociemu może się zachowywać! A ten nasz czarny psiur już tak ma, że zupełnie nie wstydzi się wyłożyć na czyichś kolanach albo głowę przytulać do łydek…

 …były też tablice tego naszego stowarzyszenia! Chętnie ludzie oglądali i czytali. Najbardziej zachwycały zdjęcia z nowych domów, wiadomo. Każdy się z tego cieszy najbardziej!

 …noooo iiii najważniejsze – było dużo ludzi! Były dzieci i byli dorośli, jednym podobały się figurki, innym obrazki, każdy coś dla siebie mógł znaleźć!

 …a jak coś się spodobało, tooo wrzucał należność do puszki! Dobrze, że nasi wzięli dużą, bo szybko by się zapchała!

…i tych wszystkich papierków to było tyle, że nasi się cieszyli, jak nie wiem co! Wiem, bo akurat siedziałam pod stołem, jak liczyli. Trzeba było pilnować, żeby nic nie spadło. Powiedzieli, że tego wszystkiego zebrało się ponad tysiąc pięćset złotych! HUURAA!!! Znaczy… ja nie wiem, ile to jest… bo się psy na złocie nie znają, ale jak się tak nasi cieszyli, to to pewnie dużo jest.

Nie wszystko zostało sprzedane, ale słyszałam, że jeszcze za tydzień ma być jakieś stoisko u nas i wtedy będzie można kupić to, co się teraz nie sprzedało i będą jeszcze inne rzeczy, bo jak ktoś ma talent w rękach, to może jeszcze coś dołożyć od siebie psiokociego!


Nacieszyliśmy się tym bazarkiem, ale mamy też przykre wieści… Najprzykrejsze, jakie tylko można przekazać…

Gościł na tym blogu nie raz… Pisała Majka, pisałam ja… Podobnie pisałam o Skoczku. Skoczek jednak pojechał wreszcie do domu, a ten mały, dzielny psiak…

Ech, żegnaj, Niko. Czekałeś wiele dni, wiele lat na swojego Człowieka, na to jedyne serce. Czekałeś na dom, na inne ścieżki spacerowe. Czekałeś na swoją miseczkę… Każdego dnia patrzyłeś z nadzieją na ludzi, każdego dnia uśmiechałeś się pięknie, krzyczałeś do mnie „DzieńDobry, Bulbusiu, miłego dnia!”… Tak bardzo kochałeś ludzi, tak bardzo wszyscy w schronisku kochali ciebie…

Byłeś chory, ale nie poddawałeś się, nie mówiłeś o tym, to nie było ważniejsze od wyjścia na niedługi i spokojny spacer…

Żegnaj, mały, dzielny Niko… Tak byłeś nazywany, taki pozostaniesz w nas wszystkich…        

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)