Walka o błogość i niestraszność w najlepszych miejscach – DOMACH

 Błoga i Straszka z jednego przyjechały miasta. Było to już ze trzy wiosny temu. Mnie wtedy tutaj jeszcze nie było, ale ci, co byli powiadają, że ani pół słowa z nimi nie dało się zamienić. Do budy obie się chowały, jak tylko tupnięcie było słychać. Potem zaczęły wychodzić i krzyczeć na wszystko, ale tak czy siak, jak tylko ktoś zrobił krok w ich stronę, to MYK do budy.

To jest Błoga w niebłogim nastroju…

I wystraszona Straszka:

Była mała garstka Wolontariuszy, którzy dotarli do serc Błogiej i Straszki. Z nimi było właśnie błogo i niestraszno na spacerach, ale wiadomo, że nasze marzenia nie kończą się na tym, żeby psy nie bały się wychodzić na spacery, ale żeby znalazł się ktoś, kto zechce je przygarnąć i pokazać większy kawałek świata niż nasz ten las!

Siedziały tak sobie obie w jednym kojcu, razem wychodziły na spacery, razem spały i jadły i… razem sobie tłumaczyły, że trzeba się bać, bo jest strasznie na świecie i biada im, oj biada. W końcu nasi stwierdzili, że lepiej będzie je rozdzielić, bo inaczej to w życiu nikt nie będzie ich chciał adoptować, jak będą na widok każdej obcej osoby chować się w budzie.

Psiolaski zamieszkały osobno i ich świat wreszcie przestał się ograniczać do małej garstki osób. Wciąż jednak daleko im było do przytulaśnych, psich misiów… Bywały wyluzowane i uśmiechnięte, ale dalej tylko na spacerach z ludźmi, których dobrze znały…

Tutaj drepta sobie Błoga:

 A tutaj Straszka nierozumiejąca po co ta cała sesja, skoro wtedy się mniej spaceruje…

Wolontariuszki, którym się psiolaski szczególnie wryły w serce, prócz tego, że przychodziły regularnie i tłumaczyły, że psio-ludzki świat może być super ekstra, ogłaszały Błogą i Straszkę gdzie się dało. Znały te suczki jak własne kieszenie, na wylot, od podszewki, czy jak to tam jeszcze mówią dwunożni. Nie poddawały się, odświeżały ogłoszenia, zachwalały, kiedy mogły każdemu…

I pewnego dnia ktoś zapytał o Nerfkę… Nie, nie pomerdało mi się, ktoś zapytał o zupełnie innego psa, ale ta nasza Wolontariuszka od razu stwierdziła, że dla tej rodziny to Nerfka nie… Zareklamowała jednak Straszkę! Ma być łagodna dla dzieci, do mieszkania porządna buda i kojec, do dyspozycji ogród, blisko las… Miejsce dla Straszki wymarzone! Nawet ten kojec nie byłby zły, bo dla takiego strachulca każde stuknięcie, każde włączenie jakiejś kuchennej maszynki byłoby strrrraszne!

Rodzina przyjechała do schroniska raz, potem drugi… Straszka się spodobała! Ci dwunożni mieli wcześniej psa, ale odleciał za Tęczowy Most. Specjalnie czekali na wiosnę, żeby psiak miał czas się przyzwyczaić do ludzi i rodziny, żeby w razie mrozów w zimie mógł jednak pomieszkać w domu też. I czworonóg musiał lubić młodszych dwunożnych, a Straszce żaden wiek nie przeszkadza.

Nie trzeba było dużo czekać, decyzja zapadła, że jedzie Straszka do swojej rodziny!

Tak było ze Straszką… a z Błogą…?

W pewnym domu pojawiła się myśl, żeby przygarnąć psa. Domek, ogródek, jest, gdzie spacerować. Dorosła pani domu powiedziała „Może jakiegoś kupimy?”, ale niedorosła zaraz odpowiedziała „Jak pies, to ze schroniska!”. Młodszej spodobał się jeden nasz pies, który jest przyjacielski, wesoły, idealny dla każdego, ale starsza powiedziała zaraz, że jak ze schroniska to taki, który ma mniejsze szanse…

Skontaktowali się z naszą Wolontariuszką w sprawie Błogiej… Porozmawiali, odwiedzili schronisko raz, odwiedzili drugi… Decyzja zapadła, że jedzie Błoga do swojej nowej rodziny!

Błoga i Straszka przyjechały do schroniska tego samego dnia. Wyjechały… dzień po dniu! Czy to nie magia!?

Minęły cztery miesiące odkąd są „na swoim”. Wcześniej nic nie pisała Sonia i ja, bo wiecie, nie ma co się tak wyrywać w takich sytuacjach, ale dzisiaj już chyba mogę zdradzić, żeee…. wszystko w porządku! Co prawda Straszce dalej jest czasami strasznie, a Błogiej jeszcze nie zawsze błogo, ale na drodze są bardzo dobrej, bo towarzyszą im ich ludzie, ich rodzina.

Takie mamy wieści od Straszki:
W pierwszych dniach  trudno ją było namówić na spacer, trzęsąc się siedziała w budzie. Dawała się zabierać na krótkie spacery wokół domu, każdy ruch wywoływał u niej lęk. Aby zacząć nowy etap i dodać trochę odwagi daliśmy jej nowe imię Maszka na drugie Walkiria 😉 Po trzech tygodniach już bez smyczy biega wokół domu radosna jak mały koziołek choć nadal z dużym dystansem wobec nas. 

Widać że zaczyna nas lubić ale z daleka. Cieszy się na nasz widok, ale głaskania jeszcze nie lubi.
Kiedy byłyśmy pierwszy raz na spacerze w lesie, auta i pies sąsiadów nie przypadł Maszy do gustu ale już sam las jak najbardziej.

Cudnie, prawda?? Miała jeden mały epizod ze zwiedzaniem okolicy, ale wróciła sama do domu, rozumie, że nigdzie jej tak dobrze nie będzie… Najlepsze jest jednak to, że jej rodzina doskonale zdaje sobie sprawę z drogi, jaka jest przed nimi i nie przeraża ich to. Chcą pomóc Straszce-Maszce.

Co u Błogiej? Nasi byli ją odwiedzić!

Błoga zwana B(ł)ogusią jest bardziej odważna niż Straszka, ale jak naszych zobaczyła, to zaraz zwiała i tylko łepek wystawiała trzymając bezpiecznie resztę ciałka za ścianą… Jej pańci udało się ją jednak wyciągnąć do zdjęć, chociaż i tak bezpieczniej było, kiedy pańcie obie stały między Błogą, a (nie)wątpliwym niebezpieczeństwem w postaci dwóch naszych.

Błoga wychodzi na spacery, na które baaardzo się cieszy! Nie omija już szerokim łukiem każdego, jest coraz odważniejsza. I poza pańciami nie widzi świata… Kiedy jest się w ramionach swojej ukochanej dwunożnej, jest najbezpieczniej i nikt krzywdy nie śmie zrobić,

– Ooohohohohoho, Tysiaczku, cudowna historia!

– Neska, jeszcze nie skończyłem…

– WIEM, ale ja skończę, ja wiem, ja umiem, ja mam coś psieważnego do napisania! Słuchaj…

Nasi byli ostatnio na wizytach u psów, które od nas wyjechały do domów. Jeżdżą tak i sprawdzają, czy aby na pewno trafiły tak, jak miały trafić i czy mają się na tyle dobrze, na ile mamy nadzieję, że mają.

Zajechali do jednej naszej psiolaski… Gadka-szmatka, jak to mówią, zachwyty nad miękkością futerka naszej byłej mieszkanki, zakłady, ile ma w pasie, bo chociaż karmiona najlepszą karmą pod słońcem, to bliżej jej do pluszowego czołgu, ale Saran, bo to o niej piszę teraz, się zupełnie tym nie przejmuje, bo jej pańciostwo ją kocha nad życie i by kochało, czy byłaby łysa, czy nagle wyrosaby jej dodatkowa noga! 

       Saran ma zajepsiście, ale ja przecie nie o tym miałam…

Pańciostwo Saran zachwyca się blogiem! Tysiaczku, mamy fanów!

– …chyba ja…

– Tak, tak! Mamy fanów, Tysiu! Takich z prawdziwego zdarzenia! 

Pan powiedział, że dwa razy w tygodniu jego żona albo płacze albo się śmieje bladym świtem, bo siedzi i nas czyta. Powiedzieli, że bardzo by chcieli poznać autora. Zapraszamy baaardzo, nie, Tysiak? Tysiak, co ty? Psiaki nie płaczą! 

– Czekaj, Neska… Ja tak tylko… Wzruszył żem się nieco…. Bo to tak cieszy, kiedy wiadomo, że chociaż te kilka osób tak bardzo nas lubi czytać i specjalnie wyczekuje, i wstaje rano wcześniej, i nie na darmo to nasze ślęczenie nocami…

– Tysiu, ale wieeesz co jeszcze powiedzieli?? Wiesz, co ich zachwyciło najbardziej? JA! Znaczy nie cała ja, ale ja od połowy do tyłu… Też ich zachwyciło jak z gracją kręcę zadkiem jak biegam, ohohohoho!

Pozdrawiamy psierdecznie wszystkich Czytacieli, dziękujemy, że nas czytacie i miło nam psiebardzo… Dobrze, że się okazuje, że to nasze pisanie ma sens…

I dobrze, że możemy pisać też o wielu dobrych rzeczach, jak dzisiaj o Błogiej i Straszce. 

Wraca wiara…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)