Co z Wami…?

Czy jak się uderzycie w coś, to to Was boli? A jeśli ukłujecie się igłą, przytniecie nożem, to boli też? Jak ktoś, kto jest dla Was kimś niezwykle ważnym, najważniejszym czasami, zostawi Was bez słowa pożegnania, to jest Wam przykro?

I co, na wszystko możecie odpowiedzieć TAK, prawda?

…to dlaczego robicie to zwierzętom i powieka Wam nie drgnie nawet…? Bardzo byśmy chcieli być nieśmiertelni, twardzi i niezniszczalni, ale tak się składa, że pod tym względem jesteśmy podobni do Was.

Kiedy Terry został adoptowany, miało być na zawsze i miało być pięknie!

….a tymczasem nasi się dowiedzieli, że w pewnym domu mieszkał dwunożny z psem, ale teraz tylko pies został, w dodatku na dworze. Nasi pojechali i się okazało, że to nasz Terry! Właściciel się wyprowadził, miejsca dla psa zabrakło. Ten śmiesznouszasty psiak mieszkał u nas kiedyś, jak był jeszcze całkiem młody, potem zdaje się, że był adoptowany, ale cośtam też nie tak było i wrócił i potem znów adopcja… i znów go zawiedli… Nie wiem, co jest w niektórych psach, że wracają raz, potem drugi… Nie on pierwszy taki, a przecież to całkiem fajny psiumpel! Zmężniał, już nie jest taki dzieciuchowaty, ale dzieciuchowa radość na widok dwunożnych w nim została. Całe szczęście! Czaruje każdego, kto przechodzi, wgapia się tymi ślipiami jakby chciał wwwwiercić się przez oczy do serca i wprosić się do środka bez pytania. Dom na zawsze-zawsze-ZAWSZE mu potrzebny…

Maxa spotkał ten sam los, chociaż w zupełnie innym miejscu.

Adoptowany jako psieciuch, potem się okazało, że ma „dziwnie” dużo energii, że ciągle by na spacery chodził, że go świat interesuje i że potrzebuje więcej uwagi niż tylko pomachanie mu zza firanki. Dziwne, prawda? A to bardzo sympatyczny psiumpel z zepsutymi uszami. Znaczy słyszy na oba, ale jedno kłapciate, a drugie takie… no nie wiem, jak mu matka natura te uszy osadziła, ale coś jej nie wyszło. Trudno. Za to sierść ma w takim kolorze innym, niż inni mają i radości za pięciu, i energia go rozpiera! Stworzony do zwiedzania świata, a nie do siedzenia za płotem… To młody pies jeszcze…

Nowik z kolei został potrącony jeździdłem. Zdarza się, bywa, czasami się nie zauważy, czasami nagle zwierzak wbiegnie…

Tak normalnie to by się wydawało, że dwunożny powinien się zatrzymać, pomóc, poszukać chociaż, kto się zajmie, prawda? W tym przypadku jednak miał to w… no tam, gdzie miał, a gdzie nie powinien mieć. Gdyby nie ci wszyscy, którzy to widzieli i którzy wezwali pomoc, to by nie wiem co było… Nowik miał pęknięte kości i tylne łapki nie chciały mu działać, czyli to nie było ot takie byle jakie draśnięcie! Teraz już wcale tego po nim nie widać na szczęście, już mu nic nie dolega, za to nie da się nie zauważyć, jak bardzo ten pies potrzebuje dwunożnych… On całym sobą, całą kudłatością, całym misiostwem tęskni za dwunożnym towarzystwem. I młody jest w miarę, i psiolontariusze się nachwalić nie mogą, i tylko czekać, aż ktoś go zauważy i zechce zabrać ze sobą na zawsze-zawsze. …mam nadzieję, że tak się w końcu stanie…

Jak ktoś myśli, że porzucane są brzydkie, stare, problematyczne zwierzaki, żeby je wymienić na ładniejsze, młodsze, posłuszniejsze modele… to przedstawiam Kazuję.  

Jak się już napatrzyliście, to polecę dalej z tematem. Kazuja została zapakowana w kontener z całą zgrają sierściuszątek i pozostawiona na działkach. Obok stało kolejne plastikowe pudełko z kolejnym stadkiem, tym razem bez kociomatki. Kazuja ma rok i jest nieśmiała, chociaż w taki sposób wiecie, dość mocno koci… czyli „jestem sierściuchą, okaż mi należną uwagę i uniżoność, a zaszczycę cię spojrzeniem”…. Sierściucholuby lubią takie mruczki, zdaje się, bo i sami je utwierdzają w przekonaniu, że to właśnie wokół mruczków świat się kręci…  U Kazui ani agresji nie ma, ani złośliwości, ale ta Jej Wysokość Zielonooka robi wrażenie. Trzeba do niej łagodnie, jak ją tam pomiziają, to i ona się rozluźnia, odpręża i może nawet mruczeć zacznie niebawem! Nie wiadomo, co tam się działo przed pudłem na działkach, ale nasi mówią, że Kazuja była domowa. Ktoś może nie upilnował, a ona przyniosła puszysty bagaż do domu, więc została wyniesiona…

A to boli wszystko, wiesz? Boli Ciebie, kiedy coś Cię uderzy i boli od środka, kiedy ktoś zrobi coś bardzo przykrego. Nas też boli, wiesz? Nam też się kości gruchotają, nam też serce się rozrywa na kawałki… Jesteś zły, kiedy coś się stanie, prawda? To dlaczego dziwnie oczekujesz, że my jesteśmy twardzi i otrzepiemy się, pójdziemy dalej świetnie sobie radząc samemu na ulicy? …Ty masz chociaż klucze do własnego domu… Ty chociaż jakoś sobie to wszystko wytłumaczysz… My sobie tego nie tłumaczymy, my widzimy winę w sobie. Zamykamy się na świat i często czekamy siedząc w miejscu, bo nie wiemy, co mamy robić dalej, bo zawsze mieliśmy kogoś obok…

Co z Wami, dwunożni, którzy mogą spać potem jak gdyby nigdy nic po tym, kiedy porzucili rozkletotane zwierzakowe ciałko tak bardzo wierzące, że jednak nie zostało samo na świecie…?

…a żeby Was….


Jakiś tydzień temu pisałem o sierściuszątkach, których przybywa, jak co roku, w tempie jakimś niewyobrażalnym. Kilka dni później na biurku u naszych wyrosło takie pudełko…

„codziennie świeże dostawy”

I tak mnie tylko sierść się zjeżyła na plecach, bo ile jeszcze tych małych, puchatych kulek zostanie wsadzonych do pudeł i zostawionych przy drodze…? Ile się urodzi, bo przecież fajnie, jak się rodzą, ale co kogo obchodzi, że potem trzeba coś z nimi zrobić…? Cały internet teraz pływa w sierściuszątkach, wszyscy błagają o dobre domy dla maluchów, niektórzy się dziwią, że nie ma chętnych, a chętni są, tylko pewnie wzięli inne. Ale co to obchodzi tych, którzy wystawili zwierzaki przed dom, a wcześniej nie zapobiegli ich urodzeniu? Przecież to innych teraz problem, prawda…? Przecież zawsze ktoś pomoże i zawsze się dom znajdzie, prawda…? Już mi się tłumaczyć chyba nie chce nawet, dlaczego to nie do końca prawda…

…ech…

3 komentarze

  1. Neko Stańko

    Hej,odkryłam Twojego bloga niedawno i zakochałam się! Teraz codziennie czytam po dwa, trzy wpisy, dawkując sobie, by starczyło mi na dłużej. Sama mam psiaka ze schroniska, wszystko co tu opisujesz jest takie przejmujące, wprost, kurcze… podziwiam. Podziwiam mocno. A co do tego wpisu wyżej… jak patrze w oczy mojego przyjaciela, który właściwie ma je teraz zamknięte, bo śpi obok, to nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, która musiałby mnie przymusić, żeby go zostawić, oddać. I tak, nie wyobrażam sobie jak można po tym zasnąć. Przecież te oczy są takie czułe, takie kochające. Nie wierzę, że te oczy nie wracają do opiekunów w snach. Cieszę się ogromnie, że trafiłam na Twój blog. Życzę Ci więcej wpisów! Czekamy z utęsknieniem.

    • Łoooo, dziękuję za tyle miłych słów… Wciąż brak mi pewności, że to, co piszę, jest warte czytania, przecież jestem bezdomnym psem, nasze zdanie rzadko kiedy się liczy… DZIĘKUJĘ więc i aż chce się pisać dalej!

  2. Hmmm..serce peka te male kotki,nawet zlosc kleka-czasami niewiem czy to dobrze,moze wlasnie ona dominowac powinna. Tylu winnych cierpien niewinnych,bu umiec szybciej,trafniej ocenic,pomoc innym , czasami po to zyjemy,przezywamy. Czoje to jak nigdy co robic by nie zaszkodzic niechcacy? Jeszcze ten zorko!!!!xxx,.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.