Świat leczących kulek.

Najsampierw wszystkim Wam i nam pożyczę wszystkiego jak najlepsiego w tym roku, co to mamy go od wczoraj! Oby się nam wszystkim spełniło i zrealizowało wszystko, co byśmy chcieli najbardziej i bardziej, i mniej bardziej, ale też.

Aaa teeeraaaz przejdę do tematu ważnego znów, bo mnie się o uszy me miętkie obiło, że dwunożni mówią, że nie rozumieją czegoś. Tu akurat nie mam pretensji, bo to jak się nie widzi tego od środka, to nie ma jak zgadnąć, a chodzi o to, że ktoś mówił, że nasi trąbią na około, że potrzebują monetek na leczenie nas, a przecież są zbiórki na stronie wuwuwuzbiorkanaburkapeel i jak to tak, że przecież zbieramy, a jeszcze potrzebujemy.

Zatem – blog bawi, uczy, wychowuje – pokażę Wam świat naszych Tabletkowych. Wcale nie jest taki mały, jakby to można było obejrzeć „na burku”, gdyż albowiem ponieważ nasi to zbierają dla „kilku” czterołapków – dla kilkunastu na jakieś operacje, zabiegi czy badanka, dla kolejnych zbierają na te leczące kulki, aaaleeee zauważcie, że taka zbiórka na tabletunie jest jedna na jakiś czas. Dla kilku nas raptem. Moooże kilkunastu. Tymczasem patrzcie:

To jest takie sprytne centrum rozdzielania. Tacuszki, w nich dziurki, do nich wkłada się takie pojemniczki sprytne, wszystko to się okleja papierkami z imionami, o:

I widzicie, że tam i cyferki są napisane, które oznaczają, o jakich godzinach się je roznosi. Nie wiem, czy tam możecie policzyć, ile jest tych pojemniczków, bo ja usiłowałam wszystkich łap użyć do liczenia i mnie nie wyszło… W każdym razie – sami widzicie, jakie to ilości leczących i wspomagających kulek i kuleczek każdego dnia się rozdziela. Nasi zbierają od czasu do czasu monetki, żeby pomóc w kupnie kilku opakowanek, ale przecież to nie tak, że nasi rozdzielają tabletunie po zbiórkach, a jak nie ma, to trudno, niech te wszystkie wątrobowce, sercowce i rakowce czekają. Wcale tak nie jest! Każdego dnia kulki trzeba rozdać i już. Choćby świat miał się kończyć.

Macie może w domach jakiegoś choruska; codziennie przekonujecie go, żeby połknął coś, co jest za gorzkie, za twarde, za wstrętne i w ogóle FU, ale zjeść musi. Wiecie może, ile to zachodu, namawiania, ile to monetek na to trzeba. Tutaj to jest razy kilkadziesiąt.

Na przykład… czekajcie… spiszę z rozpisek Tabletkowych, bo słyszałam, że lubicie tak konkretniej…. eeyyyyy…… Matko Suczko, co to za nazwy są! Ech…. jak ja się dla Was poświęcam, to nie macie pojęcia nawet…..

Dobra, lecimy.

Derlik.

Bierze codziennie 1 Brajn Aktiv Balans, 2 Luminale,  2 Artrowety, 1 Hepatiale, 2 Zentonile, 1 Ursopol. Jakby tak kupić po jednym opakowanku, które czasami wystarcza na miesiąc, czasami więcej, ale czasami też mniej, tooo….. yyy…. 58… 7… 67…. 42….. 68…. 74…. W suuumieeee 316 złotych monetek.

Diego….

Gdzie to zapisane jest…. ooo mam. 1 Synokłin, 1 Neurowit, 2 Kanerdżi, i pół Milgamy. I znów, po jednym opakowanku too jeeest… 120…. 52… 136… 40… W sumie 348 złotych monetek.

Suzi….

Ech… ta to jest biedna… Bierze codziennie 1 Ursopol, 1 Urowal i 3 Neplopla… Neoplazmoksany. Czyli mamy tak… 74… 25 iiii…. 345… Nie, to ostatnie to nie jest suma, to cena tych ostatnich kulek, które wystarczają na niecały miesiąc. Czyli wyjdzie 444 monetki złote za zestaw raptem jednoopakowankowy.

Anax też ma pełne pojemniczki szykowane.

U niego to jest 2 Zentonile, 1 Hepatial, 1 Ursopol, 1 Artikrill i 1 Eseliw codziennie. Czyli (już mam wprawę, to mi szybciej pójdzie) – 68 plus 42 plus 74 plus 100 plus 10 to daajee naaam 294 monetki…

Ostatnio wspomniałam o Kiarze.

Miała tak wieeeeelką piłkę doczepioną do śledźmionki, że w te pędy ją psiowetka musiała kroić! Kawalątek wysłali do badania i wiecie co…. Już wiadomo, że to było tak obrzydliwie złośliwie, że teraz to nie wiem, co będzie… Druga piłka przecież jest przy pompce, do tego wielkości właśnie tej pompki, zupełnie, jakby miała dwie… Nasi bardzo chcą, żeby Kiara jak najdłużej teraz mogła się pocieszyć życiem, więc jej pojemniczek leczący wygląda tak:

W środku jest Kanerdźi, Biotropil, Letroks, Eseliw, Vetomune, Kalmwet i Artikril. W sumie jakby tak chcieć kupić po jednym opakowanku to wyjdzie… ee… 136… i 15… i 5… i 16… 37… 50… 259 złotych monetek! Zapytacie, czemu tabletkowy pojemniczek taki wyjątkowszy – bo Kiara co prawda nadal jest pod opieką schroniskową, ale zmieniła miejscówkę na najprawdziwszy, troskliwy do granic DOM…

Ja tak mogę długo, lista krótka nie jest, a w sumie to wychodzi ładne kilka tysi w tych specjalnych, tabletkowych sklepach miesięcznie. Kilkadziesiąt czterołapów bierze leczące kulki stale, bo to albo wątróbka nie domaga, albo pompka źle pracuje, w stawach skrzypi albo coś. Do tego dochodzą jeszcze ci, którzy akurat ostatnio nie bardzo się czują, bo ich przewiało albo zeżarli coś, czego nie powinni (w lesie to różne rzeczy znaleźć można, a zeżreć niezauważenie jest co prawda trudno, ale niektórzy do perfekcji opanowali!), albo akurat jest kuracyjka z witaminek, co by wzmocnić, albo… ach, tu ciągle jest coś do podawania!

Uważny czytaciel z pewnością nie raz przeczytał w postach o torcikach z leczącymi kulkami. Bardzo proszę, oto i one:

Po długim szykowaniu nadchodzi czas na rozdawanie. Tutaj Andek zeżera swoją porcję, która usiłuje zmusić wątróbkę do lepszej pracy.

A tutaj Łabek i wspomagacze pompki:

Błeno też bierze na pompkę, dodatkowo też na stawy.

Taka wycieczka trochę trwa, bo przecież jeszcze szpital, jeszcze apartamenty, przedszkola, wszystkie te całkiem niedomagające zwierza… Tabletkowe mają co robić! A to tura poranna, po południu jest kolejna, a niektórzy to i mają jeszcze pomiędzy.

Także jakbyście tak zajrzeli na wuwuwuzbiorkanaburkapeel (jak klikniecie w ten adres, to Was tak za pstryknięciem magicznie przeniesie), to zobaczycie, że w porównaniu do tego, co jest faktycznie potrzebne, to wcale tam tak dużo zbiórek nie ma. Znaczy w tym miesiącu to się ich pokończyły dziesiątki! Ale na leczące kulki było kilka – kilkanaście (zresztą, jeszcze trwają), bo nie sposób założyć na WSZYSTKIE tabletkowe zwierzaki, do tego jeszcze na te badankowe, operacjowe… Te kilka zbiórek to już ogromniasta pomoc, ale nasi tak czy siak, choćby się waliło i paliło, muszą mieć pełne magazynki z leczącymi kulkami…

Nie myślcie, że to taki zapas, że wystarczy na ohohooohooo, ile czasu! Widzieliście tam wyżej, ile jest pojemniczków. Bywa, że jednego rodzaju kulek schodzi nawet i kilkanaście, kilkadziesiąt dziennie, a to czasami całe opakowanie czy więcej. Każdego dnia. Takie odpornościowe, wątrobiane, rozluźniające bebeszki smarujące stawy czy wyłączające ból, to jak woda lecą… A zbiórek na kulki jest raptem kilkanaście…

Mam nadzieję, że pokazanie tabletkowego świata pomoże zrozumieć, że wcale taki mały nie jest i że nasi pokazują raptem jakiś niewielki jego wycinek, bo potrzeby są ogromniaście większe…

Także pamiętajcie o nas, jakbyście mieli jakieś leczące kulki po Waszych czterołapach, bo te już by wyzdrowiały może całkiem, albo jakbyście mieli wolniejsze monetki w płynie… czy coś…


PeeS.

Pamiętacie wrrredaktora Dżokeja? Stetryczały taki, marudzący i szczerzący zębiska przy byle okazji, wystarczyło, że wiatr zawiał nie w tę stronę, która by mu odpowiadała. Zabrała go do domu nasza Tabletkowa. Gdyby nie Ona, nikt by go nie zabrał, tak myślę. Nie raz snuła wizje, że musi chłopaka wykąpać czy też coś innego przy nim grzebnąć i ciekawe, czy jutro przyjdzie do pracy ze wszystkimi palcami albo twarzą.

Coraz słabszy był… choróbska się przyplątały już dawno, to było wiadomo, ale jakoś się trzymał…

……Dżokej wykopytkował na najzieleńsze łąki….

….i w tym całym mokrym smutku cieszy jednak, że miał dom, w którym nikt nie próbował go zmieniać, tylko akceptował i kochał takim, jakim był…

6 komentarzy

  1. 💙💚💙💚💙💙💚💚

  2. …przepraszam ale jakos mi te POJEMNICZKI dla Derlika i Azorka wyglądaja na mega BRUDNE!!!!!! czy to aby nie szkodzi zwierzakom????? tabletki to poważna sprawa tabletki czyli sprawy zdrowia szpitalik sterylność…..

    • Bez przesady! To są pojemniki plastikowe, więc trudno je domyć. Najlepiej by się przydały nowe…pewnie chętnie przyjmą w prezencie.

    • Bardzo przepraszam, ale my – zwierzaki – szamiemy z ziemi takie rzeczy, że to się Wam, dwunożnym nie śniło…. Nasi wymieniają te pojemniczki raz w tygodniu, one są zafaflucone od jedzonka, w które te leczące kulki są wkładane. Jak już zapakują wszystko do torcików, to w międzyczasie już te pojemniczki wysychają, a są tak cienkie, plastikowe, że w rękach się łamią przy próbach mycia. Poza tym suszyć też by nie było gdzie, a przecież muszą być porządnie wysuszone, żeby kulek nie zepsuć. Tak jak napisała dwunożna laska – Marta – baaaardzo chętnie przyjmiemy duuuużo takich pojemniczków, wtedy będą wyrzucane po każdej niepożądanej kropeczce. Pozdrawiam psierdecznie!

  3. …hmmmm…

    ..no może i bez przesady …jak i że jemy z ziemi itp itd ….ale wtedy one czyli czworonożni mają niekończące się biegunki a i z brudu nie tylko pojemniczkowego włosogłówke..itp itd….plastikowe pojemniki można spokojnie umyć tylko to nalezy robic więc nie wyglądałyby jak na zdjęciu….sa brudne i tyle….

  4. WaleryZenonPopelina

    Tak, zaczyste nie są te pojemniczki i osoby które ich dotykają mogą potencjalnie przenosić zarazki z pojemnika na pojemnik napewno powinno się to poprawić bo o kolejną epidemie bardzo łatwo , ale tu ważne jest też ile tych leków trzeba, całą wielką górę. Nie krtykujcie tak pochopnie , schoniskowe realia odbiegają od standardów szpitali dla ludzi nie wymagajcie niewiadomo czego np. Codziennej serylizacji pojemników na leki.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)