To było niby tak…

To było niby tak, że w tym roku Gwiazdor i przyjaciółmi wcześniej przyjechał do Zielonej Góry i nie znalazł wolnych miejsc w hotelach. Zamieszkał więc w naszym schronisku. I tu się przekonał, że bezogoniaści szykują się do hucznych świąt, ale u psów chudo! Zaraz więc wymyślił akcję „Paczka dla Zwierzaczka” i ruszył z nią na miasto…

Wiadomo, że naprawdę nic takiego się nie wydarzyło. To tylko kolejna akcja naszych bezogoniastych. Parę ładnych dni się do niej przygotowywali. I my też. Patrzyliśmy, jak projektują specjalne ulotki na tę okazję. O, takie:

Wolontariusze szykowali się do kwesty, a my wybieraliśmy, które z nas będzie w mieście reprezentować schronisko. Wyszło na to, że oczywiście ja, potem Newa, Mysza, Mary… nie pamiętam dobrze, kto jeszcze, a każdym razie piątka nas była. Takich, co się bezogoniastych nie boją. Dali nam nowe smyczki, powiązali pod szyjami szykowne czerwone szaliki i mogliśmy ruszać.

Aha! Grupa bezogoniastych z Uniwersytetu przygotowała specjalny program o Gwiazdorze i o nas, i też go miała pokazywać.

No i w piątek ruszyliśmy na ten cały deptak, gdzie był jarmark świąteczny. Jarmark był, na nim różne różności były, my byliśmy i deszcz był… więc bezogoniastych nie było. Znaczy trochę było, ale nie za wielu. No i wolontariusze chodzili i zbierali datki i zachęcali do robienia paczek dla nas i znoszenia ich do specjalnego namiotu, który stał na rynku. Albo do przynoszenia prezentów dla zwierząt od razu do schroniska. A na scenie szedł program.

Najpierw o Gwiazdorze i lalce, która mu pomagała pakować prezenty, ale się zepsuła. O, tak:

Potem ten Gwiazdor śpiewał życzenia dla bezogoniastych i wspominał też o nas, żeby o nas nie zapominali. A potem wszyscy tańczyli na scenie i znów śpiewali:

A potem ze sceny ruszyli na miasto, częstowali bezogoniastych łakociami, opowiadali o akcji i dalej się pysznie bawili. Deszcz cały czas padał, ale było kolorowo!

Bezogoniastych pojawiało się coraz więcej, ale nasi postanowili zabrać nas do schroniska. Żebyśmy za bardzo nie zmokli. No to nie widziałam, jak się skończyło to wszystko. Słyszałam tylko, że zebrało się trochę paczek i pieniędzy.

A na drugi dzień, znaczy dzisiaj, znów wolontariusze wraz z nami wyruszyli na miasto. Tym razem pogoda była lepsza, więcej bezogoniastych na jarmarku, no to i paczek było więcej. Ślicznie! Do świąt jeszcze parę dni. Zobaczymy, ilu bezogoniastych pojawi się w schronisku!

Oj, schodziłam się przy tej akcji… Siorbnę wody, przekąszę coś i poleżę… Jutro to wszystko zamieszczę na blogu. Dzisiaj mam dość!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)