Powinny zdrowieć dla KOGOŚ…

– PFFFFF… sap….wzdech….pffff….ech….ufff

– Buulbaa, co tak sapiesz??

– Nie wiem, jak mam zacząć…

– Od początku, hłe hłe…

– Bardzo śmieszne! To nie jest takie proste, kiedy chce się pisać o takich przypadkach… Hedar, chciałeś coś kiedyś komuś udowodnić za wszelką cenę, chociaż mało kto wierzył, że się uda…?

– Yyyy… Kiedyś przyszła pani Basia i powiedziała, że na pewno nie zjem tej wielkiej miski żarcia. Udało mi się, zeżarłem!

– Nie do końca o to mi chodziło, wiesz…

Jakiś czas temu ktoś znalazł pieska. Mały, biały, łaciaty, ledwo żywy. Po wypadku jakimś, ale kto, co i jak mu zrobił – nie wiadomo. Wiadomo było jednak, że miał strzaskany kręgosłup, miednicę i wielkie rany na mikrym ciałku.

Weterynarze niejedno widzieli, wiele przypadków przeszło przez lecznicę. Ten psiak miał tyle szans na przeżycie, na podniesienie się z tego, ile zostaje z kości rzuconej Tysonowi.

– Ale Buulbaa, przecież Tyson prawie w całości pożera, nie zostaje nic!

– Właśnie…

Psiak dostał na imię Raszyn i podjęto próbę ratowania tego łaciatego nieszcześcia. Mikrus chyba nie wiedział, że z nim jest tak źle, bo najnormalniej w świecie zaczął… zdrowieć!

Minęło kilka tygodni.Poharatane plecy dalej są w opłakanym stanie, ale już coraz mniej! W dodatku psiak stwierdził, że dlaczego ma zostac psem siedzącym? Własnie, że chodzić będzie!

Do kogo najchętniej się chodzi? Do człowieka! Raszyn dzielnie ćwiczy przebieranie łapkami, nie zapomina też o ogonku. Kiedy kogoś zobaczy i ten ktoś w dodatku go przywoła, ten połamany łaciatek już nos wyciąga do przodu, przednie łapki dźwigają większość ciężaru, tylne się nie poddają i też próbują iść za resztą!

– Hmm.. ale ja go nie widziaałeem nigdzie u naas…

– Bo on nie siedzi u nas. Ciągle w szpitalu jest.

– Oj… to jemu musi być smutno…

– Pewnie i jest. Chociaż nasi go odwiedzają i cała zgraja Zielonych Kitlów się nim na pewno dobrze zajmuje!

Ale racja, jak ma być wesoło? Nie ma właściciela, który by przychodził codziennie. Nie ma domu, w którym mógłby dochodzić do siebie. Raszyn tylko patrzy na każdego tymi niesamowitymi oczami. Przytula się do każdej wyciągniętej do niego dłoni. Wtula się w każdy zakamarek swetra. Ciepła szuka, potwierdzenia, pewności. Czeka na słowa „Wrócimy razem do domu…”.

Tak dużo już za nim, udowodnił, że niemożliwe może stać się możliwe! Teraz pora na ludzi, czas udowodnić Raszynowi, że jest coś wart, że nie na darmo tak dzielnie walczył…

Jak już jesteśmy myślami w lecznicy, opowiem o koleżance Raszyna, która mieszka obok niego w szpitalnej sali. Oto Oska:

Oska jest jeszcze dzieckiem, ale poznała już głód i samotność. Znaleziona przy drodze, kiedy wykazywała wygłodniałe zainteresowanie leżącym jeżem… Brudne, zapchlone futerko naciągnięte na mały szkielecik, do tego ogromniaste oczyska i cieniutki jak sznurówka ogonek.

Wystarczy jednak, że człowiek wyciągnie do niej rękę, już kładzie swoją łapkę, przysuwa się bliziutko, cieniuśki ogonek zaczyna majtać na wszystkie strony. Wystarczy wziąć ją na ręce, Oska kładzie łepek na ramieniu i się grzeje…

Nie może tak być, że te psiaki nie mają na co czekać, nie mogą myśleć, że nikt na nie nie czeka… Muszą wiedzieć, że mają dla kogo zdrowieć… Oska jest młoda, szybko się wyliże. Raszyn ma jakieś 8 lat. Będzie ślicznym, niesamowicie wdzięcznym i wpatrzonym w człowieka psem, w którego oczach będzie się można zakochać bez pamięci. Jednak ma 8 lat. MUSI mieć dla kogo zdrowieć…


– Eeech… a masz jakieś fajne wieści…? Bo ja już nic nie widzę, tak mi jakoś oczy zaszły wodą…

– Mam! Pamiętasz, jak pisałam o stróżu, na którego czeka zasłużona emerytura?

    Alex, po wieloletniej pracy jako stróż firmy, po zwolnieniu go i wyrzuceniu na bruk, po spędzeniu kilku tygodni w schronisku, po rozpoznaniu i rozpoczęciu leczenia poważnej choroby skóry – trafił do domu! Już tam o niego zadbają jak należy, a on sobie pośpi na prawdziwym posłanku, za te wszystkie lata stróżowania!

…i dwie dziewczyny czekają wciąż na najważniejszy dla nich dzień… ale o tym jeszcze nie dzisiaj…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)