…więc chodź, pomaluj swój świat, na łaciato i na niebieeeskooo…

– Jjjjaaaaa, ale znów bestie przywieźli, widziaaałeeeś???

– Co? Hę? Jakie bestie znów? Cyrk przyjechał i lew się zgubił?

– Nnnieeee, co ty, aleś wymyślił! Patrz za okno w łazience albo w kuchni, jakie cielaki!

– Oho! Faktycznie! Takie potwory, że aż nasi muszą uciekać, bo ich zaraz… zaliżą na śmierć! Co ty opowiadasz? Zawsze, jak widzisz amstaffa, to panikę siejesz… 

– Bo ja się coś nie mogę do rasy przekonać… Ja to do każdej takie bestii… eee… znaczy do każdego takiego amstaffowatego muszę się przekonywać z osobna, o!

Jak tak patrzę, to faktycznie te dwa psiury całkiem przyjazne są… Ech, niedawno je przywieźli, nie razem, tylko taki przypadek, że akurat są w jednym czasie takie schroniskowe świeżaki.

Najpierw przybyła Pyza! Caałaa niebieska! Znaczy dla mnie to szara, ale zaraz nasi zaczęli ochać i achać, że taka ładna, niebieska… No to niech im będzie – Pyza jest niebieska, o:

No i co? Niebieska? Szara, nie? Chociaż pies to w ogóle podobno nie widzi zbyt dobrze kolorów… Pyza prawdopodobnie jest kolejną porzuconą psiolaską, która wcześniej pracowała w fabryce takich mniejszych, amstaffowatych pyziątek… Tak podejrzewamy po tym, co jej wisi pod brzuchem. Prawidłowo, to suczka ma zgrabną talię, wszystko się trzyma jak trzeba, wiecie, no jak u mnie! U Pyzy ten jej brzuch odbiega nieco od ideału… I z oczami ma też problem jakiś, ciągle to jedno mruży. Charakter, jak na taką bestię, ma całkiem niebestiowy! Taka przytulanka, że trzeba uciekać, bo na śmierć zaćlamka z radości. Nawet są już jakieś telefony w jej sprawie, ale same jakieś takie, że ta nasza fotografka po każdej rozmowie tylko ciężko kładzie głowę na biurku i kiwa nią na boki z rezygnacją… Nie wiem, co tam chcą, ale zdaje się, że nie jest dobrze… Pyziucha w niesprawdzone ręce nie pójdzie, już ta nasza z aparatem o to zadba! Ona kocha te bestiowate psiury, zdaje się, że sama ma dwa takie…

Drugą bestyjką, już nie niebieską i tutaj mogę dać sobie obciąć… yyy… łapy nie… ogonek też nie, bo i też krótki… ooo, pół wąsa dam sobie obciąć, jeśli ten pies nie jest czarno-biały! Żaden niebieski, zielony czy w kolorze marengo też nie jest! Czarno-biały i koniec. Max go nazwali.

Ten to też bida… Może i nie z fabryki szczeniaków, bo to w sumie jest pies, a nie psiolaska… Ale w stanie takim, że aż patrzeć żal! Chuuudee tooo, zaniedbane… W dodatku Maksiu jest niewidomy. Jemu można wmawiać, że Pyza jest niebieska, on i tak uwierzy, o ile w ogóle kiedykolwiek cokolwiek niebieskiego widział. Nie wiadomo właściwie, od kiedy on nie widzi. Dla takiego ślepaczka schronisko to jest coś strasznego! Obija się to o budę, to o siatkę, potem o drugą siatkę, znów o budę… I nie ma człowieka obok, który by go naprowadził, pomógł, przyhamował przed przeszkodami. Ech, straszno tak ciągle w ciemności, wśród szczekania, wycia, trzaskania, tupania… Nie ma co się bać niewidomego psa! Może być super kumplem, tylko trzeba chcieć się o tym przekonać. To jest trochę inny rodzaj kumpelstwa, ale wart każdego merdnięcia ogonem po wyniuchaniu tego SWOJEGO człowieka…

Nie każdy potwór musi straszyć. Moooże czasami wyglądem i potem taka Bulbka jak ja boi się z okna wyjrzeć… ale wystarczy chwilę popatrzeć i od razu widać, że w tym zwierzu ani pół procenta agresji nie ma! Tylko do przytulania się nadaje, do spacerków, do miziania, wylegiwania na posłanku…

Są miłośnicy psów w takim typie. Dzielą się na takich „miłośników”, co to chcą się tylko pochwalić takim „groźnym” psem, czasami nawet agresji uczą, żeby wyglądało to jeszcze poważniej i „ohohoho, bój się nas!”; a są też prawdziwi Miłośnicy takich szerokich paszcz, którzy doskonale wiedzą, jak się dobrze nimi zająć i będą kochać taką swoją „bestyjkę”, czy jest niebieska, czy łaciata, czy widoma, czy ślepaczek…

Czekamy na takich Miłośników, czeka Pyza i Max. Przecież wszyscy wiemy, że najlepiej zdrowieć i zarastać tłuszczykiem w domu…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)