Już czas!

To znów ja. NajCudniejszy Leon pod słońcem, redaktor najpiśmienniejszy i w ogóle ochy i achy powinny lecieć już od pierwszej linijki. Jak wiecie – Aron pojechał do domu. Górna pojechała do domu. Ostatnio mi się obiło o uszy me wydatne, że ktoś ich widział na mieście, na spacerze znaczy. Czyli wszystko u nich w porządalu! Może i lepiej, że Aron nie pisze, jak tam w domu ma. Znaczy – dobrze mu i nie ma czasu ani głowy do tego, bo innymi zajęciami zajęty.

Nie przystoi, żeby takie posłania luksusowe i biuro się marnowało, żebym i ja nie miał do kogo się otworzyć, więc wiadomo było, że prędzej czy później kogoś dołożą do mnie. Lista potrzebujących jest dłuuuugaaaa, ale liczba miejsc ograniczona… Poza tym to musi być ktoś, kto się potrafi zachować (jak ja), kto da się głasknąć każdemu (też ja), kto nagle nie pokaże, że ma zły humor (wypisz, wymaluj – JA). No i jeszcze się ten ktoś musi zgodzić z tymi, co już tu mieszkają, znaczy ze mną, wiadomo! Nie mogli szukać nikogo na moje podobieństwo, bo takich drugich Leonów po prostu nie ma na świecie, ale wiedziałem, że i tak kogoś wprowadzą.

…i wprowadzili…

To jest Stańka:

A to jest Mitka.

Niezauważalne zupełnie, niewidzialne na wiacie. Może i się sprzedać nie umiały. Może i za bardzo nieśmiałe i mało kto chciał je poznać tak bardziej niż tylko na jednym spacerze. Jak je opisać, skoro się opowiadało jedno, a dwunożni przy kojcu widzieli trochę co innego? Dlatego nasi stwierdzili, że tak być nie może i trzeba je zabrać tutaj.

Pierwsze dni wyglądały tak:

Nieśmiałość zwyciężyła i na początku było średnio dość. Jakoś chyba bardziej wolały wrócić tam, gdzie siedziały wcześniej, chociaż tam też się czuły średnio, więęęc…. psiolaski same chyba nie wiedziały, czego chcą….

Już jest lepiej ciutkę.

 – Eeeej, psiolaskiiiii! Może się przedstawcie, cooo? Coś byście napisały? Chooodź, Mitka! ……tylko mnie nie próbuj zeżreć…

  – …….

 – No nie bój się. Nie gryzie to to. Widzisz, tu masz takie guziczki i dawaj paluchy tu. Też masz zgrabne takie, to nie trzeba patyków przylepiać do łap. I pisz.

 – Dziefjgmvń Dkvobbtry

 – ……łaaaadnieeee, ale spróbuj wciskać jednak pojedyncze guziczki, będzie czytelniej…

 – Starfvam skfię

 – TO SIĘ STARAJ BARDZIEJ…… Znaczy… Na pewno dojdziesz do wprawy. Coś może napisz od siebie teraz.

 – Alke co?

 – Bo ja wiem, co ci tam się przypomni czy coś. Byle ładnie. Czytaciele lubią czytać, więc piszemy dla nich, tłumaczyłem ci już to. Piszemy o nas, o życiu, o różnych takich rzeczach. Pamiętaj, że to nasza misja i czasami jesteśmy jedyni, którzy mogą coś napisać, bo dwunożnym nie wypada albo nie chcą gdzieś podpaść. My możemy, My mamy takie prawo i musimy z niego korzystać, bo pewnie niejeden czterołap na nas liczy.

 – Czykli mogę napidsać, że na początkju musielki cię nosić z krzesła na krzesdło, bo nie chciałkeś zejfść na podłogę, bo bałeś się, że ci odgryzdę girę?

 – ŻE JAK? Wcale tak nie było!

 – Jak nie, jak było! Siedziałeś i patrzałedś się na biurownikófw, i oni wiedziekli, że teraz to trzeba wyniedść na siku, a terazd to zjeść, a potem na inny fotelk przenieść! 

 – Wcale nie! …………..trzeba było na mnie nie kłapać……. i nie prawda! To było specjalnie! Że niby się boję, ale wcale że się nic a nic nie bałem!

 – Ehe… Czyli mam nie pidsać też o tymn, że………

 – NIE. Wiesz co? Ja sobie poradzę. Już się przestawiłaś. Do widzenia się. Ja już dalej sobie polecę. SAM.

PFFF. Że JA się BAŁEM. JA. Doberman, tylko przystosowany do mniejszych warunków mieszkaniowych. I tak to z nimi jest, widzicie.

W każdym razie na początku było, jak było. Teraz już jest całkiem nieźle, chociaż Mitka ze Stańką bez siebie żyć nie mogą. Nos w nos, zad w zad na spacerze. One do domu osobno nie pójdą, nie ma opcji najmniejszej.

W biurze czują się już o wiele lepiej, a nawet napisałbym, że wyluzowały zdecydowanie.

Wciskają się za tą naszą biurowniczkę, na dawne miejsce Górnej i ona nie może ani pół kółkiem od fotela ruszyć, żeby którejś na łapę nie najechać… Ale nasi wszystko rozumieją i nic a nic pretensji nie mają. Stańka z Mitką zresztą dają się lubić, zwłaszcza kiedy takie coś wyprawiają:

I mówią nasi, że takie fajne, takie śmieszne, takie dziwne, ale urocze. Na wiatach średnio to było widać, dopiero tu wychodzi, jakie z nich szalone psiolaski!

A jak tam między nami? Rozejm.

Może jakoś przesadnie się nie wielbimy (za co mam focha nad fochy, bo ZA MNĄ nie przepadać to nie wiem, jak można), ale tolerancja w psim świecie to wbrew pozorom całkiem niezły objaw.

A teraz uwaga – morał będzie.

Jeśli ktoś sobie pomyśli, że teraz to one mieszkają… znaczy my mieszkamy w biurze i mamy fajnie i wcale nam domu nie trzeba, to ja napiszę, że to nie tak wcale jest. Pewnie, że to najlepsza miejscówka! Ciągle dwunożni, ciągle ktoś się kręci, spacerki mamy normalnie i jak są ciepłe dni, to więcej odwiedzających przychodzi na spacerki i chodzimy częściej. Sielanka prawda?

Tylko że na taką sielankę czeka więcej psiumpli.

Ktoś powie może, że po co ten biurowy przystanek, przecież te z wiat też znajdują domy. Taaak, znajdują, ale taka Stańka z Mitką czekałyby dłuuuugo, zanim by ktoś zechciał dać się lepiej poznać i wejść w ich ośmiołapny świat. O ile w ogóle. Teraz będzie łatwiej, bo i oswoiły się bardziej, i zaczną po głaski przychodzić (po żarełko już potrafią), i więcej dwunożnych pozna je od razu od tej lepszej strony. Kiedy znów ktoś się wyprowadzi, może ja, może one, to nasi wybiorą kolejnych, którzy są niewidzialni teraz na wiatach, którzy dostaną szansę większą, bo kilkanaście par oczu dziennie będzie ich oglądać i może któreś nie będą mogły się oderwać…?

Dlatego właśnie nas też trzeba zabrać do domu.

Przecież w schronisku marnuje się ma uroda! Ma uszatość! Kto to widział!?

 A teraz dobranoc… ja muszę odespać. 

3 komentarze

  1. Pięknie piszesz Ty Leonku i Twoi poprzednicy.Nie jeden raz łzy z oczu mi lecą gdy czytam Wasze historie te dobre i te smutne.Piękny blog,pozdrawiam Was serdecznie i życzę jak najwięcej znalezienia dobrych domków☺

  2. Witamy Mitkę w gronie wrredaktorów. Czekamy jeszcze na słowo od Stańki. Leon z Ciebie nie tylko najpiespiśmienniejszy redaktor ale też i najpieslepszy nauczyciel, tak szybko przeszkoliłeś z sukcesem koleżankę. Zdjęcie całej trójki- superpsie. A już zdjęcie z uszami i z pyskiem- no po prostu chwyta za serducho. Życzymy wam wszystkim szybkiego wyjazdu do Domu!

  3. Własciciel CZADERA

    Leon ziomal z Kożuchowa, To jest niestety prawda że pieski z pod wiat mają gorzej , Taki np. CZADER miał niestety wielkiego farta ze pojechał do swego domu, bo chyba nawet nie był w kolejce, pojechalismy przekazać trochę kocyków, ręczników i karmy, a zapragneliśmy zabrać jednego, taki amorowy strzał. I tak miał być Hektor ( smutne oczy, w trakcie adopcji) albo Batal ( nietoperz, w trakcie adopcji ) przy okazji Konar ale pomylił ktoś imię bo to był Kotar i jednak był do adopcji , nawet Dzimi ( 2 tygodnie oczekiwania bo nowo przyjety ) i Roki wchodzili w grę , a Czader skomlił cicho i coś tam poszczekiwał słabowito jak ze dwa razy tamtędy przechodziliśmy, małe szanse miał … mała sugestia miłej BIUROWNICZKI jeden spacer i wszystko jasne… tylko czy z naszą suką się dogada…i czy dobry do dzieci ?padło pytanie. Egzanin zdał celująco i znowu ma swój dom…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)