„To wasza wina, jakbyście je szybciej wzięli, to by tak nie było!”

….postaram się grzecznie….

…bardzo się postaram… ale wiecie, no różnie może być. Już ja wiem, że u Was też będzie różnie, więc tylko patrzcie, czy gdzieś obok nie ma kogoś wrażliwszego na różne słowa takie wiecie, nie do końca poetyckie, które mogą Wam z gardeł się wydobyć.

Zastanawiałam się, od czego zacząć, ale żeby było w miarę najbardziej zrozumiale, to zacznę od tego:

Trochę niewyraźne zdjęcie, ale ja tam się cieszę, że mam jakiekolwiek, bo by nikt nie uwierzył. To jest pies. Psiolaska znaczy. Całkiem młoda w dodatku, na świat przyszła jakoś przed wakacjami. Co ona robiła w torbie? Obstawiacie, że ktoś psieciaka znalazł i nie miał w czym ją dźwigać, więc włożył do tego? Albo może żeby nie nalała w jeździdle? Albo tak wiecie, dla hecy, do zdjęcia, bo przygotowujemy akcję kalendarkową?

PUDŁO. Tyle napiszę.

Ktoś włożył ją do torby, zaw……. za…… ech, no nie chce mi to przejść przez klawiaturę…. zawiązał… wyniósł gdzieś i zostawił. Aż mnie sierść stanęła znów na samo wyobrażenie!

Ktoś inny przechodził niedaleko, zobaczył zawiniątko, zobaczył, że się rusza…… i się temu komuś też sierść zjeżyła na czymkolwiek tylko rosła…. Po rozwiązaniu wyszły z torby dwa wielkie uszka, długi ryjek…. a dalej łysy grzbiecik, wystające żeberka, zaczerwienione łapki i cieniuśki ogonek… Ciężko było jej zdjęcie zrobić, jak już ją postawili na ziemi, bo ciąąągle się drrrrapała koszmarnie. Więc mam tylko to żeberkowe, różowe, bezgłowe coś na zdjęciu…

Tego łysolka razem z torbą przywieźli do nas tacy dwunożni w niebieskich ubrankach, a nasi pierwsze, co zrobili, to wzięli takie specjalne urządzonko i pomachali nad tym chucherkiem, bo może a nuż…

….i wiecie co…?

…..ta psia panienka miała taką malutką fasolinkę pod skórą, dzięki której nasi od razu się dowiedzieli, skąd ona jest!

….a to miejsce nasi znali dobrze… Byli tam jakiś czas temu, kiedy jeszcze czterołapkowe dzieciaki były mniejsze (i zdrowe) i właśnie wtedy wszczepili te fasolki, tak na wszelki wypadek, bo przecież, jak psiaki by wjechały do domów, to różnie bywa!

…właśnie…

…ale to chyba nie stało się w nowym domu… w sumie nie wiem, gdzie i nie wiem, kto jej to zrobił, chociaż ja tam mam swój typ, ale co ja tam mogę wiedzieć. Mnie jedynie coś tu podśmierduje, ale nie mnie będzie to oceniać.

Ci dwunożni w niebieskich ubrankach pojechali w tamto miejsce, z którego pochodziła Eta (bo tak tej różowej psince dali nasi na imię), żeby zobaczyć, jak to tam wszystko teraz wygląda iii… czem prędzej nasi też musieli tam pojechać, bo nie dość, że nic się nie zmieniło na lepsze (przy odrobinie dobrej woli warunki mogły być całkiem jako-takie, maluchy wydane do domów, a i psiolaska zabezpieczona przed kolejnymi…), to jeszcze w ogóle szkoda było gadać…

Te chude ogonki, czerwone łapki…

…kto widział szczeniaka, który ciągle śpi? Kiedy coś się dzieje, nowi ludzie, ŁAŁ! A ten śpi? Ech…

Nasi zapytali, co z tym szczeniakiem z torby, przecież jak to się stało, że nagle jeden znaleziony w tobołku?! …a ci dwunożni stwierdzili, że właściwie nie zauważyli, że coś brakuje, że oni nie wiedzą, którędy uciekają, czy coś, właściwie to nic nie wiedzą…

JAK?!

I co, masz gromadkę psów i raz jest osiem, raz sześć, z czasem zostają dwa i… już? Kto by tam liczył?

Masz zwierzaki, one chudną, kudełki wychodzą, brzuszki robią się wielkie, bo w środku różne żyjątka zaczynają pełzać i…. nic? Wszystko w porządalu?

Czterołapki drapią się bez opamiętania, girki krwawią i…. nic…? Żadnych emocji? ŻADNYCH?

….ale jak…? Jak można…?

Nikt nie potrafił powiedzieć, dlaczego nikt im nie pomógł, nie zaprowadził do psioweta czy coś, ale nasi się dowiedzieli, dlaczego one tak źle wyglądają. Otóż…

Jakbyście poprzednio wszystkie zabrali, to by tak teraz nie wyglądały!

Czyli ktoś ma psiolaske, psiolaska ma małe psieciaki i nasi po prostu powinni przyjechać, zabrać, jak były zdrowe i puchate, i idealnie by było wtedy! Że też na to nie wpadli! Wtedy nikt by nie zachorował, nikt by nie był chudy, bo jedzenia by wystarczyło dla jednej dorosłej psiolaski i przede wszystkim – liczba by się zgadzała, a nie teraz jakieś czepianie, że szczeniaków brakuje i nikt nie wie, gdzie są! Przecież niemożliwością jest zadbać o własne psy, prawda? U każdego z Was są zaniedbane i w dodatku sami nie wiecie, ile ich macie i gdzie. Najzupełniej to normalne jest…

Co było robić, nasi zapakowali całą rodzinkę do jeździdła…

… i powieźli do nas. Widzicie to chucherko z przodu? Znów zwinięte w kulkę, ani myśli szaleć po szczeniacku, nie ma sił…

Nasi zaraz dali miseczki, kołderki, już czysto i najważniejsze – w komplecie. Pierwsza psiolaska, z tej torby, Eta, dołączyła do psiomatki i reszty rodzeństwa.

Nie myślcie, że to takie malutkie pomieszczonko, tam są dwa pokoje! Psiomatka miała na imię Juma i tak jej zostało, żeby już nie mieszać w głowie.

To oko to takie dołem niebieskie, nic tam nie jest zepsute! Chudziutka taka jest… I od spodu skóra aż czarna, taka byle jaka bardzo…

Dzieciaki to Eta, Zgredzia, Betami, Fam i Dżed, ale który to któryyy, to tylko nasi wiedzą! Ja wiem tylko, że teraz tym czerwonym łapeczkom trzeba ulżyć…

…trzeba ogonki i grzbietki zasierścić…

…trzeba wiary natchnąć i szczenięcej radości…

…trzeba pozwolić spać spokojnie, żeby już nie swędziało, a nie tylko dlatego, że nie ma sił na nic…

Trzeba z brzuszków wypędzić żyjątka, zapełnić je czymś dobrym, żeby żeberka zarosły…

Ech…

Nasi już wiedzą, że to, co żyje na tych maluchach i psiomatce to jedno z najstraszliwszych rzeczy naskórnych, jakie do nas czasami przyjeżdża na zwierzach. Pazożytuch zwany…  świeżym bowcem…? Taką dziwną ma nazwę, wiecie, ale to taka odmiana jeszcze, co w skórze robi takie maciupkie dziurki i tunele drąży, jak kret! Na samą myśl mnie swędzi… Trudno się pozbyć, a żebyście wiedzieli, jak to chętnie przechodzi na innych! Nasi muszą uważać straszliwie, żeby nie zarazić ani siebie, ani innych, i ubierają się w takie skafandry, jakby co najmniej na księżyc się wybierali, ale nie ma rady, tak musi być. Najgorsze, że te ubranka to na raz i do śmieci… A nasi mówią, że kosztują dużo monetek…

Jakbyście chcieli pomóc… a przecież ja wiem, że pomożecie… bo Wy wiecie, że my nie damy bez Was rady… I ja wiem, że Wy wiecie, że my wiemy, że… właśnie… To TUTAJ nasi napisali wszystko i podali też, jak można pomóc i ile trzeba. Jakbyście mieli może takie monetki w płynie, chociaż kilka, to bardzo prosimy… BARDZO…

…o jak mnie wszystko swędzi teraz!

Jeszcze dzieciaki będą się uczyć tej dzikiej radości, jeszcze będą się bawić…

Jeszcze Juma będzie szczęśliwie wychodzić na długie spacery i wracać do siebie z dwunożnymi, którzy ją pokochają i dla których będzie ważna…

Jeszcze wszystko będzie dobrze… Nasi o to zadbają, z Waszą pomocą mogą wszystko.

Jeszcze głowy będą wysoko, jeszcze oczy będą patrzeć z nadzieją, jeszcze uszy będą się nadstawiać do poznawania tych wszystkich dźwięków, jeszcze nos zapachy będzie wciągał zawzięcie!

…chociaż na razie sił na to brak…

…ale jeszcze będzie przepięknie…

…jeszcze ktoś winę będzie oceniał… Oby sprawiedliwie…

4 komentarze

  1. Marga z rodzicami

    Serce pęka A łzy płyną po policzkach….jak można takim maluszkom zgotowac juz od pierwszych dni zycia taki los😢…monetki płyną…mocno trzymamy kciuki za cała rodzinkę Mamusie i Maleństwa😍😍😍ps.ja też mieszkałam w schronisku…A od prawie roku mam superrr dom i rodzinkę.Caluje Was mocnooo 😍😍😍😙😙😙

  2. .a to miejsce nasi znali dobrze… Byli tam jakiś czas temu, kiedy jeszcze czterołapkowe dzieciaki były mniejsze (i zdrowe) i właśnie wtedy wszczepili te fasolki, tak na wszelki wypadek,

    …..cos mi sie wydaje że wtedy wcześniej jak z opisu wynika zwyczajnie żle oceniliście sytuacje i miejsce w którym zwierzaki mieszkały no i ich psełdo opiekunów ze zdjęć widac w jakich warunkach mieszkałą sunia to co niby wtedy wcześniej było inaczej???? …łańcuch szopa brud dookoła !!!!! tu nie trzeba mega inspektora tylko zabrania już wtedy zwierzaków …..
    no ale niby nadzieja ze rozmowa coś wniesie poprawi hmm….do niektórych wiele nie dociera więc malce zostając zostały doprowadzone do takiego stanu że teraz łzy do oczu …..

    • Właściciele mogli poprawić warunki i wcale nie wymagało to większych nakładów finansowych 🙂 Mogli zadbać o zwierzaki, mogli pojechać do weterynarza przy pierwszych objawach, mogli pozamiatać podwórko, mogli lepiej zabezpieczyć psy, żeby nie uciekały. Wszystko można 🙂 Mogli też zadzwonić, że potrzebują pomocy, że zwierzaki chore. Dlaczego wszystko trzeba robić za ludzi? Oczywiście, że zdarzają się odbiory natychmiastowe; tutaj najwidoczniej nie było wtedy ku temu powodów, a jakby zakładać, że wszędzie zawsze będzie źle i nie ma co rozmawiać, to trzeba by brać ciężarówkę, wjeżdżać do wsi i po prostu zgarniać wiele psów, jak leci, bo przecież „widzimy, że źle”. Temat rzeka.

      Bywaliśmy w takich miejscach, że wszystko wskazywało na dramat i zupełne niezrozumienie problemu, a po kilku dniach nowe budy, długie łańcuchy….

  3. …hmmm…no mogli..ale co nie zrobili czyli nie można było liczyc na poprawę zrozumienie i zaufanie gdzie indziej poprawia tu nie i mozemy sobie tak tu klepac a efekt jest jaki jest tragedia psiaków i suni…no temat rzeka tylko ciężarówke brać…

    cyt…..Dlaczego wszystko trzeba robić za ludzi?

    ..bo wielu z nich jest zwyczajnie nie odpowiedzialnych!!!!!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)