POZNAWALIŚMY pSIĘ!

Wspominałam, że nasi to tyle rzeczy robią dla nas, że aż mnie wzrusz ogarnia co rusz? Dziś też będzie post z tej kategorii. Nie mogłam o tym napisać wcześniej, bo jednak tematy były w kolejce (a musicie wiedzieć, że tak jest nieczęsto), ale przecież takie wydarzenia można i trzeba wspominać jak najczęściej, więc to w niczym nie przeszkadza, a zdaje się, że i tak nie widzieliście zdjęć. Zaraz zobaczycie, a musicie wiedzieć, że jest ich całkiem DUŻO, ohohohoho!

Co to było za wydarzenie? Psiomarsz do miasta! W dodatku nasi rozgłaszali go pod hasłem „Poznajmy Psię”, więc to tak akuratnie zupełnie, bo że i psy, i żeby się poznać, tak sprytnie, bo i łatwo do zapamiętania, i w ogóle. Nie był to pierwszy psiomarsz, nie był ostatni, także kto był i mu mało albo kto nie był i żałuje – spokojnie, jeszcze będą.

Zawsze wszystko zaczyna się od robienia listy szczęśliwców, którzy mogą wyjść na miasto, a to najgłówniej zależy od zdrowia i zachowania, bo wiecie, ani nikt z niedomagającymi łapkami iść nie może, bo to trochę kilometrów wychodzi, ani nie może iść nikt, kto by tam co rusz chciał się z kimś kłócić. Taka listka jest przygotowywana jakiś czas przed psiomarszem, a już w sam dzień marszowy to już „tylko” ubieranie w szeleczki, dobieranie namordników, wychodzenie za bramę… Tutaj szykował się Gacek:

I tak dla wyjaśnienia – namordniki musieli mieć wszyscy. Jak nie na sobie, to przynajmniej psiolontariusze musieli mieć tak na wszelki wypadek, jakby się ktoś chciał przyczepić.

Niektórzy niestety z różnych względów musieli mieć założone, jak na przykład Bucik:

Czy Kołatek:

I żeby nie było, że najpierw piszę, że psy są wybierane ze względu na zachowanie, a tu nagle konieczne założone namordniki, to od razu wyjaśniam. Taki psiomarsz na miasto to idealna okazja do tego, żeby właśnie popracować nad tymi emocjami, bo inne otoczenie, z daleka od schroniska, więcej rzeczy do obejrzenia, obwąchania i w ogóle jest inaczej, dzięki czemu można zapomnieć, na co to w ogóle się ktoś denerwował… Jak jest całkiem kiepsko po odejściu kawałka, to się takiego psa zawraca, skoro za dużo stresu, ale jeśli jest dobrze, to tylko przyklasnąć i nagrodzić!

Na marsz nie mógł iść na przykład Bajkał.

Ale psiolontariusz na pewno zadbał, żeby miał swoją dawkę porządnego wybiegania i radości. Już ja go znam!

Wracając do tych wymaszerowywujących… Dołączyła do nas Górna, która mieszkała jakiś czas temu w biurze, a powitał ją Hienek:

Ast się przebrał! Nasi tak mówili, żeby się przebrać i w sumie tylko Ast posłuchał, i jeszcze namówił swoją najważniejszą na świecie psiolontariuszkę:

Iiiiiii ruszyli!

Krasa zwana też Dejzi dziarsko kopytkowała do przodu. Jej ekipa, w której był też Morek, niosła bardzo ważną tablicę z napisem „Wolontariat? Czemu nie! Zwierzakom też należy się!”. BARDZO ważny napis!

Potem poszli w stronę torów. Hienek się oglądał, czy wszyscy trzymają tempo i nie ma dziur w szeregu:

Mortal był chyba na pierwszym takim spacerze! Pewnie nigdy nie widział takich prawdziwych, miastowych chodników, więc niedźwiedź szedł do przodu, ile sił w grubych łapkach:

Iiii tory! Na zdjęciu dzielnie je przemaszerował Hienek, Dżeki i Misiek:

Na głaski zawsze była okazja i czas:

Iiii szli dalej:

Stała trasa między blokami do uniwersytetu pozwalała liznąć trochę mądrości. Morek z Krasą dzielnie ciągnęli ekipę:

Za nimi Sparoł z rozwianym włosem, a tam z tyłu ten, co brzuchem zamiatał po trawie, to Reks:

Pokera wyprowadzili w tereny niebezpieczne, to jakieś miejsce zrzutu kamlotów!

Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale to musiało być groźne…

Topek (też w namordniku) przemykał bokami z inną ważną tablicą – tam była historia jednej z psiolasek uratowanych przez naszych.

Potem szli kawałek ulicą, Krajek nie pozwalał na zwalnianie tempa:

Potem stały punkt każdego psiomarszu – taki duuuży budynek z maaaasąąą zieeleeeniii egzotycznej, ale nie szli do środka, tylko grzecznie odsapywali pierwszy etap marszu.

Sparoł dawał do zrozumienia, że czas na głaski:

Na szczęście był z bardzo rozumnymi dwunożnymi:

A tu macie Astową ekipę w całej okazałości:

Wtedy też jest czas na pierwszą wodę:

Za którą niektórzy dziękuję wyjątkowo wylewnie!

Reksowi też się udało dokopytkować: 

Gacek pozował przed samym wejściem: 

A widzicie tam na dole zdjęcia? Puzderko na monetki, a na niej Luis. On by na pewno nie dał rady iść tak daleko… Ale dzięki puszce, był z nimi!

Topkowi ściągnięto namordnik, żeby sobie odsapnął. 

Mortal raz pozował z uśmiechem, aż miło było patrzeć:

….a za chwilę…

Musiał to uzębienie tak wietrzyć…. Słyszałam, że mało mu dyplomu nie dali za najgłośniejszego psa na marszu…

O szyję też można było zadbać, Zdzisia raz rozciągała ścięgienka w jedną stronę:

A potem w drugą:

Rozgrzewanie się na trasie jest ważne! Jak się staje, to trzeba pilnować, żeby się organizm nie wychłodził. Zdzisia jakimś cudem o tym wie.

Poker za to wiedział, jak przekonać dwunożną, żeby dała ciasteczko. Latanie dobre na wszystko:

Najważniejsze, że skuteczne:

Kolejnym stałym etapem ściśle związanym z tym miejscem jeeeest kąpiel! Co dziwne, zwykle to jest najstraszniejsza rzecz na świecie, takie umoczenie, ale tam to jakaś magia…

Misiek moczył stópki i suszył kły:

Poker nie był przekonany…

Mortal przycupnął na brzegu i sprawdzał smak miastowego, betonowego bajora:

Łorior kurturalnie się przechadzał:

…A Reksiu jak się wtarabanił do wody…

…jak się przelazł wte i wewte…

…potem znów zaczął latać!

Oczywiście nie obyło się bez oczekiwania na zasłużonego smaczka, skoro już wykonał swoją popisową sztuczkę:

W końcu nadszedł czas na opuszczenie tego basenowego miejsca:

Ależ ich było!

Na deptaku Gacek pozwolił Bachusowi zrobić sobie ze sobą zdjęcie:

Mortal był pewnie pierwszy raz w takim dużym centrum z chodnikami i budynkami:

Sparoł odbierał należną porcję głasków:

Topek pomagał w obsłudze bombelkowni:

Jeśli chodzi o Hienka, to ucinał sobie pogawędkę z psiolontariuszem:

Nie wiem, co dwunożny mu nagadał, ale musiało to być wyjątkowo psiękne, skoro było takie podziękowanie:

Pełno ich było na całym deptaku!

Niestety musiał w końcu nastąpić czas powrotu i właśnie tutaj widać, że Krajek i cała banda po drugiej stronie ulicy kopytkują w stronę schroniska.

Przy okazji wszyscy inni dwunożni mogli zobaczyć, jak się jeden z drugim prezentuje w scenerii miejskiej, niezakratowanej.

Tutaj Sparoł jest nagradzany, że tak ładnie czeka, aż będzie można przejść przez ulicę:

Ast w uroczych uszkach własnych i pluszowych idealnie się zgrał z psiolontariuszką:

Tu już pod samym schroniskiem:

Sparoł z wywieszonym ozorem:

Niedźwiedź Mortal wracał w ciszy, o dziwo:

Bucik wracał bez namordnika!

Dżeki dziarsko przebierał łapami, a tuż za nim Misiek:

I łapki Reksa dały radę! A takie króciutkie!

Oczywiście nie tylko oni wrócili, wszyscy grzecznie wmaszerowali za bramę schroniska, a potem do swoich kojców. Prócz Górnej, ona wróciła do siebie i pewnie opowiedziała Aronowi, jak było!

Taki psiomarsz zawsze jest super sprawą, bo pokazuje miastu nas i nam miasto. I wszyscy nas widzą, i my widzimy wszystkich! I to bez krat! I to jest coś innego niż ten las, który widzimy od podszewki, i to jest inaczej niż wśród kojców, zupełnie inny świat, i zupełnie inne emocje. To takie ważne!

Jak znów będzie takie wyjście, to koniecznie chodź z nami, dzięki temu więcej nas wyjdzie, więcej z nas poczuje tyle kilometrów chodnika pod łapkami, będzie super!

….znaczy z nimi, ja nie wychodzę, ktoś musi pilnować schroniska!

…….i za daleko, i w ogóle… ruch… fuj….

Ale dla większości z nas to naprawdę w dechę!

DZIĘKUJĘ wszystkim naszym za taki super dzień, po którym w tak wielu budach było właśnie tak:

2 komentarze

  1. Dobrze, że wolontariuszom zdjęć po spacerze nie robili! Bo wyszło by, że wyglądają tak jak Hienek na ostatnim zdjęciu! 😂😂

  2. Super psiaki no i oczywiście WOLONTARIUSZE!!!!!! Grzesiu chylę czoło !! Hienek i Ty zgrany duet. Jeżeli ktoś robi to co lubi, a dodatkowo sprawia radość innym, w tym wypadku naszym mniejszym braciom, to tak trzymać!!! Pozdrawiam wszystkich dużych i małych, młodych i tych młodych duchem!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)