Rdzawo-kocia podróż w jedną stronę

– Widziałaś, Buulbaa?? znów wywieźli zwierzaka i nie wrócił!

– Nie zaczynaj, Hedarze… Jak przyjeżdżają obcy i wywożą, to jest dobrze?

– Ale wtedy podpisują umowę i dopiero wtedy pakują psa czy kota do samochodu.

– Czasami ktoś nie może przyjechać po czworonoga, a bardzo by chciał go przygarnąć. Wtedy nasi kombinują, przecież odległość nie może być problemem!

Tak też było z Rdzawkiem. To kot nad koty!

RudyRudyRudy Rdzawek, z bursztynowym, pięknym okiem. Niestety jednym, a kocisko małomówne – za nic w świecie nie chciał powiedzieć, gdzie ma drugie. Rasy dość pospolitej, u nas się to nazywa „europejska”. Na wsiach się mówi „dachowiec”, ale Rdzawka akurat można było nazwać „parapetowcem”. Jedyne okno w kociarni najczęściej było zajęte przez niego.

Wspominałam też o nim, kiedy pisałam o marszu psów do miasta. Wtedy z Baginsem przyglądał się przygotowaniom…

  

Pewnego dnia Rdzawka wypatrzyła rodzina. Daleeeeko mieszkają, ale postanowili jednak odezwać się do Schroniska i zapytać. I tak od pytania do odpowiedzi, od pomysłu do poszukiwań okazało się, że jest możliwe zorganizowanie wycieczki w jedną stronę dla Rdzawka! Tylko dla niego w jedną, bo oczywiście pomagacze-w-transporcie Rdzawka miejsca zamieszkania nie zamierzali zmieniać…

Kilka dni temu przyszedł ten ważny dla rudego sierściuszka dzień! Powstało kilka pamiątkowych zdjęć. Z Pracownikiem Schroniska, który ukradkiem ocierał łzę szczęścia…

…oraz przy naszym nowym, super-ekstra banerze! Trochę mu zazdroszczę, bo ja fotki takiej fajnej nie mam… To znaczy ja bym mogła mieć bez tego pudełka! Za to chętnie z tą uroczą panią!

Potem ruszyli w drogę! Właściwie to tragicznie nie było… do czasu… Nie każdy zwierzak od małego jeździ samochodem, nie każdy się świetnie czuje podczas podróży. Rdzawek niestety nie należy do urodzonych podróżników, ciutkę się zestresował… i tego… mały wypadek mu się przydarzył… Nic wielkiego się nie stało, ale jakoś dziwnie wszyscy poczuli nagłą potrzebę pootwierania wszystkich możliwych okien, a najlepiej drzwi i natychmiastową ewakuację!

Wyszorowany Rdzawek cierpliwie czekał na wymycie jego pudełka z kratką.

 Nienadający się już (z niezwykle ważnych powodów) kocyk, został zastąpiony nowym. Nowe posłanko razem z futrzakiem wylądowało w niezbędniku-do-podróżowania i pojechali dalej.

Nie minęło sporo czasu… hmm… tak jakby musiał być powtórzony proces mycia kotka, plastikowego pudełeczka i wyrzucenia kocyka… Ponownie rudzielec nie bardzo wiedział o co to całe zamieszanie!

Łypał tylko tym swoim bursztynowym oczydłem!

Na szczęście ostatni etap podróży odbył się bez niespodzianek. Tak czy siak kocyków zabrakło i kocisko musiało sobie kości odgniatać na plastiku, zniósł to jednak dzielnie!

Na miejscu, po otworzeniu niebieskiej kratki, Rdzawek wyszedł dostojnie, jak u siebie! Bezbłędnie znalazł miseczkę z chrupeczkami…

…a po posiłku, bez stresu (widocznie całe pokłady mu się wyczerpały w samochodzie…), poszedł z nowym kolegą zwiedzać swoje nowe mieszkanko…

    

Na koniec pozostało zrobić pamiątkowe zdjęcie rdzawkowej rodziny…

 

…i mieć nadzieję, że będę mogła więcej takich wycieczek opisać!

Niech się domy znajdują daleko i blisko, małe albo duże, z ogródkami czy bez, byle zwierzakom nie brakowało w nich miłości!

Zaciskamy kciuki!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)