Skoro to nie był żart…

Skoro to nie był żart, to czuję się w obewiązku poinfomrować.

Bo myśleliśmy wszyscy, że to żart był. W końcu wczoraj dzień żartów był, nie?

A to nie był żart wcale.

.

Nie, tu nie Bambaryła. Bambaryły już nie ma. Jakby się kto łudzić miał, że wróci – nie wróci. Z takiego miejsca się nie wraca.

Kto piszę?

Ja.

I niech Wam wystarczy. Mie tam jakieś sławy poczebne nie są.

Nie, pisać nie będę, teraz tyko, bo trzeba. Inne psy mię wybrały, bo najbardziej pieśmienny jestem.

Także ten.

A było to tak, że zadzwoniła do naszych dwunożna i powiedziała, że psa szuka. Jednego ma, ale miejsca dość, drugi się zmieści. Popatrzyła na stronie – o, ten klusek osierściony będzie akurat. A to Bambi był.

Przyjechali, zapoznali się… decyzja podjęta.

Ta nasza jedna, to się zryczała po same buty, bo JAK TO JEJ BAMBI DO DOMU JEDZIE! Szczęście niepojente, ale i kawalątek serca wyrwany, bo to był JEJ Bambi. Tylko zabrać go nie mogła, więc wiadome było, że ten dom się prędzej czy później by znalaz. Oczy jednak się zabrały za taką produkcję wody, że ze strachu nad suchością papierów, umowę wypisywała druga nasza biurowniczka.

No.

Tak było.

Dzie tu się zdjęcie werzuca…

O.

Tu.

Początkowo to śmy myśleli trochu, że może żart, bo to dzień żartów był, nie, to śmy nie ogłaszali nic, ale to już drugi dzień, a ich jak nie było, tak nie ma! Dziś tylko zdjęcie przysłali, jak to się wylegiwują z dwunożnym na kanapie, jeden rozłożony z kopytami po jednym boku, a drugi rozłożony na plecach po drugim boku.

I takie.

No.

Zdjęcie.

Gdzie to się tu…

O.

Także widzicie. Blog znów bezwrredaktorski jes.

Uszanowanko.

Jeden komentarz

  1. Brawo „ktosiu” Super ci ten wpis wyszedł! Jesteś godnym następcą Bambaryły!!! Tak że tego… No… Pisz! O wszystkim. Ucałowanko!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)